26 y/o
For good luck!
181 cm
weterynarz Leslieville Animal Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— To chore. Tuszowanie czegoś przez co ludzie chorują i mutują. Bogaci nie mają sumienia? — skrzywił się. Jeśli świat bogatych ludzi tak wyglądał to nie chciał w nim być. Pewnie nigdy nie zrozumie sposobu ich rozumowania i braku zainteresowania wobec biedniejszych ludzi, bo byli biedni. Tak to niby jest? Bogaci z bogatymi, a biedni z biednymi i nie wolno im się mieszać? A te wszystkie romantyczne filmy jak „Pokojówka na Manhattanie” czy „Pretty Woman” kłamią? Taka miłość była naprawdę urocza i już nie chodziło o złapanie sobie bogatego męża, żeby mieć łatwe życie. One były przykładem, że zawartość portfela nie była ważna jeśli chodzi o miłość. Czemu w przyjaźni nie może być tak samo? Albo to tylko Dean i jego ekipa byli tak ograniczeni, żeby nie dopuszczać do siebie nikogo więcej. Ale z jakiego powodu?
Był tak przerażony, że nie myślał kiedy próbował przytulić się do Deana. Normalnie pewnie by tego nie zrobił, chociaż po ostatnim pocałunku bardzo miał na to ochotę.
Zaszlochał cicho, czując jak Vanberg się od niego odsuwa akurat w momencie, kiedy bliskości potrzebował. Musiał przez chwilę chociaż uczepić się czegoś albo kogoś, kto będzie robił za jego bezpieczne miejsce, by zapomniał o traumatycznym wydarzeniu. Na Deana niestety nie mógł liczyć, więc jedyne co mu zostało to objąć się ramionami i tak leżeć, trzęsąc się wciąż.
— Umiem. Po prostu… tego nie robię, bo panikuję. — szepnął jak już się trochę bardziej uspokoił. Może gdyby tak się nie bał jakoś dałby radę wypłynąć sam, a tak jedyne co mu wychodziło to szamotanie się i tonięcie. Dlatego nie wchodził do wody bo niczego dobrego to nie przynosiło.
Podniósł głowę i spojrzał na Deana, który chciał już wracać. O dziwo nawet chciał mu pomóc w wiosłowaniu, ale Patrick jeszcze nie czuł się na siłach.
— N-nie dam rady. Potrzebuję jeszcze chwili… — szepnął, ponownie ukrywając twarz w dłoniach. Musiał myśleć o czymś miłym co pomogłoby mu zapomnieć albo chociaż zatrzeć złe wspomnienia na tyle, żeby mogli dostać się na ląd. Teraz nie nadawał się do niczego i wolał nie ryzykować, że wiosło wypadnie mu z rąk do wody.

Dean Vanberg
27 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

-Sumienie sumieniem, bardziej chodzi o krycie własnego tyłka. Sam pewnie na ich miejscu zrobiłbyś to samo, więc nie udawaj takiego oburzenia. Ludzie najczęściej skupiają się na sobie, nie ma w tym niczego dziwnego - odpowiedział, lekko ramionami wzruszając. Podejrzewał, że niejedna osoba, zwłaszcza taka, której na wiele nie było stać, starała się świat zapewnić, że była dobra i nigdy nie dopuściłaby do czegoś takiego, jak potencjalne zatruwanie innych ludzi czy zwierząt. Prawda, według Deana, była jednak taka, że to było kłamstwo. Gdyby tylko dana osoba znalazła się na miejscu tej bogatej, posiadając tym samym więcej możliwości, też robiłaby wszystko, byleby tylko chronić własny tyłek. Tak to działało i nie było sensu z tym walczyć, czy złościć się, że to potworne. Ludzie sami w sobie tacy byli, więc czego można było oczekiwać?
Byli też wyjątkowo słabi, co jasno pokazywała aktualna sytuacja. Czy Wood nie mógł od razu powiedzieć, że panicznie boi się wody i pływać nie umie? Uniknęliby tego wszystkiego. Co prawda Vanberg nie szczędziłby komentarzy w odpowiednim stylu, ale przynajmniej nie byłby mokry i nie musiałby martwić się o to, że jego włosy wyglądały teraz koszmarnie.
Potrząsnął lekko głową, by zrzucić z siebie chociaż trochę kropli. Zerknął na chłopaka, który szlochał i trząsł się, najwidoczniej panicznie przerażony. Na litość wszystkiego i co niby Dean miał teraz zrobić? Przytulić go i pogłaskać po głowie? Takie słabe oczekiwanie, jeśli chodziło o jego osobę. Nie był fanem podobnych akcji, mając w sobie jakiś dziwny opór. Zwłaszcza, jeśli chodziło o pocieszanie facetów! Przecież to zalatywało gejozą na kilometr.
Sięgnął po jakieś okrycie, które znajdowało się w łódce (zadziwiające, że tam zawsze znajdował się jakiś koc) i rzucił Woodowi bez słowa. Niech przynajmniej się nie przeziębi, bo Dean go niańczyć nie będzie.
-No i po co? Wystarczy machać rękami i nogami, a woda cię nie zje - zauważył, rzucając mu przelotne spojrzenie. Nie rozumiał tej paniki zupełnie, a powinien, bo przecież sam nienawidził os! I innego robactwa. Ale to było co innego. Robaki mogło go zjeść, woda niekoniecznie.
-Na litość wszystkiego… I jak ludzie mają traktować cię poważnie - skrzywił się, ostatecznie samemu biorąc drugie wiosło. Mógł okazać się większym chamem i zostawić na środku jeziora chłopaka, samemu płynąc do brzegu, ale chwilowo miał dość spotkania z wodą.
Zaczął wiosłować, trochę pokracznie, bo wysiłek lubił jedynie na siłowni, chcąc spalić deser z poprzedniego dnia, ale koniec końców do brzegu dopłynęli.
Wyszedł z łódki, kierując się do domku, w którym chciał jak najszybciej zrzucić z siebie mokre ubrania.

Patrick Wood
26 y/o
For good luck!
181 cm
weterynarz Leslieville Animal Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Właściwie wolałbym, żeby ludzie wiedzieli, że takie miejsce jest niebezpiecznie. Nie chciałbym, żeby komuś coś się stało, bo postanowiłem coś zatuszować. I nie wszyscy skupiają się tylko na sobie… — mruknął. Pewnie, bałby się konsekwencji, ale na pewno byłyby o wiele gorsze gdyby zataił niebezpieczeństwo. Dlatego wolałby powiedzieć prawdę i mieć pewność, że nikomu się nic nie stanie. Nawet gdyby miał pieniądze, które pomogłyby mu wszystko zatuszować i uniknąć konsekwencji nie zmieniłby zdania. Taki już był, że najpierw myślał o innych, a dopiero potem o sobie, a tym bardziej nie chciałby mieć nikogo na sumieniu.
Chciał już znaleźć się na bezpiecznym lądzie z daleka od wody. Co prawda nie było tu rekinów, ale sama woda wystarczała, żeby go sparaliżować i nie pozwolić mu racjonalnie myśleć. Nie mógł się skupić na bezpiecznym wypłynięciu, a przecież umiał pływać. Wystarczyło odrobinę się uspokoić, ale nie potrafił. Nie, kiedy w jego umyśle pojawiała się krew i rekin, który zaciskał ostre zęby na jego nodze. Chyba tylko cud go wtedy uratował.
Poczuł na sobie jakiś koc, który musiał rzucić na niego Dean. Mimo wszystko miły gest, bo mógł co całkiem zignorować. Co prawda ludzie na ogół inaczej reagowali w takich sytuacjach, ale jeśli chodzi o Deana to i tak dużo. Opatulił się szczelnie kocem aż po samą szyję, wycierając rąbkiem materiału cieknące po policzkach łzy i cicho podziękował.
— To nie chodzi o to… — powiedział cicho. On pewnie i tak nie zrozumie o co mu chodziło. Ale wystarczyło chociaż raz zobaczyć jak się zachowuje w wodzie i więcej go tam nie ciągnąć, żeby nie było powtórki.
Nie wiedział co ma mu odpowiedzieć. Każdy miał prawo się czegoś bać i u niego akurat wypadło na wodę, która jest blisko związana z rekinami. Dlatego tak bardzo starał się go przekonać, że pływanie nie było dobrym pomysłem, ale oczywiście Vanberg go nie słuchał.
Nie odzywał się przez całą trasę do brzegu, a kiedy Dean wyszedł z łódki i poszedł do domku podniósł się i owinięty kocem popędził za nim. Nie chciał zostać sam w tej nieszczęsnej łódce. Tam zamknął za nimi drzwi i chciał skierować się do łazienki, ale oczywiście najpierw zajął ją Dean. Westchnął, przeklinając to miejsce za brak drugiej łazienki. Wiedział jak długo projektant się kąpie i prędzej sam wyschnie niż doczeka się szansy na szybki prysznic.
Nie chcąc dłużej zostać w mokrych ubraniach po prostu je z siebie zrzucił. W walizce na wszelki wypadek miał ręcznik, więc wytarł się do sucha i owinął nim w biodrach, a mokre rzeczy rozłożył na zewnątrz, żeby wyschły, kiedy on siedział na kanapie i czekał, owinięty suchym kocem z kanapy. Dobrze, że w takich miejscach było ich pełno.

Dean Vanberg
27 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nadal nie mógł uwierzyć, że na świecie istniały jeszcze osoby, które panikował tak, jak w tej chwili Wood. Może zalatywało to hipokryzją ze strony Deana, który przecież w zetknięciu się ze swoimi fobiami zachowywał się niemal identycznie, ale wiadomo, że o tym nie myślał, zbyt skupiony na irytowaniu się na chłopaka, który siedząc w łódce trząsł się, zmuszając go przy tym do wiosłowania samemu. Och, już on sobie to odbije. Gdyby tylko miał siłę na pływanie, jak również ochotę na ponownym znalezieniu się w mało przyjemnej wodzie, pewnie zostawiłby tutaj chłopaka, samemu płynąc do brzegu, by ogrzać się w domku.
Niestety, musiał przystać na wysiłek fizyczny, który później nie mógł skończyć się niczym innym, jak bólem rąk, które były przyzwyczajone do trochę innej pracy, niż ta.
Nie zależało mu specjalnie na przerwaniu ciszy, która zapanowała pomiędzy nimi. Ba, on był nawet za nią wdzięczny, bo obstawiał, że Patrick i tak nie miałby do powiedzenia niczego ciekawego, użalając się nad sobą albo przepraszając, czy tam dziękując Dino za jakieś pierdoły. A jemu się tego wszystkiego zdecydowanie nie chciało wysłuchiwać. Miał ważniejsze sprawy na głowie. Jak chociażby skupienie się na tym cholernym wiosłowaniu. A niech go kurwa szlag!
Kiedy dopłynęli, szybko skierował się do łazienki. Musiał ogarnąć chaos, w jakim się znajdował. Zarówno jego ciało, jak i ubrania, wymagały ratunku w starciu z jeziorem.
Zrzucił mokre ciuchy, wchodząc pod prysznic. Mruknął cicho, kiedy poczuł na sobie przyjemnie ciepłą wodę, która zmyła pozostałości z tej potencjalnie toksycznej. Wolał nie myśleć, jak wiele zwierząt załatwiało w niej swoje potrzeby. Nie mówiąc już o ludziach, bo musieli tu jacyś być.
Wyszedł z łazienki po czasie, który dla niego nadal był zbyt krótki, wycierając włosy ręcznikiem. W tym wszystkim zapomniał wziąć ze sobą suchych ciuchów, co skończyło się paradowaniem w ręczniku owiniętym wokół bioder, ale nie miał się czego wstydzić. Jego zdaniem wyglądał dobrze, a jego zdanie liczyło się dla niego najbardziej.
Skierował się do pokoju, niemal ignorując Wooda. Nie musiał poświęcać mu szczególnej uwagi, skoro był już bezpieczny i nie groziło mu utonięcie z własnej głupoty.
Rzucił się na łóżko, wzdychając. A może by tak coś zjeść?

Patrick Wood
26 y/o
For good luck!
181 cm
weterynarz Leslieville Animal Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kątem oka dostrzegł Deana wychodzącego z łazienki. Czy on był w samym ręczniku? I czemu w jego głowie pojawił się bardzo niecenzuralny obraz z projektantem w roli głównej? To wina tego pocałunku! Inaczej pewnie nawet by na niego nie spojrzał, a tak od tamtego dnia wciąż czuł smak jego ust i chciał poczuć go ponownie.
Potrząsnął głową, próbując pozbyć się tych myśli i w końcu skierował się do łazienki, żeby wziąć prysznic i pozbyć się zapachu jeziora. Oby więcej nie musiał się do niego zbliżać.
Oparł się plecami o ścianę prysznica, pozwalając wodzie wpływać po jego ciele. Co on takiego zrobił, że Dean tak go nie lubił? Prawda, źle zaczęli tę relację, ale mogli się dogadać gdyby tylko chcieli. Było widać, że nie muszą się wiecznie kłócić. Czemu więc wciąż to robią? Zwłaszcza tutaj, gdzie nikt ich nie widział.
Nie wiedział ile czasu spędził pod prysznicem, ale jego skóra zaczęła robić się czerwona od gorącej wody. Westchnął, wycierając się ręcznikiem do sucha i ubrał czystą bieliznę, którą ze sobą zabrał. Wyszedł, żeby się ubrać w suche ubrania. Vanberg i tak go widział bez ubrań podczas przymiarek, a poza tym siedział zamknięty w pokoju, więc przed kim miał się ukrywać?
Przebrany w jakieś dresy opadł na kanapę. Nie miał ochoty jeść. Nie miał ochoty na nic. Najchętniej zakopałby się pod kołdrą i nigdzie więcej nie ruszał po tak traumatycznym dla niego wydarzeniu. Niby powinien się czymś zająć, żeby o tym wszystkim nie myśleć, ale czym? Dean nie był jego przyjacielem, nie spędzi z nim miło czasu jak z Markiem, który na pewno by się nim zaopiekował. Był skazany na siebie, próbując powoli dojść do siebie. Przynajmniej już nie trząsł się ze strachu i nie płakał, bo gorący prysznic pomógł mu się trochę rozluźnić. Ale i tak nie było idealnie.
Ostatecznie postanowił włączyć telewizor na jakimś randomowym kanale, bo ta cisza strasznie go dołowała. Nie chciał tak spędzić reszty dnia, użalając się nad sobą. Potrzebował zajęcia, ale nie miał na nic siły co wiązało się opuszczeniem bezpiecznej kanapy.


Dean Vanberg
27 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Dobrze, że chociaż ciepłej wody pod prysznicem nie brakowało. Dean wolał nie wyobrażać sobie sytuacji, w której zażywając kąpieli, nagle poleciałaby na niego lodowata woda sprawiając, że pewnie by się następnego dnia pochorował. Już wystarczyło, że samo to miejsce nie było spełnieniem jego marzeń, ani trochę nie przypominając tego, do czego Vanberg był przyzwyczajony. Gdzie luksusy, gdzie elegancja i przepych? Zamiast tego dostał chatkę, na dodatek z osobnikiem, który drażnił go swoją obecnością i nastawieniem do świata. Wystarczyło teraz na niego spojrzeć by wiedzieć, że nie miał szans na dobrą przyszłość. Jeśli drżał, niemal sikając pod siebie po tym, jak został wyciągnięty z wody, to jak miał mierzyć się z trudnościami płynącymi w niemal każdym, dobrze płatnym zawodzie? Nic dziwnego, że ktoś taki pracował u niego w domu, zamiatając i myjąc kible.
Słysząc, że chłopak udaje się do łazienki, wyszedł z pokoju, by zrobić sobie coś ciepłego do picia. Nie chciało mu się nawet prosić Wooda o przyrządzenie napoju, bo ten nadal się telepał, więc pewnie nie byłby w stanie dostarczyć pełnego kubka z napojem.
Zagotował wodę, zalał herbatę, o dziwo jedną zostawiając dla Patricka. Zrobił za dużo, a wylewanie jej kosztowałoby go niepotrzebną energię. Tak tłumaczył sobie ten przejaw dobroci.
Z kubkiem wrócił do pokoju, z którego jakoś nie chciało mu się wychodzić. Wystarczająco dużo czasu spędził z synem gosposi, by skazywać się na to jeszcze bardziej.
Ostatecznie, słuchając, jak w niewielkim salonie gra telewizor, uchylił drzwi do pokoju tak, by widzieć wszystko, co przewijało się na ekranie. Nie wiedział, kiedy zasnął, ale musiał być naprawdę zmęczony, skoro zrobił to w samym ręczniku.

Kiedy się obudził, o ile tak można było nazwać stan, w jakim się znalazł, było ciemno. Telewizor już dawno przestał grać, przez co na około panowała cisza mącona jedynie odgłosami natury. I cichym pochrapywaniem Patricka.
Tego wszystkiego Dean, który z niewiadomych przyczyn podniósł się z łóżka, nie słyszał. Pogrążony w tylko sobie znanym świecie, skierował się w stronę wyjścia z domku, nie fatygując się nawet, by założyć na siebie coś więcej, niż kawałek materiału, który zawinięty był wokół jego bioder.
Wyszedł z budynku, pozostawiając po sobie odgłos skrzypiących drzwi. Udał się powoli w kierunku drzew, jakby miał przed sobą misję. Ciężko powiedzieć, co w głowie miała osoba lunatykująca, ale jedno było pewne - jutro niewiele będzie z tego pamiętał.

Patrick Wood
26 y/o
For good luck!
181 cm
weterynarz Leslieville Animal Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdziwił się, widząc kubek herbaty na stole. W pierwszej chwili pomyślał, że to Deana i zaraz po nią przyjdzie. Może powinien mu ją zanieść, żeby nie ostygła? Ale bał się, że ten zaraz zacznie znowu mu dokuczać, a nie nadawał się do tego w tym momencie. Dlatego wolał poczekać, a dopiero po dłuższej chwili domyślił się, że była dla niego. Uśmiechnął się pod nosem, upijając łyk ciepłej herbaty. To miłe z jego strony.
W trochę lepszym humorze usiadł wygodniej na kanapie, oglądając jakiś film. Chciał nawet zaprosić Deana do siebie, ale widząc jak ten uchyla drzwi do sypialni i ogląda z łóżka postanowił odpuścić.

Nie wiedział kiedy zasnął, ale telewizor musiał się sam wyłączyć skoro w pokoju panowała ciemność. Obudził go dziwny dźwięk i w pierwszej chwili postanowił go zignorować, ale zrobiło się dziwnie zimno jakby ktoś otworzył okno. Mruknął cicho, przekręcając się na bok i otworzył jedno oko by zobaczyć otwarte drzwi do domku.
W pierwszej chwili przestraszył się, że ktoś się włamał i ich okradł. Natychmiast podniósł się z kanapy i odnalazł swój telefon na stoliku. Od razu skierował się do sypialni, żeby sprawdzić czy Deanowi się nic nie stało i zdziwił się, nie widząc go na łóżku. W łazience też było pusto. Czyli ton on wyszedł?
Założył bluzę i wyszedł z domku, rozglądając się dookoła. Dostrzegł postać w pobliżu drzew, która przypominała mu Vanberga, więc ruszył za nią. Dokąd on się wybierał, skoro nie lubił robaków, a w lesie było ich mnóstwo?
Przyspieszył kroku, żeby dogonić Deana, który uparcie szedł przed siebie. Będąc naprawdę blisko dostrzegł, że ma na sobie jedynie ręcznik, więc podbiegł do niego, chwytając go za ramię.
— Stój. Dokąd idziesz? — zapytał, zatrzymując go. Dean tępo wpatrywał się przed siebie i nie reagował na to co robił. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że malarz lunatykuje. Musiał o tym wiedzieć jeśli chciał pracować dla Vanbergów.
— Wrócimy do domku, dobrze? Chodźmy spać. — powiedział, zdejmując bluzę i zarzucając ją na ramiona chłopaka, żeby nie zmarzł. Czemu nie ubrał się wieczorem tylko siedział tak od ich wypadku na jeziorze?
Powoli, obejmując chłopaka ramieniem poprowadził go w kierunku domku.

Dean Vanberg
27 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nie zdawał sobie sprawy, że wyszedł z domku, na dodatek mając na sobie jedynie ręcznik. Gdyby było zimno, z całą pewnością by się pochorował, następnego dnia zastanawiając się, czemu, skoro nie robił niczego, co mogłoby do tego doprowadzić. W normalnych okolicznościach dbał o swoje zdrowie uważając, że ciało chłopaka jest prawdziwą świątynią, o którą należało dbać. Jaka szkoda, że aktualnie nie miało to większego znaczenia, bo w jego głowie roiło się od zupełnie innych myśli. Niestety, jego świadomość aktualnie była w zupełnie innym miejscu, zapewne odległym o setki kilometrów. Czuł, że ma wewnętrznie jakąś misję, musząc zrobić coś, co było niezmiernie ważne.
Nie zatrzymał się, chociaż kamyki nieprzyjemnie wbijały mu się w stopy. Jutro, kiedy dostrzeże rany na nogach, z całą pewnością będzie winił za to Wooda. Bo jak inaczej miałby doprowadzić się do takiego stanu? Zaczął się już przyzwyczajać, że wszystko to, co złe, działo się przez syna gosposi.
Przeszedł jeszcze kilka kroków, kiedy coś chciało go zatrzymać. Nie wiedział, że to Patrick, zaalarmowany jego wyjściem. Strącił szybko dłoń z ramienia, nieprzerwanie prąc do przodu. Śniło mu się coś przyjemnego, można było wywnioskować to z jego twarzy, na której błąkał się delikatny uśmiech. Był w miejscu, w którym powinien być, przynajmniej w krainie marzeń. Z dala od problemów oraz nieprzyjemności, które potrafił oferować mu świat. Tak, teraz z całą pewnością był w pełni szczęśliwy, chociaż uczucie to każdego innego dnia zdawało się być wyjątkowo odległe.
Bezwiednie okrył się szczelniej bluzą, którą dostał. Teraz zrobiło mu się znacznie cieplej, chociaż wcześniej nie odczuwał chłodu. Prawda była taka, że niewiele czuł, a raczej nie zdawał sobie z tego sprawy. Dla niego rzeczywistość jawiła się zgoła inaczej, niż dla towarzyszącego mu chłopakowi.
-Muszę tam iść - powiedział jedynie. Od tego zależał jego sukces, na który tak pracował. Dlatego wyswobodził się z objęcia nie chcąc pozwolić, by ktoś, kogo nie umiał nazwać, odwiódł go od spełnienia marzeń. Zawsze był wytrwały w tym co robił, udowadniając to nawet podczas nieświadomego, nocnego spaceru, kiedy przyjemny wiatr delikatnie targał jego włosami, przy okazji niebezpiecznie zahaczając o ręcznik, który w każdej chwili mógł spaść.
-Zostaw - mruknął, niespodziewanie się zatrzymując. Tak sam z siebie. Gdzieś w jego głowie zmienił się pomysł, dlatego obrócił się na pięcie, kierując w stronę domku, do którego zaraz wszedł. Usiadł na kanapie, wpatrując się tępo w zgaszony telewizor, co dla osoby postronnej musiało wyglądać trochę creepy.

Patrick Wood
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”