-
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
— To źle? - zapytał z niewielkim rozbawieniem na jej uwagę o byciu pewnym siebie. Na szczęście na razie nie miał powodów, by się przejmować, że musiał się nią z kimkolwiek dzielić. Tym samym miał nadzieję, że nie będzie musiał tego kiedykolwiek robić. - Jakże mógłbym o tym zapomnieć, mając u swego boku kogoś tak wyjątkowego? - uśmiechnął się zadziornie, spoglądając najpierw na wbity w jego pierś palec, a następnie w jej roziskrzone oczy. Nie ulegało wątpliwości, że całą swoją uwagę skupiał wyłącznie na niej. W zasadzie zupełnie nie zwrócił uwagi na to, co działo się w biurze - będąc szefem, nie docierały do niego żadne plotki, a ewentualnych zalotnych uśmiechów czy zbyt długich spojrzeń zdawał się w ogóle nie zauważać. Stanowisko wymagało od niego pełnego profesjonalizmu, był uprzejmy tak, jak miał to w swoim zwyczaju, ale nie wykorzystywał okazji do flirtu. Wcześniej nie miał nic do stracenia, teraz - wszystko.
Skye nie pozwalała o sobie zapomnieć. Gościła w jego umyśle na stałe, nawet będąc w innej firmie. Choć momentami tracił poczucie czasu, starał się utrzymywać z nią stały kontakt, a wymieniane zwykłe smsy, niekiedy z dwuznacznościami podsycającymi ogień, nie były w stanie mu się znudzić. Wystarczyło, że nie odzywała się do niego przez cały poranek, a już zastanawiał się, co ją zajęło i co właśnie robiła. I wprost nie mógł doczekać się wieczorów razem. — Mhm, czytasz mi w myślach - przyznał z łobuzerskim uśmieszkiem, wyobrażając sobie ją w tej kokardzie. Codziennie, czekającą na niego, jakby to było jej jedynym zobowiązaniem. Ta perspektywa wydała mu się niezwykle kusząca. Dlatego kiedy przypomniała mu o gościach, w dodatku nazywając jego żywot na tym świecie trzydziestoletnim dzieciństwem, aż zmarszczył nos i zmrużył oczy, wyraźnie zniesmaczony. - Ja Ci dam dzieciństwa. Chcesz się doigrać? - rzucił ostrzegawcze zapytanie, już zastanawiając się, jak się na niej odegrać, a przez jego twarz przebiegł podstępny uśmieszek. Zdawał sobie sprawę z tego, że zrobiła to specjalnie, i choć był z tego powodu niepocieszony, to nie miał wyjścia, jak ostatecznie się poddać.
— Okej, rozumiem. Błądzić jest rzeczą ludzką - stwierdził, wzdychając przy tym nieco. Osobiście by się tym nie przejmował, gdyby nie to, że zależało mu na samopoczuciu Skye. A jej słowa tylko utwierdziły go w przekonaniu, co powinien zrobić po wyjściu z sypialni.
Mocne wtulenie się w niego połączone z pocałunkiem i wyszeptanym wyznaniem podziałało na niego bardziej, niż by tego teraz chciał. — Zapamiętam to - zadeklarował, uśmiechając się przy tym cwaniacko, mając już co najmniej jeden pomysł w zanadrzu, który nadawał się do realizacji wyłącznie po pożegnaniu wszystkich gości. Cholera, nie powinna mu mówić takich rzeczy, znajdując się tak blisko! — Okej. Powitajmy gości, pobawmy się, a potem grzecznie ich pożegnajmy, żebym mógł dorwać się do tej kokardy, hm? - zaproponował, spoglądając na nią znacząco, bo oboje zdawali sobie sprawę z tego, że jego silna wola przy niej drastycznie malała.
Skye Murray
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Brunetka zdawała sobie sprawę, że dla Dominica sam tak poważny związek to bardzo duży krok. Po rozmowie, którą odbyli na wspólnym wyjeździe, wiedziała że nie jest on gotowy myśleć o dalszych krokach. Nie naciskała na niego. Korzystała z tego co mają. Łapała każde wspólne chwile czując w środku, że uczucia mężczyzny to coś więcej niż zwykły, przelotny romans. Brakowało jej jednak momentami chociażby świadomości, że oboje dążą do tego samego. Nie chodziło o tempo w jakim się poruszają, ale wiedzą, że patrzą w tym samym kierunku? Na pewno przeniosłaby ich relację na wyższy poziom, a w Skye zaszczepiła większy spokój i pewność co do przyszłości ich związku.
Na razie jednak chwytała się tego co ma i korzystała z każdej wspólnej chwili, których po zmianie pracy było nieco mniej. Tym bardziej, że oboje byli małymi pracoholikami. Starali się jednak znajdować ten czas dla siebie, więc może faktycznie Murray powinna się zapytać jak Reyes chciałby spędzić swoje urodziny? Postawiła jednak na niespodzianki i może pierwsza nie do końca jej wyszła, ale z pozostałych chyba będzie zadowolony! - Oh chcesz mnie ukarać?- poruszyła wymownie brwiami, gdy tak uroczo się oburzył na jej sformułowanie o dzieciństwie. - Błądzić? Mówisz o ich błądzeniu, swoim czy moim? Mam nadzieję, że miałeś na myśli tych pierwszych- spytała śmiejąc się lekko z tego, chociaż poczuła pewien ucisk pod żebrami. Może faktycznie Dominic traktował związek z nią jako pewne błądzenie? Próbę związania się z przyjaciółką, z którą miała bardzo niesamowity seks i teraz nie wie jak się z tego wykręcić? Myśli Skye czasami uciekały w niebezpiecznych kierunkach, gdy nie do końca wiedziała na czym stoi. To też rozwalało jej poprzednie związki, gdy obietnice jej facetów nie pokrywały się z działaniami. A ona po prostu chciała kogoś, kto wie czego chce i robi wszystko, żeby to osiągnąć. Czy to tak wiele? Miała nadzieję, że nie.
Pocałunek i złożona obietnica miały być romantyczne i całe szczęście w jej głowie pozostał obraz mężczyzny, który dobrze ją zrozumiał. A jeżeli niekoniecznie, to niech chociaż dobrze to wykorzysta! - Czyli najpierw grzeczna zabawa, a potem niegrzeczna?- uśmiechnęła się zadziornie i podobał jej się taki plan. Nawet jeśli mieliby przez to wyjść na mało gościnnych gospodarzy, przyspieszając wyjście gości. - Lepiej poczekajmy aż sprawdzimy w jakim będziesz stanie po zabawie, bo może jutro będzie Cię męczyć kac- w końcu to bardzo wyjątkowe urodziny. Koniec pewnej ery (dzieciństwa).
Dominic Reyes