ODPOWIEDZ
39 y/o
For good luck!
190 cm
prawnik Ivanow & Partners
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Kurwa – warknął Misha, próbując zakrwawionymi dłońmi wyciągnąć klucze do mieszkania z kieszeni marynarki. Siedział właśnie pod drzwiami własnego apartamentu, próbując się do niego dostać, zanim zauważy go jakiś zatroskany sąsiad, który pewnie wezwie policję w obawie o własne życie.
A jak znalazł się w tej sytuacji?
Mafijne porachunki nie zawsze kończyły się sukcesem. Zawsze było niewielkie ryzyko, że druga strona ma coś w zanadrzu i plan nie pójdzie po jego myśli. Na początku wszystko zapowiadało się idealnie. Stał naprzeciwko grupki ludzi, wyjaśniając im na spokojnie, jakie konsekwencje ich czekają, jeśli nie zrobią tego, czego Iwanow od nich wymaga. A nie chciał wiele. Miał po prostu odzyskać trochę pieniędzy, wynegocjować akceptowalne dla jego strony warunki i wrócić do domu na kolację. Normalka. Dzień jak co dzień.
Ale jeden z nich musiał udawać cwaniaczka. Dzieciak wyciągnął broń, którą pewnie zdobył od starszych kolegów i postrzelił zaskoczonego Mishę w bok, zanim ten zdążył zareagować. Misha odpowiedział strzałem, trafiając go w nogę. Nie chciał go zabijać. Jeszcze nie. Młodzieniaszek tym zasłużył na karę i został przez jego ludzi zaciągnięty do jednego z budynków na obrzeżach miasta, wynajmowanego pod przykrywką niewielkiego lokalu gastronomicznego, a w piwnicy stworzył sobie niewielki areszt dla tego typu zakładników.
Później mu się dobierze do skóry. Teraz nawet pod wpływem adrenaliny nie chciał się nim zajmować. Z doświadczenia wiedział, że największy potwór wyjdzie z niego później, jak już trochę ochłonie. I opatrzy ranę postrzałową z której sącząca się krew już poplamiła jego drogą koszulę. Takie marnotrawstwo.
Warknął do swoich ludzi, by zajęli się resztą, a sam wsiadł do swojego auta, które też trzeba będzie oddać do czyszczenia i ruszył do zamieszkałego przez niego apartamentowca. Ryzykowne, ale tam miał całą apteczkę, przygotowaną właśnie na takie okazje. Zaparkował auto na wykupionym miejscu i windą wjechał na odpowiednie piętro, czując delikatne zawroty głowy. Ostatecznie był tylko człowiekiem i taka rana musiała dać mu się we znaki.
Zacisnął zęby, walcząc z chwilową słabością, by całkiem nie opaść z sił i skupił się na szukaniu odpowiedniego klucza.

Olivia Calvert
32 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Kolacja ze znajomymi była udana i Liv żałowała, że nie mogła zostać dłużej. Niestety, jutrzejsza poranna zmiana, plus niepotrzebny spór, który wywiązał się pomiędzy dwójką z kolegów sprawiły, że podjęła decyzję o powrocie. Nie potrzebowała kolejnych negatywów w swoim życiu, woląc zachować w pamięci śmiechu oraz przyjemne uczucie beztroski. Potrzebowała tego znacznie bardziej, niż był w stanie wcześniej przyznać. Relaksu po ciężkich dniach. Zapomnieniu od problemów - kłótni z ojcem, który po raz kolejny starał się przekonać ją, że czas zmienić specjalizację. Ile jeszcze razy będzie jej to wypominał? Liczyła, że w ciągu ostatnich lat się podda, rezygnując z próby nawrócenia jedynej córki, ale ten uparcie dążył do osiągnięcia celu, jedynie ciśnienie jej podnosząc. Była dorosła, miała prawo do podejmowania własnych decyzji nawet, jeśli nie zawsze były trafne. To jej błędy i jej doświadczenie, nie chciała wiecznie być zależna od swoich rodziców, którzy wystarczająco wiele jej odebrali w dzieciństwie.
Westchnęła, wchodząc po schodach na górę. Mogła skorzystać z windy, ale ostatnio szwankowała - wolałaby w niej nie utknąć. Dodatkowo ruch dobrze jej zrobi, wypłukując chociaż trochę alkohol krążącego w jej żyłach. Nie była przesadnie pijana, ale stan trzeźwości zgubiła cztery drinki temu, pozwalając myślom odpłynąć. Przynajmniej zapomniała rodzicach oraz tajemniczej personie, która postanowiła uprzykrzyć jej życie, co rusz wysyłając listy pozostawione na jej wycieraczce. Doprowadzało ją to do szału i powoli rozwijającej się paranoi. Jeszcze trochę, a każda osoba na ulicy będzie przez nią postrzegana jak stalker, który jej się uczepił, a którego nie mogła ująć.
Niespodziewanie usłyszała dźwięk na końcu korytarza. serce zabiło jej mocniej. O proszę, czyli mamy pierwsze skutki prześladowania. Wystarczył dźwięk przecinający nocną ciszę, by kobieta niemal zawału dostała.
Niczym nielogicznie postępująca bohaterka horroru skierowała się ku cichemu pobrzękiwaniu. Nie miała wyjścia - właśnie tam znajdowały się drzwi do jej mieszkania.
Odetchnęła niemal z ulgą, kiedy dostrzegła postać sąsiada - nie miała okazji zamienić z nim wielu słów, kojarzyła go głównie z widzenia i krótkiego powitania rzucanego gdzieś pomiędzy mijaniem się na korytarzu. Jak on się właściwie nazywał?
-Dobry wieczór - rzuciła do niego, podchodząc bliżej. Co z jego ruchach wzbudziło jej czujność. Może też dał się ponieść imprezie, walcząc teraz ze skutkami. - Pomóc panu? - Teraz stała dostatecznie blisko, by dostrzec klucze leżące na podłodze. Musiały mu wypaść. Uśmiechnęła się lekko, schylając się po nie.
-Ciężka noc, hm? - powiedziała pogodnie.
Chwilę później uśmiech zastygł na twarzy niczym niemrawy grymas. Dostrzegła czerwone ślady na metalowych przedmiotach. Wiedziona intuicją powiodła po ciele mężczyzny, który trzymał się za bok.
Krew.
Dopiero teraz uświadomiła sobie, że ten zapach opanował korytarz. Miała z nim tak często do czynienia, że zupełnie nie zwróciła na niego uwagi.
-Rany boskie! - wyrwało jej się z ust. Darowała sobie komentarz, że był ranny; to było zbyt oczywiste. - Pomogę panu. - Otworzyła drzwi do jego mieszkania, czując dziwny chłód. Co jeśli ktoś, kto go zaatakował, nadal był w budynku? Najlepiej było się schronić i dopiero wtedy wezwać odpowiednie służby.
Wprowadziła ich do środka, nawet nie pytając o pozwolenie. Wiele ją kosztowała pomoc sąsiadowi, który znacznie górował nad nią wzrostem.
-Proszę usiąść, zaraz wezmę karetkę i policję - rzuciła, ryglujące jego drzwi, zamykając ich w bezpiecznym z pozoru mieszkaniu.

Mikhail Iwanow
39 y/o
For good luck!
190 cm
prawnik Ivanow & Partners
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Misha pewnie dłużej mocowałby się z kluczykami, gdyby nie usłyszał na korytarzu kroków. No pięknie. Czy to ta wścibska starsza pani z końca korytarza? A może chłopak, który co tydzień organizował szalone imprezy, przez co często znajdował pod swoimi drzwiami śmieci lub resztki wymiocin? Ktokolwiek by to nie był, mógł wpędzić Iwanowa w kłopoty. Wiadomo, jego rodzina miała wpływy i szybko udałoby się wszystko zatuszować, ale on sam musiałby się przeprowadzić albo pozbyć świadków. Na razie jednak czekał na rozwój wydarzeń.
Ową osobą okazała się młoda dziewczyna z mieszkania obok. Znał ją tylko z widzenia, zwykle wymieniając z nią sąsiedzkie uprzejmości, ale nie dowiadując się o niej zbyt wiele. Mikhail cenił sobie prywatność i nawet przed kurierem nie otwierał drzwi na oścież. Obserwował każdy jej ruch, szybko zauważając, że była pod wpływem alkoholu. Czyżby wracała z imprezy? W takim stanie z łatwością uda mu się nią zmanipulować, by szybko zapomniała o tym, co teraz zobaczy.
– Dobry wieczór – mruknął ze swoim rosyjskim akcentem, który często przyprawiał ludzi o dreszcze. Darował sobie odpowiadanie na jej pytania, pozwalając jej sięgnąć po klucze leżące na ziemi. Nie lubił zbyt wiele mówić, skoro mógł w tym czasie obserwować reakcje swoich ofiar. Spokój i cisza były bardziej przerażające niż krzyki i agresja.
W końcu młoda dama zauważyła stan Iwanowa, co dało się odczytać z wyrazu jej niewinnej twarzy. Zaśmiał się cicho, dociskając dłoń do boku. Bingo. Niezaprzeczalnie był ranny. Może nie potrzebował pomocy, zwłaszcza ze strony niedoświadczonej dziewczyny, ale z pewnością nie zamierzał jej odrzucać. Mógłby, ale po co, skoro sytuacja zapowiadała się tak interesująco?
W milczeniu obserwował, jak otwiera drzwi do jego mieszkania, by po chwili pomóc mu się podnieść i wprowadzić go do środka. Zaskakujące, ile siły kryło się w tej drobnej postaci. I jak głupia musiała być, samemu pchając się do jaskini lwa. Teraz każdy jej ruch będzie uważniej śledzony przez Iwanowa, by zobaczyć czy pozwoli jej odejść w jednym kawałku.
– Dziękuję, panno…? – powiedział, chcąc poznać jej imię. Czy podawanie swoich danych było bezpieczne w tej sytuacji? I tak wiedział, pod którym numerem mieszkała, więc nie robiło to większej różnicy. Poza tym Misha miał informatorów, dla których poznanie całej historii jej życia i aktualnego miejsca pracy zajęłoby najwyżej kilka minut.
– Nie trzeba. Poradzę sobie bez ich pomocy – odparł, siadając na najbliższym fotelu i zdejmując marynarkę. Cały komplet nadawał się już tylko do wyrzucenia, ale trudno. W szafie miał ich mnóstwo. – Byłabyś tak miła i podała mi apteczkę z łazienki? – zapytał, wskazując na jedne z drzwi po jej lewej stronie. Zawsze trzymał ją jak najbliżej na wypadek właśnie takich sytuacji.

Olivia Calvert
32 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nie takiego zakończenia wieczora się spodziewała. Założenia obejmowały powrót, szybki prysznic oraz pójście spać, by jutro nie upodabniać się do swoich pacjentów, tak zimnych i zwyczajnie martwych. Chciała odpocząć, rozkoszując się przyjemnością zaznanego relaksu i przysłowiowego odmóżdżenia. Zamiast tego znalazła się w mieszkaniu swojego rannego sąsiada, nie wyczuwając żadnych sygnałów obwieszczających zagrożenie. Przyczynić mogło się wiele czynników - dawka alkoholu płynąca w jej żyłach, na dodatek poczucie względnego bezpieczeństwa i błędne założenia, że osoba, która od jakiegoś czasu mieszkała naprzeciwko niej, nie mogła być zła. Wystarczyło na niego popatrzeć. Miał w sobie coś z bad boya, który zapewne fascynował niejedną kobietę (była pewna, że jej koleżanki zachwycałyby się jego aparycją), ale nie ciskał z oczu żądzą mordu na prawo i lewo. Plus odniósł obrażenia i na tym Calvert chciała najbardziej się skupić, pozwalając by jej lekarski umysł przejął władzę. Sądząc po ilości krwi, która wsiąknęła w jego ubranie, nie była to powierzchowna rana. Martwiło ją to, jak również fakt, że była na tyle świeża, aby wskazać na nieodległy czas jej zadania. Plus? Przynajmniej mężczyzna całkiem się nie wykrwawił. Niemniej cała sytuacja zdawała się być nad wyraz absurdalna i gdyby osoba postronna opowiedziała patolożce, że pewnej nocy spotkała na korytarzu krwawiącego sąsiada, zwyczajnie uznałaby, że kogoś fantazja ponosi bardziej, niż ją.
-Olivia - odpowiedziała mechanicznie. Instynkt samozachowawczy na poziomie zero. Przeszłość niewiele ją nauczyła, chociaż co takiego mogło jej się stać po samym podaniu imienia? Wystarczyło pójść do portiera, który miał spis wszystkich lokatorów.
-Bez urazy, ale nie wygląda to za dobrze. Jestem lekarzem i proszę mi wierzyć - w domowych warunkach sam pan sobie nie poradzi - zmarszczyła brwi, przyglądając się, jak mężczyzna ściąga marynarkę. Plama krwi była większa, niż podejrzewała. - Nie ma pan wystarczających przyrządów, żeby się z tym uporać - odpowiedziała, kierując się do łazienki. Przynajmniej go zabandażuje, powstrzymując krwotok. Powinno wystarczyć, zanim pojawi się pogotowie, bo w tym względzie Calvert nie miała zamiaru odpuszczać. Ludzie bywali tak bardzo nieodpowiedzialni, przekonani, że pomoc osób, które się na tym znały, jest zbedna. Dorosły, a taki lekkomyślny.
Podeszła do niego, lustrując jego zmęczoną twarz. Ile minie, zanim odpłynie?
-Ktoś pana zaatakował? Może nadal jest w okolicy. Zdecydowanie powinien pan zgłosić to na policję - odpowiedziała, nachylając się nad nim. skoro już tu była, przynajmniej dostanie profesjonalną pierwszą pomoc. - Mogę? - I nie czekając na jego pozwolenie, delikatnie uniosła brzeg jego koszuli, by lepiej przyjrzeć się obrażeniom. Wciągnęła głośno powietrze, dostrzegając ranę postrzałową - miała z nimi styczność dość często, chociaż pierwszy raz od dawna mogła wzrok uraczyć świeżą, z której wypływała krew.
-Nie ma mowy, wzywam policję. Nie pozwolę, żeby jakiś narwaniec biegał po okolicy wymachując bronią. A pan potrzebuje lekarza. Kula mogła utknąć w środku - powiedziała stanowczo, wyciągając z kieszeni telefon komórkowy. Czy mu się to podobało czy nie, wyśle go do tego cholernego szpitala.

Mikhail Iwanow
39 y/o
For good luck!
190 cm
prawnik Ivanow & Partners
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Z założenia każdy po imprezie liczył na szybki prysznic, może jeszcze małą przekąskę i położenie się we własnym, ciepłym łóżku. No, każdy normalny człowiek. W życiu Mishy nic nie było normalne i nigdy tak naprawdę nie zakładał takiego scenariusza. Jego życie było pełne niespodzianek. Nigdy nie mógł być pewien, że wróci do domu żywy. Był jednak zbyt dobry, by poddawać się bez walki. Nie śpieszyło mu się do grobu, zostawiając rodzinną firmę bez następcy. Ryzykował, ale był mistrzem w przewidywaniu kolejnego ruchu swojego rywala, dzięki czemu zazwyczaj był o trzy kroki przed nim, wychodząc z większości starć z ledwie draśniętą skórą.
Tym razem młody chłopak działał zbyt impulsywnie, nie okazując wcześniej zbyt wielu emocji, za co Misha przypłacił raną postrzałową. Wychodził już jednak z o wiele gorszych opresji. To nie był jego pierwszy wypadek i z pewnością nie ostatni. Nigdy jednak nie korzystał z pomocy osób niewtajemniczonych w jego brudne interesy. Sam potrafił zszyć swoje rany, a jego ludzie również przeszli odpowiednie szkolenia. Ale obca osoba? Do tego sąsiadka? Co mogła umieć poza naklejeniem plasterka w jednorożce?
Olivia.
Powtórzył to imię w myślach kilka razy, by dobrze je zapamiętać. Teraz z pewnością nie pozbędzie się ze swojego życia starszego Rosjanina, który będzie ją bacznie obserwował.
– Jesteś lekarzem? – zapytał, uśmiechając się zawadiacko. Czyli jednak coś potrafiła. Idealnie. Z pewnością mogło mu się to teraz przydać. – Zapewniam, że mój ekwipunek jest imponujący – powiedział, zerkając na nią. Jeszcze nie wiedziała, z kim ma do czynienia. Zapewne sama nie spodziewała się, że dom Iwanowa skrywa wiele przyrządów chirurgicznych, których nie posiadał żaden zwyczajny człowiek, a także różne rodzaje broni. Kanada co prawda ograniczała dostęp do broni palnej, ale kto miałby zaglądać do szafy tak zwyczajnego obywatela?
– Nie ma takiej potrzeby, Olivio. Damy sobie radę bez policji – odparł, kręcąc głową. Naprawdę myślała, że Misha pozwoli jej wezwać policję? Albo jakiekolwiek inne służby? Zaraz zaczęłyby się pytania, a tak prestiżowy prawnik jak on nie mógł sobie na to pozwolić.
Skinął głową, gdy chciała przyjrzeć się jego ranie. Pozwolił jej podnieść koszulę, nie wydając z siebie najmniejszego dźwięku świadczącego o bólu. Od dawna był do tego przyzwyczajony, a takie obrażenia były dla niego niczym ugryzienie komara — irytujące, ale mało bolesne.
W jego oczach błysnęło coś mrocznego, gdy przestraszyła się tego widoku. Jako lekarz z pewnością miała już z czymś takim styczność. Zabawne, że zareagowała w ten sposób. Może dopiero zaczynała pracę? Albo zajmowała się dziećmi, które co najwyżej mogły złamać sobie rękę na placu zabaw?
Nagle zachowanie Iwanowa całkowicie się zmieniło. Wstał gwałtownie, wyrwał dziewczynie zakrwawionymi dłońmi telefon i odrzucił go gdzieś na bok. Błyskawicznie wyciągnął broń zza pleców i przyłożył lufę do jej podbródka.
– Nikogo nie wezwiesz, rozumiesz?! – warknął, wyglądając przy tym jak kompletny psychopata. – Jesteś lekarzem. Sama się tym zajmiesz. A teraz bądź grzeczną dziewczynką i rób, co mówię – mruknął, wskazując na apteczkę leżącą przy fotelu.

Olivia Calvert
32 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nie zaprzątała sobie głowy pytaniem go o imię. Była pewna, że kiedyś je słyszała i wystarczyła chwila skupienia, by je sobie przypomniała. Aktualnie znacznie bardziej absorbowała jej uwagę rana na boku mężczyzny, który zdawał się skutecznie ją ignorować, nie myśląc zapewne o konsekwencjach. A gdzie wyraz bólu, który musiał temu towarzyszyć? Kim on był, pieprzonym Supermanem, na którym nie robiło wrażenie powolne wykrwawianie się? Co, jeśli wda się zakażenia? Nie raz miała do czynienia z ludzką głupotą, która mieszała się z pozorną odwagą i próbą udowodnienia, jakim było się twardzielem.
Mężczyźni.
Pokręciła lekko głową, czując się, jakby przebywała z dzieckiem, a nie dorosłym facetem. Ile zajmie jej przekonanie go, że z tym nie dało się walczyć w domu?
-Tak, więc radzę panu być posłusznym pacjentem i zgodzić się na pomoc. Jeśli to spora rana, nie zszyję jej tutaj, pomimo imponującego ekwipunku - spojrzała na niego jasnymi tęczówkami, jakby liczyła, że ten gest sprawi, iż nagle się podda, zgadzając się z jej słowami. Ha, pomarzyć mogła, bo z jego twarzy dało się wyczytać, że nie miał najmniejszego zamiaru się stąd ruszać. Dlatego właśnie Calvert wolała pracować z umarłymi - przynajmniej nie musiała walczyć z ich niesubordynacją i buńczucznością. Ostatecznie nie mieli niczego przeciwko podjętym przez nią decyzjom, które o dziwo zawsze wychodziły im na dobre.
-Jesteś niereformowalny. Nie musisz zgrywać teraz maczo, jestem pewna, że okazja nadarzy się jeszcze nie raz - skomentowała z nutą irytacji. - Napadłeś na bank i teraz boisz się policji? - prychnęła, marszcząc brwi. Nie powinna w żaden sposób reagować emocjonalnie - wszak to była jego sprawa, czy chce tu umrzeć, czy nie, ale denerwował ją fakt, że ktoś, kto może żyć nie potrafi tego życia szanować.
Alex by je docenił.
Chwilę później przekonała się, że powiedzenie, iż dobro popłaca i należy pomagać bliźniemu, można było o kant dupy rozbić. Telefon, który ledwo zdążyła wyciągnąć, poleciał w nieznanym jej kierunku, przecinając zapadłą ciszę dźwiękiem rozbijanego ekranu. Spojrzała na pustą dłoń, by zaraz spojrzeć na niego, nie rozumiejąc. Zanim jej umysł zdążył do reszty przetworzyć informacje poczuła na skórze nieprzyjemny chłód metalu, który mroził krew w jej żyłach.
Jasnoniebieskie oczy otworzyły się w akcie przerażenia. Mogła udawać, że jej to nie rusza, ale okłamałaby samą siebie. Wystraszyła się i nie było w tym strachu niczego przyjemnego. Sparaliżowało ją i przez kilka kolejnych chwil jedyne, co była w stanie robić, to wpatrywać się w twarz mężczyzny, jakby widziała go po raz pierwszy.
Tak właśnie było. Osoba przed nią nie była tym cichym spokojnym sąsiadem, któremu sporadycznie mówiła “dzień dobry”. Stał się potworem z koszmarów, który miał ją nawiedzać co noc.
Oddychała powoli, starając się opanować myśli. Seriale kryminalne, które oglądała, były niczym w starciu z rzeczywistością. Bała się poruszyć, bała się powiedzieć cokolwiek. Przełknęła ślinę, odwracając twarz od ciemnych oczy, w których czaiło się zło.
W co ona się wpakowała?
Skinęła głową, niemal niedostrzegalnie. Serce waliło jej jak oszalałe, kiedy podeszła do apteczki, czując za sobą obecność mężczyzny, który nieprzerwanie w nią mierzył.
-Musisz… - powiedziała cicho, zachrypniętym głosem. Zaschło jej w ustach, dlatego cicho odrzchąkneła. - Musisz usiąść - powiedziała, starając się mówić najspokojniej jak mogła, chociaż w środku ją ściskało.

Mikhail Iwanow
39 y/o
For good luck!
190 cm
prawnik Ivanow & Partners
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Misha nie był Supermanem. Był po prostu dobrze wytrenowany. Nie były to co prawda tak barbarzyńskie metody jak za czasów jego pradziadków. Krążyły opowieści, że dawniej w Rosji trenowano zachowanie zimnej krwi w skrajnych sytuacjach, strzelając do siebie nawzajem. Celowano w miejsca, które miały wyrządzić jak najmniej szkód, bo chodziło przede wszystkim o oswojenie organizmu z szokiem, bólem i stresem. Celem było nauczenie się opanowania, utrzymania jasności myślenia i wykonywania zadań mimo ogromnego obciążenia psychicznego. Ale to były stare dzieje. Misha nigdy nie zgodziłby się na celowe osłabienie swojego ciała, nawet na krótki czas. Zamiast tego skupiał się na trenowaniu swojej psychiki. Ból odczuwał jak każdy, jednak potrafił zepchnąć go na dalszy plan, koncentrując się na tym, co w danej chwili było najważniejsze.
Teraz skupiał się na młodej dziewczynie stojącej tuż obok niego, która, zmartwiona stanem spokojnego sąsiada, za wszelką cenę chciała mu pomóc.
– Czego ci w takim razie brakuje? Bo łóżko szpitalne z pewnością nie jest nam teraz potrzebne. W dawnych czasach, w warunkach polowych, ludzie radzili sobie bez całego tego sprzętu medycznego, a jakoś dawali radę. Myślisz, że nie jesteś aż tak dobra? – zapytał, unosząc brew. Próbował jej teraz namieszać w głowie, żeby wzięła się w garść i po prostu wykonała swoją pracę. Jako lekarz musiała być przygotowana do udzielania pomocy w każdych warunkach.
– Nie musisz zamartwiać swojej główki tym, co robiłem – odparł, wzruszając ramionami. On i napad na bank? Miał tyle pieniędzy, że to banki mogłyby pożyczać od niego. Sama wizja wydawała się wręcz zabawna.
Mikhail rzadko kiedy dawał się ponosić emocjom, ale tym razem nie mógł pozwolić młodej sąsiadce na wezwanie służb. Nie bał się ich. Gdyby znały rodzinę Iwanowów, nawet nie próbowałyby mieszać się w tę sprawę. Nie potrzebował jednak obcych ludzi kręcących się po jego mieszkaniu i zadających pytania, na które i tak nie zamierzał odpowiadać.
Równie dobrze mógł pozbyć się Olivii i wezwać swoich ludzi, którzy bez zbędnych pytań zajęliby się Iwanowem. Po coś w końcu płacił za ich szkolenie – między innymi po to, by potrafili opatrywać się nawzajem właśnie w takich sytuacjach. Co prawda mieli w swoich szeregach specjalistę, ale jego wzywano jedynie w szczególnych przypadkach, gdy nikt inny nie potrafił sobie poradzić.
Mężczyzny nie należało jednak prowokować. Jeśli ktoś przekroczył wyznaczoną granicę, przestawał się hamować. Potrafił działać spokojnie, czasami wręcz z okrutnym opanowaniem. To właśnie ten spokój przerażał najbardziej. Uwielbiał patrzeć na strach w oczach swoich ofiar, kiedy niemal beznamiętnie przesuwał ostrzem noża po ich skórze. Nigdy nie wiedziały, czego mogą się po nim spodziewać. Nie podnosił głosu, nie działał impulsywnie. Był aż nazbyt spokojny, a na jego ustach błąkał się jedynie złośliwy uśmiech.
Wystarczyło jednak trafić w odpowiedni punkt, a Misha wybuchał, niszcząc wszystko dookoła.
– Dobra dziewczynka – mruknął, wciąż celując w jej drobne ciało, gdy podeszła do apteczki. Powoli ruszył w stronę fotela i ostrożnie opadł na niego, dając jej lepszy dostęp do rany. – Jeszcze jakbyś mogła podać whisky z barku. Przyda nam się – powiedział, wskazując na stojący nieopodal barek. Zdecydowanie potrzebował się teraz napić.

Olivia Calvert
32 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Pakowanie się w poważne kłopoty zdawało się coraz bardziej wchodzić w jej nawyk. Nieświadomie uzależniało i kiedy tylko człowiek stracił czujność, atakowało, uderzając w drobne ciało ze zdwojoną siłą. Nie kontrolowała tego, ignorując kompletnie intuicję, która co rusz próbowała się przedostać przez naiwną wiarę w świat. Nie ufała ludziom, a jednak wierzyła, że nie każdy może być zły. Błędnie zakładała, że ktoś, z kim miała do czynienia tak często, z kim dzieliła wspólną przestrzeń w apartamentowcu, musiał być zwyczajnym człowiekiem pozbawionym demonicznego zalążka.
Myliła się, tak cholernie się myliła i szybko miała się o tym przekonać, lądując w tarapatach, z którymi te poprzednie nie mogły konkurować.
Chwilowo nieświadoma czającego się w zakamarkach zła, poświęciła się bezgranicznie pomocy sąsiadowi. W jej oczach cierpiał, chociaż nie okazywał tego w jawny sposób. Kiedy człowiek chciał, potrafił powstrzymać wszelkie namacalne oznaki przeżywanych emocji, ograniczając się jedynie do własnego wnętrza. Ile razy sama zaciskała zęby, kiedy robiło się poważnie, a kiedy nie chciała, by otoczenie wiedziało. Nad bólem można było zapanować, chociaż ten wywołany przez ranę nie miał niczego wspólnego z tym psychicznym.
-Medycyna po to zrobiła postęp, żeby z tego korzystać. Warunki polowe były trudne, owszem, ludzie sobie radzili, ale statystycznie równie sporo osób zmarło co przeżyło. Więc próba wejścia na moje ambicje jest teraz lekko przesadzona. Nie jesteśmy już w średniowieczu, mam nadzieję, że zdaje sobie pan z tego sprawę - odpowiedziała, lekko marszcząc brwi. Nie lubiła, kiedy ktoś podważał jej kompetencje, a mężczyzna najwidoczniej w taki sposób próbował odreagować ból. Nadal nie wyjaśniło jej to jego niechęci do szpitali, ale kto wie, może jeśli poda mu odpowiednią dawkę znieczulenia? Tylko skąd ona miała je wziąć? Takie substancje nie były łatwo dostępne.
Zatrzymała wzrok na jego twarzy, chcąc z niej wyczytać cokolwiek. Była niemal znudzona. Jakby nic nie robiło na nim wrażenia.
Psychopata.
Pomyślała i skłonna była zaśmiać się do własnych myśli, gdyby nie to, że okazała się mieć rację. Pistolet w nią wycelowany jasno potwierdził przypadkowe stwierdzenie, które miało być jedynie żartem, a które na szali położyło jej życie. Tak wiele mówiło się o tym, że w chwili realnego zagrożenia człowiek przypomina sobie wszystko i wiecie co? To było prawdą.
Przez umysł kobiety przeleciało nagle tak wiele wspomnień i obrazów, że niemal zakręciło jej się w głowie. Strach pomieszany z niedowierzaniem. Kiepska komedia, która stała się dramatem.
Z łomoczącym sercem wykonywała jego polecenia. Jakie mogła mieć szanse w starciu z bronią palną? Kusiło jak cholera, żeby zacząć krzyczeć, ale ledwie otworzyłaby usta, kula zamknęłaby je na dobre. Może dałaby radę dobiec do drzwi? Zerknęła w ich stronę, kalkulując. Potrafiła być szybka, więc może udałoby jej się dopaść do klamki i skryć u siebie, albo chociaż wezwać pomoc. Brzmiało jak plan, który trzeba było rozważyć.
-Nie masz tu niczego, czym mogłabym wyjąć kulę, jeśli utknęła. Ani żadnego środka znieczulającego- powiedziała, starając się brzmieć normalnie. Wychodziło ze skutkiem marnym, ale grunt to próba. Nie chciała niczym go prowokować w żaden sposób. Zbyt ceniła własne życie.
Uniosła głowę, na chwilę patrząc w ciemne, chłodne oczy. Był potworem. Prześlizgnęła się po jego twarzy, która nie wyrażała już niczego. Ten stoicki spokój był niepokojący, mrożąc jej krew w żyłach.
Podeszła do barku, wyciągając alkohol. Coś w jej umyśle krzyczało i buntowało się - nie była służącą. Ale usta nie wypowiedziały słowa, kiedy całkiem uniosła jego koszulę, dając sobie całkowity dostęp do rany. Dokładniejsze oględziny potwierdziły jej obawy - pocisk utknął w ciele. Kto wie, jakie spustoszenie w nim siał. Teraz jednak nie miało to dla niej znaczenia. Na oko Calvert jej sąsiad mógłby paść trupem, pozwalając jej odetchnąć.
-Potrzebuję pęsety. Albo małych szczypiec - rzuciła, z obrzydzeniem wyobrażając sobie, że będzie musiała własnymi palcami grzebać w jego ciele. Nie miała z tym problemu, ale każdy dotyk tego mężczyzny zwyczajnie ją odrażał.

Mikhail Iwanow
39 y/o
For good luck!
190 cm
prawnik Ivanow & Partners
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Pęseta.
Przez kilka sekund nie odpowiedział. Ciemne spojrzenie zatrzymało się na twarzy Olivii, uważnie śledząc każdą, nawet najmniejszą zmianę jej mimiki. Strach odciskał na niej wyraźne piętno. Rozszerzone źrenice, spięte mięśnie karku, lekko drżące dłonie. Próbowała nad sobą panować, jednak organizmu nie dało się tak łatwo oszukać. Ludzkie ciało zawsze zdradzało więcej niż same słowa. Lubił to obserwować. Nie dlatego, że czerpał przyjemność z samego cierpienia. Fascynował go moment, w którym człowiek przestawał udawać. Gdy odpadały wszystkie maski, zostawał tylko czysty instynkt. Jedni błagali. Inni rzucali się do ucieczki. Bywali też tacy, którzy do samego końca próbowali zachować godność, choć w ich oczach od dawna mieszkała już panika. Olivia należała do tej ostatniej grupy. Nie krzyczała. Nie płakała. Zmuszała się do wykonywania swojej pracy, chociaż serce niemal rozsadzało jej klatkę piersiową. Misha to słyszał to. Nie dosłownie, lecz wystarczyło spojrzeć na gwałtownie unoszącą się pierś i oddech, który stawał się coraz płytszy. Była odważniejsza, niż początkowo zakładał. Albo po prostu głupsza.
Kącik jego ust uniósł się niemal niezauważalnie.
- Druga szuflada w kuchni. Po lewej stronie - powiedział krótko. Oparł głowę o fotel, przymykając na moment oczy. Pulsujące ciepło rozlewało się po całym boku. Krew nadal wypływała z rany miarowym tempem, a każdy głębszy oddech przypominał o tkwiącym w ciele kawałku ołowiu. Bolało. Nie zamierzał jednak dawać jej tej satysfakcji. Ból był tylko informacją. Sygnałem wysyłanym przez organizm, którego dawno nauczył się nie słuchać. W dzieciństwie wbite pięści, połamane kości i godziny spędzone na treningach nauczyły go jednego - cierpienie mijało, słabość pozostawała. Dlatego nigdy nie pozwalał sobie na okazywanie bólu. Nawet wtedy, gdy ciało domagało się odpoczynku. Nawet gdyby torturowali go godzinami, Misha nie okazałby żadnej słabości, chociaż wielu innych już dawno poddałoby się na jego miejscu.
Otworzył oczy. Pistolet nadal spoczywał pewnie w jego dłoni, która nie drżała nawet odrobinę.
- Jest tam skórzany futerał. Weź go - dodał. Zauważył, jak po raz kolejny zerknęła w kierunku drzwi. Oczywiście. Liczyła kroki. Szacowała odległość. Szukając szansy na ucieczkę, zapomniała, że on robił dokładnie to samo. Od zawsze. Nawyk pozostawał na całe życie. Jeszcze nie zdawała sobie sprawy jak Misha z łatwością był w stanie ją odczytać.
- Nawet nie próbuj - powiedział to spokojnie, niemal znudzonym tonem - Zdążysz zrobić najwyżej dwa kroki – mruknął. Nie musiał dodawać nic więcej. Oboje wiedzieli, co stanie się później. Sięgnął po butelkę whisky i odkręcił ją jedną ręką. Alkohol spłynął do gardła, przyjemnie rozlewając się po żołądku. Nie traktował go jak środka przeciwbólowego. Whisky po prostu dobrze smakowała.
- Medycyna zrobiła postęp. To prawda - spojrzał na nią z lekkim rozbawieniem - Ale postęp ma jedną wadę. Lekarze zaczynają wierzyć, że bez sprzętu nie potrafią już nic zrobić – powiedzial, uśmiechając się złośliwie. Był ciekaw, czy uda mu się ją sprowokować. Nie złośliwie. Chciał zobaczyć, czy pod warstwą strachu nadal kryła się duma młodej lekarki - Kiedyś musieli polegać wyłącznie na własnych rękach. Dzisiaj wystarczy zabrać kilka urządzeń i nagle połowa specjalistów nie wie, od czego zacząć.
Milczał przez chwilę. Przyglądał się jej uważnie. Coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że nie była podobna do ludzi, których zazwyczaj spotykał. Nie próbowała go przekupić. Nie błagała. Nie wrzeszczała. Strach nie odebrał jej całkowicie rozsądku. To było... interesujące. Niebezpiecznie interesujące.
- Pocisk zatrzymał się w środku - Spojrzał na własny bok, jakby oceniał uszkodzenia - Nie czuję charakterystycznego świstu przy oddechu. Płuco powinno być całe – rzucił. Powinno. Słowo, którego nienawidził. W jego świecie nie było miejsca na przypuszczenia. Były tylko fakty.
- Wyciągniesz go. Potem oczyścisz ranę i mnie zszyjesz - powiedział to takim tonem, jakby wydawał polecenie jednemu ze swoich ludzi. Krótko. Konkretnie. Bez miejsca na dyskusję. Przez chwilę między nimi panowała cisza. Misha obserwował, jak kolejne krople krwi spływają po jego boku i skapują na podłogę. W normalnych okolicznościach już dawno zadzwoniłby po swoich ludzi. Jeden telefon wystarczyłby, żeby w ciągu kilku minut mieszkanie wypełniło się uzbrojonymi mężczyznami, a obok niego stanął zaufany medyk. Nie zrobił tego. Nie dlatego, że nie mógł. Dlatego, że chciał wiedzieć. Chciał zobaczyć, jak daleko posunie się Olivia. Czy pozostanie lekarzem, wiernym złożonej przysiędze, czy jednak zwycięży instynkt samozachowawczy. Był to eksperyment. A on od zawsze lubił sprawdzać ludzi w sytuacjach granicznych.
Misha uniósł na nią wzrok.
- I jedna rada, pani doktor - Na jego ustach pojawił się ten sam spokojny, niemal uprzejmy uśmiech, który u osób postronnych budził największy niepokój - Nie obrzydzaj się mną teraz. Drżenie rąk przy wyciąganiu pocisku mogłoby się źle skończyć... dla mnie. - Nie dodał, że dla niej również. Nie musiał.

Olivia Calvert
ODPOWIEDZ

Wróć do „#20”