ODPOWIEDZ
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

⋆。‧˚ʚ🍉ɞ˚‧。⋆

Miała wrażenie, że została całkowicie sama.
Rozmawianie z ojcem przed operacją było jej najgorszym koszmarem. Nie potrafiła zrozumieć samej siebie, dlaczego zdecydowała się na transplantację. Dała mu część siebie. Jasne, ktoś mógłby uznać, że została stworzona, dzięki jego plemnikowi. Tyle że to było dla niej przeogromne poświęcenie, na które zdecydowała się dla... firmy. Dla wielkiej korporacji, byle jej własny ojciec jej nie zdetronizował. Wręcz zmusił ją do dawstwa narządu, a ostatnie spotkanie z rodzeństwem niczego nie ułatwiało. Chciała być móc wierną wobec Cory. Postawić ojca przed ścianą, żeby przejrzał na oczy. Szkoda, że głos Cherry nigdy nie był respektowany.
Przed zaśnięciem miała irracjonalne myśli. Wspominała każdego. Charliego, któremu uratowała życie za dzieciaka. Corę, która wcale nie była głupia, jak rolka papieru toaletowego, bo przecież się rozwijała. Caspiana, który jako jeden z niewielu potrafił wypowiedzieć własne zdanie. Ale też Ethana. Kiedy mówił, że jest jego i nie miał zamiaru się dzielić.
Operacja poszła zgodnie z planem.
Obudziła się z ciężkimi powiekami, a każdy z bliskich miał jakieś plany. Bolało ją to, że żadnego z nich nie było przy niej. Jedynie matka czekała na nią po wybudzeniu. Aż dziwne, że Christopher pozwolił jej siedzieć przy córce. Nic nie pamiętała. Leki przeciwbólowe w ogóle nie pomagały. Pierwszą dobę praktycznie przespała. Budziły ją jedynie pielęgniarki, sprawdzające parametry życiowe, zmuszające ją do posiłku i wstania. Nie miała im tego za złe. Zasypiała raz, za razem, tracąc poczucie rzeczywistości.
Drugiego dnia sięgnęła po telefon. Musiała zorientować się, co działo się w firmie. Milion maili, pełno powiadomień. Jednak życie nie zatrzymało się wraz z operacją. Potrzebowała kogoś wewnątrz, dlatego sama napisała do Ethana z prośbą o raport. Nie miała jeszcze siły, by spojrzeć na dłużej w telefon, by wystukiwać kolejne wiadomości w ekranie telefonu.
Za to kiedy tylko usłyszała jego głos, rozbudziła się. To musiały być jakieś halucynacje, inaczej nie byłaby w stanie tego ująć. Nabrała głębokiego oddechu, próbując wszystko analizować, a gdy uniosła jedną powiekę, zobaczyła go. Ucieszyła się jak idiotka. Tyle że rozmowa z pielęgniarką pełna zwykłych uprzejmości wzbudzała w niej przedziwne ukłucie zazdrości. Poczekała, aż kobieta wyjdzie, by podnieść się delikatnie na dłoniach. Spojrzała na niego... Wyglądał zdecydowanie zbyt dobrze, a ona okropnie słabo.
Nie musiałeś podrywać pielęgniarek na moich oczach... — mruknęła na samo przywitanie. Czy wypowiedziała głośno własną zazdrość? Nie, po prostu to była nieodpowiednia rozmowa. Tak przy szefowej podrywać inną kobietę? Faceci musieli mieć tupet. Chciała mieć go tylko dla siebie.
Masz dokumenty? — o laptopa nie miała odwagi poprosić — jak w biurze? Wszystko w porządku? — nie było jej raptem cztery dni, a pracoholizm już wychodził jej bokiem. Łatwiej przyszła jej rozmowa o Northland Power, niż pokazanie, że ucieszyła się na jego widok — Cora nie wprowadziła żadnych czwartkowych piżam? — dopytała, unosząc oba kąciki ust ku górze. Pewnie już to zrobiła. Mogła być specjalistką od marketingu, ale była głośna, przepychała się łokciami, prawie jak sama Cherry...
Tak, rozmowa o firmie była bezpieczna, ale za to jej wzrok na jego tęczówkach już niekoniecznie. Był jak merci. Wyrażał więcej niż tysiąc słów.
30 y/o
Watermelon sugar high
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
You don't need to say you're mine...
I already know you're mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rzucenie się w wir pracy od zawsze było najlepszym sposobem, by zająć głowę czymś pożytecznym i pozbyć się uporczywych myśli, które mimowolnie uciekały w stronę Cherry. Po ich wizycie na dachu Ethan nie miał wyjścia - pozostało mu zatopić się w świat cyferek, tabelek i raportów i cierpliwie czekać, tak, jak obiecał.
Już wcześniej z trudem znosił chłód i dystans ciemnowłosej, ilekroć mijali się na korytarzach firmy, jednak odkąd wzięła zwolnienie na transplantację, zaczął odczuwać dziwną pustkę. Firma bez niej funkcjonowała, ale zdecydowanie nie była taka sama. Bez niej nie czuł się tam na miejscu. Zarówno jego ciało, jak i myśli dokładnie podpowiadały mu, gdzie naprawdę powinien być.
Z tym, że musiał dać Cherry przestrzeń do namysłu. Na oswojenie się z tym, co jej powiedział, ale przede wszystkim na skupienie się na rodzinie oraz na sobie w trudnych chwilach. Zamierzał zostać gdzieś w pobliżu i czekać w gotowości, jeśli tylko będzie go potrzebowała. Kusiło go, żeby zrobić coś więcej, dowiedzieć się czegoś o operacji Marshall, ale ograniczył się wyłącznie do zapytania o to Cory, doskonale zdając sobie sprawę, że dzięki otrzymanej podwyżce zyskał u niej pewne względy. Dopiero po uzyskaniu odpowiedzi zwrotnej o sukcesie poczuł, jak jego dotychczas spięte mięśnie w końcu zaczynają się rozluźniać.
Krótka wiadomość od Cherry w sprawie raportu następnego dnia sprawiła, że mimowolnie uśmiechnął się sam do siebie. Przez chwilę zastanowiło go, czy przemawiał przez nią wyłącznie pracoholizm, czy kryło się za tym coś jeszcze, niemniej przygotował co trzeba i po południu udał się do szpitala.
Z bukietem piwonii w ręku podszedł do recepcji i z pomocą miłej młodej pielęgniarki, która akurat miała zajrzeć do Marshall, po chwili znalazł się w odpowiedniej sali. Widok śpiącej ciemnowłosej, tak kruchej, drobnej i spokojnej, na moment zatrzymał go tuż przy drzwiach. Wciąż tu była. Na tę myśl przyjemne ciepło rozlało się po jego ciele. Odłożył teczkę przy łóżku, prowadząc cichą wymianę zdań z pielęgniarką, która sprawdzała na monitorze wszystkie dane, będąc uprzejmym tak, jak miał to w swoim zwyczaju. Nie odpowiadał za to, w jaki sposób pielęgniarka to odbierała, gdy posyłała mu szerokie uśmiechy. Właściwie, kiedy Cherry otworzyła oczy i podniosła na niego spojrzenie, odliczał sekundy, gdy w końcu zostaną sami. Na jej uwagę kąciki jego ust rozszerzyły się pod wpływem rozbawienia.
Czy bycie miłym zawsze postrzegasz jako podryw? - zapytał w zamian, spoglądając na dziewczynę nieco cieplej, niż zamierzał. Wyczuwał drobny przejaw zazdrości, ale postanowił skwitować to jedynie chwilowym poszerzeniem uśmiechu. — Nie podnoś się. Powinnaś odpoczywać - upomniał ją łagodnie, bo zupełnie nie widział potrzeby, by się specjalnie dla niego forsowała, a sam podszedł do niej bliżej. Na pytania o firmę skinął głową. Mógł się tego po niej spodziewać.
Mam coś lepszego - odparł i uśmiechnął się nieco łobuzersko. - Dla Ciebie - powiedział, wyciągając przed siebie bukiet piwonii, patrząc na nią łagodnie. Takich samych, jakie widział u niej ostatnio w mieszkaniu. - Z nadzieją, że choć odrobinę umilą Ci pobyt tutaj - dodał zaraz nieco cieplejszym tonem. Na końcu języka miał wyznanie, że wyrażały znacznie więcej, ale w porę się ugryzł, pozwalając obecnym słowom opaść między nimi w chwilowej ciszy.
Hmmm… nagle okazuje się, że muszę zaopatrzyć się w piżamę - przyznał z cieniem rozbawienia czającym się w kącikach jego ust, gdy ostatecznie odłożył bukiet na stolik obok. Zdążył już zauważyć, że Cora miewała naprawdę szalone pomysły. - Ty w swojej wyglądasz słodko - wskazał brodą na tę, którą miała na sobie, a w tonie jego głosu nie dało się odnaleźć choćby cienia żartu. Raczej był to lekki komplement, bo naprawdę podobała mu się w tym wydaniu. Z resztą, jak w każdym - czy to w marynarce i ołówkowej spódnicy, czy białej sukience, czy w piżamie w pudle, albo i bez niej. Zawsze wyglądała dla niego idealnie.
Jak się czujesz? - zapytał z uwagą, uprzednio podsuwając sobie do jej łóżka krzesło i zajmując miejsce. Nie mógł przed sobą zaprzeczać, że interesowało go wszystko, co jej dotyczyło.

Cherry Marshall
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

⋆。‧˚ʚ🍉ɞ˚‧。⋆

Widziała to spojrzenie pielęgniarki. Niby znajdowała się w sali dla VIP'ów, ale brak profesjonalizmu z jej strony był wręcz zatrważający i irytował Cherry. Pamiętała: jesteś moja i nie mam zamiaru się dzielić. Słowa Ethana wybrzmiewały w jej głowie, ale czy on był jej? Tego nie była w stanie określić, przegryzła mocno wewnętrzną stronę policzka. Czy to była słynna zazdrość? O Hartleya? Niemożliwe, dopiero co się poznawali, zaczynali się do siebie nawzajem docierać.
Zadziorne uśmiechy do pielęgniarki tak — poprawiła go, patrząc mu prosto w oczy. Myślał, że nie widziała? Tym samym uśmiechem potrafił ją oczarować, a teraz robił to z inną i dodatkowo na jej oczach. Mogły to był zwyczajne uprzejmości, ale mózg Marshall szybko to odrzucił. Miała oczy, widziała i kuło ją to mocno — wystarczyło mi odpisać i zdać raport, nie widzieć, jak pożerasz inne wzrokiem — prychnęła, by zaraz skrzywić się z bólu. Zbyt mocna mimika, śmiech powodowały lekki dyskomfort. Chwyciła się w miejscu blizny. Pod piżamą wyczuwała opatrunek — siedzenie to nie forsowanie się... — wymruczała pod nosem. Ethan zaczynał sprawiać na niej coraz lepsze wrażenie. Troszczył się o nią, a kiedy wyjął kwiaty, to kilka sekund spędziła z otwartą buzią. Nie tego się spodziewała, potrzebowała odrobiny ochłonięcia, wyczekania, by znaleźć odpowiednie słowa, ale każde wydawało się być nieodpowiednie.
Ja... — zaczęła finalnie. W głowie miała dwa wilki - jeden z nich był zadowolony, a u drugiego powiewała czerwona flaga — dziękuję — dodała finalnie. Rozpuszczała się. Zdecydowanie kwiaty umilą jej pobyt w sterylnej sali szpitalnej, gdzie jedyną rozrywką było przeglądanie firmowych maili — skąd wiedziałeś, że to moje ulubione? — musiała poznać odpowiedź. Stalkował ją? Ale czy powinna go za to oceniać? Sama przetrząsnęła każdy jego profil. Na szczęście na fake'owym koncie, bo przez przypadek polajkowała mu zdjęcie sprzed trzech lat.
Nie żartuj sobie ze mnie — mruknęła Cherry. Piżama i Hartley. Więc spał nago? Gdyby tylko jej organizm miał siły, to na policzkach pojawiłyby się delikatne rumieńce. Czemu leżąc na szpitalnym łóżku, wyobrażała go sobie nago? Potrząsnęła przez moment głową — chciałeś powiedzieć żałośnie — poprawiła go, jak to miała w zwyczaju. Tłuste włosy, nieumyta twarz, pewnie pachniała potem. Szpitalne jarzeniówki na pewno nie poprawiały jej wyglądu, a wręcz uwydatniały każdą niedoskonałość i słabość.
Interesuje cię to? — wzrokiem powędrowała w stronę jego dłoni. Mógłby ją mocno trzymać za rękę, wdzięczna by mu za to była — dobrze... Jestem na takiej dawce przeciwbólowych, że nie jestem pewna, co do końca się ze mną dzieje — a mimo to walczyła sama ze sobą — ale jest dobrze... zwłaszcza skoro się pojawiłeś, dodała już we własnej głowie. Rodzeństwo się nią opiekowało. Nawet gdy czuła, że ich zdradziła. Oddała nerkę ojcu, który postanowił wydziedziczyć własne dziecko, przez jedną sytuację przekreślić wszystkie lata. Za to Ethan był i troszczył się, chwytało ją to za serce.
Dziękuję, że przyszedłeś — bez jakichkolwiek pretensji, czy próby oszukiwania samej siebie. Potrzebowała go przy własnym boku — nie spodziewałam się tego — krótki SMS, albo donoszenie raportu, a na pewno nie bukietu piwonii — jestem tutaj sama i... — zastygła nagle, widząc otwierane się drzwi. Właśnie do pokoju wjechał nie kto inny, jak Christopher jebany Marshall. Na takie spotkanie nie była gotowa.
Cherry, jak się czujesz? — słaby, a jednak dalej dominujący głos — czy to pan Hartley?! — zadowolenie jakie pojawiło się na twarzy ojca Cherry, zwiastowało jedno. Katastrofę — miło mi pana poznać, Christopher Marshall — pielęgniarce pokazał palcem, by zaparkowała obok łóżka, po czym wyciągnął w stronę Ethana rękę.
Tato, powinieneś odpoczywać — zaczęła Cherry, marszcząc delikatnie obie brwi. Oby szybko zniknął, niczym mantrę powtarzała to w głowie.
Przyszedłem sprawdzić, co się dzieje u mojej ukochanej córeczki, ale widzę... — obrzydliwy uśmiech — że ma się, kto Tobą zająć cieszy mnie to — brakowało jeszcze pytania o ślub. Cherry nabrała głębokiego oddechu, ale Christopher widocznie chciał ją teraz zignorować — co Cię tu sprowadza Ethan? Możemy przejść na ty? — zagadnął praktycznie od razu, jakby właśnie poznawał przyszłego małżonka własnej córki. Pamiętała ten ton, coś musiało pójść nie tak i długo nie musiała czekać — nie powinieneś oglądać mojej córki w tak żałosnym wydaniu.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”