-
Cemil (czyt. Dżemil) jest kanadyjsko-tureckim aktorem. Należy do osób ambitnych i lubiących wyzwania. Mieszkał przez 12 lat w Stambule, do którego myśli się przeprowadzić w przyszłości.
Jest empatyczny, (już nie tak bardzo) towarzyski i udziela się charytatywnie. Obecnie ma złamane serce, gdyż jego ukochana po prostu zniknęła i przepadła...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjitrzecia osobaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Ayers był z natury łagodnym człowiekiem, który nikomu nie przeszkadzał, a jednak świat rzucał mu pod nogi kłody i na kilku się wywrócił. Upadek po utracie kobiety, którą kochał jak wariat, był najbardziej bolesnym od lat. Coś w nim umarło po tych miesiącach poszukiwań. Spakował manatki, wyprowadził się z domu w Stambule mówiąc, że prędko tam nie wróci. Jego tureccy fani byli zszokowani, gdyż aktor wolał zawsze ich kraj od jego rodzinnego. Jednak po tym, co się działo podczas pamiętnego pobytu i po nim, naprawdę nie czuł się dobrze w Turcji. Nie miał na szczęście żadnych zobowiązań tam i mógł odejść, bez żadnych problemów.
Przez kilka tygodni było z nim naprawdę źle. Zasypiał pijany, bo tylko wtedy mógł odpocząć. Był cieniem siebie i nie przypominał tego człowieka, jakim był jeszcze niedawno. Problem na szczęście rozwiązano inaczej, niż przez pójście na odwyk. Regularnie chodził do psychiatry i brał leki, które pomogły mu jakoś wyjść z czarnej otchłani własnych myśli. Niestety nie poskładało to jego złamanego serca. Ból w nim był ciągle żywy.
Wychodząc z najgorszego etapu, postanowił się nie poddawać i coś robić, by nie zwariować do reszty.
Szukał roli dla siebie w Kanadzie. W Ottawie nakręcił kilka scen do filmu, w którym zagrał gościnnie, a potem wrócił do Toronto, gdzie kręcono kolejny sezon medycznego serialu, w którym pojawiał się wcześniej Cem jako zagraniczny lekarz. Zapytano go wprost, czy jest zainteresowany powrotem, czy mają szukać kogoś innego. Ayers się zgodził i naprawdę starał się wziąć w garść. Życie jakoś płynęło dalej, a on każdego dnia otwierał oczy i starał się przeżyć kolejną dobę. Obowiązki zawsze się jakoś sprawdzały. Miał wtedy jakiś cel i zajmował czymś swoje myśli.
Ekipa kręciła sceny w Mount Sinai Hospital, w mniej uczęszczanym skrzydle, by nie przeszkadzać w pracy prawdziwym lekarzom i personelowi. Oczywiście cały czas aktorzy starali się nabywać kolejnych umiejętności i uczyć prawdziwej pomocy, by akcja w serialu wyglądała autentycznie, a nie sztucznie.
Cem dołączył w piątym odcinku sezonu czwartego i właśnie nakręcił kilka scen, a potem miał przerwę, którą wykorzystał na wizytę w kawiarence szpitalnej i wypicia dużej ilości mocnej, czarnej kawy.
Wyglądał jak jeden z lekarzy, mając na sobie szpitalne ciuchy i fartuch, bo czekał na ciąg dalszy zdjęć.
Ayers był charakterystycznym człowiekiem, patrząc na jego wygląd i wzrost. Niektórzy przychodzili podpatrzeć aktorów w akcji i zapolować na wspólne zdjęcie czy autograf. Cem nie odmawiał nikomu uśmiechu, szczególnie najmłodszym zainteresowanym, bądź młodocianym aktorom. Nigdy nie odsuwał się od innych, bo kiedyś sam był debiutantem, który walczył o każdą rolę. Teraz miał doświadczenie i dzielił się nim z innymi.
Kiedy odebrał kubek z napojem i miał się przemieścić z nim w stronę wolnego stolika, nagle poczuł, że ktoś na niego wpada. Jakiś nastolatek kłócił się z ojcem, nie patrzył przed siebie tylko kroczył naprzód i pech chciał, że potrącił jakąś kobietę, która również miała w ręku kubek z gorącym napojem i właśnie ta wpadła wprost na Cema, który miał nadzieję, że oparzenie swojej ręki wylaną częściowo kawą jest jedynym problemem w tej sytuacji. Cały Cem. Najpierw pomyślał o innych.
- Wszystko w porządku? – zapytał, mając nadzieję, że jej nie oblał, albo ona sama nie skończyła jak on, do którego dotarło nagle, że to bolało i syknął pod nosem. Przydałby się jakiś lód czy jakaś maść. Cokolwiek. Ale był w szpitalu, więc z tym nie będzie problemu. W każdym razie aktor wyglądał na mało przejętego sytuacją. Jeśli boli, to znak, że żyjesz – powtarzał sobie za każdym razem, gdy coś bolesnego się wydarzyło w jego życiu.
Olivia Calvert
-
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Optymizmem nie napawała myśl, że jej praca wiązała się ze śmiercią. Im więcej osób zginęło, tym więcej czasu spędzała w prosektorium. Przydział, który dostała jasno wskazywał, że współczynnik zgonów był wysoki, a wiele przypadków wiązało się z morderstwami, podejrzanymi wypadkami i chociażby przedawkowaniami. Wszystko, co można było podpiąć pod sprawy kryminalne.
Rzucając się w wir pracy, w towarzystwie tak dobrze znanego zapachu i muzyki zupełnie nie pasującej do otoczenia, zapomniała o bożym świecie. Wyrzucił z głowy, że powinna zadzwonić do przyjaciółki, zrobić dodatkową kawę i, co mogłoby jej się przydać, zjeść. Zamiast tego skupiła się na swoich pacjentach, rozcinając, wyciągając i ważąc ich narządy, szukając przyczyn odejścia z tego świata. Dla innych przygnębiające, dla niej kolejna zagadka do rozwiązania i upewnienie się, że członkowie rodziny będę mogli zamknąć bolesny rodział.
Sama praca nie byłaby w stanie doprowadzić jej do złego nastroju, w którym się znalazła. Niemniej pojawienie się jednego policjanta, z którym nigdy do końca nie potrafiła się dogadać, wszystko zmieniło. W jej oczach był arogancki i uważał, że wie wszystko. W takim razie po co miała szukać dowodów i wyciągać wnioski, skoro on najwidoczniej wiedział lepiej, jak powinna wykonywać swoją pracę?
Pokłócili się, nie pierwszy i nie ostatni zapewne raz. Mężczyzna dostatecznie ją rozproszył i nie mogąc się skupić po jego wyjściu, uznała, że najlepszym rozwiązaniem będzie chwila przerwy. Napije się kawy, może zje coś słodkiego i wszystko będzie w porządku. Człowiek głodny, człowiek zły.
Wyszła ze swojej jaskini, jak wielu nazywało jej miejsce pracy i udała się na wyższe piętra, myśląc nad tym, co dobrego znajdzie w szpitalnej kawiarence. Wbrew wszelkiej stereotypowej opinii, jedzenie tu nie było takie złe. Jasne, kawa nie umywała się do tej sprzedawanej w kawiarniach, niemniej była dużo lepsza, niż chociażby na komendzie policji, gdzie automat zdawał się wypluwać pomyje.
Odebrała kubek z ciepłym napojem, rozkoszując się zapachem. Czy była uzależniona od kofeiny? Jak najbardziej. Czy się z tym kryła? Zdecydowanie nie.
Niespodziewanie ktoś na nią wpadł. Zanim zorientowała się, co właściwie zaszło, ciemna ciecz opuściła naczynie, lądując na osobie przed nią. Nie wiedziała, czy był sprawcą czy ofiarą, ale to nie pomogło jej irytacji z całego zdarzenia.
-Cholera, jeszcze tego brakowało - wyrzuciła pełnym frustracji głosem. Czyli co, lepiej było jednak nie opuszczać podziemi.
Poczuła ciepło na klatce piersiowej - znak, że kawa znalazła się również na jej ubraniu. Przynajmniej tyle, że dla jej pacjentów nie miało większego znaczenia, jak wyglądała i poplamiony fartuch nie był problemem.
Słysząc głos, uniosła głowę, dość wysoko, biorąc pod uwagę, że stał przed nią olbrzym, a nie człowiek. Odliczyła w myślach do pięciu, nie chcąc na nikogo wylewać swojej frustracji. Kawa wystarczyła.
-Względnie. Zależy czy mówimy o całokształcie, czy tylko o tym - westchnęła, wskazując na bałagan. I tyle z zachowania się profesjonalnie. A przecież jej rozmówca nie zasłużył. - A jak z tobą? Kawa była dość gorąca. Potrzebujesz czegoś? - spytała. Była ostatecznie lekarzem i nawet, jeśli miała przed sobą kolegę po fachu (nie wiedząc nawet, że w szpitalu kręcą jakiś serial), należało potraktować go jak pacjenta.
Cem Ayers