ODPOWIEDZ
40 y/o
For good luck!
189 cm
Inspektor gadżet Toronto Police Service (TPS)
Awatar użytkownika
inspektor policji i drań w jednej postaci, rzuciła go narzeczona bo oglądał się za innymi i zbyt mocno skupił na robocie.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji3os.
postać
autor

Akcja miała być łatwa i przyjemna w mniemaniu. Rozdzielono dyspozycje, zespoły nałożyły kamizelki kuloodporne, brygada anty czyhała na pierwszej linii frontu. W teorii nie miało się co wydarzyć, a oni wydawali się mieć kontrolę nad sytuacją, plan nalotu i prostą wymianę a raczej dążenie do pacyfikacji i brak ognia. W mniemaniu Nathaniela najlepsze było jednak gdy się coś działo, uwielbiał adrenalinę i czasami jak istny masochista brnął w coś co dawało choćby cień tego, że znów zarobi kulkę lub chociażby oberwie. Był powalony tego nie dało się wykluczyć, czasami działał wedle niekoniecznie logicznych zasad i cóż to, że oddychał dalej graniczyło z prawami fizyki. Był trochę jak niezniszczalny w tym chaosie, zawsze gdzieś przemieszczający się między kulami przecinającymi powietrze, napierający do przodu jak żywa tarcza. W tym przypadku mieli jednak plan A i B, któryś z nich miał zadziałać, miało iść sprawnie i bez kolejnych wpadek po drodze. Jak często jednak wychodzi, dynamika akcji jest zależna od sytuacji, od jednego momentu czy osoby, która rozgryzie całą akcję, wyhaczy i wyczuje agenta czy policjanta na kilometr. Tak się też stało w ich przypadku.
Mayfield zaczął biec chyba najszybciej w swoim życiu aby obstawić flankę, wręcz pamiętał dokładnie zarys tego kto gdzie miał być, jak szybko mógł dotrzeć lub zmienić swoją pozycję. To nie tak, że chciał komuś chronić dupę, zamiast pilnować swojej ale jednak... On miał już swoje doświadczenie, nie które rzeczy umiał przewidzieć, tak samo jak od początku ten jeden samochód mu nie pasował do reszty. Dilerzy byli cwani, zawsze mieli kogoś na czuju, zawsze ktoś grzał silnik i tym razem było podobnie. Oprócz jednak samego auta ich szyby były odsunięte w ferworze całej akcji, ktoś strzelał na ślepo w kierunku całej ekipy, a kto tylko mógł chronił tyłek drugiej osobie. Jemu przypadła June, akurat w chwili gdy się przemieszczał chcąc przeciąć uliczkę, w którą pojazd miał wjechać chcąc im uciec. Wszystko trwało sekundy, może nawet i krócej - chociaż ciężko to stwierdzić w takiej sytuacji. Nie musiał może w nią wpadać aby się uchyliła, ale jednak zrobił to bo zawsze myślał o krok dalej, a skoro on czuł zagrożenie, to pewnie każdy inny na jego miejscu by to zrobił. Proste, skuteczne działanie.
Nie liczył na żadne podziękowanie, wręcz czuł wściekłość bijącą od kobiety gdy tylko wrócili na komendę, gdy rozbierali swoje kamizelki i odkładali sprzęt. Kamerka wyłączona, przeładowany pistolet i wszystko zdane na miejscu. Gdy na nią patrzył, uśmiechał się szelmowsko pod nosem po swojemu, tradycyjnie. Co z tego, że sama akcja nie poszła tak jak należy, a oni mieli tylko dziuplę z towarem bo reszta... zwiała. On i tak miał ten plusik, że znów zadziałał jak jakiś superhero.
- Nie wiem czy mam do Ciebie podchodzić. Wyglądasz jakbyś sama chciała mi władować kulkę. Czy to źle, że uratowałem Twój śliczny tyłek? Myślałaś, że wyskoczysz z pistoletem a oni się przed Tobą zatrzymają? - zapytał żartobliwie, lustrując ją wzrokiem gdy się tak poprawiała nieopodal szafek czy ogólnie jakiegoś miejsca, w którym to aktualnie wspólnie przebywali. Nie żeby coś ale Nate często myślał o jej zgrabnych czterech literach, które przewijały się czasem nieopodal jego biurka. Byłoby mu szkoda gdyby... ucierpiała. To, że była kobietą pewnie robiło większą różnicę bo łatwo można było wywnioskować skąd z jego strony taki gest, którego raczej nie skierowałby w stronę faceta gliniarza. To był mały szczegół robiący jednak strasznie dużą różnicę.



June Harrison
Marlen.
zagram wszystko w granicach przyzwoitości.
30 y/o
For good luck!
175 cm
śledcza Toronto Police Service HQ
Awatar użytkownika
you don't own me, i'm not just one of your many toys.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była tak blisko.
W teorii plan był prosty. Tylko że praktycznie nigdy nic nie szło w stu procentach zgodnie z założeniami. Nieważne ile asów mieli w rękawie podczas akcji, ile różnych możliwych wersji zdarzeń - zawsze mogło przytrafić się coś, czego nie byli w stanie wcześniej przewidzieć.
Dość wcześnie zauważyła to samo, podejrzane auto i zdecydowała się przez to zwinnie zmienić pozycję, gdy tylko nadarzyła się ku temu odpowiednia okazja. Czekała, ukryta w bocznej alejce, zakładając, że to właśnie to jest najbardziej prawdopodobna droga ucieczki mężczyzn. June to nie głupia gęś, za jaką najwyraźniej uważał ją Nate - oczywiście, że nie zamierzała wyskakiwać nikomu przed maskę z pistoletem, licząc na to, że dilerzy wystraszą się i poddadzą! Miała jednak nadzieję, że uda jej się zatrzymać pojazd w inny sposób. Albo chociaż spowolnić.
Niestety, dzięki przez nieprzemyślane i niezwykle g ł u p i e działanie Nathaniela, nie było jej to dane.
Będąc już po wszystkim na komendzie, nie odezwała się ani słowem, dopóki jej nie zaczepił w szatni. Wolała trzymać się od niego z daleka; przynajmniej przez jakiś czas zachować dystans, zarówno dla dobra swojego, jak i Mayfielda. Potrzebowała ochłonąć i nie miała najmniejszej ochoty go widzieć. Nie potrzebowała kłopotów, a pewnie przysporzyła by ich sobie, gdyby nawrzucała starszemu od niej rangą inspektorowi, na co miała prawdziwie nieodpartą chęć.
Próbowała się uspokoić. Gryzła się w język, w myślach odliczając głębokie oddechy. Nie podziałało.
Pierdolony bohater — trzaskając metalowymi drzwiami szafki, mruknęła do siebie pod nosem. Być może na tyle głośno, że był w stanie to usłyszeć - nie miała pojęcia i w sumie, w tamtym momencie, mało ją to obchodziło.
Była wściekła, a jego postawa w dalszym ciągu nie pomagała. Ten jego ton. Ten głupkowaty uśmieszek, który nie schodził mu z twarzy. Zerkała na niego w odbiciu lustra, rozpuszczając włosy ze starannego upięcia.
Masz mnie za kretynkę — nie zapytała, a stwierdziła, po wysłuchaniu jego wywodu. Nie potrzebowała ratunku. Potrzebowała, by ktoś w końcu jej zaufał i pozwolił działać. Nie pomógł jej tym posunięciem, a przeszkodził. Kto wie, gdyby nie to, być może cała akcja zakończyła by się inaczej i udałoby się zdobyć coś więcej, niż tylko towar.
To jednak nie był jedyny i najważniejszy powód jej irytacji. Znacznie bardziej zdenerwowała ją świadomość, że nie zachowałby się w ten sposób, gdyby była mężczyzną, a to dla niej prawdziwy cios, jako że z podobnymi sytuacjami i uprzedzeniami musiała radzić sobie już od pierwszych dni pracy na tym posterunku. Nadal niestety bez zadowalających rezultatów.
Niczego nie uratowałeś, a wręcz zjebałeś szansę na złapanie ich — to akurat nie do końca prawda, a Harrison w całej swojej złości zaczęła wyolbrzymiać jego winę — Miałabym ich, gdyby nie ty — dodała jeszcze, przeczesując palcami włosy i w końcu zwróciła się w jego stronę, by wbić w niego spojrzenie, które zalatywało testamentem.
Kolegom też tak słodzisz, Mayfield? — spytała, krzyżując ręce na piersiach — Dobrze ci radzę. Mnie i mój tyłek zostaw w spokoju.


Nathaniel Mayfield
ave
jakoś się dogadamy, tylko nie uciekaj
40 y/o
For good luck!
189 cm
Inspektor gadżet Toronto Police Service (TPS)
Awatar użytkownika
inspektor policji i drań w jednej postaci, rzuciła go narzeczona bo oglądał się za innymi i zbyt mocno skupił na robocie.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji3os.
postać
autor

Nie każda akcja musiała kończyć się pozytywnie, nie każda akcja musiała posuwać sprawę na przód i dawać solidne argumenty. Niekiedy potrzebne były dwa kroki w tył albo jeden solidny w przód, na spokojnie i do celu. Oni mieli na razie płotki, a czaili się na większą "rybę", stąd rozsądne działanie i próba załagodzenia sytuacji tak aby nie ucierpiał żadnej policjant czy cywil. Wszystko i za wszelką cenę? No nie, to tak nie działało i Nate przypominał często o tym młodszym kolegą i koleżankom. Chciał tak jak i oni osiągnąć sukces w duże sprawie, dostał pochwały i mieć solidne podłoże do rozwoju i awansu, ale czasami to wszystko nie mogło nakryć zdrowego rozsądku czy kalkulacji sił i porządku. Mogła śmiało kozakować i atakować sama ale czy to było bezpieczne? Rozsądne? Nie chciał jej niańczyć czy prowadzić za rękę, ale jednak zrobił to co uznał za najlepsze, a za co może kiedyś będzie w stanie mu podziękować, nawet jeśli upłynie multum czasu od tego wydarzenia.
Mayfield był jaki był i miał swoje specyficzne podejście, radował się tym co widział, jak reagował i wciąż jak ten szczeniak, zawsze uśmiechał się nawet po akcji jak ta. To po prostu już był cały on - wariat kiedy potrzeba, gnojek gdy sytuacja wymaga, cham jak ktoś go wkurzy. Tutaj to ona była wyprowadzona z równowagi, trzask szafki tylko go w tym upewnił. Ale to było też coś co potrafił zrozumieć w przypadku młodszych od siebie, mniej doświadczonych policjantów. Liczyli na ten jeden złoty cel, sprawę która odmieni ich karierę, może nawet da jej dodatkowego kopa, ale to nie była też taka forma pracy. Policjantem trzeba być z głową i rozsądkiem, nie stawiać za tym za wszelką cenę rozwój czy karierę, tu chodziło bardziej o dobro ogólne, o dbanie o mieszkańców tego miasta. To na pewno miało do niej dojść, więc on sam aż takiego wielkiego kazania nie zamierzał jej wygłaszać, na pewno nie dziś.
- Nie. Mam Cię za policjantkę z potencjałem. Ale musisz jeszcze trochę się nauczyć i przeżyć. Dzisiaj wydaje Ci się to głupie i masz mnie za pojebusa - innego dnia wrócisz do mnie i podziękujesz za coś takiego jak dziś. - stwierdził delikatnie, dalej się uśmiechając szeroko i roztaczając swoją aurę. Powinna się cieszyć, że był wobec niej... ciepły? Nathaniel potrafił zachowywać się jak skurwysyn, jak dzicz i inne tego typu ogólniki, o czym pewnie miała posłuch i co nieco wiedziała. Dlatego ta wersja powinna jej bardziej odpowiadać, nawet jeśli to było z lekka seksistowskie?
- Gdyby nie Ty, nie miałbym siniaka, złotko. - rzucił, rozpinając swoją koszulę by ocenić jak tam jego bok, w który nieźle przydzwonił. To nic, że robił tutaj jakiś pierdolony striptiz obok niej, chociaż fakt - na nią uwagi nie zwracał, bardziej przeglądał się w lustrze jak jakiś zadufany w sobie narcyzm. Po chwili jednak ogarnął się i pozapinał ładnie, poprawiając swoje nieco zmierzchwione włosy.
- Właśnie nikomu tak nie słodzę, powinnaś być dumna z siebie. Myślisz, że kto pomógł Cię wkręcić w tą akcję albo kto coś delikatnie zasugerował? - mruknął, zamykając zaraz swoją szafkę z której wyciągnął kilka brudów i swoją sportową torbę. Na dzisiaj miał mieć już w teorii fajrant, a przynajmniej do momentu aż nie dostanie gorącego telefonu z centrali, że znów coś mają. Ale ci...
- Ten tyłek Ci słuchaj pomaga jakby nie patrzeć, chociaż jest cholernie rozpraszający.. chwilami. Ale zamykając jego temat, chcę dla Ciebie dobrze. Chcę przekazać swoje tajniki jakiejś rozsądnej osobie na tym kurwidołku, mogłabyś być więc trochę milsza.. - nie zrobił miny urażonego misia, który był łasy w tym przypadku na nią jak na miodek, ale bez przesady też. Nie chciał walić jej kolejnych tekstów bo obawiał się, że jednak coś nieco ćwiczy po godzinach i może sprzedać mu limo do kolekcji. Tak czy inaczej jarał się tym, że mógł się z nią podroczyć, to miła odskocznia po akcji z wybuchami czy kulami latającym obok uszów. Nathaniel Mayfield jednak kochał różnorodność w tym nędznym życiu.

June Harrison
Marlen.
zagram wszystko w granicach przyzwoitości.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Police Service Headquarters”