Cichy stukot zamykanych drzwi odseparował go od zaparowanego wnętrza łazienki i pozostawionej w nim kobiety, wypełniając przestrzeń w jego umyśle zadanym przez nią pytaniem.
Odwrócił się, tym razem zmuszając swoje ciało do poruszenia by nie tkwić przed drzwiami tak, jak tkwił przed nimi wcześniej. Emocje rozlewały się po jego ciele, przytłaczały swoim skomplikowaniem, przez które nie potrafił ich od siebie odróżnić - zostało tylko napięcie w jego ciele, wzrok przesuwający po drewnie nim odwracał się w stronę wyjścia z sypialni.
I przemożna potrzeba uproszczenia wszystkiego do prostej irytacji, z którą sięgnął po swój zbyt rozwrzeszczany jak na jego gust telefon.
Wiadomości były bezcelowe. Jego rozwiązywanie problemów rzadko kiedy wiązało się z wykonaniem telefonu bądź odpisaniem na SMSa, a jednak te dwa elementy wydawały się nieodłącznym elementem jego codzienności. Były jak niedorzeczna gra wstępna, w której ludzie będący pod jego rozkazami dyskutowali między sobą na temat tego, co teraz musiało się wydarzyć, zbierali informacje i podejmowali, z jego błogosławieństwem, decyzje, które obracały tryby tej starej maszyny w nieskończenie powolny sposób.
W tej chwili w tym małym urządzeniu, stanowiącym zupełnie innego rodzaju więzienie tkwiło zupełnie wszystko - od problemów w klubie z dostawcami, którzy nie wywiązali się z umowy, przez żądania
wydania kobiety podparta rzekomym złamaniem warunków innej, przez niego, aż po zaproszenie na spotkanie i kontemplację potencjalnych rozmów pokojowych - po uzgodnieniu ceny, którą za ten pokój miałby zapłacić.
Pertraktacje nieszczególnie go interesowały. Szczególnie wtedy, gdy po odmowie wydania im Haze, młodszej lub starszej, ’Ndrangheta wciąż była zainteresowana negocjacjami - o ile poprzez negocjacje rozumiało się oddanie im połowy kontaktów w porcie, których zdobycie kosztowało go ostatnie kilka lat życia.
Ognisty Wąż nie odezwał się w ogóle.
I dobrze. Może ten problem rozwiązał się już sam bez jego ingerencji.
Jej kąpiel nie była zbyt długa, a jednak czuł upływ czasu w swoim zastałym od siedzenia ciele, które zbyt wiele go spędziło już w trakcie nocy. Drgnął, słysząc jej ciche kroki - telefon wygasł w jego dłoni, odrzucony chwilę później za siebie.
Etap
gry wstępnej kończył się wraz z jego przybyciem. Chwilowo tryby tej maszyny przesuwały się powoli do przodu nim nadejdzie czas, gdy jego utrata cierpliwości wyrwie je ze swoich miejsc w jednej, gwałtownie podjętej decyzji.
Dziś nie miało to znaczenia.
Był na tyle impulsywnym człowiekiem, że wiedział, że po zadaniu niektórych ran najlepszym, co można było zrobić było odczekać. Pozwolić, by Włoski temperament opadł, by wróciła logika, z którą mógłby negocjować.
Nieszczególnie go też te negocjacje interesowały gdy Violet przebywała w jego mieszkaniu.
Jego wzrok prześlizgnął się po jej sylwetce, znajomych ubraniach i przydługiej bluzie, której rękaw znów cierpiał katusze z jej rąk. Zrobił to w sposób niemal kontrolny, sprawdzając, czy wanna zdołała przywrócić odrobinę kolorytu do jej twarzy, a własne ubrania rozluźniły choćby trochę jej spiętą sylwetkę.
Z bladym śladem łez na policzkach, którego nie dostrzegał już w świetle dnia wpadającym do środka lecz wciąż o nim pamiętał, wyglądała niemal tak samo jak wtedy, gdy opuścił jej mieszkanie po raz ostatni.
I ponownie jak wtedy, milczał, gdy jej usta się rozchylały. Wylewność i prawda były towarem tak deficytowym w jej przypadku, że nawet jego ciało napięło się nieco, uważając, by nawet nie drgnąć, jakby najmniejszy ruch mógł ją
spłoszyć.
Emocje, które w nim narastały wraz z każdym słowem były mniej skomplikowane.
Były jednocześnie osobistą ulgą i iskrą czegoś ciepłego, rozchodzącą się za jego mostkiem i szalejącą w jego głębi złością. Złością na wszystkie te przypadki, w których tak czy inaczej stała się ofiarą własnego, przypieczętowanego losu - furią na każdą osobę, która wcześniej wtargnęła do jej życia w ten czy inny sposób. Nie tylko na Benneta, na Scalviniego i nienazwanego mężczyznę, który miał czelność położyć na niej swoją dłoń, ale i na tych, których nigdy nie dostrzegł, nigdy nie mógł w odpowiedni sposób wymierzyć im kary.
Niesprawiedliwość tego wszystkiego sprawiła, że jego plecy oderwały się od oparcia kanapy nim zdążył o tym pomyśleć - lub pamiętać, że przecież miał się nie ruszać, żeby przypadkiem żadne z jej słów mu nie umknęły.
-
Nie każde niebezpieczeństwo jest takie same - zaczął powoli, ostrożnie, dostrzegając lukę w jej rozumowaniu nawet mimo sprzeciwu, który budził w nim ten stan rzeczywistości. -
Jest różnica w tym, które przypadkiem znajduje cię w twoim życiu i tym, w które wchodzisz z własnej woli.
Haze, sama w sobie, nic nie zrobiła by zasłużyć sobie na takie traktowanie i choć istniało ryzyko, że jej reszta życia będzie również naznaczona jakimś poziomem niebezpieczeństwa, szanse na to były praktycznie stuprocentowe u jego boku.
Wbrew temu, jego nogi poniosły go w jej stronę. Słowa wciąż próbowały na coś uczulić, przed czymś ostrzec, choć przecież ciało dawno już podjęło decyzję - ciało wiedziało, że i ona ją podjęła, nawet pomimo jej wyżywania się na rękawie własnego ubrania.
-
A co, jeśli chcę, żebyś była moją odpowiedzialnością? - odpowiedział z przekorą, zatrzymując przed kobiecą sylwetką. Jej ubrania pachniały
nią, nie obcym klubem, obcym tytoniem i obcym dotykiem, wypalonym na materiale obcej sukienki. Kącik jego ust uniósł się w zaczepnym uśmiechu gdy pochylił się niżej. Jego dłoń zsunęła się na przykrywające policzek, ciemne włosy, chwyciła ich kosmyk i odgarnęła za ucho. Jego palce przesunęły się delikatnie wzdłuż linii jej żuchwy, zatrzymały na podbródku i zadarły go nieco wyżej. -
Jestem bardzo zaborczym mężczyzną.
Jedno uderzenie serca pozwolił sobie przyglądać jej ciemnym oczom, zadartej ku górze twarzy i pełnym ustom, nim lekki nacisk jego palców nie odwrócił jej głowy w bok, zmuszając ją do spojrzenia na tkwiący obok stół.
-
Jedzenie. - krótki komunikat nie był w żaden sposób potrzebny. Stół został nakryty gdy ona tkwiła w łazience, jedzenie na nim wciąż gorące, wciąż czekające na to, aż Haze w jakiś sposób zakwestionuje swój głód. -
Musisz coś zjeść - dodał, świadom tego, że chwilę temu słaniała się na nogach i cholera wie co wzięła wczoraj, wrzucone do jej drinka.
there are different kinds of safety