41 y/o
For good luck!
187 cm
beznadziejnie bezrobotny
Awatar użytkownika
I won't let you bury it
I won't let you smother it
I won't let you murder it
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Otóż to — podsumował. Zapewne skończy się na tym, że przejrzy kilka stron poradni zdrowia psychicznego i na tym da sobie spokój, bo uzna, że jednak tego nie potrzebuje i że sam będzie w stanie się pozbierać i poradzić ze swoimi problemami. Niestety, ale na to się nie zanosiło, bo skoro od tylu lat staczał się coraz bardziej i było z nim tylko gorzej, to raczej marna szansa na to, że nagle mu się odmieni i będzie dobrze. To tak nie działało. Żeby wszystko wróciło do normy, trzeba było coś dać od siebie, choćby chodząc na terapię i się do niej przykładając.
— Byłoby trochę nudno, jakby człowiek przez całe życie był taki sam i się nie zmieniał, co? — wysilił się na żartobliwy ton. — Szkoda tylko, że niektórym zmienia się na gorsze — dodał pod nosem i delikatnie się skrzywił. Tak, jak najbardziej się nad sobą użalał, a nie powinien tego robić, bo do niczego go to nie zaprowadzi. Powinien starać się myśleć pozytywnie i jakoś wyjść z tego dołka, a zamiast tego sam go pod sobą kopał i zakopywał się w nim coraz bardziej. Jak tak dalej pójdzie, to już nigdy się z niego nie wydostanie. Westchnął tylko, gdy chłopak powiedział, że rozumiał. To nie było coś, co chciał usłyszeć, ale to było dokładnie to, co spodziewał się usłyszeć.
— Tak, to na pewno dobry pomysł. Przynajmniej wiem, że nie ma sensu się oszukiwać, bo nigdy do mnie nie wrócisz — powiedział, jakby sam sobie chciał wbić to do głowy. Niestety, ale prawda była taka, że i tak będzie sobie robił nadzieję na to, że jeszcze do siebie wrócą, zwłaszcza że teraz miał świadomość tego, że Aven jest w mieście, a do tego pracuje w szpitalu, do którego miał się regularnie zgłaszać na zabiegi upuszczania krwi. — Teraz jednak nie mam siły na takie przedsięwzięcie jak sprzedaż domu. Przede wszystkim fizycznie. Nie mam do tego głowy. Nawet niekoniecznie miałbym siłę na to, żeby jeździć i coś oglądać. Ogarnę to, jak trochę się to unormuje, bo na razie czuję się tak fatalnie, że nie jestem w stanie nieraz wstać z łóżka — skrzywił się. Może jakby tyle nie chlał, to nie czułby się aż tak źle, ale skoro nie znał w tym umiaru, to nie można się było dziwić temu, że w ogóle mu się nie poprawiało, mimo że już zaczął brać leki przepisane przez lekarza. Cudów nie było i musiał wybrać między zdrowiem a chlaniem.
— Czaję — odparł. Wyglądało na to, że miał dość różnicy wieku, a może po prostu tak się trafiło Tak czy siak, to nie była jego sprawa i nie powinien go o to wypytywać. — Przepraszam, po prostu jestem ciekaw, jak ci się układa i tak dalej. Chcę wiedzieć, że jest ci dobrze, bo na to zasługujesz. To tyle — uśmiechnął się do niego delikatnie. Przecież nie powie mu wprost, że bardzo chciał znaleźć dziurę w całym i mieć cień nadziei na to, że ten związek rozpadnie się jeszcze przed ślubem. Marzenie ściętej głowy. — To chyba w tym wszystkim najważniejsze — westchnął. Chciał powiedzieć, że on też go kochał i chciał, ale w porę ugryzł się w język. Wiedział, że mówienie takich rzeczy niczego dobrego nie przyniesie. Aven nie chciał tego słuchać, więc miał zamiar mu tego oszczędzić. Uśmiechnął się tylko do niego w odpowiedzi, bo nic więcej nie miał do dodania.
Westchnął ciężko, gdy dojadł batonika. Zmiął papierek i wsunął go do kieszeni, po czym podniósł się z łóżka, żeby zwiesić nogi z jego brzegu. Momentalnie złapał się za głowę, bo mu się w niej zakręciło. — Kurwa — rzucił pod nosem i przetarł oczy palcami. — Chciałbym teleportować się do swojego łóżka — mruknął.

Aven Corvelli
ryo
metagaming; decydowanie za cudzą postać
30 y/o
For good luck!
185 cm
pielęgniarz w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Hidden inside the portrait of my life
Lives a man who gave up
Who was never enough
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Byłoby — potwierdził i skinął lekko głową. — Bywa i tak — powiedział. W jego przypadku akurat zmieniło się na lepsze, patrząc na to jak pod koniec wyglądało ich małżeństwo. Tego samego nie można było powiedzieć o Calderze, co było dość ironiczne, patrząc na to, że to mężczyzna powinien odczuć ulgę po ich rozwodzie i ułożyć sobie życie tak, jak tego chciał. Zabawne, że na lepsze to wyszło Avenowi, który nawet nie chciał się na początku rozstawać i z całych sił walczył o to małżeństwo. Jak się później okazało, to właśnie jemu rozstanie wyszło na lepsze. Jak sobie myślał o tym, że jeszcze kolejne lata miałby męczyć się przy boku kogoś, kto go nie chciał, to aż mu się coś robiło w środku.
— No właśnie — powiedział. Nie wiedział na co liczył Calder mówiąc coś takiego, ale chyba nie na to, że zaprzeczy i oznajmi mu, że jednak były jakieś szanse na to, aby się ostatecznie zeszli. Dla niego to było dość oczywiste, że w momencie, gdy tylko oznajmił mu, że ma narzeczonego i planuje z nim ślub, to wszystko stało się jasne i nie było szans na to, żeby jeszcze kiedykolwiek się zeszli. — Rozumiem. Mimo wszystko, jak już trochę pozbierasz się do kupy i poczujesz się lepiej, to warto byłoby się tym zająć — stwierdził. Mieszkanie w domu, który z założenia miał być ich wspólnym na pewno nie pomagało mu w uporaniu się z tym rozwodem. Jeśli mężczyzna po tylu latach wciąż nie mógł się z tą sytuacją pogodzić, to coś było naprawdę nie tak i jego zdaniem potrzebował profesjonalnej pomocy. Z drugiej strony, skłamałby, gdyby powiedział, że absolutnie nie odczuwał żadnej satysfakcji z faktu, że Calder tak to wszystko przeżywał i tak dotkliwie się to na nim odbiło. Był przekonany, że po ich rozstaniu mężczyzna zacznie randkować i z powrotem żyć pełnią życia, bo przecież w końcu pozbył się problemu, który go w tym ograniczał, a jednak wszystko potoczyło się dla niego znacznie inaczej. Uważał, że mimo wszystko trochę mu się to wszystko należało za to, jak go potraktował i po prostu Soranzo sobie na to zasłużył. Zaczął wymyślać i mieć jakieś bezpodstawne rozterki, co ostatecznie skończyło się ich rozwodem, więc teraz miał za swoje. Przynajmniej mężczyzna miał na przyszłość nauczkę.
— Tak, jest mi dobrze i mam nadzieję, że będzie tylko jeszcze lepiej. Jestem szczęśliwy i dobrze mi się wiedzie, więc nie masz powodu do zmartwień i nie musisz zaprzątać sobie tym głowy — odparł. Miał nadzieję, że rozwiał wszystkie jego wątpliwości i mężczyzna nie będzie chciał więcej ingerować w jego prywatne sprawy. Dowiedział się i tak wystarczająco, a na pewno więcej, niż Aven w sumie chciałby mu powiedzieć. — Owszem, dla mnie jest najważniejsze — powiedział. Po tym, przez co musiał przejść przez Caldera, bycie kochanym i chcianym przez swojego partnera było naprawdę bardzo ważne, bo nie chciał mieć powtórki z rozrywki.
— Uważaj — powiedział. — Nie musisz jeszcze wstawać, jak nie czujesz się na siłach — dodał i westchnął cicho. — Jesteś autem? Może lepiej będzie jak wrócisz taksówką albo ktoś po ciebie przyjedzie… Lepiej, żebyś nie wsiadał za kółko, jeśli rzeczywiście tak źle się czujesz — powiedział, a w tonie jego głosu dało się wyczuć troskę. Jeszcze tego brakowało, żeby w drodze powrotnej do domu Calder spowodował wypadek i zrobił krzywdę sobie oraz komuś.

Calder Soranzo
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”