19 y/o
For good luck!
176 cm
stażysta w Atelier Intime
Awatar użytkownika
Visceral, wicked, divine
Kiss my wounds
Drink my crimes
So my taste stays burnin' in your bones
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pokiwał głową na jego słowa. Najchętniej to w ogóle by się o tym nie przekonywał, ale na to raczej nie miał co liczyć. Wiedział, że prędzej czy później Tiernan zapewne kogoś sobie znajdzie – nieważne, czy będzie to kobieta czy mężczyzna. W końcu miał do tego prawo i domyślał się, że Harcourt nie chciał do końca życia być samotny. Każdy prędzej czy później potrzebował czyjejś bliskości i miłości.
— No właśnie — stwierdził i kiwnął lekko głową. W takim układzie wszystko polegało na tym, że każdy dawał coś od siebie. Z reguły jedna osoba swój czas oraz ciało, a druga pieniądze i prezenty. Nie był pewien, czy sam potrafiłby funkcjonować w tego typu relacji, ale zdawał sobie sprawę z tego, że byli ludzie, którzy nie mieli z tym najmniejszego problemu. — Sam nie wiem… Może rzeczywiście powinienem o tym pomyśleć i ściągnąć jakąś aplikację? — odparł i wzruszył lekko ramionami. Chociaż, nie do końca był pewien, czy rzeczywiście chciał się z kimś umawiać. Poza tym, takie szukanie kogoś na siłę też nie brzmiało jak coś w jego stylu. Zawsze wychodził z założenia, że jak przyjdzie odpowiedni czas, to w jego życiu pojawi się też odpowiednia osoba.
— No już, już. Starczy tych komplementów — odparł rozbawiony i pokręcił lekko głową na boki. Miło mu było, kiedy Tiernan wypowiadał się na jego temat w taki sposób, ale co za dużo to niezdrowo. Musiał mu zacząć trochę dawkować, bo jak tak dalej pójdzie to naprawdę zacznie uważać się za jakiś chodzący ideał i dopiero wtedy zrobi się nieznośny. Musiał jednak przyznać, że była to naprawdę przyjemne odmiana. Do tej pory nikt nie miał nic miłego do powiedzenia na jego temat, a zwłaszcza gach jego matki. Ona sama też raczej nie należała do bardzo wylewnych osób, więc jak nietrudno się domyślić, z jej ust również nie słyszał zbyt wiele dobrego na swój temat. Teraz jednak Tiernan mówił mu takie rzeczy dość często i aż ciepło robiło mu się na sercu, kiedy tego słuchał. Miło było w końcu zostać dostrzeżonym i traktowanym jak człowiek, który miał jakąś wartość.
— No masz — skwitował i kiwnął lekko głową. Mimo wszystko, schlebiał mu fakt, że podobał się mężczyźnie. Zwłaszcza, że przecież Tiernan sam był naprawdę atrakcyjny. Sam raczej nie widział w sobie tego wszystkiego, co widział w nim Harcourt i czasami miał ochotę mu powiedzieć, że trochę chyba przesadzał. Nie przywykł jednak do tego, że ktoś odnosił się do niego w taki sposób, bo minęło naprawdę dużo czasu od ostatniego razu, kiedy ktoś był dla niego po prostu miły i miał coś pozytywnego do powiedzenia na jego temat. Jego kolejne słowa skwitował cichym pomrukiem. Z jednej strony był tylko byłym jego matki, ale też aż byłym jego matki. Mogłoby się wydawać, że z jednej strony coś im nie przystawało, ale z drugiej… Nikt poza nimi tak naprawdę nie wiedział jaka relacja łączyła ich w przeszłości. — Wiedziałem — odparł rozbawiony i zaśmiał się.
Wpatrywał się w Tiernana, kiedy mężczyzna przez tak długi czas się nie odzywał. Nie był w stanie stwierdzić, czy ten widok podobał się Harcourtowi, czy jednak się przed nim zbłaźnił. W końcu jednak mężczyzna postanowił się odezwać, na co odczuł ulgę.
— Um, dzięki — odparł niepewnie i odchrząknął cicho, nieco zakłopotany. — Aż tak chcesz poszaleć? — zapytał i rozbawiony pokręcił głową na boki. — W sumie… Może mógłbym o tym pomyśleć, gdyby wpadł ci do głowy jakiś sensowny pomysł… — stwierdził i wzruszył ramionami.

Tiernan Harcourt
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
37 y/o
For good luck!
183 cm
projektant bielizny, właściciel Atelier Intime
Awatar użytkownika
You say you want it but you can't get it, and you
You got yourself a bad habit for it
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Czemu nie? — wzruszył ramionami. — Zawsze możesz trochę pomóc szczęściu, ale z własnego doświadczenia mogę ci powiedzieć, że jeśli chodzi o facetów, to w większości przypadków chodzi im tylko i wyłącznie o seks. Nie raz to przerabiałem — dodał. — Kobiety trochę inaczej do tego podchodzą, ale faceci są naprawdę beznadziejnie prości — westchnął zrezygnowany. No i nie powie wprost tego, że po prostu nie chciał, żeby Hollis sobie kogoś znalazł, bo wiedział, że będzie o niego zazdrosny. Oczywiście nie miał zamiaru mówić o tym na głos, bo jeszcze go nie pojebało i tak samo nie miał zamiaru zakazywać mu randkowania, bo nie był w pozycji do tego, żeby to robić, ale byłby spokojniejszy, gdyby jednak Bellamy pozostawał singlem, zwłaszcza teraz, gdy wiedział, że ten nigdy nikogo nie miał.
— Dlaczego? — uniósł wyżej brew. — Myślisz, że się zrobisz od tego opryskliwy albo jest ci z tego powodu niezręcznie? — zapytał. — A może po prostu nie chcesz się we mnie przez przypadek zakochać, co? — uśmiechnął się do niego zaczepnie. Nie mógł zaprzeczyć temu, że bardzo przypadło mu do gustu takie droczenie się z nim. Hollis odpowiadał na te jego zaczepki, on zaczepiał go dalej i tak to się samo nakręcało. Ale chyba lepiej tak, niż jakby mieli spędzać czas w ciszy. Zresztą, jak już chłopak się na niego otworzył, to naprawdę dobrze się ze sobą dogadywali i bawili się dobrze w swoim towarzystwie. Cieszył się, że wyglądało na to, że to w ogóle się nie zmieniło i że potrafili dalej znaleźć wspólny język.
Puścił mu tylko oczko w odpowiedzi na jego słowa. Widział, że Hollis chyba miał jakieś problemy z samooceną i chciałby, żeby to się zmieniło. Domyślał się, że była to zasługa tego, przez co musiał ostatnio przejść. Skoro zaczął nowe życie, to powinien się od tego ociąć i zacząć dbać przede wszystkim o siebie i swoje dobro. Musiał mu pokazać, że warto żyć dla siebie i nie oglądać się na innych.
— Czemu nie? Niektórzy mają na tych imprezach cholernie odklejone stroje — zaśmiał się. Nieraz to się zastanawiał, czy niektórzy nie brali tego za poważnie, bo ich stroje były aż przesadne. Rozumiał, że można było lubić Halloween i że chciało się pokazać od jak najlepszej strony, ale nigdy nie był w stanie zrozumieć tej pasji do przebieranek u dorosłych osób. Niestety, ale jeśli już by się zdecydował tam wybrać, to wypadałoby samemu ubrać coś ekstra, żeby nie wyróżniać się klasycznym garniturem. — W takim razie muszę poważnie się nad tym zastanowić i coś wymyślić, bo taki widok nie może się zmarnować — uśmiechnął się do niego łobuzersko. Przestąpił dwa kroki przed siebie, żeby się do niego zbliżyć i nieco się nad nim nachylił. — A może powinienem zachować ten widok tylko dla siebie? Nie chciałbym, żeby inni kolesie pożerali cię wzrokiem, a na pewno niektórzy by to robili, gdyby widzieli cię w takim wydaniu. Przecież nie chcemy, żeby ktoś się interesował tobą tylko dlatego, że patrzyłby na ciebie jak na smakołyk do schrupania — powiedział, wpatrując się w jego twarz świdrującym spojrzeniem. Przez chwilę jeszcze tak na niego patrzył, ale zaraz uśmiechnął się do niego niewinnie i wyprostował, po czym cofnął o dwa kroki i z powrotem wsparł się plecami o ścianę naprzeciwko kabiny. — Jeśli chcesz, to możemy wziąć te ubrania — powiedział, jak gdyby nigdy nic. — Przymierz sobie resztę i jak będą pasować, to pójdziemy do kasy — dodał jeszcze.

Hollis Bellamy
ryo
metagaming; decydowanie za cudzą postać
19 y/o
For good luck!
176 cm
stażysta w Atelier Intime
Awatar użytkownika
Visceral, wicked, divine
Kiss my wounds
Drink my crimes
So my taste stays burnin' in your bones
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Domyślam się, że większość z nich liczy tylko na jedno, zwłaszcza na takich aplikacjach — odparł i westchnął cicho. To był jeden z powodów dla których do tej pory raczej ich nie używał. Wiedział, że znalezienie tam kogoś, kto chciałby stworzyć stabilny związek i liczyłby na coś więcej niż jedynie seks graniczyło z cudem. Z drugiej strony, niekoniecznie miał jakiekolwiek inne opcje, żeby poznać nowych ludzi i w tym kogoś, z kim potencjalnie mógłby się w przyszłości związać. Miał pod tym względem nieco utrudnione zadanie.
— Nie wiem po prostu jak mam się zachować i na nie reagować. Nie przywykłem do tego, że ktoś co chwilę mówi mi takie miłe rzeczy — odpowiedział zgodnie z prawdą i wzruszył ramionami. Można więc było powiedzieć, że chyba rzeczywiście czuł się z tego powodu dość niezręcznie. — Nie wiem, może. Mielibyśmy niemały problem, gdybym się w tobie zauroczył od tego ciągłego słodzenia. W dodatku jesteś przystojny, odnosisz sukcesy… Świetna z ciebie partia — stwierdził i wzruszył lekko ramionami. Tym razem nie żartował, bo naprawdę trochę obawiał się tego, że jeśli mężczyzna wciąż będzie go traktował w taki sposób, to może zacząć czuć do niego coś więcej, a wychodził założenia, że to by sporo między nimi skomplikowało. Fakt, że tak świetnie się ze sobą dogadywali też zapewne w tym wszystkim robił swoje.
— Domyślam się, że pewnie są i tacy, który chcą na sobie skupić całą uwagę, więc ubierają się nie wiadomo jak wymyślnie — przyznał. Poza tym, ludzie pracujący w branży modowej byli dość specyficzni, więc tym bardziej nie powinno nikogo dziwić to, że niektórzy z nich swoimi strojami szokowali, zwłaszcza na imprezach tego typu, gdzie pod tym względem mogli się naprawdę nieźle wykazać. — Mówisz? To nieźle się wkopałem — odparł rozbawiony i pokręcił lekko głową na boki. Takiego scenariusza na pewno nie zakładał, ale skoro już wyszło jak wyszło, to nie miał zamiaru Tiernanowi odmawiać. Miał tylko nadzieję, że ostatecznie nie będzie musiał wskoczyć w coś bardzo skąpego, co nie będzie zakrywać zbyt dużo jego ciała, bo zapewne nie czułby się w czymś takim zbyt komfortowo. Zamrugał kilkakrotnie, gdy mężczyzn do niego podszedł i tak się nad nim nachylił. Zawiesił spojrzenie na jego twarzy, unosząc nieco brwi i po prostu się w niego wpatrując.
— Wybór należy do ciebie — odparł. Jeśli Tiernan rzeczywiście chciał zarezerwować takie widoki tylko dla siebie to mógł to zrobić. Nikt mu nie bronił. Zwłaszcza, że rzeczywiście mógłby wzbudzić u innych ciekawość i inni mężczyźni mogliby się nim zainteresować nie w taki sposób, w jaki powinni. Wypuścił głośno powietrze nosem, gdy Harcourt już się odsunął, wychodząc z kabiny.
— Nie wiem gdzie i z jakiej okazji mógłbym coś takiego założyć, ale możemy je wziąć — odparł i uśmiechnął się niepewnie. — Okej — odparł. Zamknął z powrotem drzwi, po czym rozebrał się, żeby zacząć przymierzać pozostałe ubrania. Oczywiście, za każdym razem pokazywał się Tiernanowi, aby ten ocenił jak wygląda. Skończyło się na tym, że podpasowało mu wszystko co wybrał, więc gdy już był z powrotem ubrany w swoje ubrania, wyszedł z kabiny i spojrzał na mężczyznę.
— Wygląda na to, że tutaj też możemy wszystko wziąć — stwierdził i spojrzał na ubrania, które trzymał w rękach. Miał nadzieję, że mimo wszystko zbytnio mężczyzny nie naciągał, bo byłoby mu głupio.

Tiernan Harcourt
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
37 y/o
For good luck!
183 cm
projektant bielizny, właściciel Atelier Intime
Awatar użytkownika
You say you want it but you can't get it, and you
You got yourself a bad habit for it
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Niestety, ale tak to już wygląda. Co nie znaczy, że masz się poddawać i nie szukać okazji do tego, żeby kogoś nowego poznać — uśmiechnął się do niego delikatnie. Z jednej strony życzył mu tego, żeby Hollis sobie kogoś znalazł, bo przecież prawie każdy chce być kochany i mieć kogoś przy swoim boku, ale z drugiej strony nie był pewien, czy by mu się to podobało, bo znał siebie i wiedział, jakim bywał zazdrośnikiem. Pewnie bolałaby go dupa za każdym razem, kiedy Hollis wykazywałby zainteresowanie swoim potencjalnym chłopakiem.
— Wystarczy skinąć głową albo się uśmiechnąć. Przyjmowanie komplementów wcale nie jest takie trudne, jak może się wydawać — uśmiechnął się do niego. Zależało mu na tym, żeby podbudować jego samoocenę, bo chłopak na to zasługiwał. Był naprawdę atrakcyjny, miły i sympatyczny, więc szkoda by było, żeby marnował się na to, że będzie miał złą samoocenę. — Czy ja wiem, czy to byłby aż tak problem? Przecież oboje jesteśmy dorośli, więc nie byłoby w tym niczego złego — wzruszył lekko ramionami. — Ale chyba masz rację i rzeczywiście nie powinniśmy dopuścić do tego, żeby się w sobie zakochać — zaśmiał się. Tak teraz mówił, ale niestety, gdyby przyszło co do czego, to niewiele mogliby na to poradzić. Jakby nie było, to nad uczuciami człowiek nie miał kontroli i jak się w kimś zakochiwało, to już trzeba było się z tym pogodzić. Jasne, mogliby ograniczyć kontakty i trzymać do siebie dystans, ale nie potrafił tego robić, bo za bardzo go lubił.
— Oczywiście, że tak. Najważniejsze, że będą potem gdzieś w social mediach na zdjęciach, szokując innych — rozbawiony pokręcił głową na boki. Sam lubił, kiedy o nim pisali, więc doskonale to rozumiał. Wychodził z założenia, że im więcej o kimś mówiono, tym było dla tej osoby lepiej. No, chyba że chodziło o jakieś niepochlebne rzeczy, to wtedy trochę gorzej, bo to mogło zaważyć na całej karierze. — Oj tak, zdecydowanie się wkopałeś — przyznał poważnym tonem. Będzie musiał coś wymyślić, jeśli rzeczywiście mieli zamiar się tam wybrać.
— Jest ciężki, nie powiem, że nie — uniósł kącik ust w zaczepnym uśmiechu. Nie miałby nic przeciwko temu, żeby takie widoki były zarezerwowane tylko dla niego. Z drugiej strony, to byłoby naprawdę dziwne, gdyby chciał, żeby Hollis chodził przy nim w takim wydaniu. Trochę to brzmiało tak, jakby miał jakiś fetysz. To byłoby o tyle gorsze, że łączyła ich taka, a nie inna relacja i że to po prostu nie wypadało.
— Myślę, że jakaś okazja się nadarzy, a jeśli nie, to sami ją stworzymy — puścił mu oczko. Bóg jeden wie, co takiego miał przez to na myśli. Dla niego taki wydatek to były grosze, więc w najgorszym wypadku te rzeczy wylądują na dnie szafy i tyle. Mimo wszystko miał jednak nadzieję na to, że czasami chłopak w to wskoczy i będzie mógł na niego popatrzeć. Cóż, wyglądało na to, że zaczął traktować go jak jakiś kawałek mięsa do schrupania, co wcale nie było dobre.
Za każdym razem, kiedy chłopak mu się pokazywał, doradzał mu, czy powinien coś wziąć. Skończyło się na tym, że ostatecznie wzięli wszystko to, co przymierzył. To wszystko były zwykłe ubrania, więc nie było się co nad tym rozwodzić. Skłamałby jednak, gdyby powiedział, że nie uważał, że Hollis o wiele lepiej prezentował się w tym, co sam dla niego wybrał w poprzednim sklepie.
— Świetnie — podsumował, po czym udali się w stronę kasy. Tam zapłacili za wszystko i wyszli ze sklepu. Pokręcili się jeszcze po galerii, żeby Tiernan mógł kupić coś dla siebie, a gdy z niej wyszli, to wsiedli do samochodu i skierowali się w stronę miasta, żeby udać się gdzieś wspólnie na obiad.
koniec
Hollis Bellamy
ryo
metagaming; decydowanie za cudzą postać
ODPOWIEDZ

Wróć do „Bayview Village”