27 y/o
For good luck!
185 cm
tatuażysta w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Too young, too dumb
To know things like love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Brian potrafił naprawdę dobrze dopasować się do sytuacji. Nie istniało też zbyt wiele rzeczy, które sprawiłyby, że czułby się zażenowany lub zakłopotany. Do wszystkiego podchodził z dystansem i tym samym, krzywym uśmiechem, co zawsze. Wszyscy przecież byliśmy tylko ludźmi, prawda? Dla niego było to dość oczywiste, dlatego nie patrzył na nią z politowaniem, gdy wparowała do jego mieszkania w ubrudzonych ubraniach, prosto ze swojej pracy. W jego oczach było to coś niesamowitego, bo niejeden człowiek po prostu odwołałby randkę. Za to też by jej nie winił, bo mogła być wykończona robotą, skoro na co dzień ratowała ludzi lub im pomagała. Broke był wyrozumiały, ale jednocześnie nie uważał tego za coś zbawiennego lub wyjątkowego. Innym po prostu brakowało logicznego myślenia, skoro dostrzegali w tym jakikolwiek problem.

Black out nie był w jego dzisiejszych planach. Właściwie to zaskoczyło go to bardziej niż cokolwiek, co miało miejsce między nimi aż do tego momentu. Myślał, że może to chwilowa awaria, która po paru minutach, samodzielnie się ureguluje, ale jak na razie w ogóle się na to nie zapowiadało. Słysząc jej słowa, Shelby zaśmiał się pod nosem, łagodnie nachylając się w jej stronę, ale tylko po to, żeby odnaleźć w ciemności jej błyszczące spojrzenie. — Bun. Z gotowaniem czuję się równie pewnie, co z innymi rzeczami, o których chciałem ci jeszcze dzisiaj wspomnieć, zanim wypierdoliło prąd w mieście — zażartował. — Dziwnym trafem zrobiło się ciemno, akurat jak miałaś mi pokazać, jak igrasz z ludźmi. Boisz się, Carver? — rzucił ze śmiechem, zupełnie przypadkowo trącając palcami jej udo.

Brian parsknął pod nosem, bo wiedział jak kończył się pusty żołądek w połączeniu z alkoholem. Wielokrotnie tak kończył swoje wyjścia na miasto, ale hej! Przynajmniej było to ekonomiczne. Widząc, jak dziewczyna odchyla się na barierce, Shelby dość instynktownie złapał ją w pasie, żeby nie wypadła. Niby była strażakiem, ale lepiej nie kusić losu, szczególnie jak już zaczęli pić i człowiek mógł łatwo stracić balans. — Gwiazdy? Jezu, kobiety naprawdę lecą na takie rzeczy, co? — rzucił z rozbawieniem. Słysząc jednak o pikniku pod gwiazdami, Brian skinął głową. Nie mieli lepszej opcji.

Shelby wszedł z powrotem do mieszkania, chwytając z parapetu swoje papierosy. Potem wziął jakiś koc z kanapy i wyjął wszystko, co nadawało się do jedzenia; jakieś chipsy, krakersy i jabłka. Nic ciekawego, ale przynajmniej na chwilę zdoła uciszyć jej żołądek. A potem pociągnął ją lekko w stronę wyjścia z mieszkania, przez co prawie wpadli na jakichś ludzi, wychodzących ze swoich norek. Broke parsknął pod nosem, prowadząc ją w stronę wyjścia na dach. — Jestem tu pierwszy raz od mojej przeprowadzki — przyznał, rzucając wszystko na podłogę. Oklapł na kocu, opierając jedną dłoń za swoimi plecami, a drugą wsuwając papierosa do ust. — Jedz, bo odlecisz, zanim zdążę go wypalić — parsknął, zaciągając się dymem. Rzucił jej nieco dłuższe spojrzenie, zanim zaśmiał się znów pod nosem. — Przyznaj, Bunny, że nie da się z tobą nudzić na co dzień, hm? — rzucił.

Bunny <3
34 y/o
For good luck!
174 cm
gasze pożary i nie tylko
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Słuchała uważnie, gdy pomimo wyłączonego przez brak prądu piekarnika, Brian wciąż zarzekał się, że jego umiejętności kulinarne były bez skazy. Nie miała powodów, żeby mu nie wierzyć. W końcu finalnie nie przyszło jej spróbować jego wypieków, dlatego na ten moment musiała po prostu wziąć go na słowo. Tak samo jak on te jej o igraniu z ogniem. Plany im się pozmieniały. Znowu.
Przez moment zastanawiała się, czy był to zwykły przypadek, czy może jednak wszechświat chciał im coś powiedzieć? Gdyby zapytać starej babki Carver na pewno powiedziałaby, że to Bogowie wysyłają sygnały z gwiazd i trzeba spierdalać. Z drugiej strony mówiła tak o każdym potencjalnym obiekcie westchnień Bunny, więc czy była wiarygodnym źródłem? Pewnie nie. I tu też jej nie było, wiec nie należało się teraz przejmować czymkolwiek innym niż dalszymi planami na spędzenie wieczoru.
Całe szczęście oboje nie należeli do ludzi, którzy łatwo się poddawali i szybko znaleźli sobie jakaś alternatywę. A przynajmniej Bunny, bo Brian miał co do tego swoje własne komentarze.
— A co jest nie tak w gwiazdach? — prychnęła na jego pytanie. — Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak zajebiście będą wyglądać przy kompletnym blackoucie miasta — wtrąciła, chociaż kto wie, może Brian już miał ten przywilej oglądać bezchmurne niebo bez zanieczyszczenia światłem. Miasta generują ogromne ilości sztucznego światła z latarni ulicznych, neonów, budynków i samochodów. A potem światło ucieka w górę i rozprasza się w atmosferze, przysłaniając to, co najpiękniejsze. Dzisiaj nie było tego problemu.
Obserwowała go uważnie, kiedy szarpnął za koc, a potem zaczął ładować do niego jedzenie, jakie tylko mógł znaleźć. Dopiero po chwili podeszła bliżej i pomogła mu przytrzymać materiał. Po drodze zgarnęła również wolną butelkę rumu, której nie zdążyli dopić i wspólnie ruszyli w stronę wyjścia. Na klatce spotkali kilka panikujących osób, jakaś babka nawet prosiła ich, żeby zadzwonili na straż. O ironio. Finalnie wyszli na dach wielkimi drzwiami, które trzeba było wziąć z bara i oczywiście Carver wyrwała się do tego pierwsza.
— Serio? — odwróciła się w jego kierunku, kiedy oznajmił, że był tu pierwszy raz od przeprowadzki. — A dawno się tu przeprowadziłeś? — spytała, bo przecież na dobrą sprawę nic o nim nie wiedziała. — Ja na swoim przespałam pierwszą noc — prychnęła, obserwując jak rozkłada kod, a potem jeszcze spojrzała dookoła na tą cała przestrzeń. — Ale to dlatego, że wywaliły rury i śmierdziało tak bardzo, że nie dało się wytrzymać, więc poszłam na dach — Bunny nigdy nie była wygodna. Potrafiła dostosować się do każdej sytuacji i tak samo wtedy nie była dla niej problemem twarda podłoga czy chociażby brak ogrzewania. Teraz również przysiadła się na kocu i od razu złapała za paczkę chipsów. Załadowała kilka na raz do ust, akurat w momencie, w którym Brian zadał jej kolejne pytanie. Świetnie.
— Rłahej nue — wybuczała tak nieporadnie, że mało kto byłby ją w stanie zrozumieć. Tak się kończyło mówienie z pełną buzią. Szczególnie, że zaraz prychnęła rozbawiona samą soba i dwa chipsy wyleciała jej spomiędzy warg. No kurwa tragedia. — Raczej nie — poprawiła się po chwili. — Ale to raczej kwestia tego, że gdziekolwiek nie idę, tak przychodzi też chaos. Jak chociażby dzisiaj — co swoją drogą było wyjątkowo ironiczne, biorąc pod uwagę, ze na co dzień ratowała ludzkie życia i gasiła pożary. Aż dziwne, że miała tak wysoki procent powodzenia akcji.
— A tak na serio, to ja po prostu lubie być w ruchu, wiesz, jak cos się dzieje — wzruszyła ramionami po czym złapała jeszcze kilka chipsów i położyła się na kocu. — Jak człowiek codziennie patrzy, jak ludzkie życia sypią się w dłoniach, to potem do głowy przychodzą różne myśli. I taki poczucie, że coś może się stać nawet jutro, więc dzisiaj nie wiem… pobiegam boso po parku, bo jutro mogę nie móc, rozumiesz? — miała świadomość, że mógł uznać to za głupie. Ktoś kto na co dzień nie obcował ze śmiercią tak bardzo jak ona z pewnością miał nieco inne nastawienie do życia. Nie każdy potrzebował czerpać z każdej chwili i ona to szanowała. Tak jak szanowała ten obłędny widok. — Popatrz — sięgnęła do jego podbródka i pozwoliła sobie ułożyć na nim delikatnie pałce, by szarpnąć go w górę. Niebo było praktycznie białe. To, jak wiele gwiazd było na niebie dla kogoś, kto mieszkał w mieście było nie do przyswojenia. Wszystko się błyszczało. Każda jedna konstelacja.

Brajan :impra:
kasik
nudy, postów z AI i braku inicjatywy.
27 y/o
For good luck!
185 cm
tatuażysta w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Too young, too dumb
To know things like love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Brian parsknął na samą myśl o tym, jak wszystko dynamicznie zmieniało się tego wieczoru. Właściwie to cała ta randka była tak chaotyczna, że przeciętnemu człowiekowi, mogłoby być trochę ciężko nad tym wszystkim nadążyć. Na szczęście, Shelby nie widział w tym żadnego problemu, a nawet bawił go ten obrót wydarzeń. Nie był w stanie przewidzieć kolejnej rzeczy, która mogłaby się teraz potencjalnie stać i to chyba cieszyło go najbardziej. Ciekawe, czy to aura, którą Bunny mniej lub bardziej świadomie, roztaczała wokół siebie. Ach, już wiedział, że jeśli będą kontynuować znajomość, to nie będzie się przy niej nigdy nudził. Takich ludzi cenił sobie najmocniej.
Niezależnie od tego, czy los próbował im coś teraz przekazać czy też nie, Shelby niekoniecznie zamierzał się tym przejmować. Przy podejmowaniu życiowych lub jakkolwiek istotnych decyzji, Broke stawiał przede wszystkim na intuicję, która jeszcze go (jak na razie) nie zawiodła. Poza tym lubił niepewność, wiszącą w powietrzu, nawet jeśli mogłaby ewentualnie nie zwiastować niczego dobrego. Taki nieszkodliwy, zdrowy dreszczyk emocji. — Okej, okej — zaśmiał się, unosząc dłonie w geście kapitulacji. Kobiety i ich obsesja na punkcie gwiazd; got it. Lepiej nie poruszyć tego tematu. — Są super. Chętnie je pooglądam. I księżyc — dodał, uśmiechając się przy tym krzywo. Co do jednego, Bunny miała zdecydowanie rację. Przy black oucie i ciemnym mieście, gwiazdy świeciły jaśniej niż kiedykolwiek wcześniej. Jasne, taki widoki dało się docenić, będąc na jakimś odludziu, z dala od Toronto, ale tu ten widok był naprawdę nietypowy.
— Parę miesięcy temu. Po powrocie do kraju, spałem przez jakiś czas u brata — wyjaśnił. Po wypadku potrzebował wsparcia drugiej osoby, a potem chcąc zacząć od zera, musiał zarobić na swoje mieszkanie. W końcu zaczął wychodzić na prostą, a trochę mu to zajęło. — A ty? Toronto od samego początku? Kanadyjka z krwi i kości? — zapytał, sunąc uważnym spojrzeniem po jej buzi. Słysząc jej opowieść, Brian uśmiechnął się nieco szerzej. Nie znał Carver zbyt dobrze, a właściwie to wcale, ale po pierwszym wrażeniu, jej historia wydawała się naprawdę realna. — Przetrwasz w każdych warunkach, co? — zapytał, podejrzewając jaka będzie odpowiedź. Co tylko utwierdzało go w przekonaniu, że naprawdę nadawała się do swojej roli.
Shelby wsunął po raz kolejny papierosa między wargi, zaciągając się dymem i błądząc wzrokiem wokół całej jej sylwetki. Nie dziwiły go jej słowa. — Zauważyłem — parsknął, strzepując nadmiar prochu gdzieś na bok. — Nie widzę wad — stwierdził. — Lubię, gdy coś się dzieje — zaśmiał się. Podejrzewał, że nie każdy poparłby jego opinię, ale niekoniecznie go to obchodziło. Tak czy inaczej, rozumiał o co jej chodziło. Człowiek doceniał życie i szaleństwo, które się z tym wiązało, jak na co dzień obcowało się ze śmiercią. On, mimo że nie był świadkiem wielu wypadków, to i tak robił wszystko, na co miał ochotę i nie bał się ryzykować. Może to dlatego, że sam wylądował na granicy życia i śmierci? — Czyli następne spotkanie to jogging boso po parku? — zażartował.
Gdy uniosła jego podbródek, Brian spojrzał w gwiazdy, rozpościerające się tuż nad nimi.
Opadł plecami na koc, podkładając sobie rękę pod głowę. No było na co patrzeć. — Gwiazdy przy tobie to chuj? — rzucił, na krótką chwilę odwracając głowę w jej stronę. — Ponoć tak się właśnie mówi na randkach — zaśmiał się, znów zerkając na niebo.

Bunny
ODPOWIEDZ

Wróć do „#23”