Ppokręciła głową z rozbawieniem, słuchając kolejnych zapewnień Ves dotyczących jej hojności. Nie miała wątpliwości, że Shaw potrafiła być całkiem szczodra, szczególnie wobec ludzi, których darzyła sympatią. Problem polegał jednak na tym, że miała też wyjątkowy talent do wykorzystywania własnego uroku, żeby osiągać to, czego akurat chciała. A Sari, choć nie zamierzała się do tego przyznawać, nie zawsze potrafiła jej odmówić.
—Oczywiście. Czyli mam rozumieć, że oprócz obowiązków kierowcy, dostawcy jedzenia i okazjonalnej niańki muszę jeszcze przejść proces kwalifikacyjny do otrzymania napiwku?—rzuciła, zerkając na nią przelotnie.
—Coraz bardziej zaczynam podejrzewać, że powinnam była zażądać umowy i wynagrodzenia podstawowego.-Lubiła tę ich swobodę. Nie musiała ważyć każdego słowa ani zastanawiać się, czy przypadkiem nie przekroczy jakiejś niewidzialnej granicy. Przy Ves mogła być sobą, z całym swoim sarkazmem, złośliwościami i okazjonalnym brakiem cierpliwości. Zresztą Shaw zdawała się całkiem dobrze znosić jej charakter, a nawet czerpać z tego pewną przyjemność.
—Własne łóżko, powiadasz? No proszę, czyli jednak istnieje coś, co potrafi wygrać z twoją miłością do latania. Jestem wzruszona. Może jest jeszcze dla ciebie nadzieja—skomentowała, po czym parsknęła cicho.
—A tak na poważnie, to dobrze, że przynajmniej pamiętasz o odpoczynku. Chociaż patrząc na to, jak wyglądasz, mam wrażenie, że twoje ciało ma w tej kwestii nieco inne zdanie niż ty.-Ves była dorosłą kobietą i doskonale wiedziała, kiedy przesadza. A przynajmniej powinna wiedzieć. Sari podejrzewała jednak, że Shaw należała do tego rodzaju ludzi, którym trzeba czasem przypomnieć, że świat nie zawali się, jeśli przez kilka godzin nie będą dostępni pod telefonem.
—I nie martw się, nie zamierzam cię karmić kiełkami. Nie jestem aż tak okrutna. —Na jej twarzy zagościło coś co mogło być uśmieszkiem.
—Chociaż przyznam, że twoja reakcja na samą wzmiankę o sałacie była całkiem zabawna. Następnym razem może spróbuję cię przekupić brokułami.-
Kiedy oficjalnie przyznała jej nieograniczony budżet, Sariya uniosła brwi, jakby właśnie powierzono jej niezwykle odpowiedzialne zadanie. Nie była osobą, która miała problem z przyjmowaniem prezentów czy korzystaniem z czyjejś hojności, ale w przypadku Shaw bardziej niż pieniądze liczyło się dla niej samo zaufanie. Wiedziała, że nie każdy otrzymałby od niej taką swobodę. Tym bardziej nie zamierzała tego nadużywać.
—Uważaj, co mówisz, Shaw. Jeszcze potraktuję cię poważnie. Jednak musze Cię zasmucić... kolacja już jedzie z nami wiec możesz być spokojna o swoje pieniądze.— Przez chwilę jej wyobraźnia podsunęła wizję miny siostry Ves, gdyby rzeczywiście przywiozły do domu jedzenie w ilości wystarczającej dla małego przyjęcia. Wizja była całkiem zabawna, szczególnie że obie siostry Shaw miały podobną tendencję do zapominania o podstawowych potrzebach, kiedy pochłaniała je praca. Może przynajmniej tym razem uda się zadbać o to, żeby obie zjadły coś porządnego. Albo przynajmniej tak się łudziła.
—A co do twojego słynnego wstawania o trzeciej nad ranem...— podjęła, nie kryjąc rozbawienia.
— Kochana, ja ci tego nie wypominam. Ja po prostu dbam o to, żeby historia nie została zapomniana. To zupełnie co innego.- Posłała jej krótki uśmiech, po czym ponownie skupiła się na drodze. Nie potrafiła jednak powstrzymać cichego śmiechu, kiedy Ves oznajmiła, że zamierza wpisać jej wyznanie do swojego CV. Ta kobieta naprawdę potrafiła zrobić wydarzenie z najdrobniejszej rzeczy. Sari miała wrażenie, że gdyby przyznała się do jeszcze jednego miłego gestu, Shaw zaczęłaby planować uroczystość z tej okazji. Tyle że tym razem jej odpowiedź nie była już wyłącznie żartem. Kiedy usłyszała, że Vesper również za nią tęskniła, na moment złagodniała. Nie odwróciła głowy, nie próbowała też natychmiast obrócić tego w kolejną złośliwość. Po prostu pozwoliła, by te słowa wybrzmiały. Było w nich coś przyjemnie ciepłego, coś, czego nie dało się zastąpić żadną wiadomością wysłaną w pośpiechu między jednym obowiązkiem a drugim.
—W takim razie chyba obie powinnyśmy częściej wpisywać siebie nawzajem do kalendarza— powiedziała w końcu, tym razem nieco ciszej.
—Bo najwyraźniej nasze grafiki zaczynają być bardziej wymagające niż my same.- Nie była pewna, czy jej przyjaciółka dostrzegła tę krótką chwilę szczerości, ale nie zamierzała jej ukrywać. Lubiła tę kobietę. Lubiła jej energię, nieprzewidywalność i to, że nawet po najbardziej wyczerpującym tygodniu potrafiła znaleźć powód do żartów. A przede wszystkim lubiła fakt, że przy niej nie musiała udawać, że niczego od nikogo nie potrzebuje.
Kiedy Shaw szturchnęła ją głową, ta pokręciła głową zerkając przy tym na panią pilot, z rozbawieniem.
—No już, już. Nie trzeba mnie poganiać. Jeszcze chwila, a zaczniesz wydawać mi polecenia jak swoim pilotom— mruknęła, zwiększając nieco prędkość, oczywiście nie zachowując granic rozsądku.
— Chociaż muszę przyznać, że całkiem dobrze odnajdujesz się w roli pasażerki. Nawet nie próbujesz przejąć kierownicy. Jestem pod wrażeniem.- Droga do domu nie zajęła im wiele czasu. Sprawnie pokonała ostatnie skrzyżowanie i po chwili skręciła w znajomą ulicę. Zaparkowała, zgasiła silnik i odpięła pas, po czym spojrzała na Ves.
—Dobra, kapitanie. Jesteśmy na miejscu. Operacja pod kryptonimem „nakarmić Shaw i nie pozwolić jej pracować” może się rozpocząć.- Wysiadła z samochodu, obeszła go i otworzyła dziw od strony pasażera, by wypuścić tą kapryszącą niczym małe dziecko kobiete
—Mam tylko jeden warunek— rzuciła, zamykając drzwi za kobietą i kierując się w stronę wejścia.
—Najpierw prysznic, potem jedzenie, a później odpoczynek. Żadnego sprawdzania maili, żadnego zaglądania do dokumentów i żadnego planowania kolejnych lotów. Jeśli złapię cię z telefonem służbowym, konfiskuję go do rana.- Spojrzała na nią przez ramię, unosząc ostrzegawczo palec.
—I nie próbuj negocjować. Nie przyjmuję łapówek, nawet jeśli są wyjątkowo hojne. No, chyba że w grę wchodzi deser. Wtedy możemy porozmawiać.- Uśmiechnęła się szeroko, otwierając drzwi. Miała przeczucie, że wieczór z Ves może być całkiem przyjemny. A jeśli przy okazji uda jej się zmusić tę wiecznie zabieganą kobietę do kilku godzin prawdziwego odpoczynku, uzna to za osobisty sukces. Zdecydowanie bardziej satysfakcjonujący niż jakikolwiek napiwek.
-Ach i jeszcze jedno. Dostane jakiś des, czy Ty masz sie lenić, a ja nadal wyglądać zjawiskowo?
Vesper Shaw