Dla Zanny każda chwila, w której mogła zaznać takiego spokoju, była na wagę złota i nie rezygnowała z niej łatwo... Dlatego zupełnie nie rozumiała swojej impulsywnej decyzji, żeby napisać do Maddena i zaprosić go właśnie tu.
Rhys Madden.
Dziwny człowiek.
Nie mogła powiedzieć, żeby darzyła go jakąkolwiek sympatią, a jednak odkąd ukradkiem podrzucił jej swoją wizytówkę, gościł w jej myślach częściej niż ktokolwiek inny. Arogancki dupek. Zadzierający nosa gbur. Policjant o niezwykłych odruchach serca. Zwykły palant. Do momentu, w którym poznali się na posterunku, nawet jej nie zauważał, a teraz nagle postanowił “pomóc, kiedy powinie jej się noga”, bo “w dalszym jest gliną i wie, na co stać ludzi Lippiego”, bla bla. Nie bardzo rozumiała, dlaczego w ogóle to robił. Czy chciał ją wystawić, kiedy swoją jedyną okazję na telefon zużyje właśnie na niego, a nie na Lippiego? Czy może miało to służyć jego wyraźnie autodestrukcyjnym skłonnościom? A może jakieś pokręcone jedno i drugie? Bo szczerze wątpiła, czy brudnego gliniarza było stać na taką bezwarunkową pomoc…
… chyba, że właśnie będzie oczekiwał czegoś w zamian. Tylko czego mógłby chcieć? W całej hierarchii rodziny Vittoria znajdowała się na szarym końcu, miała kompletnie zerową siłę sprawczą.
Chociaż może całe te rozważania powinny zaczekać na to, czy Madden w ogóle się pojawi. Poprosiła go o najbardziej wiarygodną głupotę, jaka akurat wpadła jej do głowy (i chyba czuła się trochę nieswojo z tym, że tamtego wieczora obserwował ją tak pilnie, że zapamiętał, gdzie trzymała swoje tabletki), ale przeklęty gliniarz nawet nie odpisał, tylko o d c z y t a ł wiadomość, więc na dobrą sprawę nie miała pewności, czy w ogóle się pojawi. Cóż, nawet jeśli wszystkie jego słowa okażą się być równie puste, co jego nadęte ego, to ona przynajmniej spędzi kilka przyjemnych, spokojnych chwil na brzegu jeziora.
Rhys Madden