To byłą cenna pamiątka, ale on miał co do niej plany. I bardzo chciał, żeby to właśnie Eden ją dostała.
-
Proszę, weź ją, naprawdę – nalegał. –
Chcę żebyś ją miała. Należała do osoby pełnej marzeń i chcę, by przyniosła szczęście także tobie, bo na to zasługujesz. Moja siostra ma pełno jej rzeczy, a ja chcę dać to komuś szczególnemu – nie poddawał się cały czas. Patrzył uważnie na dziewczynę, a jego jasne oczy błyszczały.
-
Wiem, że mama chciałaby, abyś to miała – może to Mavi była podobna do swej mamy (patrząc na zdjęcia Turczynki z dzieciństwa i wczesnej młodości naprawdę wyglądały identycznie), ale to Cem znał ją najlepiej jako najstarsze dziecko. I to ona opowiedziała mu o wielu sprawach, marzeniach i tym, by zawsze słuchał uczuć, bo one są szczere i mówią prawdę o człowieku.
-
Widzisz, zawsze mi mówiła, że trzeba słuchać serca. Moje podpowiedziało mi, że to powinno być twoje – mówił prawdę i chciał, żeby Eden to zrozumiała.
-
Jeśli ją weźmiesz, będę bardzo szczęśliwy – a jeśli nie, to zrobi mu przykrość, proste. Zależało mu na tej dziewczynie, bo była mu najbliższa tutaj. Miał wielu kolegów i koleżanek, ale najbardziej zaprzyjaźnił się z Emirem w Turcji i właśnie z Eden w Toronto. Była inna niż wszystkie dziewczęta i bardzo chciał, żeby jej życie się zmieniło. Zasługiwała na to, co najlepsze, a nie na smutek, który tak często gościł w jej oczach. Cem zwracał uwagę na tę część twarzy, ale nikt nie miał takiego spojrzenia jak ona. Przykuwała uwagę i on nie był wyjątkiem.
Ayers był w takim wieku, w którym powinien być już z kimś w związku, przeżywać miłosne przygody i cieszyć się życiem. Jednak ciągle był sam i z jakiegoś powodu ten stan się nie zmieniał. Dlaczego? Często zadawał sobie to pytanie. Był gorszy od innych? A może po prostu dziewczyny go nie interesowały? Nie, to ani jedno, ani drugie. Po prostu to było skomplikowane, bo dotąd tylko jedna pięknooka mu się przyśniła i była to jego przyjaciółka siedząca obok. Nigdy jej tego nie powiedział, ale może kiedyś o tym wspomni.
Kiedy opowiadała o sobie, był cicho i nie przeszkadzał jej w opowieści. Uśmiechnął się, słysząc o jej lekcjach pływania, o miłostkach koleżanki, ale kiedy wspomniała o nowym chłopaku, którego poznała, uśmiech zamarł na jego ustach. Odwrócił też spojrzenie i wyraźnie się zasępił.
-
To miło – powiedział tylko, kryjąc przed Eden swoje prawdziwe emocje. Poczuł coś, ukłucie zazdrości? Dotąd tylko on był jej bliskim kolegą, a teraz coś się zmieniło. Ktoś wszedł do jej świata i nawet coś dla niej robił. Cemowi zrobiło się trochę przykro. Nie był egoistą, to nie tak, ale po prostu nie chciał dzielić ich tajemnic z kimś jeszcze, a bał się, że „nowy” zastąpi go na jego miejscu. Przecież pochodził z wierzącej rodziny, a Cem? Ojciec katolik, matka była muzułmanką, Cem to ateista. Podobno. Wolał po prostu nie wierzyć w nic, bo tak było łatwiej.
Przez chwilę milczał, nie potrafiąc sobie poradzić z emocjami. Z jednej strony chciał, żeby Eden miała przyjaciół, a z drugiej bał się, że przestanie jej wystarczać i straci na znaczeniu. Gdyby ktoś go zapytał o to, kogo by zaprosił na bal szkolny, wcale nie byłaby to Anna, Jane czy Monica, które łaziły za nim, chcąc się wprosić do jego życia. Nie lubił nachalnych osób, ani tych sztucznych i pustych. Był sportowcem i szkolnym aktorem, był bogaty i popularny, a tymczasem na to proste pytanie odpowiedziałby, że pójdzie z Eden, albo nie przyjdzie wcale. Nie chciał nikogo innego, nie ufał tak, jak jej. Szkoda, że dziewczyna na widziała smutku w jego oczach i tej powagi, jaka wykwitła na jego twarzy. Bał się ją stracić, a czuł, że to możliwe, patrząc na swoje plany w przyszłości.
Oglądała pocztówki, a wskazując na jeden obiekt, odpowiedział jej.
-
To Błękitny Meczet, świątynia muzułmańska z czasów sułtanatu. Jest piękny i można go zwiedzać. Stambuł jest niesamowity, a wiesz, co w nim bardzo lubię? To, że tam jest pełno ludzi z różnych krajów. Nieważne w co wierzą, jakim językiem mówią, po prostu tam podróżują, żyją, uczą się i pracują. Ta wielokulturowość jest niezwykła. Kiedyś to ujrzysz na własne oczy, zabiorę cię tam, naprawdę – kiedy tylko będzie mógł to zrobić. –
Zgodzisz się na to? – zapytał, jakby mieli się spakować i wsiąść do samolotu następnego dnia.
-
Ojciec nalega bym się pilnował w nauce i nie wygłupiał z tym aktorstwem. Nie wierzy we mnie i w moje marzenia. Mówi, bym studiował, założył rodzinę i utrzymywał dom poprzez właściwą pracę. To brzmi dobrze, ale jego cele nie są moimi. Spełnianie marzeń jest ważne, bo inaczej będzie się do końca nieszczęśliwym – powiedział niby ot tak sobie, ale znów cytując swoją matkę.
-
Nie chcę całe życie żałować, że czegoś nie zrobiłem – to się tyczyło też samej Eden. Bo kiedyś jej powie, że jest dla niego ważniejsza, niż może się wydawać. Była jedyna i niepowtarzalna. I była obok, kiedy jej potrzebował, nawet jeśli musieli trzymać się planów i czasu.
eden de poesy