O Damonie bardzo szybko nauczyła się jednej rzeczy – miał swój rytm i swoją przestrzeń, której nie dawało się wziąć szturmem. Dlatego nigdy nie próbowała. Zawsze po prostu pozwalała sobie na to, aby być w pobliżu, jak najmniej inwazyjnie. Z początku – ze zwykłej troski o niego; aby nie spłoszył się – mówiąc brzydko i nie w jego języku – i pozwolił się zaleczyć. Początkowo to był jej priorytet. Później – cóż – zaczynało chodzić o to, że po prostu nie przeszkadzało jej, kiedy był obok; jeszcze potem, że polubiła to, że był przy niej. Nie chodziło o byle obecność, ale ta jego była tak wygodna i tak miękko na nią opadała, że po prostu ją polubiła.
Nigdy go o nic nie naciskała. Raz. W zasadzie raz. Kiedy go znalazła i zabrała do siebie do domu, ale to była zwykła ostrożność – dowiedzieć się, z kim miała do czynienia. Albo raczej: jak się nazywał. Ze świadomością, że nie musiała to być wcale prawda.
Trzy to było dużo w jego języku, jeśli chodziło o ten temat. Samodzielnie zaproponowane
trzy to jeszcze więcej.
Choć miała dostać losowe fragmenty jego historii, to miało ogromne znaczenie dla niej. To było jak ściąganie pancerza. Płyta po płycie, stając się powoli coraz bardziej odsłoniętym, a przez to – coraz bardziej wrażliwym.
Przesunęła się na pierwszą z wybranych na jego ciele bruzd, kiedy sam poprowadził ją tam gestem. Wsłuchiwała się w jego głos, dobywający się spomiędzy szumu wody i próbowała zwizualizować wszystko to, co jej mówił. Całą tą sytuację, jak i cały ból, który musiał temu towarzyszyć. Skrzywiła się niekontrolowanie na samo wspomnienie wcierania w rany soli i popiołu. Było to bolesne już na samym etapie słuchania o tym, co dopiero być wtedy w tej samej skórze, którą krojono.
Poczuła gulę w gardle, która pojawiła się tam absolutnie nieproszona, a wskutek zasłyszanych słów. Wcale nie lepiej czuła się w momencie, gdy znalazła go we Włoszech.
Ale nie powiedziała nic i to nie dlatego, że przez zaciśnięte gardło nie mogła. Przez fakt, że to nie wymagało komentarza, bo co miała powiedzieć?
Mój ty biedny? Zresztą, sam znacząco przeniósł i swoje myśli i jej palce na kolejną z blizn, którą wcześniej wskazała.
Znów spróbowała wraz z nim, przez jego słowa, dotknąć tego momentu, który doprowadził do powstania bruzdy.
Świadomie wybierała takie, które w niczym nie mogły przypominać zwykłego zacięcia przy goleniu czy krojeniu warzyw. Świadomie więc wybierała historie, które miały być cięższe. I ta kolejna wydawała się nieść jeszcze większy ciężar niż poprzednia. Czuła jak na jej karku wita dreszcz, który nie zostawiał miłego echa na skórze. Wszystko to brzmiało jak fabuła ciężkiego filmu, a takie przecież lubiła oglądać. Ciężkie, wojskowe, brutalne. Tyle że wtedy wiadomym było, że to fikcja. Że blizny na ciałach bohaterów to również fikcja.
Jego były prawdziwe, tak samo jak jego przeżycia.
Zmarszczyła tylko czoło, z konsternacją wpatrując się w jego ślad. Rozchyliła usta, jak gdyby chciała się odezwać, ale po chwili je zamknęła, nie znajdując niczego, co mogłaby powiedzieć. A może po prostu było tego zbyt wiele na raz? Mając pewną wiedzę medyczną, choć nie tak specjalistyczną, mogła sobie tylko wyobrażać, jak źle to wyglądało. I jak bardzo bolało.
Podniosła spojrzenie na niego, kiedy przyszedł czas na ostatnią z blizn. Znajomą ranę, której proces gojenia mogła obserwować samodzielnie. W pierwszej części nie powiedział jej niczego, co byłoby dla niej nowe. Drugiej się nie spodziewała. Już miała spróbować coś powiedzieć, kiedy Damon zrzucił na nią bombę informacyjną.
Prawdę o wiele cięższą, niż dwie poprzednie.
Wiedziała, że był kimś więcej niż cywilem. Jego przeszkolenie bojowe było na poziomie komandosa w dodatku wysokiego stopniem. Jego zdolność operowania w trudnych warunkach godna podziwu, a jego umysł zbyt lotny, aby był zwyczajnym mieszkańcem.
Taka informacja mogła pozwolić w tym wszystkim snuć wiele nowych scenariuszy. Jak choćby ten, czy jego przejście przez granicę aby na pewno było nielegalne, a może tylko wiarygodną ustawką? Z drugiej strony – czy mówiłby jej o tym, że pracuje dla wywiadu, gdyby była tylko elementem, który mu wszystko ułatwiał?
Chcąc nie chcąc – miała mętlik w głowie. A to dlatego, że miała mnóstwo pytań, które chciałaby mu zadać, a których nie wypowiedziała. Znów – świadoma tej granicy i nie próbująca nawet jej przekroczyć. Na pewno nie teraz, kiedy już i tak wiele odsłonił.
Ale trudno było jej to tak po prostu zamknąć. Teraz. Bez odpowiedzi.
—
Dobrze słyszeć, że jesteś niezniszczalny — zaczęła, w spokoju wytrzymując jego spojrzenie. Jedyne, co przez cały czas było tak bardzo czytelne na jej twarzy, to zagubienie. Nie
wątpliwość, a potrzeba informacji. —
Dłużej będę cię miała. — O ile nic innego nie pokrzyżuje tego planu. Biorąc pod uwagę skłonności samobójcze Damona, to że był kawałem twardego skurwysyna, to było coś całkiem pomocnego. —
I dziękuję — dodała, wsuwając dłoń na jego kark. —
Że mi zaufałeś. — Na tyle, na ile mógł.
Ześlizgnęła dłoń z jego karku i sięgnęła do jego czoła, zgarniając z niego przyklapnięte, mokre włosy.
—
Czy to znaczy, że jak znowu ci się oddam, to dostane trzy kolejne historie? — zagaiła, ale z wyraźnie żartobliwym podszyciem. Raz jeszcze świadomie rozpuszczając atmosferę, aby nie wyciągać i nie oczekiwać od niego zbyt wiele.
Damon Tae