-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
Przygryzł nerwowo policzek. Robił to zawsze, kiedy głęboko nad czymś rozmyślał, ten nawyk z dzieciństwa pozostał wraz z nim do dorosłości i nigdy się go nie starał nawet oduczać.
Odpowiedziała mu pytaniem, którego był sobie winny, ale nie zbiło go to z rytmu, wciąż balansował świetnie na parkiecie, jak i próbował odnaleźć swą przewagę na zupełnie innym polu, znacznie bardziej nieprzewidywalnym i niebezpiecznym. W tej rozmowie, w cztery oczy, gdy byli tak blisko siebie złączeni w tańcu…
Przełknął ślinę i odruchowo popatrzył Harrison w oczy, jak się okazało na własną zgubę. Bo intensywność spojrzenia, ta sugestia kryjąca się w nim była nadto widoczna i momentalnie stracił kolejnych kilka sekund na otrząśnięcie się z amoku.
Mógł odpowiedzieć na tak wiele sposobów, ot dać jej do zrozumienia, że to jej mu brakowało w tym wszystkim najbardziej, ale nie chciał, aby miała nad nim, aż taką przewagę i pozostawał wciąż niepewny wobec tego, jakimi emocjami go obdarza. Wolał nie pomylić sympatii ze zwykłą koleżeńską życzliwością.
Czuł jednak, że gra na zwłokę i siebie okłamuje. To go drażniło, lecz strach przed rozczarowaniem był znacznie bardziej dobijający.
— Chwili wytchnienia — odparł, niepewny czy to zabrzmi dobrze, ale kiedy jego słowa wyszły spomiędzy jego ust zdał sobie sprawę, że mogłaby je potraktować omylnie, wobec tego co miał na myśli. — Z tobą, bez ciekawskich, choć życzliwych par oczu — lubił spędzać czas z June, w jej towarzystwie bardzo się relaksował i czuł niesamowity spokój, dlatego też przeciągał to, co nieuniknione z banalnego powodu – potrzeba akceptacji oraz posiadanie kogoś bliskiego, były w nim bardziej i trwalej zakorzenione. Tak jednak widział w niej kogoś jeszcze i nie rozumiał momentami tego, jak serce go zdradza, gdy ona tylko jest bliżej. Jak ciało napina się, a mięśnie zastygają gotowe do skoku. Jak cały wszechświat staje się maluteńki, kiedy tylko przebywają w jednym pomieszczeniu.
— Dziękuje, że mnie tu dziś zaprosiłaś — szczerość płynęła w skromnych słowach. — Nie, dostosuje się do ciebie. Obiecałem, że cię odwiozę — przypomniał policjantce swoją obietnicę, którą zamierzał spełnić.
Nagle muzyka przybrała na rytmiczności, a wolna ballada przeszła do historii. Przyciągnął ją jeszcze bliżej, tak że teraz ich ciała tworzyły jeden obrys i objął czule, zamykając w szczelnym, iście niedźwiedzim uścisku. Nim muzyka zadudniła mocniej wybijając ich z rytmu, chciał poczuć raz jeszcze tę bliskość.
— Chyba towarzystwo woli bardziej skoczne kawałki, masz ochotę się dotlenić? — zaproponował odsuwając się od niej ale wciąż trzymał kobietę za dłonie.
June Harrison
-
you don't own me, i'm not just one of your many toys.nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie miała pojęcia o innych przeciwnościach, o których doskonale wiedział Nick. Była policjantką i dla kogoś takiego jak on, powinna być naturalnym wrogiem. Kimś, komu będzie zatruwał życie, a w najlepszym wypadku będzie po prostu unikał. Jakakolwiek bliższa relacja z nią powinna być zakazana. On jednak zdawał się ignorować te wszystkie zasady. Zamiast się wycofać - zbliżał się do niej. Tylko po co, skoro wiedział, że nie ma to racji bytu? Czyżby ciągnęło go do niej tak mocno, że nie potrafił z tym już walczyć? Stała się jego słabością?
Musiał przecież wiedzieć, że im dalej będzie w to brnął, tym trudniej przyjdzie mu to kiedyś zakończyć. Musiał wiedzieć, że gdy cała prawda wyjdzie na jaw, to złamie serce June.
Może w ogóle go to nie obchodziło?
Przez te kilka minut trwania utworu, jej świat skurczył się do rozmiarów bańki, która otaczała tylko ich dwoje. Wszystko inne znowu jakby się rozmyło i nic poza Nicholasem nie miało dla niej w tamtym momencie znaczenia. Skupiona tak bardzo na nim, nie słyszała nawet muzyki, poruszała się już bardziej instynktownie, a nie zgodnie z rytmem. Na jego słowa, kąciki jej ust drgnęły lekko, tak jakby rzeczywiście liczyła na zupełnie inną odpowiedź. Falcone jednak bardzo szybko się zreflektował, co sprawiło, że znowu w jej oczach pojawił się niebezpieczny błysk.
Nie odpowiedziała, ale czuła dokładnie to samo.
Muzyka zmieniła tempo, ale to jej w ogóle nie przeszkadzało. Nicholasowi najwyraźniej także, bo nadal, na szczęście, pozostawał blisko. Trzymał ją w ramionach jak coś delikatnego, nienachalnie i czule. Nigdy nie potrzebowała rycerza - kogoś, kto ją obroni i otoczy opieką, bo bez problemu umiała zadbać o siebie sama. W tamtej chwili jednak, przy nim, czuła się bezpiecznie i tak, jakby już nigdy o nic nie musiała się martwić. Polubiła to uczucie. Jego objęcia przynosiły spokój i nieme zapewnienie, że póki ma go przy sobie to nic jej nie grozi, że nie musi nad niczym czuwać. Przez chwilę nawet oparła głowę na jego ramieniu.
— Chodźmy — odpowiedziała od razu na jego propozycję wraz ze skinieniem głowy na wypadek, gdyby nie usłyszał jej przez dudniące basy. To zdecydowanie nie jej klimat, więc z radością zeszła z parkietu. Trzymając nadal jedną dłoń blondyna, przecisnęła się przez tańczące towarzystwo, by w końcu dostać się do drzwi i wyjść na zewnątrz. Chłodne, nocne powietrze od razu ją uderzyło, przypominając jej o tym, że zostawiła kurtkę na sali, przy stoliku. Temperatura jednak jej nie przeszkadzała, a wręcz przeciwnie. June przymknęła oczy, opierając się o zimną ścianę budynku. Dopiero po chwili na niego spojrzała i uśmiechnęła się, zauważając, że już jej się przyglądał.
— Przypadłeś im do gustu, wiesz? — wyznała szczerze. Widziała to po reakcjach grupy i po sposobie w jaki z nim rozmawiali. Niektórzy nawet posłali Harrison pełne uznania spojrzenia, gdy tylko sąsiad tego nie widział. Z cichym śmiechem, dodała — Chociaż wątpię, że oni zrobili tak dobre wrażenie na Tobie.
Nicholas Falcone
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
Ruch i życie, nawet jeśli zamierało w godzinach wczesnoporanny, tak nigdy nie umierało całkowicie, zawsze ktoś był, ktoś błąkał się po ulicach Toronto. W takich momentach pragnął znajdować się gdzieś daleko od tego miejsca, które nieustannie kojarzyło mu się z przeszłością, a ta z kolei napiętnowała go w sposób, jaki uniemożliwiał prowadzenie normalnego życia.
Chciał powiedzieć June, że lubi ją, bardziej niż powinien. Chciał zadeklarować brunetce, że wolałby spędzić tę noc tylko z nią, bez towarzystwa, jakie im dziś przeszkadzało lekko, chciałby… tak wiele, a tak niewiele, mógł zdziałać. Świadomie i nieświadomy, tego, jak ona na niego działała. Rozsądek ostrzegał przed katastrofą, ale serce mówiło, aby być szczery wobec własnych emocji. Czy był aż takim egoistą, że jej pragnął?
— To dobrze, ale jeśli mam być szczery, to wolę przypaść tobie do gustu — odpowiada z lekka zadziornym uśmiechem, tak jakby serce i rozum prowadziły swą batalię, gdzieś z boku, a on pozostawał głuchy na głos rozsądku. Brakowało mu tego; pragnął zrozumienia, akceptacji, chęci na próbę wyjaśnienia swojego stanowiska, jakie miał narzucone od życia, które wiódł. Ilekroć, gdy spotykał się z kobietami, zawsze pozostawiał sobie tę możliwość odwrotu, te drzwi awaryjne, jakby umiejętność zaufania, komukolwiek w pełni pozostawała dla niego czymś obcym. A może to jego rozsądek, ten sam, który ostrzega go, teraz wcześniej go pilnował, by nie popełnił głupoty przy nieodpowiedniej partnerce? Kto wie, może June też była nieodpowiednia, ba! Z całą pewnością tak właśnie było wystarczyło wiedzieć, kim była i co robiła… a jednak nie potrafił się od niej odciąć.
— Skupiałem się cały wieczór tylko na tobie, więc muszą mi wybaczyć — nachylił się nad kobietą, niebezpiecznie blisko. W kłębowisku myśli próbował złożyć coś sensownego, cokolwiek co mogłoby uświadomić June, o tym, że chciał z nią spróbować czegoś więcej, niż tylko przyjaźni.
— To bardzo samolubne z mojej strony, że cię tak porwałem i trzymam tylko dla siebie? — zapytał sam siebie, ale jego spojrzenie skupiło się na twarzy Harrison. Kąciki ust leciutko drgały, jakby w zapowiedzi rychłego uśmiechu, lecz nic takiego nie nastąpiło, wręcz przeciwnie. Jego dłoń nagle spoczęła na jej ramieniu i skrupulatnie sunęła po barku, aż do karku, gdzie długie palce wplątały się we włosy i przyciągnął ją ku sobie, zdecydowanie zbyt blisko.
To był jej moment na odpowiedź; wyczekiwał tego sygnału, całym sobą, wręcz zastygając w bezruchu.
June Harrison
-
you don't own me, i'm not just one of your many toys.nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jeden podpowiadał, że jeśli rzeczywiście tak mocno pragnęła czegoś, to powinna po prostu po to sięgnąć. Zero wymówek, zero „przeszkód”, które tak naprawdę sama sobie wymyślała, zupełnie niepotrzebnie. Zachęcał do działania, a jednocześnie ostrzegał, że jeśli June będzie zwlekała, to może stracić tę szansę na zawsze. Bo co jeśli Nick też tego chciał, a czekał jedynie na jakiś znak i zielone światło z jej strony?
Drugi głos natomiast wydawał się rozsądniejszy, spokojny. Przypominał jej o wszystkich obawach jakie miała względem podjęcia kolejnego, odważnego kroku w tej relacji. Mówił, że powinna cieszyć się tym, co w tamtym momencie miała, bo pragnienie czegoś więcej mogło okazać się dla nich zgubne.
— Kochany, gdybyś nie przypadł mi do gustu, to nie przedstawiłabym cię swoim znajomym — przyznała szczerze, z tym samym zadziornym uśmiechem i uniosła brew, zastanawiając się, ale tylko przez chwilę, czy właściwie interpretowała jego słowa. Jeśli do tej pory miała wątpliwości co do tego czy był nią zainteresowany, teraz przestawała mieć jakiekolwiek. On również nie powinien ich mieć, w szczególności, że wiedział, że nie przyprowadziła tu nigdy nikogo innego.
— Nie mają nic przeciwko, uwierz mi. Myślę, że chyba po cichu wręcz na to liczyli — odpowiedziała znów zgodnie z prawdą i cicho się zaśmiała, przypominając sobie wszystkie wymowne spojrzenia oraz komentarze sugerujące to jakoby pomiędzy nią a Falcone było coś więcej niż tylko zwykła znajomość.
— Tak… to baaaaaardzo samolubne — powiedziała przeciągle, a uśmiech nie schodził jej z twarzy. Dopiero gdy Nicholas się zbliżył, spoważniała nieco, ale nie odrywała wzroku od jego tęczówek — Ale ja też nie mam nic przeciwko temu — dodała pewnie i czując znów jego dotyk na ramieniu, zamknęła oczy z cichym pomrukiem. Automatycznie wyciągnęła dłonie przed siebie i złapała za materiał jego koszulki, chcąc przyciągnąć go nieco bliżej, ale wtedy on, dokładnie w tym samym momencie, zrobił to za nią, wplatając przy tym palce w jej włosy. W końcu znów na niego spojrzała. Trwali tak przez chwilę, niemal w bezruchu, twarz przy twarzy - jedynie jej dłonie pozwoliły sobie przemieścić się, przesuwając się po jego klatce piersiowej.
Czekał. Dawał jej czas na decyzję, pozostawiał wciąż możliwość wycofania się, ale Harrison nie miała już zamiaru się przed tym bronić. Chciała wreszcie pozwolić sobie na coś, czego tak długo sobie odmawiała, odtrącając równocześnie wszystkie ostrzegawcze myśli w swojej głowie — Pocałuj mnie.
Nicholas Falcone
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
Nie powinien może zastawiać na June takich pułapek, lecz miał dość kluczenia i błądzenia na oślep, a jego „starania” oraz sygnały ginęły w odmętach długich rozmów wieczorną porą, dlatego postanowił zadziałać zdecydowanie, nawet jeżeli wiedział o konsekwencjach, jakoś liczył, iż uda mu się to przed nią ukrywać, a może z czasem zrozumie, jego związek z tą drugą stroną mocy, to nie tak, że świadomie ignorował ten problem, tylko nie potrafił tak jednoznacznie przekreślić June ze swojego życia, to było samolubne. Na całe szczęście, o ile można to tak określić, miał świadomość, jak bardzo źle robi.
Ale co miałby jej powiedzieć? Nie możemy się spotykać, wybacz – to brzmiało beznadziejnie, a znając ośli upór brunetki, to ta zaczęłaby węszyć, dlatego może lepiej… zagryzł wargę.
Jego plany… zamiary, to wszystko mogło ulec zmianie, przecież nie miał nawet pewności, czy ona go lubi tak bardzo jak on ją? Irytujące jak łatwo można polegnąć w pętli tych sprzecznych, wręcz irytujących myśli, jak łatwo zapomnieć, że niczego poza sympatią między nimi nie było, a tych kilka razy, kiedy poczuł coś więcej, mogło być zbiegiem okoliczności?
— Kochany? — oczy mężczyzny złośliwie błysnęły, a uśmiech rozszedł się po twarzy lekko, tym samym kontrastując z przebiegłością, jaka czaiła się w spojrzeniu. — Niemniej jednak dobrze wiedzieć — ego, zostało nasycone, a potwierdzenia wobec jego założeń, coraz mocniej utwierdzały się we wniosku, który wysnuł przed spotkaniem.
Tańczyli na tafli tego skutego pierwszym mrozem jeziora; nieporadnie, uroczo, ale nie poddawali się, a ten flirt, który próbowali toczyć, mógł, zostać sfinalizowany za pociągnięciem jednego odważniejszego ruchu. Już samo przygotowanie kobiety na to, co zamierzał, było bardziej, niż bardzo akceptowalne w mimice twarzy i grze ciała, jakby wręcz oczekiwała, iż to w końcu nastąpi.
Milczał zdecydowanie – pragnął chłonąć ten obrazek. Był cierpliwy w swych krokach, nawet jeśli serce pragnęło wyrwać się z okowów tej wstrzemięźliwości, tak on pozostawał opanowany do samego końca. Nawet wówczas, gdy jego usta spełniły życzenie Harrison.
Ciepło; uderzające, miłe, odbierające dech – sprawiło, że przez ciało przeszedł dreszcz, a pobudzony organizm zadziałał, jak z automatu; bezwolnie przyciągając, a wpierw obejmując policjantkę w uścisku, tak jednak na tyle delikatnym, że mogła z niego się bez trudu wyswobodzić. Ich usta odnajdywały język porozumienia skupione na namiętnym wyznaniu, tego, co uśpione drzemało między nimi od pamiętnego wieczoru, gdy po raz pierwszy przekroczyli granicę pewnej anonimowości.
Odurzony zapachem i bliskością kobiety pragnął krzyczeć ze szczęścia, a jednak pozostawał ciągle w tej samej pozycji, jakby nie potrafił się oderwać od jej ust.
— Czy aby na pewno twoi znajomi to mieli na myśli? Wolę to wiedzieć nim zrobię, coś odważniejszego i zaproszę cię na randkę — w jego oczach zuchwały błysk przerodził się w emocje trudną do zdefiniowania, a to jak na nią patrzył pozbawiało, jednak wszelkich wątpliwości, tak jednak wolał zapytać. Poniekąd przekomarzając się z Harrison, aby nie była zbyt pewna swego.
June Harrison
-
you don't own me, i'm not just one of your many toys.nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Może gdyby rzeczywiście chciał czegoś więcej, już dawno dałby jej to do zrozumienia - nie czekałby na znak ani od niej, ani od niebios, tylko po prostu zadziałałby. Zdecydowanie, jak facet, który wie czego chce i robi wszystko, by to zdobyć. Miała wrażenie, że sama daje mu wystarczające sygnały i to sprawiało, że nie wiedziała już czy był aż tak ślepy, czy może kompletnie nią w ten sposób niezainteresowany.
— Co? Nieładnie? To jak chcesz żebym się do ciebie zwracała? — spytała cicho, opierając dłonie o jego klatkę piersiową i naśladując ten jego cwany uśmieszek, na widok którego miękła.
Będąc już tak blisko, miała poczucie, że może pozwolić sobie na wszystko. Wiedziała, że za moment wydarzy się coś, po czym nie będzie odwrotu. Zresztą chyba żadne z nich nie miało już zamiaru się wycofywać i robić kolejnych dziwnych uników. Wypowiedziana przez nią prośbą brzmiała pewnie, zdecydowanie, miała wręcz w sobie coś z rozkazu - jakby była już zmęczona czekaniem na jego ruch i tym, że trzymał ją w niepewności, przeciągając ten moment. Droczył się z nią? Czy po prostu delektował się chwilą?
Jej dłonie mimowolnie zacisnęły się na koszulce Nicholasa, gdy w końcu złączył ich usta w pocałunku. Przylgnęła do niego jeszcze mocniej, ani myśląc o tym, by się z jego uścisku wyrywać. Oboje pewnie przekroczyli te granicę, nie wyczuwała już żadnego wahania. Ciepło jakie biło od ciała Falcone i ten gorący pocałunek sprawiały, że nie przeszkadzał jej chłód panujący na zewnątrz. Rozpływała się w jego ramionach i nie chciała, by kiedykolwiek ją z nich wypuścił. Sama nie była zbyt delikatna i powściągliwa - pokazywała mu w końcu ten temperament i namiętność jakie zawsze w niej drzemią i które on swoją obecnością pobudza.
Gdy w pewnym momencie przerwał ich pieszczoty, odsunęła się zaledwie o kilka centymetrów, by mógł spojrzeć w jej oczy, w których tańczyły radosne iskierki.
— Wydaje mi się, że to mnie w tym przypadku powinieneś pytać o zdanie przede wszystkim, Nick — szepnęła prosto w jego usta, po czym raz jeszcze, nie mogąc się powstrzymać, musnęła je czule.
Nicholas Falcone
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
June była przez tak wiele czasu nieosiągalna; zgrywała niedostępną i niezainteresowaną, jego osobą, a teraz tak wiele rzeczy naraz się działo, iż momentami nie wiedział, jak miał ją odbierać. Była w trybie flirciarskim, chociaż odbierał to również jako coś normalnego w ich relacjach, aczkolwiek nigdy nie widział jej zupełnie pijanej. Zwykle po kilku lampkach wina potrafiła palnąć wszelakie głupotki, co jednak nie robiło na nim wrażenia, bo nie oceniał jej przez ten pryzmat przecież gorzej, to naturalne, a każdy w emocjach i po alkoholu gada różne bajki.
To jednak było dużo więcej niż zwykły flirt, to co zrobili, było definitywnym przekroczeniem pewnej granicy, a wiedział, do czego mogło to zmierzać. Nie wiedział, co dokładnie wobec niej czuje – lubił ją, to było pewne. Nawet w pewnym stopniu ufał kobiecie, może nie na tyle, aby zawierzyć jej każdy sekret, ale powoli, powolutku nabierał pewności względem tego, jak chce aby ta relacja wyglądała. Pozostawało pytanie, czy i ona chciała tego samego, i… jeśli tak faktycznie będzie, jeśli nie uzna tego zbliżenia, tej czułostki za błąd, to czy była gotowa na znacznie większe poświęcenie niż jej się to śniło?
Chciałby znać tę prawdę – pragnął poznać odpowiedzi na te pytania nim będzie na to za późno. To było dla niego ważne, chyba dlatego, że pierwszy raz od tak dawna poczuł sympatię do kogoś, komu może zaufać – czuł podświadomie, iż tak właśnie było.
Przeciągłe potwierdzające mruknięcie wydobyło się z ust mężczyzny, jakby akceptując słowa policjantki. Skinął głową dodatkowo potwierdziwszy i ujął jej dłoń w swoje ręce, tak jakby chciał sprawdzić, czy aby nie zmarzła.
— Zatem to ustalone; idziemy na randkę — jeśli myślała, że mogła tutaj cokolwiek oponować, to cóż… myliła się. — Przemyślę, gdzie cię zabrać i napiszę niebawem, a tymczasem może czas już uciekać? — zaciągnął policjantkę do środka, aby nie przeziębiła się i pokierował ich w stronę stolika z ich, a raczej jej znajomymi. Ani przez moment Falcone nie czuł się przy nich w pełni sobą, może i z początku było sympatycznie, ale jego uwaga tego wieczoru skupiała się wyłącznie na June.
June Harrison