-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Doleciawszy do Ottawy, wsiadł do czekającej na niego taksówki (chwała aplikacjom za to, że mógł załatwić to wcześniej) i pojechał do hotelu, który opłacił mu pracodawca. Na miejscu był niecałą godzinę później; tuż po zameldowaniu się wziął długą, gorącą kąpiel, a potem wyszedł z łazienki i usiadł na wygodnym dwuosobowym łóżku.
Wiedząc, że ma jeszcze parę godzin wolnego, nie kwapił się, by się ubrać; Carrington siedział nago na łóżku i oglądał głupie reality show, gdy nagle usłyszał szczęk zamka.
Co, do cholery?
Czyżby sprzątanie?
Nie chcąc świecić gołym tyłkiem, pośpiesznie poderwał się z łóżka i sięgnął po leżący nieopodal ręcznik. 一 Nie! Proszę nie wchodzić! 一 krzyknął, naprędce wiążąc materiał na swoich biodrach. Jak na złość ręcznik nie chciał z nim współpracować i nieustannie się zsuwał.
Klnąc pod nosem, Mars chwycił go w ręce i zerknął w stronę otwierających się drzwi. Czy ten ktoś po drugiej stronie był głuchy?!
Posławszy spojrzenie osobie, która jak gdyby nigdy nic przekraczała próg pomieszczenia, zamarł. Znał tę twarz; dobrze wiedział, że naprzeciwko niego stał cholerny dupek, Dacey Finnegan.
Nastawienie Marsa zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni: uśmiech na twarzy zrzedł, a w oczach pojawiły się złowrogie pioruny.
Co on tu, do cholery, robił? Dlaczego wlazł do pokoju, który był zajęty? Jak to możliwe, że zdobył klucz?
W głowie Carringtona kłębiło się zbyt wiele pytań bez odpowiedzi, dlatego natychmiast przystąpił do ataku; zrobiwszy krok naprzód, wycelował palcem w Daceya. 一 Ty 一 rzucił chłodno, nie potrafiąc ukryć negatywnych uczuć, które żywił do Finnegana.
Swego czasu było mu z nim dobrze i być może 一 w jakimś stopniu 一 fantazjował o ich wspólnej przyszłości (a przynajmniej o kolejnym cielesnym uniesieniu). Gdy jednak okazało się, że informatyk go zghostował, zapałał do niego nieopisaną niechęcią (bo przecież to, że on zapomniał hasła do aplikacji randkowej było bez znaczenia!).
一 Co tu robisz? To mój pokój 一 zauważył, kładąc mocny nacisk na słowo m ó j.
Musiało dojść do tragicznej pomyłki; niemożliwe, by mieli mieszkać razem, bo przecież hotel był duży i miał na tyle wysoki standard, by nie umieszczać w pokojach nieznajomych.
Poza tym, jak to możliwe, że obaj zjawili się w Ottawie tego samego dnia i wybrali dokładnie ten sam obiekt?
A b s u r d.
一 Powinieneś iść na recepcję i to wyjaśnić 一 dodał butnie, nie zamierzając spuszczać z tonu. On był tu pierwszy i nie zamierzał się stąd ruszać.
Dacey Finnegan
-
Stary wstał, więc po chuj się prujesz znów
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOna, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
一 Przepraszam… Przepraszam. Dziękuję… 一 mruczał pod nosem, kiedy przepychał się obok innych pasażerów, dłużej zawieszając wzrok na jednym ze stewardów, ostatecznie wrzucając bagaż niedbale na półkę i ładując się na miejsce tuż przy oknie. Naturalnie nie odmówił sobie ani drinków, ani przekąsek, cały lot oglądając filmy i żyjąc swoim najlepszym życiem. Nie upił się, ale do hotelu jechał już na lekkiej fazie i wystarczyło to odespać, wypić rano energola i będzie jak nowo narodzony.
Jako, że na lotnisku kilka razy się zgubił zanim z niego wyszedł, pod hotel też dojechał dosyć późno, a na pewno później, niż reszta gości, głównie jego współpracowników. Nie miał w pracy bliższych relacji, raczej trzymał się na uboczu, robił swoje nie wdając się w zbędne pogawędki i wracał przed kompa, dalej robiąc to, co należało do jego obowiązków. Oraz wszystko to, co nie należało.
Czekając na kartę do drzwi na recepcji czuł się już trochę zmęczony i marzył o szybkim prysznicu i drzemce, więc kiedy odbiór poszedł dosyć sprawnie, to niczego nie podejrzewając udał się na odpowiednie piętro i pośpiesznie otworzył drzwi, Zrobił to tak pewnie i błyskawicznie, że zobaczył skrawek ciała Marsa, zanim ten zdążył się zasłonić. Dopiero później dotarły do niego jego słowa, ale bardziej skupił się na odgadnięciu kto to w ogóle do cholery jest.
一 Ty 一 powiedział prawie w tym samym momencie, co mężczyzna w ręczniku. Rozpoznał go i zmarszczył gniewnie brwi, bo ich znajomość była bardzo krótka, ale za to dosyć burzliwa i może trwałaby dłużej, gdyby nie usunął w przypływie mieszanych uczuć swojego konta w aplikacji randkowej. Na pewno koleś będzie robił wyrzuty, więc musi udawać to, co potrafi najlepiej 一 że nie ma pojęcia o co chodzi i to na pewno nie jego wina, bo nie ma z tym nic wspólnego.
Kolejny, jakby nie patrzeć, problem, to fakt, że typek był w jego pokoju. Na pewno jego, bo karta pasowała. Chyba, że na recepcji się pomylili, ale to też absolutnie nie była jego wina, więc nie poczuwał się do tego, aby gdziekolwiek iść i cokolwiek wyjaśniać. Wparował bezczelnie do środka z torbą o intensywnym kawowym zapachu i uwalił się na fotelu, odchylając głowę, żeby chwilę odpocząć.
一 Sam sobie idź 一 odparł po chwili namysłu, całkiem opanowanym głosem i rozłożył szerzej nogi w akcie chamskiej dominacji. Naprawdę był zmęczony i chyba nie naprawiłoby tego nawet całe morze napojów energetycznych i mocnej kawy. Ostatnio wyspał się cztery dni temu i nawet on miał jakieś swoje granice. Nie przejmował się, że skasował apkę, że zghostował tego faceta w samym ręczniku i że on miał do niego jakieś pretensje o nie wiadomo co. Zerknął tylko jeszcze z ukosa na jego sylwetkę, bo przy okazji mógł sobie popatrzeć, skoro już się mu ten widok napatoczył przed oczy.
mars carrington
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Pieprzony Dacey Finnegan!!!
Podczas randki mogło być fajnie (gdy patrzył na ich znajomość tylko poprzez jej pryzmat, na jego twarzy pojawiał się uśmiech), ale późniejsze wydarzenia na dobre przekreśliły możliwość rozwoju relacji i Mars życzył programiście tylko tego, by znalazł się na innej planecie (i nigdy stamtąd nie wrócił).
Popatrzył z odrazą na Finnegana, który usiadł na fotelu w b r u d n y c h ubraniach. Carrington nie potrafił pojąć, jak można było dopuścić się czegoś tak okropnego; odnotowawszy sobie, by nie siadać na nim po tym, gdy pójdzie pod prysznic, wzdrygnął się teatralnie i popatrzył na informatyka. 一 Nie, nie, nie 一 potrząsnął szybko głową, nie godząc się z zaproponowanym rozwiązaniem. 一 Nie ma takiej opcji, ja byłem tu pierwszy 一 kontynuował, próbując licytować się tak, jakby byli w podstawówce.
Gdyby do pokoju wszedł ktoś inny 一 mógłby przysiąc, że to mógłby być naprawdę k a ż d y 一 na pewno udałoby mu się dogadać; niezależnie od stylu życia, preferencji czy poglądów, odnalazłby kompromis z każdym, ale w sytuacji, w której na czystym fotelu siedział brudny Dacey, Mars nie był pewien niczego.
Nerwowo przemierzał pokój, denerwując się sytuacją. 一 Co ty tu w ogóle robisz? 一 zapytał, robiąc wszystko, by nie dać po sobie poznać, że szczerze go to interesowało. Bo przecież nie mogło; bo przecież ten człowiek, powinien wypieprzać z tego pokoju, a reszta... Cóż, potem mógł sobie robić, co tylko chciał.
Zapomniawszy się, chcąc przeczesać włosy, na krótką chwilę wypuścił ręcznik. Nim zdążył uratować sytuację materiał zsunął się z jego bioder i brakowało niewiele, by wylądował na ziemi. Tym samym przez moment Mars stał przed informatykiem n a g o. 一 Kurwa 一 mruknął wściekle, łapiąc ciężki materiał i zasłaniając się w panice. 一 Nie gap się na mnie 一 kontynuował w podobnym tonie, wyładowując swoją frustrację na (tym razem) niewinnym Finneganie.
Analitykowi puszczały nerwy; irytował się okropnie, ale wiedział, że nie mógł opuścić pokoju, bo istniała szansa, że gdy to zrobi, już tu nie wróci. 一 Nie chcę cię tu, nie rozumiesz? Przecież logiczniej będzie, gdy ty sobie stąd poleziesz, rozłożyłem tu rzeczy i leżałem na łóżku. 一 Jemu robiłoby to dużą różnicę (w życiu nie chciałby użytkować pokoju po kimś), dlatego miał nadzieję, że argument zadziałają również na informatyka. 一 Na pewno ci coś znajdą. Szerokiej drogi 一 dopowiedział, a potem, jak gdyby nigdy nic, ruszył w stronę łóżka i rozłożył się na nim wygodnie.
Nigdzie się stąd nie wybierał.
Koniec, kropka.
Dacey Finnegan
-
Stary wstał, więc po chuj się prujesz znów
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOna, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Skup się, Finnegan.
Seks. To ich łączyło. Właściwie wcale nie byle jaki seks, bo nawet przez chwilę nie było niezręcznie i nawet przez te kilka godzin 一 na randce i po niej 一 czuł się zrelaksowany i spełniony. Wątpliwości przyszły później. Po co mi było to wszystko? Jeden związek skończył się fiaskiem, a bez sensu było zaraz pakować się w drugi. Te całe jednorazowe numery też chyba nie były narazie dla niego, bo trzeba było się jednak wysilić, żeby dobrze się zaprezentować, no i żeby nie palnąć jakiejś głupoty. Skasował aplikację i zaraz o niej zapomniał, podobnie jak o Marsie. Teraz jednak, kiedy patrzył jak opada mu szlafrok, przypomniał sobie zdecydowanie prawie każdy szczegół. Szczególnie te najbardziej gorące.
Przekręcił oczami na wzmiankę o tym, że Mars był tu pierwszy. Był, no i co z tego? To jeszcze o niczym nie świadczyło. Potem wbił spojrzenie w jego krocze, kiedy ręcznik zsunął się niżej i dopiero po dłuższej chwili wzniósł wzrok wyżej, znowu na rozgniewaną, czerwoną ze złości i wstydu twarz.
一 No nie wiem, narazie siedzę i oglądam nagiego faceta w moim pokoju hotelowym 一 rzucił z przekąsem i cmoknął cicho, po czym wzniósł dłonie do twarzy i przetarł ją w wyrazie zmęczenia i trochę zniecierpliwienia. Zdenerwowanie Marsa nie robiło na nim dużego wrażenie, chociaż może gdyby nie był tak zmęczony, to pewnie prowadziłby kłótnie bardziej energicznie.
Nie miał siły na to, żeby teraz wychodzić i iść wyjaśniać sprawę na recepcję. Potrzebował snu, teraz, zaraz, natychmiast. Skrzywił się lekko, kiedy facet po prostu uwalił się na łóżku. Oh, niedoczekanie. Podniósł się z fotela, zsunął ze stóp buty, zostawiając je tam, gdzie stał, po czym wpakował się do łóżka i ułożył na boku, tyłem do Carringtona, zakładając na leżąco ręce na klatce piersiowej i zamykając oczy.
On teraz idzie spać i nic, ani nikt, go z tego łóżka nie wyciągnie.
mars carrington
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dlaczego był taki durny?
Co kierowało nim, gdy uśmiechał się do Daceya i tak chętnie angażował się w cielesne pieszczoty? Jak mógł nie zauważyć, że to fatalny wybór?
Mogąc obserwować informatyka, nie na żarty przeraził się, iż ten wtedy także nie dbał o higienę i dziękował sobie, że to było tylko jedno spotkanie.
Pierwszy raz w życiu cieszył się, że zapomniał haseł i że nie udało mu się ich odzyskać. 一 W twoim pokoju? W twoim pokoju? 一 powtórzył dwukrotnie, nie mogąc zaakceptować absurdu sytuacji, w której się znaleźli. 一 Wyjaśnijmy sobie to raz na zawsze, Finnegan. To mój pokój. Mój i nie wiem, co chcesz osiągnąć tym swoim panoszeniem się. Na razie robisz z siebie jedynie klauna 一 skwitował, dumny z tego, że udało mu się powiedzieć tyle nieprzyjemnych słów za jednym zamachem.
Zazwyczaj Carrington nie był mistrzem riposty i te najlepsze przychodziły mu do głowy dopiero parę godzin po konfrontacji, dlatego teraz na jego twarzy widniał szczególny rodzaj uśmiechu wyrażający dumę.
Niestety szczęście nie trwało zbyt długo. Wszystko działo się za szybko i szło zdecydowanie w złą stronę; apogeum zaś nastało, gdy Dacey położył się obok niego. Właśnie wtedy Mars poczuł, że zbiera mu się na wymioty. Zachowanie informatyka było obrzydliwe i wychodziło poza pojmowanie analityka, który nie rozumiał, jak można być taką świnią.
Zagryzając mocno zęby, pośpiesznie odsunął się od brudnego ciała Finnegana; samo wyobrażenie tego, że zarazki przechodziły na niego sprawiało, że robiło mu się słabo i że już teraz chciał wyparzyć się we wrzątku. 一 Dacey! 一 krzyknął, sięgając po mniej wygodną poduszkę, na której i tak nie zamierzał spać, by ich od siebie odgrodzić. 一 Dacey, masz w tej chwili wstać. Jesteś obrzydliwie brudny! Poza tym, co to za popieprzony pomysł?! Nie będziemy spać razem 一 kontynuował, szturchając go poduszką (z oczywistych względów nie mógł dotknąć go ręką).
Dacey Finnegan
-
Stary wstał, więc po chuj się prujesz znów
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOna, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Narazie jednak musiał uporządkować tego wkurzającego typa na tyle, żeby mógł w ogóle zasnąć, a co dopiero przespać odpowiednią liczbę godzin, żeby funkcjonować. Poza tym był na szkoleniu, więc jutro miał i pracę do zrobienia. Kiedy już się ułożył na łóżku podejrzewał, że wcale nie będzie łatwo, no i się nie mylił. Zaraz typ zaczął krzyczeć i podniósł raban.
一 Głupi jesteś? Nie chcę z tobą spać. Chcę spać obok ciebie 一 wyjaśnił, jakby rozmawiał z osobą upośledzoną umysłowo. Westchnął ciężko, podejrzewając, że ten mu nie da spokoju, więc wpadł na pewien pomysł. Skoro tak mu przeszkadzało, że się położył w ubraniach, to znajdzie jeszcze resztki energii, żeby się rozebrać i…
一 W takim razie idę pod prysznic 一 oznajmił, energicznie podniósł się i ruszył pospiesznie w stronę łazienki. Cofnął się jeszcze w pewnym momencie, ściągnął z Marsa ręcznik i pobiegł do pomieszczenia obok, po czym zamknął drzwi na klucz i niewiele sobie robiąc z jakichkolwiek protestów, zdjął ciuchy, powiesił ręcznik na drzwiach kabiny i wskoczył pod prysznic, pod strumień ciepłej wody. W pewnym momencie skrzywił się lekko i przekręcił oczami, nie dowierzając że właśnie musiał się myć dla świętego spokoju. Chociaż może w międzyczasie Mars po prostu sobie pójdzie?
Umył się dokładnie, a potem nawet wypucował zęby (szczoteczką i pastą Marsa), po czym wytarł się ręcznikiem, który zdarł z Carringtona i owinął się nim wokół bioder. Podszedł bliżej drzwi, ostrożnie je uchylił i wyjrzał na zewnątrz, chcąc się przekonać czy ten męczący typ dalej tam będzie, czy już zabrał się i poszedł (oby na dobre).
mars carrington
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
一 Na jedno wychodzi, spierdalaj stąd 一 mruknął pod nosem, mając gdzieś to, czy Dacey go usłyszał, czy też nie. Mars był zmęczony; miał dość tej patowej sytuacji i chciał po prostu świętego spokoju. Czy to naprawdę było aż tak dużo?
Okazywało się, że Finnegan był jeszcze bardziej nieprzewidywalny
一 Ja pierdolę 一 syknął. Był wściekły; był tak z ł y, że nie potrafił nawet wyrazić tego za pomocą znanych sobie emocji.
Jedno było pewne; Mars Carrington nienawidził Daceya całym sobą i życzył mu wszystkiego, co najgorsze (gdy dotarło do niego, że myślał o tym, że mężczyzna mógłby się przewrócić pod prysznicem, na jego twarzy pojawił się rumieniec).
Słysząc dźwięk wody, zdecydował się podnieść. Pośpiesznie 一 bojąc się, że Finnegan w każdym momencie mógł wyjść z łazienki 一 naciągnął na siebie czystą bieliznę, a potem wrócił do łóżka, które traktował niczym fortecę.
Wolał sobie nie wyobrazić, co Dae robił w łazience, ale gdy dostrzegł go wychodzącego z pomieszczenia, poczuł się fatalnie. 一 Skoro się już umyłeś, możesz się stąd wynosić 一 bąknął, starając się położyć jak najbardziej po środku łóżka, co miało sprawić, że dla tamtego zabraknie miejsca.
I choć Marsa to brzydziło, czuł że nie miał wyjścia, bo rozwiązanie miało mu zagwarantować dłuższy spokój.
Dacey Finnegan
-
Stary wstał, więc po chuj się prujesz znów
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOna, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Kiedy szorował zęby szczoteczką Marsa, spoglądał na swoje odbicie w lustrze i widział zmęczony wyraz twarzy i lekkie cienie pod oczami, świadczące o tym, że był już naprawdę bardzo zmęczony. Nie dość, że na pewno nie miał energii na walkę o inny pokój z recepcją hotelu, to nie miał jej też już na kłócenie się z typem, który pewnie dalej czekał w sypialni i miał zamiar okupować łóżko, jakby było najważniejszą w jego życiu twierdzą. Dlaczego nie mógł po prostu odpuścić i iść do innego pokoju albo po prostu zrobić mu miejsce, pójść spać i jutro by wszystko wyjaśnili razem.
To niesamowite, że był w stanie stworzyć w głowie taki prosty i spokojny plan, który w tamtej chwili wydawał mu się nawet całkiem normalny. To wszystko przez to zmęczenie, na pewno. Kiedy wyjrzał z łazienki, zobaczył mężczyznę zajmującego środek łóżka, z bardzo dużą dokładnością i ten widok sprawił, że poczuł rozbawienie. Właściwie może nawet mógł sobie pójść, ale ta sytuacja była nagle jakby ciekawsza.
一 Mógłbym. Ale tego nie zrobię, bo to mój pokój 一 powiedział całkowicie poważnie, po czym bez skrępowania zerknął co Mars miał na sobie i kiedy zobaczył, że tylko bieliznę, nie powstrzymał głupiego uśmiechu. Dalej w samym ręczniku wszedł na łóżko i położył się jak najbliżej drugiego mężczyzny, tak blisko, że ciasno stykali się ramionami i wtedy zaczął się wiercić, spychając go trochę na bok. Postanowił bardziej się z nim podroczyć.
一 A może to miało być przeznaczenie? A może sam to ukartowałeś? Wiedziałeś, że tu będę? Tęskniłeś? Wydajesz się taki spięty, że może na coś liczyłeś? 一 mówił, przekręcając się jednocześnie na bok i opierając głowę na zgiętej w łokciu ręce. Przyjrzał się uważnie jego twarzy, po czym uśmiechnął lekko, zawadiacko. Wiedział, że na pewno nic z tych rzeczy nie było prawdą, ale miał spaczone poczucie humoru, które pogłębiało się jeszcze bardziej, kiedy był padnięty. Mówił wtedy różne głupoty, aby chwilę później spać jak dziecko, zmieniając pozycje snu czasami nawet co kilkanaście minut. Bardzo się wiercił w łóżku. Chyba, że zasypiał pijany. Wtedy spał jak kłoda
mars carrington
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kto normalny używał cudzego ręcznika?
Czym umył się Dae, skoro jego walizka pozostawała nierozpakowana?
Skąd miał pastę i szczoteczkę, by...
Myśl uderzyła w niego z taką siłą, że musiał powstrzymać odruch wymiotny. Manifestował pomyłkę, ale wszystko wskazywało na to, że ten brudas wykorzystał jego szczoteczkę. Jego czystą szczoteczkę do z ę b ó w. Gdzie była policja, która powinna go aresztować za niszczenie cudzej własności?
一 Żałuję wszystkiego, co się między nimi wydarzyło 一 wypalił, nie mogąc powstrzymać narastającej ochoty rzucenia wszystkiego w cholerę i wrócenia do Toronto. W jego głowie wciąż była setka niejasności, ale na etapie, na którym się znajdowali, nie miał w sobie wystarczająco sił, by zadawać pytania i drążyć trudne tematy.
Bezpieczniej było się od wszystkiego odciąć; wierzył, że lepiej na psychikę miało zadziałać zdystansowanie się niż kontynuowanie rozmowy, która przyprawiała go o silny ból głowy.
一 Zamknij się 一 polecił, nie będąc w stanie słuchać kolejnych słów, które opuszczały usta informatyka. 一 Zamknij się i idź wreszcie spać, bo mam cię dosyć. 一 Poddał się; przynajmniej na razie podpisywał akt kapitulacji, bo nie miał siły na ciągnięcie tej pozbawionej sensu dyskusji.
Żałował, że nie miał więcej siły, przez co Dacey zepchnął go z środka łóżka, ale to już nie miało znaczenia; uformowawszy granicę z poduszek 一 porzygałby się, gdyby dotknął informatyka przez sen 一 odwrócił się do niego tyłem, zaś ułożywszy się wygodnie, starał się zasnąć.
Zasnął zaskakująco szybko; w naturze Carringtona leżało rozkładanie się na łóżku, dlatego w pewnym momencie nieświadomie przysunął się do informatyka i wtulił się w jego ciało. Ciepłota drugiego ciała podnosiła komfort odpoczynku; dopóki Mars nie wiedział do kogo się przytula, czuł się naprawdę w y ś m i e n i c i e.
Dacey Finnegan
-
Stary wstał, więc po chuj się prujesz znów
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOna, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Właściwie nic do Marsa nie miał, oprócz tego, że ten stał na przeszkodzie jego zasłużonego snu. Kiedy jednak odpuścił i przestał się kłócić i odgrażać, Dae poczuł się całkiem zadowolony, tym bardziej, że po prysznicu zmęczył się jeszcze bardziej i od razu zrobił strasznie senny. Nie przeszkadzało mu co on tam gada, był marudny, bo może jeszcze nie dosyć zmęczony, ale Finnegan już nie miał siły bardziej go męczyć. Naciągnął na siebie świeżą kołdrę, przekręcił się, wyciągając jedną z rąk w bok i zamknął oczy, a potem błyskawicznie odpłynął do krainy snów. Nie chrapał, więc chociaż to mogło działać jakoś na jego korzyść (i na korzyść Marsa).
Tak się akurat złożyło, że Dacey również bardzo często wiercił się w łóżku i był dosyć dotykalski, kiedy tylko miał kogo dotykać. Jego była dziewczyna nie zawsze to lubiła i często budziła go w środku nocy i syczała, żeby przestał ją macać, bo nie może spać albo po prostu od razu wstawała i przenosiła się na kanapę. Po ich rozstaniu, jeżeli zapraszał kogoś na jednorazowy numer, czasami cały weekend, jeżeli poznał kogoś z daleka, to mógł to robić w sumie bez ograniczeń, bo wiadomo że takie spotkania miały się skupiać właśnie wokół tego. Z Marsem, z tego co kojarzył, też bardzo dużo się przytulał.
Tak, jak teraz.
Nie miał pojęcia kiedy to się stało i nawet do końca nie kontaktował co się dzieje, bo działo się to w dużej mierze przez sen, ale po kilku zmianach pozycji, wtulali się już w siebie, a ciepło drugiego ciało sprawiło, że lekko się uśmiechnął, bo akurat lubił taką dozę czułości, szczególnie kiedy był na granicy snu, co już samo w sobie było błogie. To było dla niego niemal automatyczne, że kiedy zbliżyli się do siebie tak bardzo, to odnalazł jego usta i przycisnął do nich własne, łącząc je w pocałunku.
Oczy miał zamknięte, częściowo chyba śnił, a częściowo umilał sobie czas, nawet nie będąc pewnym czy to rzeczywistość, czy tylko przyjemny sen. Nic go jednak nie powstrzymywało, bo czemu by miało? Podczas takich miłych snów brnął w nie dalej, nigdy nie chcąc się z nich wybudzać. Czy ktokolwiek chciał? Raczej wręcz przeciwnie, prosiło się w duchu, aby z takiego błogostanu się nie wybudzać.
Błądził więc po gorącym ciele mężczyzny, oddychał spokojnie, pozwalając mu również wtulić się w siebie, pozwalając mu się obejmować i dotykać, pozwalając mu wsunąć sobie język między ciepłe, wilgotne wargi, reagując na to tylko coraz większym podnieceniem, uśmiechając się, kiedy tylko mógł, ocierając się stopami o jego stopy, wsuwając kolano między jego uda.
mars carrington