-
Ex gwiazda tenisa, a teraz raczkująca modelkanieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Uwaga nie było ostatnio jej konikiem ale czy to wymaga tłumaczeń? Dawniej jej nazwisko na pasku wiadomości leciało w kategorii sukcesu w sporcie lub jego braku gdy przegrała. Teraz? Widząc przy tym historię, którą dopisała sobie prasa i telewizji, nic tylko załamać ręce i się pochlastać. Trochę miała taki zamiar gdy doszło do rozmowy z wciąż bądź co bądź mężem. Primose był zawsze dla niej kimś poważnym, odpowiedzialnym i ułożonym w kwestii rozstrzygania pewnym spraw. Ale tutaj nie była pewna niczego, nie umiała się od niego dowiedzieć czegokolwiek, nawet nie potrafiła z nim porozmawiać. Wszystko więc w niej kumulowało się podwójnie, złość i niewiedza a w tym wplątanie w to wszystko z racji samego bycie jego żoną? To chyba logiczne, że doszło do wybuchu z jej strony, do mocnych słów i kłótni wręcz, która przeszła w rzucanie szkłem i talerzami. Niestety przy okazji takich akcji musiała rozciąć sobie dłoń i całe szczęście, że była to tylko dłoń lewa, a nie ta którą władała na korcie. Nawet pomimo zakończenia kariery, nie chciała sobie popsuć jej, jasne? To wszystko ją przerosło w nadmiarze, cała sprawa z mężem, rozwód który chodził po jej głowie oraz sam fakt, że musiała porzucić kort na rzecz kontuzji. To był już wulkan emocji z którym nie zamierzała walczyć czy konfrontować się. Pech jednak chciał, że rzucając szkłem sama siebie w tym wszystkim uszkodziła, czego powagi nie była świadoma. Dopiero krople krwi na marmurowej posadzce w korytarzu, wprawiły ją w stan gotowości. Nie mogła prowadzić ani prosić mężusia, postawiła więc na taksówkę. Plan był prosty i zakład szybkie szycie w szpitalu, chociaż tego od ręki być pewna też nie mogła, nie znała nawet rozmiaru swego urazu bo szybko zakryła dłoń czystym ręcznikiem. Z wszystkich tych rzeczy ostatnie co miała w planach to płacić za uwalenie samochodowej kanapy krwią, jeszcze czego!
Była w emocjach to na pewno trzeba jej oddać, ale to wszystko waliło się razem, to całe życie które budowała, ten facet który miał być tym jedynym i wymarzonym. Zadusiła się w życiu, które dotąd miała jasno ustalone i dyktowane pod tenis, którym to żyła. Chwile jej zajęło dotarcie do szpitala, ale na szczęście tego wieczoru chyba nie było aż takich korków. Sama nie wzięła nic oprócz swojej bagatelnie drogiej torebki, w której liczyła się z tym, że ma swoje dokumenty. Już jej historii wystarczyło na ten cały Boży dzień, a przecież miało być tak prosto, być dorosłym w sensie. Na informacji w samym szpitalu trochę spędziła, zanim została pokierowana na odpowiedni oddział, gdzie ktoś miał zająć się jej raną.
- Dobry wieczór! Ja tutaj z rozcięciem wewnętrznej części dłoni. Pani stwierdziła, że jest za głębokie i potrzeba szyć... - wyrzuciła z siebie już milej, bo nie chciała być suką także w szpitalu. Jedyną osobą na którą przelewała swój jad aktualnie był mąż, ale to mógłby się domyślić każdy kto ich znał czy rozpoznawał. Jakby nie patrzeć sama widziała już od jakiegoś czasu te dziwne spojrzenia, teraz czekała jedynie na pytania co jej mężuś, że tak to ujmę - odjebał. Była jednak tutaj dla siebie, a nie dla niego także chociaż na chwilę miała chęci odpocząć od tego syfu...
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Praca chirurga była wymagająca. By osiągnąć konkretny poziom były potrzebne wyrzeczenia, krew, pot i łzy. Ivy nie pamiętała, kiedy ostatnio przespała całą noc. Szesnastogodzinne dyżury potrafiły ciągnąć się w nieskończoność. Harrison otwierała oczy, a dni przeszkadzały między sobą. Wystarczyło jedno mrugnięcie. W dyżurce drzemki wydawały się jej męczarnią. Niewygodna kanapa, drący się obok narkoman właśnie przyjęty na SOR i chrapiący kolega śpiący na krześle biurowym. Idealne warunki do regeneracji sił.
Gdy zadzwonił komunikat o nowym przyjęciu, otworzyła zdenerwowana jedno oko. Brew drgała jej z przemęczenia oraz z za dużej ilości kofeiny. Kawa i energetyki wydawały się być przyjaciółmi rezydenta. Tylko i je dało się przedawkować. Ivy wyglądała jak trup, wychodząc z dyżurki. Zdążyła związać włosy w wysokiego kucyka. Kilka razy mocno uderzyła się w twarz, próbując się ocucić. Wzięła głęboki oddech, ruszając prosto przed siebie.
Od pielęgniarek wzięła tablet z kartą pacjenta. Florence Quinn. Coś jej to nazwisko mówiło, ale przy intensywnym życiu z Dante oraz romansem z medycyną, nie miała czas na plotki. Założenie szwów. Idealnie. Właśnie miała je potrenować. Poprawiła swojego kucyka, wymusiła pojawienie się uśmiechu na twarzy, a jej oczy delikatnie rozbłysnęły z ekscytacji. Takich pacjentów mogła przyjmować. Bez lewatywy dzień stawał się piękniejszy.
— Dobry wieczór — zaczęła, poprawiając sobie niesforny kosmyk włosów za ucho. Sekundę później miała na sobie plastikowe, różowe rękawiczki. Własne bezpieczeństwo oraz sterylność były jednymi z ważniejszych reguł — nie panikuje Pani? — zagadnęła Ivy, a na jej twarzy wymalował się błogi uśmiech. Spojrzała wyczekującym wzrokiem na dłoń kobiety.
— Proszę pokazać mi ranę, muszę ją ocenić — mogła być rezydentką pierwszego roku, ale ocenianie ran przychodziło jej z łatwością. Podobnie jak zakładanie prostych szwów. W razie konieczności zawoła lekarza prowadzącego — jest pani szczepiona? — zagadnęła, przyglądając się ranie. Jednocześnie próbowała ją na bieżąco tamować. Jakiekolwiek skaleczenie wewnętrznej części dłoni było niebezpieczne. To miejsce było zbyt ukrwione, by traktować je zbyt łagodnie — i czym dokładnie Pani to sobie zrobiła? — dopytała, a w głowie powtarzała sobie całą procedurę. Wszystko musiało zostać wykonane idealnie.
-
Ex gwiazda tenisa, a teraz raczkująca modelkanieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
W całym tym chaosie i zamieszaniu miała na tyle rozumu aby nie prosić go o podwózkę, ani samej nie siadać za kółkiem. Szpital był nie daleko więc mogła sobie poradzić i coś zamówić w jedną i w drugą stronę. To też dawało jemu czas do namysłu i szybszej może ewakuacji z ich wspólnego domu. O tym nie myślała na pewno teraz za dużo bo całą uwagę zabierała jej rana oraz nieco piekący ból. Dzięki Bogu sprawnie przeszła przez pierwszy etap, ktoś ją pokierował i nawet obyło się bez głupich spojrzeń. Chyba. Chociaż tych to spodziewała się przez następne tygodnie może i nawet więcej do póki nie wyjaśni się to wszystko lub dwa - póki sama nie wróci do swego nazwiska Montgomery.
- Za dużo stresu, adrenaliny i wkurwienia mam w sobie jednocześnie.. - przyznała z delikatną dozą irytacji, która dalej w niej siedziała. No bo to zawsze wina faceta, nie? Powstrzymała się jednak od patrzenia gdy pierwsza pielęgniarka zamieniła jej kuchenny ręcznik przytkany do rany na coś świeżego, czystego. Po pewnie chwili zajęła jednak wyznaczone miejsce i była gotowa na dalszy etap oceny tego całego draśnięcia. W jej mniemaniu. Nie była przekonana czy potrzebne jest szycie, ale bynajmniej radowało ją chociaż to, że to nie ręka którą od czasu do czasu wciąż pogrywa.
Przyglądając się młodej kobiecie, miała lekki dylemat czy aby na pewno ogarnie ona jej problem tak jak należy. Wyglądała na młodą, pewnie na początku swojej kariery czy przygody ze szpitalem, ale... w końcu odsunęła zawinięcie aby pokazać jej wierzchnią część lewej dłoni. - Jestem. Mam wszystkie te ubezpieczenia też i inne cuda. - stwierdziła, przymykając jedno oko aby jednak nie patrzeć w stronę tej dłoni. Adrenalina i chwila robiły swoje ale jej niechęć do takich rzeczy była trwała od dawien dawna. Pamiętała w sumie jeszcze czasy gdy rozwaliła kolano i wyła wtedy wręcz z bólu oraz... żalu, że to może być faktycznie koniec jej kariery. - W skrócie? Rozwaliłam trochę szkła w domu w porywach. Chciałam też coś zgarnąć ze swojej drogi i chyba źle chwyciłam, że... ta ostra część mnie zraniła. - wyznała, pomijając już cały back line, który za tą historią stał. Ostatnie co miała w głowie to zwierzać się z problemów czy też po prostu nasuwać komuś kim jest i jak się nazywa. Wystarczyło jej to, że sama widziała jak jej aktualne nazwisko przebija się na tym jebanym żółtym pasku w telewizji. Jak u kryminalisty jakiegoś!
Ivy Harrison
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Była młoda, ale swoje w szpitalu już przepracowała. Kilka intensywnych miesięcy bardziej przypominały lata. Kofeina, podręcznik do anatomii oraz skupiony wzrok Ivy na konkretnych przypadkach. Niektórzy widzieli w niej tylko ładną blondynkę. Aż kusi być rzucić żartem: czym różni się blondynka od papieru toaletowego? Papier się rozwija. Tylko Harrison nie była stereotypowa.
— Wie Pani co, jak się denerwuję, to przeklinam — powiedziała spokojnym tonem na słowa Florence. Nie spodziewała się takich słów. Ivy wielokrotnie przekraczała własne granice nerwów. Była w stanie rozszarpać Dante, ale nigdy nie dochodziło do ataków fizycznych. Wybuchała płaczem, bezradnością, lub uciekała do ukochanej przyjaciółki — następnym razem proponowałabym to samo — dodała, unosząc kąciki ust. Jej ton był grzeczny, naturalny, a przede wszystkim pozytywny. Nie przepadała za denerwowaniem pacjentów. Zwłaszcza przy zakładaniu szwów ważne by serce spokojnie im biło.
— Mhm — wymruczała blondynka. Uwielbiała seriale medyczne. Zwłaszcza była fanką dr House i z niego nauczyła się jednej bardzo istotnej rzeczy. Wszyscy kłamią. Nie ma przed tym żadnego ratunku. Ludzie nie potrafią zdobyć się na szczerość, nawet gdy chodzi o ich własne życie — w razie czego jednak podam antybiotyk — dodała po kilku sekundach. Skupiła się na oglądaniu rany. Cztery szwy. Rana nie wydawała się zbyt głęboka. Nie widziała ani kości, ani ścięgien.
— Czuje pani drętwienie palców? Mogłaby Pani nimi poruszać? — zapytała łagodnym tonem, czekając na reakcję ze strony kobiety. Pełen wywiad zostanie odhaczony. Oby tylko nie miała paniki przed igłami — podam pani znieczulenie, zablokuje ono uczucie bólu — odwróciła głowę w stronę pielęgniarki, prosząc o farmaceutyk. Blokował on działanie nerwów, dzięki czemu szwy zostaną założone szybko i skutecznie.
— Czyżby facet Panią zdenerwował? — spytała w momencie podania zastrzyku, by odwrócić uwagę kobiety od niego. Krótkie ukłucie, a przy obecnym poziomie jej zirytowanie nie powinna zwrócić na to uwagi.
-
Ex gwiazda tenisa, a teraz raczkująca modelkanieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Powiem szczerze... pierwszy raz mi się zdarzyło tak wybuchnąć. Zazwyczaj rzucam piłeczkami na korcie do tenisa, ewentualnie rakietą. - dodała, ale w sumie nie było w tym nic złego, sama z siebie i własnej głupoty umiała się zaśmiać. To lepsze niż spięcie pośladków i płacz bo ją boli ręka. Rozmowa i śmiech to zawsze coś dobrego na poprawę stanu zdrowia czy sytuacji. Jej akurat zawsze lepiej wychodziło kontakt z doktorem, męską jego wersją ale to chyba z wiadomych przyczyn. Aktualnie była jak wypuszczona na łowy, po życiu przez dziesięć lat u boku jednego faceta, nagle odkrywała świat i jego piękne oblicze. Chociaż blondynka też miała pewne atuty, które na bank kusiły ludzi gdy do niej tutaj wpadali z własnej czy nie, głupoty. Pal sześć jednak to, była tutaj póki co dla samej rany, bo skoro należało szyć, to może i mniejsze będą z tego powodu straty - czytaj, mniejsza blizna na przyszłość.
- Oddaje się w Pani ręce, jeśli potrzeba to może być i antybiotyk. Mam tu kartę od dzieciaka, więc tam pewnie jest wyszczególnione na co mam alergię, tak na zaś.- nie żeby ją chciała medycyny uczyć, to jej była broszka co i jak, Quinn mogła jedynie się przyglądać, patrzeć jej na ręce. Z jakiegoś powodu tu wylądowała, więc chyba mogła mieć spokojną głowę o własne zdrowie, no nie?
- Drętwienie? Nie, nie mam raczej. Może trochę bo zaciskałam rękę i palcami ściskałam ręcznik aby krew zatamować. Chyba nie jest tak źle? Mogę spojrzeć? - i to było na tyle z bycia twardą, bo pewnie lekko się przeraziła na tą szramę, prawie jakby się nożem pocięła albo ów nóż na swojej dłoni zablokowała przed atakiem. Sama nie wiedziała czy ma się śmiać czy płakać ale na tą chwilę starała się jeszcze trzymać. Przytaknela głową na znak, że rozumie zamysł całego znieczulenia i nawet starała się nie patrzeć na wielkość szczykawki, co by nie robić sobie z tego tytułu niesmaku. Kto jak kto ale ona nie lubiła wcale szpitali, już ostatnia operacja na kolano była dla niej ciężka, także pod kątem zdrowia psychicznego. Potem cała fala złych informacji i żmudna rehabilitacja, która gówno jej dała oprócz tego, że mogła chodzić i zginąć kolano. - Tak! Przecież wiadomo, że zawsze w każdej sytuacji to wina faceta! Wie Pani co ja aktualnie przeżywam? Szkoda nawet gadać, tu lepiej wypić coś! Będę mogła w ogóle po antybiotyku?- gadanie było proste, paplanina słów dla rozluźnienia i zapomnienia o całym gównie, które czeka za drzwiami szpitala, o szczykawce i potem całym procesie szycia. Chyba faktycznie najlepiej byłoby po wszystkim wypić coś mocnego dla zapomnienia.
Ivy Harrison
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Momentami Ivy czuła się zmęczona zachowaniem pacjentów. Świadomie nie wybrała się na psychiatrię, by móc skupić się na przypadkach, a nie samych ludziach. Te dwie sprawy zawsze były powiązane, ale nie w tak dużym stopniu. Jakie było jej zdziwienie, gdy okazało się, że teraz tym bardziej musiała zachowywać się empatycznie. Nawet jeśli nie do końca rozumiała wszystkich pacjentów.
— Lepiej w ogóle nie rzucać — mruknęła Ivy pod nosem, biorąc głęboki oddech. Liczyła w głowie do dziesięciu. Zmęczenie zmniejszało dotkliwie jej pokłady cierpliwości — nigdy nie wiadomo, kiedy coś zmienia się w bumerang — stwierdziła poważnym tonem, wzruszając ramionami. Taka butelka szkła powróciła do Quinn. Nie wiadomo, co będzie następne. But, butelka, a może chloroform? Lepiej uważać na własne czyny.
— Cudownie — wymruczała lvy. Nie wchodziła już w dyskusję z kobietą. Jej szczepienia mógł mieć lekarz rodzinny, lub sportowy, nie szpital skupiający przede wszystkim specjalistów. W karcie nie odnotowała nic na temat żadnych chorób, powikłań, więc postanowiła potraktować komentarz po macoszemu.
— Niech pani nie patrzy — skwitowała krótko Ivy, wbijając karcący wzrok w kobietę. Jeszcze wymiotów jej było trzeba w tej absurdalnej sytuacji — prawdopodobnie uszkodziła pani jedno z naczyń krwionośnych, ale... będziemy obserwować — dodała całkiem uprzejmym tonem, wpatrując się jeszcze raz w ranę. Nie wyglądała źle, po mniej niż tygodniu zdjęcie szwów — nie wygląda, żebyśmy mieli Pani coś amputować — stwierdziła półżartem, półserio. Momentami lubiła się drażnić z innymi ludźmi. Nawet z najbardziej wymagającymi pacjentami.
— Na antybiotyku się nie pije alkoholu — odpowiedziała krótko Ivy, wzdychając ciężko. Nie pije się, o ile znowu nie chce do niej trafić szpitala — zaleciłabym raczej dobrego terapeutę i psychiatrę. Leki na uspokojenie, kubek melisy, a przede wszystkim rozmowę — dodała spokojnym tonem, rozpoczynając zszywanie. Miała już do tego sprawę. Szyła świńską skórę, sztuczną skórę, a nawet skórkę od pomarańczy, po nich miała już kilkunastu pacjentów. Idealne szwy mogłaby wykonywać ze zamkniętymi oczami — faceci to idioci, ale nie ma potrzeby marnować na nich energii — wkurwiają, ale są. Mogła wiele złego powiedzieć na temat Dantego, ale to przy nim potrafiła odnaleźć samą siebie.
-
Ex gwiazda tenisa, a teraz raczkująca modelkanieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Prawda? No ale nie zawsze się da wytrzymać z emocjami, które burzą w nas wszystko. Niech zgadnę, ile miała Pani takich głupich przypadków? - rzuciła w kontrze, chociaż nie grała jej tu grymasić czy ją zniechęcać na starcie. Sama miała trudny okres i frustrowało ją wszystko od tego jak wyszła na reklamie sportowych ciuchów po znów kolejne plotki na jej temat czy teraz grubą aferę ze strony męża. Nie dociekała już szczegółów co i jak, czy w ogóle był jakiś transfer i przepływ informacji między szpitalami i tak dalej. Ona też nie do końca ogarniała wszystko grając jeszcze w tenisa na tak poważnym poziomie. W teorii od wszystkiego miała ludzi, od zwykłych osób zajmujących się prawnie jej wizerunkiem, po trenerów i fizjoterapeutów, może także i prywatnych lekarzy, którzy dopuszczali ją do gry i turniejów.
- Aż taka tragedia??!! - nie uspokoiła jej tymi słowami, ale starała się nie wiercić i siedzieć na dupie. No bo co to dla niej? Milion razy pobierano jej krew czy robiono testy także pod kontem dopingu, a to uwłaczało gdy musiała sikać do kubeczka i takie tam. - Cholera, jedyny plus to taki, że to nie prawa ręka. Lubię grać w tenisa. Dużo. - to była jak ulga, gdy kontuzja nie dotyczyła jej prawej ręki, którą wciąż mogła w razie czego sobie pograć bez strachu, a to było już dla niej dużo. Gdy tak powiedziała Harrison o samej amputacji, to trochę się zdziwiła i nawet uniosła brew, z tego jej czarnego humoru. Ciekawe ile ludzi tak pocieszała, ale.. dała sobie spokój z komentarzem, który mogła by uznać za gburowaty, a przecież Florence prawie całe życie walczyła o jak najlepszą prasę na swój temat.
- Śmieje się! Co Pani! W sensie mogłabym się napić w Pani towarzystwie. Umie Pani resuscytacje i ogólnie w razie problemu coś podać, prawda? To może pójdziemy w to? Widzę, że dłuży się ten Pani dyżur i już ma mnie Pani dość, więc zakładam ciężką zmianę. - stwierdziła ze śmiechem, za dużo też było w tym "Pani", a przecież laska wyglądała nawet na młodszą od niej! No i kultura wymagała tego wszystkiego co się powinno i należy i bla, bla. W trakcie szycia może i zapadła cisza i była to chwila skupienia dla samej Ivy, ale Quinn z kolei musiała się odezwać aby odciągnąć myśli od ciągnięcia, które odczuwała w trakcie samego szycia. - Jestem Florence. Nie wiem czy mówić nazwisko, podobno jest w topce aktualnie złej prasy w Toronto. - wyznała, tak w aluzji, że to nie jej wina a bardziej faceta z którym przyszedł jej pomysł się żenić. To nie tak, że go nie kochała czy coś, wręcz przeciwnie - to była typowa pierwsza miłość, ta która ponoć potrafi mocno chwycić za serce i gardło..
Ivy Harrison
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Spojrzała na kobietę z lekkim pobłażaniem w oczach. W trakcie dyżurów spotkała sporo dziwnych osób. Każdą z nich nie potrafiła zrozumieć. Z jakiegoś powodu trafiali do szpitala. Czasami z powodu własnej głupoty. Momentami trudno było sobie wyobrazić, co ludzie potrafili włożyć do ciał. Przy każdym przypadku Ivy starała się zachować się profesjonalnie. Bywały chwile, gdy chciała zareagować śmiechem, ale takie opowieści zostawiała przy dobrym piwie.
— Jesteś pierwsza — skwitowała dość krótko. Widziała narwane kobiety bijące się po zdradzie mężczyzny. Bezdomnych potrzebujących pomocy. Naćpanych ludzi gadających od rzeczy. Za to jedyny raz spotkała się z kobietą cierpiącej przez własną głupotę. Nie jej zadaniem było ocenianie pacjentów.
— Krew, mięśnie, miękkie tkanki — rzuciła od niechcenia. Nie było źle, nie było tragicznie. Standardowy człowiek nie chciał oglądać takich widoków. Wolała oszczędzić ich tenisistce. Łatwiej było zszywać pacjenta nieskupionego na własnych ranach — zawodowo, czy bardziej hobbystycznie? — zagadnęła, próbując zmienić temat. Pozytywne myślenie, skupienie się na błahostkach, a przede wszystkim na pozytywnych bodźcach. To jedne z zasad, które były im wtłaczane na studiach medycznych. Pacjent skoncentrowany na życiu codziennym wydawał się być łatwiejszy w obyciu. Jego serce pracowało wolniej, mięśnie się rozluźniały, a tętno spowolniało.
— Nie, to poważne zalecenie — powiedziała, nie odrywając wzroku od dłoni Florence — nie piję z pacjentami. To nie na miejscu, by proponować coś takiego. Resuscytacja nie pomoże na marskość wątroby — pewien dystans powinien istnieć między lekarzem a pacjentem. Mogła później już jej nie widzieć, ale Ivy nie łamała zasad. Starała się być profesjonalistką, dla której istniały granice nie do poruszenia.
— Mam personalia w karcie, pani Quinn — odpowiedziała, unosząc przez moment wzrok na blondynkę — doktor Harrison, miło mi — dodała bardziej uprzejmym tonem. Miała plakietkę, ale czuła się lekko zagubiona, wiedząc, że nie przedstawiła się kobiecie. Przymknęła na moment oczy i westchnęła cicho.
— Już kończę — powiedziała uprzejmym tonem, zakładając przedostatni szew. Była dumna ze swojego dzieła. Ostatni szew i będzie mogła puścić Quinn do domu.
-
Ex gwiazda tenisa, a teraz raczkująca modelkanieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Kiedyś zawodowo, dziś już tylko hobbistycznie. Czy zostanie mi po tym ślad? Kolekcjonuje ostatnio blizny więc..- pytała dla zasady aby wiedzieć czy coś będzie widać na jej dłoni, a akurat już miała kilka blizn z dzieciństwa czy z gry samej także gdy coś nie poszło po jej myśli. Do tego dochodził aspekt kolana i blizny po operacji, którą miała, a która jak do tej pory była jej największym szpitalnym koszmarem. Jakby nie patrzeć to skończyło i przekreśliło jej karierę, trudno aby dobrze to wspominała.
- Żartuje sobie oczywiście! Chociaż wino może wypije w samotności tym razem. Ostatnio to jedyne co mam, siebie. - dodała smutno, ciągle jednak trzymając się w tym aby nie uronić łzy, ani z bólu ani tym bardziej z beznadziejności w którą trafiła tak przypadkiem. Dwa lata temu była jeszcze szczęśliwa i miała wszystko pod kontrolą, w tym karierę i swoje życie miłosne. Aktualnie? Błądziła trochę ale także szukała na nowo sensu swego istnienia, chciała dojść do momentu gdy będzie przekonana, że da się dalej żyć i bez tenisa i bez... męża.
- Boże, faktycznie. Ale jestem głupia. Przepraszam tak w ogóle. Denerwuje się swoim życiem i pewnie gadam głupoty a przy tym ta ręka..- chciała się wytłumaczyć a lepiej też dla niej samej gdy gadała a nie skupiała się na tym co Harrison robiła z jej raną, jak łączyła skórę w szew i tak dalej. Czuła ukłucie, ale znieczuleniem robiło swoją robotę i było to wszystko do przeżycia jak najbardziej. Zatrzymała się wzrokiem na samym gabinecie i tym co wokół, aby chwilę się uspokoić i nie dać po sobie poznać, że wcale jej się aż tak nie spieszy. Nie miało do czego!
- Spokojnie, nie trzeba się spieszyć. Chyba, że kolejne ofiary losu czekają w kolejce do Pani. - sama z siebie umiała się śmiać, tym bardziej z własnej głupoty. - Dużo Pani zostało aby być pełnoprawnym doktorem?- ciekawiło ją to tak po prostu, lekarze wydaawali się być poważnymi ludźmi z anielską cierpliwością i do ludzi i do czasu jaki poświęcali na naukę i zdobywanie odpowiedniej specjalizacji. Ona sama pewnie by nie dała rady aż tak się temu poświęcić, wolała sport i prace mięśni, którymi sterowała wedle umiejętności i tego co wyćwiczyła. Medyczna wiedza? Tego było zbyt wiele.
Ivy Harrison
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Spojrzała na nią lekko zdziwionym wzrokiem, unosząc do góry jedną brew. Nie spodziewała się, że taki komentarz ktoś mógłby odebrać w sposób pozytywny. Widocznie Ivy musiała odebrać dziś jedną z ważnych nauk pod tytułem: czasami lepiej milczeć niż rozmawiać z pacjentami. Przymknęła na moment oczy, by uporządkować sobie zachowanie Quinn. Wzięła głęboki oddech, a do jej nozdrzy wdał się ostry chemiczny zapach związany z dezynfekcją rany.
— Chce Pani opowiadać ludziom o stoczeniu walki z rekinem? — dopytała, unosząc oba kąciki ust ku górze. Słyszała wiele męskich pacjentów, którzy kierowali się tą zasadą. Wydawała się być prosta. Nie każdy o wszystkim musiał wiedzieć, a piękne opowieści były ponad wszystko — nie wydaje mi się, żeby została blizna. Odpowiednie kremy i rana była zbyt płytka, żeby nabłonek się nie odbudował — powiedziała finalnie poważnym tonem, unosząc do góry kąciki ust. Blizn nie powinno się kolekcjonować. Zostawiały ślad po przeszłości, a człowiek powinien ruszyć do przodu, nie patrząc w tył za siebie.
— Na antybiotyku nie powinna Pani pić w ogóle — powtórzyła jak mantrę. Żaden kieliszek, żadne wino, whiskey, czy cokolwiek by wymyśliła. Czasem trzeba było dać żołądkowi odpocząć. Zwłaszcza kiedy dostawała się do żołądka ten specyficzny lek.
— Nie musi mi się Pani tłumaczyć — skwitowała krótko Ivy, unosząc wzrok na Melanie. Cokolwiek się stało dla niej ważny był skutek. Musiała odrobinę się skupić, by rana wyglądała idealnie. Przymknęła oczy, zastanawiając się nad dalszymi procedurami. Szwy wyglądały idealnie. Piękne, równe. Była sama z siebie dumna.
— Tu nie ma, z czym się śpieszyć — mruknęła Ivy, skupiona na zakładaniu pętołka. Ostatnie szlify i wszystko wydawało się być gotowe. Wykonała ich dwa, by mieć pewność, że nic nie będzie się pruło. — całe pięć lat. Skończyłam, pielęgniarka poda jeszcze antybiotyk. Ma Pani pytania? — dopytała, unosząc ku górze kąciki ust. Pacjentka opanowana, rana zszyta. Czekała na wątpliwości, odpowie na nie i ruszy spokojnym krokiem do dyżurki.