ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
170 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ex gwiazda tenisa, a teraz raczkująca modelka
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Słyszała od każdego, że powinna zwolnić i dać sobie spokój z przeciążeniem nogi, która była po operacji. Problem jednak był jeden i ten sam - to już było dwa lata temu, czas więc zagoił rany i fizyczne i psychiczne, dlatego też ona sama chętnie wracała na kort. Robiła to z pasji i faktu, że przez ostatnie dziesięć lat to był jej zawód i z tego też głównie żyła. Ciężko było wyrzucić z głowy, że nie powinna czy nie może. Już pal sześć mądrości bliskich osób ale słowa lekarza? Chociaż jego powinna potraktować poważnie, tym bardziej gdy był to lekarz z którym się przyjaźniła i trochę już znała, praktycznie od dwóch lat i pamiętnej operacji rekonstrukcji jej więzadeł i całego kolana. O tych wydarzeniach będzie pamiętać zawsze, a blizna na kolanie to wspomnienie będzie pogłębiać tylko.
Stanley był dla niej przyjacielem, kimś kto miał męskie spojrzenie na pewny sprawy i z którego rad czasami korzystała. Chętnie piła nim coś mocniejszego czy zachęcała do tego aby partnerował jej na korcie. Bo chyba nie ma lepszego sparingu niż ten pod kontrolą lekarza, no nie? Nawet jeśli widziała ten jego oskarżycielski wzrok to i tak mało sobie z tego robiła. Rakieta i piłka, to było coś z tym się łączyła, uciekając chętnie od problemów i realiów jej aktualnego życia. Wiedziała, że pewnie mężczyzna nie jest dumny z jej decyzji, ale skoro pojawił się na umówioną mini gierkę to chyba chociaż trochę się o nią martwił. To dziwne, że ich relacja była taka prosta i czysta, nie podsycona erotycznymi fantazjami czy flirtem, o który wielu mogłoby ich podejrzewać. Byli żywym dowodem na to, że przyjaźń między facetem a kobietą potrafi zaistnieć. W innym przypadku ktoś już dawno z ich dwójki dałby dyla i tyle byłoby z okazyjnych wspólnych wyjść na miasto czy wspominanej gry.
Florence na kort przyszła znacznie wcześniej, chcąc odprawić swój rytuał, ale także dobrze się rozgrzać, na tyle aby znów jej kolano nie strzeliło. W teorii nie napalała się na wielki mecz, ale ta adrenalina i chęć rywalizacji w sportowcu zostaje chyba do końca życia. To był jej konik i coś w czym czuła się dobrze, tracąc tą część swojego życia, czuła się jakby traciła cząstkę siebie. Mało kto potrafił to zrozumieć, mało kto także próbował.
Gdy się pojawił, pomachała mu z daleka rakietą, bawiąc się trochę z piłką, którą już na niej trzymała.z szafy wyciągnęła także stabilizator na kolano, co by pewnie je trzymało i amortyzował nieco każdy jej ruch. Wolała przy lekarzu zachowywał odrobinę świadomości tego co robi i na co się pisze, ryzykując w tym przypadku. Nikt jednak nie mówił, że powinna stanąć w miejscu i rezygnować z tej tęsknoty do kortu, już ze szpilek po części rezygnowała. A to dopiero kobiecy ból!
- Z daleka widzę Twój wzrok Stan! Nie oceniaj mnie, ja po prostu robię to co kocham i tyle. Na własną pierdoloną odpowiedzialność. - rzuciła twardo i dobitnie w jego stronę, mając na myśli ów mały dropny meczyk o który się prosiła jego już kilka tygodni. Rozumiała jego napięty grafik i to, że jako lekarz miał tego czasu mało. O tym świadczyło choćby to, że umówić się z nim szło jak z papieżem czy prezydentem, trudno i z półrocznym wyprzedzeniem. Śmiała się jednak z tego bo w aktualnej sytuacji potrzebowała czegokolwiek aby nie myśleć o sytuacji z mężem, o potencjalnym rozwodzie i braku pomysłu na to co ze sobą zrobić...


Stanley Knox
34 y/o
For good luck!
188 cm
chirurg ogólny Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Czy ludzie lepiej wiedzieli, co im można, a czego nie można, i mieli w głębokim poważaniu słowa swoich lekarzy prowadzących? Tak, bardzo często. Czy Florence była inna? No nie do końca, bo o ile do części zalecanych praktyk się stosowała, takich jak ćwiczenia czy rehabilitacja, tak za nic w świecie nie mogła sobie odpuścić tego przeklętego tenisa.
Tego samego tenisa, który z robił z niej gwiazdę i rozpoznawalna kobiete na świecie, ale również tego samego tenisa, który jej wszystkiego pozbawił i zostawił z kontuzją. Można było stwierdzić, że najpierw wygrała życie, a teraz tkwiła w jednej wielkiej niewiadomej, bo jej życie wpadło w straszne wertepy, które raz ją ciągnęły w dół, a raz pchały do góry.
Stanley wiedział o części rzeczy, które ją trapiły, i próbował jej jakoś pomóc, więc zgodził się na ten mecz tenisa.
Nie zgadzał się jednak z tym, że Quinn powinna w ogóle w niego grać, ale to była tylko ekspertyza na lini lekarz-pacjent, a nie słowa wypowiedziane w ich relacji. Florence jednak nie była głupia i na pewno potrafiła wyczytać to specyficzne spojrzenie, którym raczył ją Stanley, kiedy wypowiadała jedną kombinację słów - "gra w tenisa" i "ja - Florence Quinn".
Mimo wszystko była dorosła i tylko od niej zależało, czy chciała się słuchać lekarzy, czy dalej uprawiać swój ukochany sport.
Jako że udało się znaleźć wspólny termin, chociaż to kalendarz Knoxa był upchany po brzegi wszelkiej maści nadgodzinami, nie wypadało się spóźnić. Grać w tenisa za bardzo nie potrafił, ale nie znaczyło to, że nie może robić dobrej miny do złej gry... A może wręcz tragicznej?
Szybko przebrał się w sportowy strój, którego nie powstydziłby się żaden sportowiec, i czym prędzej skierował swoje stopy ku kortowi, który już nie mógł doczekać się pojedynku Dawida z Goliatem. Tu jednak była mała różnica, bo Dawid miał przegrać ze względu na brak swoich umiejętności.
Florence już była i nawet zdążyła rzucić komentarz odnośnie jego reakcji, a przecież nie zdążył nic jeszcze zrobić! No dobra - miał mały grymas na twarzy, który mógł zdradzić jego podejście do tego pomysłu, ale to tylko tyle... Może aż tyle? Na pewno wystarczająco, aby wysunąć odpowiednie wnioski.
- Florence, gdzie bym śmiał to robić? - zapytał retorycznie - Znasz moje zdanie, zarówno jako Stanleya, i lekarza - odparł, rozkładając ręce. Nie mógł nic na to pozwolić, że były w nim dwa wilki.
- Masz jednak jeszcze szanse na zmianę zdania. Jestem pewny, że serwują tutaj wspaniałą kawę, która jest zawsze dobrym pomysłem - próbował ją przekonać. Czy bał się tego pojedynku? Nie.
Znaczy tak, bo miał tyle wspólnego z tenisem, co Florence z chirurgią - ona przeszła operację, a Knox oglądał tenisa w telewizji.
- Tylko później ta Twoja własna pierdolona odpowiedzialność powoduje, że staje to się moją pierdoloną odpowiedzialnością i reszty załogi w Mount Sinai, jak trzeba Wam kostki składać - przypomniał, jakby mogła zapomnieć. Czemu powiedział, że trzeba "Was składać"? Bo chodziło o całą śmietankę sportowców, którzy podchodzili do tego tematu jak Quinn - zbyt pewni siebie.
- Jak brakuje Ci tenisa, to zostań trenerką tenisa czy coś. Nie wiem, jakie są alternatywy w tym sporcie - zaproponował jeszcze jakąś alternatywę, zatrzymując się przy niej. Torbę odłożył gdzieś na bok, przy jakiejś ławeczce, i czym prędzej zaczął rozgrzewać stawy skokowe.
- Widzę, że chyba nie bardzo mam siłę przebicia... - dodał jeszcze pod nosem, widząc entuzjazm, jaki ją ogarniał na samą myśl o tej rozgrywce.
Niech go sam Rafael Nadal ma w swojej opiece. Wszyscy święci też mogli tutaj dopomóc.
Florence Quinn
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
30 y/o
For good luck!
170 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ex gwiazda tenisa, a teraz raczkująca modelka
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Każdy jej to wszystko mówił i powtarzał, namawiając do rozwagi w tym co robi i na co sobie pozwala. Ale część chyba rozumiała, że to wciąż za wcześnie aby rozstać się z ulubionym hobby, zawodem który przynosił jej nie tylko pieniądz, ale radość życia. To trochę jak z pupilem, którego się ma przez jego całe życie, a potem? Potem zostaje pustka, którzy niekiedy nie próbują uzupełniać albo właśnie to robią.. zbyt szybko. Ona sama miała jakiś zawsze wybór, mogła iść w stronę reklam czy udzielania się przy sportowych eventach jako ten specjalista. Kanada sama w sobie nie żyła tak tenisem jak innymi sportami czy nawet skupiając się mocniej na tych zimowych. Mogła więc śmiało promować to wszystko tutaj jako ambasadorka, mogła szukać pomysłu na kontakt z dzieciakami, które zaczynają grać, może właśnie pomagać jako trener. Była jednak głupia wciąż i naiwna, że to nie dla niej, że prędzej czy później pęknie jeszcze mocniej - jej psychika, nie kolano oczywiście. Na gierki takie jak te pozwalała sobie rzadko, trochę jak osoba, która chcę odstawić swoje uzależnienie i robi to z rozwagą i metodą małych kroków, tak aby zrobić to jak najmniej inwazyjnie.
Stanley był spoko facetem, był lekarzem i martwił się jak to ktoś kto jest znajomym. Ufała, że jestem całkiem w porządku i jeśli znajdzie tą jedyną to będzie ona naprawdę szczęściarą. Miał na pewno w sobie jaki i urok, ale jakiś czas temu nakreślili, że ona nie spojrzy na niego w ten sposób i jakąś granice w tej znajomości wyznaczą. Ale mogła go wykorzystać do małej partyjki, a przy tym mieć cały czas przy sobie kogoś kto jej pomoże rozmasować kolano czy ogólnie dać wsparcie gdy zrobi sobie głupia krzywdę. Tak czy inaczej była wdzięczna, że w całym tym szpitalnym chaosie i rozgardiaszu znalazł czas na aktywność z nią. To było też dla niej ważne - otaczanie się dobrymi i szczerymi osobami. Aktualnie miała ich mało wokół siebie, a mogło też być ich co raz mniej gdy wypłynęły informacje o bagnie związanym z Primem, jej mężem.
Uśmiechnęła się na jego widok i ten jego profesjonalny strój, który miał na sobie. Miała ochotę się roześmiać bo w kontraście z jego miną, wyglądał jak dziesięciolatek, który idzie na jasełka w stroju, który wymyśliła mu na siłę matka! A przecież to miała być luźna gierka, bez przeginania i ogólnej napinki - jej po prostu potrzebna była druga osoba po stronie siatki bo to lepsze niż maszyna wystrzeliwująca piłki.
- Wiem co myślisz i mi to wystarczy, naprawdę. - stwierdziła, obijając sobie buty o rakietę, jak to miała w zwyczaju robić. Przyzwyczajenia i pewne automatyzmy zawodowca. - Pójdziemy i na nią jak przegrasz, pamiętaj. - nie żeby chamsko coś na nim wymuszała, ale coś musiała ustalić aby była delikatna nuta rywalizacji, że warto się lekko postarać. Kto przegra stawia herbatę, kawę czy ciepłą czekoladę pychotkę.
- Ohoho. Oburzony, ale przynajmniej dzięki nam macie co robić. Po za tym nikt nie mówi, że będziemy tu Wimbledon rozgrywać czy takie tam. Znam umiary i wiem kiedy nie przesadzać. Jestem dużą dziewczynką, jakbyś nie zauważył. - okej, jego stwierdzenie brzmiało jak najbardziej sensownie i to na pewno wygrywało z jej mentalem, ale dalej.. jako ktoś kto kocha swoją pracę, ciekawe czy miałby obiekcje tak łatwo z niej zrezygnować z jakiegoś zrządzenia losu. Jej nikt nie zapytał czy jest na to gotowa.. - Zostanę. Kiedyś. Obiecuje. Przyprowadzisz wtedy do mnie swoje dziecko i dostaniesz zniżkę, a potem jeszcze autograf. - parsknęła śmiechem i obróciła się trochę na pięcie, zrobiła kilka skłonów i mały drobny podskok aby upewnić się, że nic jej nie kłuje. Tenis był zgubny, zmiana toru piłki czy tempa i faktycznie noga mogłaby się omsknąć. - Może pogadajmy o Tobie, co? Co słychać, kiedy ślub i żona albo inaczej - kiedy stałeś się takim dziadkiem co zrzędzi? - uśmiechnęła się, ale zebrał kuksańca w bok, tak dla reguły. To nie tak, że miała coś do jego życia czy inne, po prostu ciekawiło ją jak jemu się wiedzie w pracy, w życiu prywatnym i takie tam. Po prostu dobra kumpela co się martwi, a przy tym chyba chciała odsunąć temat swojej osoby. Bo zgadywała, że już słyszał tą całą akcję i nazwisko Quinn przy tym, występujące na tym żółtym zakazanym pasku w tv. Cholerny mąż...


Stanley Knox
34 y/o
For good luck!
188 cm
chirurg ogólny Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Florence była naprawdę w porządku. Była też urodziwą damą o wielkim talencie i zamiłowaniu do sportu. Była jednak zbyt blisko tej całej otoczki sławy, niż chciałby być Knox, więc musieli mieć jasno ustaloną granicę. Stanley chciał być tylko - albo i aż - chirurgiem. Nikim więcej, nikim mniej. Nie operował nawet najsławniejszych osób, ponieważ to profesor Harvick zawsze takie kąski przypisywał na swoją osobę - on uwielbiał sławę i bycie na językach wszystkich ludzi.
Nic więc dziwnego, że to właśnie Harvick był osobą, która jako pierwsza zainteresowała się tematem operacji u Quinn. On też ją zapewniał, że wszystko pójdzie dobrze i że on o to zadba, a Knox tylko przyglądał się temu z boku - jako obserwator, mając niezły ubaw ze starań tego staruszka, który chyba liczył na coś więcej u ich kanadyjskiej gwiazdy.
Czy doszło do czegoś więcej? Nie wiedział, ale też nie pytał. Jako przyjaciel i człowiek znający swojego przełożonego powiedział tylko, aby na niego uważała, bo jest specyficznym człowiekiem.
- Po przegranej to ja idę na drinka. Będę musiał w czymś utopić smutki swojej porażki - zaznaczył. Po rozgrywce nie było mowy o żadnej kawie, która miała być wymówką, aby ten mecz się jednak nie odbył. To była tylko i wyłącznie zagrywka, która spełzła na niczym.
- Kto nie będzie, ten nie będzie - zaznaczył. Dla niego to była bitwa o swoje być albo nie być w świecie tenisa i o ile wolał nie być, tak nie miał zamiaru się poddać bez walki. Florence mogła podchodzić do tego jak do przyjacielskiego pojedynku, ale Stanley widział w tym finał Wimbledonu. Szanse miał równie duże podczas tamtego turnieju, jak i z Quinn - równe zeru. Ugranie jednego seta uznawał za swoje własne zwycięstwo.
Z drugiej strony miał nad nią przewagę w postaci dwóch sprawnych kończyn, więc w kwestii przygotowania sportowego był w pozycji zwycięskiej. Szkoda, że to była jego jedyna przewaga w tym meczu.
Jako że rozgrzewka była najważniejsza, kolejne partie mięśni poddawał przygotowaniu. Nie mógł sobie pozwolić na jakąś kontuzję - zwłaszcza tę w okolicach górnych kończyn, których potrzebował na sali operacyjnej.
- Autograf to dostałbym już teraz. Musiałbym się tylko ładnie uśmiechnąć - zauważył, bo wiedział, że tak by było.
W końcu jednak podszedł bliżej, aby zgarnąć swoją rakietę, i to był błąd, bo zaraz został zaatakowany.
Ostentacyjnie złapał się w bok, zupełnie jakby to miało go zaboleć. Kto wie, może tak rzeczywiście było?
- Przecież już dawno mam. Moja wybranka nazywa się nadgodziny, a nasze dzieci to chroniczne zmęczenie, niewyspanie i święta w szpitalu. Trojaczki - zaśmiał się nerwowo. Knox zdawał sobie sprawę, że jego związki nie były długowieczne. Żaden z nich nie dotrwał nawet do zaręczyn - Ohh, od razu zrzędzi. Po prostu przeprowadziłem się na oddział chirurgiczny - rzucił jeszcze na rozluźnienie atmosfery.
W tym było trochę prawdy, wszak spędzał w szpitalu więcej czasu, niż we własnym domu czy w towarzystwie znajomych. Zawsze jednak „zrzucał” to na swój zawód i służbę tym, którzy potrzebowali jego pomocy. To wcale nie był fakt, że nie potrafił trzymać zdrowego balansu między pracą a życiem prywatnym. O nie, co to to nie.
- Zaraz zaczynamy - zakomunikował, a w międzyczasie wykonał jeszcze dwa czy trzy podskoki - Ja będę serwował pierwszy, jeżeli pozwolisz, wiesz, przewaga nowicjusza. Tylko nie zapomnij mi dać forów - podkreślił, wskazując rakietą w jej kierunku. Wskazywał na nią przez dobrą chwilę, aż parsknął pod nosem i ruszył na drugą stronę kortu.
- Panie i panowie, finał. Florence Quinn reprezentująca Kanadę oraz Stanley Knox reprezentujący szpital Mount Sinai - zapowiedział niczym jakiś początkujący komentator - Jak jesteś gotowa, daj znać - odbił piłeczkę od podłoża, przygotowując się do pierwszego serwu.
Florence Quinn
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
30 y/o
For good luck!
170 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ex gwiazda tenisa, a teraz raczkująca modelka
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Z tych wszystkich ludzi na jej drodze, Knox jako jeden z nielicznych wydawał się być szczery i prosty w swoim byciu. Nie próbował się wciskać w jej łaski czy szukać atencji, był po prostu obok gdy potrzebowała się żalić czy poszukiwała męskiej rady w tym co ma zrobić. Gdyby może inne okoliczności, gdyby nie była gwiazdą tenisu to... pomyślałaby o nim jako o kimś więcej niż tylko kumplu. Może w innej czasoprzestrzeni i w innym wcieleniu, kto wie? Na pewno była mu wdzięczna, że gdzieś się trzymał jej i radził w tych typowo zdrowotnych rzeczach. A już na pewno doceniła radę na temat tego walonego zbereźnika, który kleił jej kolano do kupy! To sobie wzięła do serca dosyć mocno.
- Drinka? To nawet lepsze niż kawa, masz rację. Postawisz mi jednego to masz mnie na pół roku z głowy z tymi sparingami. - rzuciła może dosyć odważnie, ale pewnie dla niego to dobry deal. Ze wszystkich spotkań, chyba te związane z aktywnością mu nie leżały. Ciągle ją dobijał wizjami odnowienia kontuzji, ale przy tym czuła, że to robi dla jej dobra. Może więc chociaż raz powinna posłuchać mądrzejszego od siebie? Tak dla reguły.
- O wow! Czyli nagle Cię dopadł głów rywalizacji? - oczywiście żartowała sobie z niego i sytuacji, bo w sumie to było nic i tak. Chociaż może w takich konfrontacjach facet nie zawsze był tym przegranym, choćby z faktu siły serwisu, głębi kortu jaki mógł pokryć czy ogólnie samej koordynacji zdrowych kończyn. Ona z kolei musiała mieć z tyłu głowy ten hamulec, który będzie jej krzyczał aby odpuściła daną piłkę czy zryw ciała, co by nie prowokować sytuacji niebezpiecznych dla swoich kolan. Tak czy inaczej sama wzięła się do rozgrzewki stawów skokowych, a także nadgarstków czy łokci. Kilka skłonów też nie zaszkodziło zrobić tak dla pobudzenia mięśni grzbietu choćby.
- Na autograf też trzeba sobie zasłużyć. Żebyś chociaż seta wygrał.. - westchnęła nawet bo sobie przypomniała jego ostatni angaż, wtedy gdy było nieco wcześnie jak na taki rozruch jej po całym procesie dochodzenia do siebie. Wtedy mocno jej odpuścił chyba po to aby jak najszybciej skończyli mecz i nie musiała dłużej się przeciążać, zresztą to typowe zagrywki mężczyzn - dać fory kobiecie.
- Jak tak Cię słucham to mam wrażenie, że ty w tym szpitalu mieszkasz, pracujesz i żyjesz. To wyjście na kort to jakby jedyna inna czynność, którą zrobisz po za szpitalnymi murami. Zgaduje, że nawet jakby u was w barze dawali alkohol to byś i tam pił, zamiast w barze. - przyznała już bardziej szczerze bo.. tak to trochę wyglądało, a może tak ją trzymał z dala od swojej prywaty? Nie żeby miała chęci ingerować w jego romanse czy coś, chociaż pewnie doradziłaby mu czy lepsza będzie blondynka czy brunetka. Ale i tak na końcu mu już to odpuściła bo jeszcze Stanley pomyśli, że ona się tak wypytuje bo coś chce od niego czy jak. Dała sobie siana i założyła sobie frotkę na nadgarstek prawej ręki, tak aby przy serwisie czy odbiciach mieć o co zetrzeć pot z czoła na przykład.
- Widzisz? Lubisz to trochę, przyznaj! Rywalizacja Cię nakręca jakby to był maraton o puchar super chirurga czy coś. - puściła mu oczko i sama zgarnęła swoją rakietę, odbiegając truchtem jeszcze na swoją połowę. Porobiła kilka ruchów dla upewnienia się, że nic jej nie ciągnie ani nie boli i w sumie mogli śmiało zaczynać tą rozgrywkę.
- Już się tak nie popisuj Knox! Po prostu serwuj! - odkrzyknęła, zniżając się trochę na nogach, ale dalej jej wzrok był skierowany na jedno - na piłkę, którą odbijał. Czekała aż wprowadzi ją do gry tak aby mogła wykonać swój popisowy return.


Stanley Knox
34 y/o
For good luck!
188 cm
chirurg ogólny Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie mogła tak od razu? Powiedzieć, że pójście na drinka to rozwiązanie wszystkich problemów? Naprawdę musiała wyciągać go z jego jaskini i zmuszać do podejmowania innego wysiłku niż cięcie ludzi?
No ale skoro już się jej udało, to odrobina sportu jeszcze nikogo nie zabiła, a Knox nie chciał się z tej zasady wyłamywać. Może i był na przegranej pozycji, ale nie miał zamiaru się poddać. Miał zamiar jej udowodnić, że potrafi coś więcej niż cięcie ludzi pod narkozą.
Na słowa dotyczące głodu rywalizacji pokiwał głową na potwierdzenie. Dobre wyzwanie zawsze było w cenie, a Stanley jednak lubił ten dreszczyk adrenaliny. W końcu nie na co dzień miało się okazję, aby stanąć we szranki z kimś z rankingu WTA.
- Trochę wiary we mnie... - poprosił. Ostatnim razem jej nie odpuścił, a po prostu nie potrafił zagrać lepiej, chociaż narracja z odpuszczeniem była lepsza, wszak stawiała go w lepszym świetle - wychodził na niej na prawdziwego dżentelmena.
- No, trochę tak jest. Jak dostajesz dyżur 24-godzinny, to robię te wszystkie czynności. Budzą mnie w nocy, jak trzeba do kogoś biec i ratować. Gdybym miał dojeżdżać do szpitala w takiej sytuacji, to ludzkie życie byłoby na szali, a tak? Proszę bardzo, jestem na miejscu i od razu mogę przystąpić do działania - zgodził się z nią - Dlatego może i lepiej, że nie serwują u nas tego alkoholu? Wtedy to byś się nigdy do mnie nie dodzwoniła, bo miałbym wszystko pod ręką. Gdyby w szpitalu był kort, to byśmy grali w szpitalu, a nie tutaj - zaśmiał się, wiedząc, że tak by właśnie było. Knox by nie odpuścił tego i uparł się na kort w Mount Sinai. Jakąś argumentację by na pewno znalazł - coś by wykombinował.
- Maraton o puchar może nie. Sam maraton też nie. Ale sam fakt pojedynku? Jak najbardziej - ponownie się zgodził - Więc odpowiedź jest twierdząca. Lubię to, masz mnie - uniósł jeszcze ręce do góry, jakby miał zostać zaraz aresztowany i poddany dalszemu przesłuchaniu.
Stanley próbował znaleźć jakieś słabe miejsce w jej obronie, rozglądając się na lewo i prawo. Analizował, obliczał, próbował coś zrobić. Nawet nie wiedział kiedy, ale zaczął oblizywać usta z tego całego zaangażowania w ten mały mecz.
- Zaraz zaserwuję, hype'uje się, to może mi lepiej pójdzie - odparł, odbijając ponownie piłeczk. - Wygrasz, to masz drinka. Ty za wygraną, a ja na opicie smutków po przegranej, więc się gotuj do gry - ostrzegł, dając jej kilka sekund, a następnie piłka poszybowała do góry, by chwilę później rakieta posłała ją na drugą stronę.
Knox miał zamiar utrzymać jakąś dobrą passę chociaż w pierwszej części rozgrywki. Wiedział, że im dłużej będzie to trwało, tym gorzej będzie mu szło, ale istniała też szansa, że Florence będzie musiała odpocząć, co automatycznie zakończy rozgrywkę.
I nie to, że jej źle wróżył, ale optował za opcją numer dwa, która skończyłaby się remisem w tej chwili.
Nie było jednak co rzucać słów na wiatr, a zobaczyć, co się wydarzy. Może los był dzisiaj po jego stronie?

Florence Quinn
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „CrossFit Toronto”