
Jako mały, szczerbaty brzdąc uwielbiał wszystko, co wydawało dźwięki. Fascynowało go to, więc niczym dziwnym nie okazał się kolejny krok – nauka gry na instrumencie. Wybrał skrzypce, chociaż każdy dookoła mu powtarzał, że to nie będzie łatwa sprawa, ale on z dziecięcym uporem nie chciał z nich zrezygnować. Postawił na swoim i tak odkrył swoje powołanie.
Dzieciństwo wypełniały skrzypce; Prywatna szkoła muzyczna, prywatni nauczyciele. Godziny spędzone na rzępoleniu, przeplatane z zabawą. Kochał to robić, nawet jak fałszował przeokropnie, aż uszy więdły przez te cierpiętnicze dźwięki.
Każdy etap szkolny został dostosowany do muzyki. Rodzice ku jego ogólnemu zachwytowi pozwalali mu na tego typu kształcenie. Może to wizja posiadania młodego wirtuoza pod swoim dachem, pozwoliła im na pójście na większe ustępstwa? W końcu już na pierwszy rzut oka Fabien nie wyglądał na osobę, która da radę podźwignąć rodzinny biznes. [Szkolne przygody chłopaka z matematyką okazywały się najzabawniejszymi anegdotkami przy rodzinnym stole.]
Nigdy nie zmienił zdania co do swojej przyszłości. Nawet etap młodzieńczego buntu przebiegał w nad wyraz spokojny sposób; Co prawda od tamtego czasu nosił nieco dłuższe włosy, jednak bez żadnego, najmniejszego zająknięcia zakładał niewygodny strój galowy. W końcu na każdym koncercie musiał prezentować się w nienaganny sposób.
Postawił sobie jasny cel – chciał zostać najlepszym skrzypkiem swojego pokolenia. Sumiennie do tego dążył, nie tracąc rozpędu nawet w trakcie studiów. Dość naturalnym wyborem okazał się The Royal Conservatory of Music. W końcu chciał uczyć się od największych specjalistów, a tam mógł ich spotkać.
Relacje jakie nawiązywał wraz z upływem lat, zmieniały się niczym w kalejdoskopie; Nie potrafił kolegować się z kimś na dłuższą metę, dlatego z pewną ulgą zapoznał na uczelni kilka osób, z którymi był skory stworzyć kwartet smyczkowy. Zawsze uważał się za solistę, tego co powinien błyszczeć najbardziej, a nie stanowić tło dla innych. Nie potrafił tego racjonalnie wyjaśnić.
Lata płynęły, a on nie zatrzymywał się choćby na minutę. Komponował, chcąc zaprezentować na egzaminie dyplomowym własny utwór. Ćwiczył z kolegami, zastanawiając się nad zakotwiczeniem się w tymże kwartecie w przyszłości. Nie odpuszczał choćby na sekundę, chcąc utrzymać wypracowaną renomę, zdobywając doświadczenie w mniejszym i większych pracach.
Ostatni rok miał przesądzić o jego przyszłej karierze. Niestety nie skończył się tak, jak sobie to wyobrażał. Jedna głupia decyzja, wypadek, a jego życie straciło swój blask. Kwartet smyczkowy się rozpadł. Jak mogli kontynuować wspólną grę, gdy jeden z nich poniósł śmierć? Nie chcieli go zastępować kimkolwiek innym, dlatego każdy poszedł w swoją stronę. A Fabien ponownie skupił się na solowej karierze.
Egzamin zdał śpiewająco. Każdy go chwalił, a on z delikatnym uśmiechem przyjmował wszystkie komplementy. Z polecenia udało mu się złapać pracę w Toronto Symphony Orchestra, łapiąc się przy okazji wszystkich zleceń, jakie pojawiały się na horyzoncie.
~ Najchętniej słucha opery i ścieżek dźwiękowych z filmów, seriali czy gier;
~ Umiejętności jazdy samochodem ma tak tragiczne, że po kilkukrotnym oblaniu egzaminu przyznał się do porażki i zrezygnował;
~ Uwielbia wszelkiego rodzaju lego i drewniane puzzle;
~ Korzysta z pomocy fizjoterapeuty z obawy o kontuzję nadgarstków;
~ Gdyby nie ćwiczy lubi zakopać się pod kocem i popykać w gierki na konsoli;
~ Miłośnik dinozaurów, francuskiego kina i winogronowych żelek;
