Wszystkie instynkty Lexa, te same, które pozwalały mu przetrwać rundy na ringu, gdy ledwo widział na oczy, teraz krzyczały jednym, krótkim komunikatem:
pułapka. Ale, do cholery, to była
najpiękniejsza pułapka, w jaką kiedykolwiek dał się wciągnąć. Czuł, jak adrenalina miesza się z pożądaniem, tworząc w jego żyłach wybuchowy koktajl. Podobało mu się to. Bardziej niż powinno. Maddie nie owijała w bawełnę - ona brnęła prosto w ogień, nie sprawdzając nawet, czy ma na sobie coś, co nie zajmie się płomieniem w ułamku sekundy. Ona po prostu była wyzwaniem, którego zupełnie się nie spodziewał, wchodząc tego wieczoru do baru. Przez lata nauczył się czytać ludzi jak otwarte książki, przewidywać ich strach lub pożądanie, zanim sami zdążyli je poczuć. Ale ona? Ona była zagadką zapisaną w języku, którego dopiero musiał się nauczyć. Igrali z ogniem w miejscu, gdzie wystarczyła jedna iskra, by wszystko wokół nich zamieniło się w zgliszcza, a on czuł narastającą ekscytację na samą myśl o tym, że to właśnie ona może być tą, która podpali lont. Był
podjarany faktem, że nie pękła pod jego spojrzeniem. Większość osób wycofywała się, gdy Hall skracał dystans, ale Lennox? Ona ten dystans po prostu kasowała, rzucając mu rękawicę prosto w twarz.
Widział ten tryumfalny błysk w jej oczach. Ten specyficzny rodzaj satysfakcji, który pojawiał się u ludzi, gdy myśleli, że właśnie ustawili pionki na szachownicy dokładnie tam, gdzie chcieli. Maddie uważała go za przewidywalnego. Sądziła, że jeden uśmiech i skrócenie dystansu wystarczyło, by poruszył się zgodnie z jej planem. Lex musiał przyznać - to było
urocze.
-
Niewinna zabawa? - powtórzył pod nosem, a w jego głosie można było wyczuć rozbawienie. -
Lennox, nie ma nic niewinnego w tym, jak na mnie patrzysz. I oboje o tym wiemy.
Kiedy odwrócił się w jej stronę, zrobił to powoli, niemal leniwie, pozwalając jej nacieszyć się tym małym zwycięstwem. Jeśli myślała, że kontroluje ten taniec tylko dlatego, że on zrobił krok w jej stronę, nie zamierzał jej wyprowadzać z błędu. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Podobało mu się, jak bardzo była pewna swoich ruchów, jak bardzo wierzyła w to, że faceci to proste mechanizmy, które wystarczy odpowiednio naoliwić bliskością. Jego wzrok kolejny raz tej nocy prześlizgnął się po jej twarzy, zatrzymując się na moment na jej ustach. Nie był to wzrok kogoś, kto dał się osaczyć. To był wzrok kogoś, kto właśnie otworzył klatkę i czekał, aż zdobycz sama wejdzie do środka, myśląc, że to ona jest myśliwym.
-
Wiem, że nie jesteś łatwa - mruknął, pochylając się jeszcze bardziej, tak że ich ramiona niemal się stykały. -
Gdybyś była jak one, nie marnowałbym czasu na rozmowę. Siedziałabyś już tam, gdzie one, patrząc na mnie z dołu i grzecznie czekając na atencję.
Zauważył to sekundowe napięcie w jej ciele, gdy uniósł dłoń. Widział, jak wstrzymała oddech, spodziewając się dotyku, i czuł niemal perwersyjną satysfakcję, gdy zamiast jej skóry, wybrał zimne oparcie krzesła. To była mała lekcja cierpliwości. Chciał, żeby poczuła to ukłucie irytacji, żeby to wyczekiwanie zaczęło ją spalać od środka. Jej pytanie dotyczące szklanek skwitował zagadkowym uśmiechem.
O to chodzi, za dużo gadasz, za mało czynów.
Kiedy te słowa opuściły jej usta, Lex poczuł, jak w pomieszczeniu nagle brakuje tlenu.
„Za mało czynów”. To było jak rzucenie zapalonej zapałki do baku pełnego benzyny. Maddie chciała go sprowokować, chciała zobaczyć, jak pękają szwy jego opanowania, a on - mimo że doskonale wiedział, co ona kombinuje - nie zamierzał pozostać jej dłużnym. Brak ruchu nie był słabością. Dla Lexa cisza przed atakiem zawsze była najbardziej strategicznym momentem, ale skoro Lennox domagała się dowodów, zamierzał dostarczyć ich jej w taki sposób, by odebrało jej mowę.
Później.
-
Za mało czynów? - powtórzył pod nosem. -
Uważaj, o co prosisz, Lennox. Bo ja nie jestem typem faceta, którego uspokoisz trzepotaniem rzęs, gdy już raz wprawisz go w ruch. Jeśli naprawdę chcesz, bym przestał gadać i zaczął działać, to upewnij się najpierw, że masz gdzie uciec.
Przejechał palącym spojrzeniem po jej nagich ramionach, czując niemal fizycznie, jak jego wzrok działa na jej skórę. Widział, jak zagryza wargę - ten mały, nieświadomy gest był dla niego jak zaproszenie do wejścia głębiej w tę grę. Kiedy wspomniała o masochizmie i szklankach, kącik jego ust uniósł się w drapieżnym uśmiechu.
-
Masochista? Może po prostu lubię, gdy ktoś naprawdę musi się postarać, żeby mnie ruszyć. Szklankami nie zrobisz mi większej krzywdy niż ta, którą mogę zrobić sobie sam - mruknął, pochylając się tak blisko, że czuł zapach jej skóry wymieszany z alkoholem. -
A ta Twoja „kontrola”... urocza teoria. Naprawdę wierzysz, że dajesz facetom złudną nadzieję na władzę? To, co czujesz teraz pod skórą, ten wirowy zawrót głowy, to nie jest Twoja władza, Maddie.
Wypowiedzenie jej imienia zadziałało na niego jak dziwny, elektryczny impuls.
Maddie. Poczuł ten dźwięk na języku i niemal natychmiast tego pożałował, bo nagle ta cała barowa gierka przestała być anonimowa. To nie była już tylko „
Lennox” czy „
blondynka z baru”. To była ona, a on właśnie skrócił dystans, którego nie dało się już odbudować. Przez ułamek sekundy skarcił się w duchu za tę poufałość, ale zaraz potem poczuł przypływ czystej, bezczelnej satysfakcji. Chciał, żeby wiedziała, że teraz to już nie jest sport.
Teraz to było osobiste.
-
To Twoje ciało, które błaga, żebym w końcu udowodnił Ci, jak bardzo się mylisz - dokończył, a jego głos stał się jeszcze niższy. Zacisnął palce na oparciu jej krzesła, blokując jej drogę ucieczki, choć doskonale wiedział, że ona wcale nie zamierza uciekać. Zamilkł, gdy stwierdziła, że się go nie boi. Przyjął to wyznanie w absolutnej ciszy, jedynie mrużąc oczy, jakby chciał prześwietlić jej intencje. Odnotował ten fakt w pamięci z niemal kliniczną precyzją - nie było w tym kłamstwa, nie było prowokacji, była tylko czysta, irytująca szczerość.
Kiedy Maddie zeszła ze stołka i wsunęła się między jego kolana, rozchylił je posłusznie, ale zrobił to z taką pewnością siebie, jakby to on zapraszał ją do środka, a nie ona się tam wdzierała. Nie odsunął się ani o milimetr. Wręcz przeciwnie - dłoń, którą wcześniej trzymał na oparciu jej krzesła, teraz powoli przesunął w dół i zacisnął palce na jej biodrze, by ustabilizować to nowe, elektryzujące położenie. Czuł na ustach jej szept i delikatne muśnięcia nosa, które były jak iskry rzucone na rozlaną benzynę. Jego mięśnie faktycznie były napięte do granic możliwości, a serce biło rytmem, którego nie powstydziłby się podczas finałowej rundy na ringu.
-
Słaby łowca, tak? - powtórzył szeptem, niemal dotykając wargami jej ust przy każdym słowie. Gorący oddech Maddie na jego twarzy sprawiał, że granica między grą a rzeczywistością zaczęła niebezpiecznie pękać. -
Nie pomyślałaś, że prawdziwy łowca nie musi biegać po lesie, jeśli potrafi sprawić, by to, na czym mu zależy, samo przyszło prosto w jego ręce?
Przesunął nos po jej nosie, tak samo lekko i prowokacyjnie, jak ona przed chwilą. Nie spieszyli się. Ta walka na centymetry była zbyt dobra, by ją przerywać. Lex czuł, jak jego własne ciało zdradza oznaki walki - mięśnie ud, między które się wsunęła, napięły się do granic możliwości, twarde jak skała, gdy podświadomie próbował przyciągnąć ją jeszcze bliżej, zamknąć w klatce własnych nóg.
-
Pytasz, co zrobię? - mruknął, a jego głos stał się jeszcze niższy, niemal wibrujący w jej klatce piersiowej.
Palce na jej biodrze zacisnęły się mocniej, wbijając się w miękką skórę i przyciągając ją o te ostatnie brakujące milimetry, aż poczuł bicie jej serca przeciwko własnemu mostkowi. To musiało wystarczyć jej za odpowiedź. Druga dłoń Lexa, ta, która wcześniej spoczywała na blacie, powędrowała w górę, omiatając jej talię i paląc skórę wszędzie tam, gdzie materiał jej ubrania był zbyt cienki, by stanowić jakąkolwiek barierę. Wylądowała na karku dziewczyny, a on wplótł palce w jej włosy, lekko, ale stanowczo zaciskając je u nasady. Jego kciuk powolnym, niemal leniwym ruchem przejechał po linii jej żuchwy, zmuszając ją, by uniosła twarz jeszcze odrobinę wyżej, wystawiając szyję na jego łaskę. Lex pochylił się, a jego usta, gorące i miękkie, na ułamek sekundy spoczęły tuż pod jej uchem, tam, gdzie skóra była najcieńsza i najbardziej wrażliwa. Nie był to pocałunek, raczej przeciągłe, ciężkie muśnięcie wargami, które zostawiło po sobie palący ślad.
-
A teraz zamknij oczy i powiedz mi jeszcze raz, że to ty tu kontrolujesz sytuację, kiedy czujesz, jak bije mi serce. Bo ja czuję twoje. I ono mówi coś zupełnie innego niż twoje usta - uśmiechnął się, patrząc jej prosto w oczy z odległości, która nie pozwalała już na żaden logiczny argument. -
Co teraz, Maddie? Kto z nas pierwszy spłonie?
Maddie Lennox