
W szkole był średnim uczniem – ani nie był najlepszy, ani nie miał problemów ze zdawaniem do następnej klasy. Wydawał się od początku wiedzieć, gdzie chce, aby jego droga w życiu go zaprowadziła. Wystarczyło kilka spotkań szkolnych z jednostką straży pożarnej w ramach szkoleń i przepadł.
Kingston wydawało się dobrym startem, ale on celował nieco dalej. Nawet jeśli przeprowadzka i zostawienie rodzinnego miasta, a także rodzeństwa, bolała. W Toronto dostał się na pierwsze szkolenia w kierunku straży pożarnej, a następnie dostał się do jednostki fire station 132, gdzie zaczynał jako najmłodszy. Tam praca szybko zweryfikowała, ile był naprawdę wart. Był ambitny i pełen zapału – brał najbardziej niewdzięczne zmiany sam (a nie z przymusu i z tytułu tego, że był najmłodszy), zgłaszał się na dodatkowe szkolena i robił więcej, niż ktoś kazał. Szacunek zyskał tym, że nigdy nikogo nie zostawiał w tyle – tak samo na akcji, jak i w szorowaniu kibli w jednostce.
To w Toronto poznał swoją dziewczynę, która później, dość szybko, została narzeczoną. Dziewczyna z miasta, ambitna, z własnym planem na życie, zaangażowana projektantka wnętrz. Na początku to, że ratował ludzi, było dla niej powodem do dumy, ale potem zaczęło być powodem do strachu. Alarmy o każdej porze, tygodnie mijające w locie bez dnia wolnego, jego ciągłe zmęczenie. To, że gdy był w domu to tylko spał, absolutnie wykończony. To, że gdy próbował odpocząć, telefon mógł zadzwonić w każdej chwili. Nie potrafiła po prostu zaakceptować, że to nie ona była priorytetem a praca i ludzie; nawet jeśli starał się za każdym razem pokazać, jak ważna jest dla niego. Któregoś dnia po prostu wyprowadziła się z mieszkania, zostawiając krótki list. A Jax niby zrozumiał, ale do dziś to w nim siedzi i jest powodem do wyrzutów wobec samego siebie.
Nie zmienił jednak pracę, tylko po rozstaniu zaangażował się jeszcze mocniej w pracę. Jego oddanie zostało docenione i choć nie został awansowany na kapitana, to pełnił funkcję kapitana p.o., kogoś kto przejmował dowodzenie nad jednostką w zastępstwie za stałego kapitana, w momentach, gdy ten miał być nieobecny.
