
Mindy wychowywała się pod czujnym okiem matki, choć taki stan rzeczy utrzymywał się wyłącznie przez trzy lata. Po tym czasie stopniowo pochłaniać zaczęła ją choroba, a jej córka poznawać zaczęła coś, co wkrótce stać miało się jej codziennością - życie pełne nianiek. Nie znosiła tego - prowincji, samotności i braku bliskiej osoby, na której mogłaby polegać.
Miała kilkanaście lat, kiedy ojciec łaskawie postanowił powiedzieć temu pas. Zmotywowany wysokimi wynikami w nauce przystał na prośby dotyczące przeprowadzki do niego, do miasta. Tam pod okiem najlepszych nauczycieli miała zadbać o jak najlepsze wykształcenie, podczas gdy on nadal zostawał całkowicie pochłonięty zarządzaniem rodzinnym kasynem. Od śmierci żony zdawał się zaangażować w to nawet bardziej.
Przez bardzo długi czas pozostawała odcięta od jego świata, zawsze też desperacko starając się do niego wkraść. Przeżyła paskudny okres buntu, a podczas studiów zagroziła, że współpracy podejmie się z konkurencją. Do tej pory nie wie, co tak właściwie przesądziło o jego decyzji, ale w końcu dostała to, czego chciała.
Przynajmniej na krótką chwilę.
Rolę dyrektora kasyna w Yellowknife dane jej było pełnić zaledwie przez chwilę. Zmuszona była porzucić ją wraz z tym, jak ojciec podjął decyzję o przeniesieniu jej do nowo otwartej filii w Toronto. Pod maską awansu ukryte było jednak coś więcej - coś, o czym sama dowiedziała się dopiero, gdy ktoś uszkodził jej hamulce, a kierowca, który przebywał z nią cały czas, zginął w wypadku, z którego ona jakimś cudem wyszła bez szwanku.
Nie miała pojęcia, z kim zadarł jej ojciec. Nie musiała wiedzieć, bo mimo wszystko mu ufała. Nie zająknęła się nawet słowem, kiedy w końcu zrozumiała, czemu służyć miały spore farmy maków rozlokowane po ich ziemiach w obrębie całej prowincji. Sprzeczała się wyłącznie z przeprowadzką, ale w końcu i na nią przystała.
Była przecież córeczką tatusia, a poza tym wiedziała, jak kończą ludzie, którzy kiedyś powiedzieli mu n i e.
