-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiczas narracji-postaćautor
Przez moment przypatruje się jej uważnie. Wydaje się jakby nie potrafiła uwierzyć w to, że w takim właśnie momencie Astrid śmie łapać ją za słówka i poprawiać w tak drobnych szczegółach, które istotnie są tu bez znaczenia. Obie wiedzą, co dokładnie ma ona na myśli, ale z jakiegoś powodu Finch doskonale bawi się tym, że może jej zwracać uwagę. Mimowolnie Ophelia przygląda jej się spod przymrużonych powiek, a kolejne słowa, które smakuje na języku muszą być dobrze wyważone.
- Nie przed żywą publicznością. Nie twarzą w twarz. O to mi chodzi. To zupełnie inne warunki - przypomina jej po czym odsuwa się nieznacznie, bo nawet nie zauważyła, w którym momencie pochyliła się ku dziewczynie tak blisko, że mogła niemalże poczuć na swoich wargach jej ciepły oddech o smaku sączonego od dłuższej chwili drinka.
Potakuje na jej pytanie, bo właśnie to jej proponuje. Rola supportu, before party czy after... Takie drobne prace wydają jej się odpowiednie na sam początek, aby pozwolić Astrid się rozruszać. Oczywiście jeśli w międzyczasie się sprawdzi, a Attwood znajdzie jakąś lepszą robotę to nie omieszka jej o tym wspomnieć.
- Nie rozpędzaj się zbytnio -mówi, ucinając od razu wszelkie te mrzonki o tym, że zaraz zacznie wpisywać ją na każdą możliwą imprezę. - Wpierw pokaż w jakiej jesteś kondycji, a potem pomyślimy o reszcie... Zresztą nawet jeśli mi się spodobasz to nie mogę tak jawnie cię faworyzować.
Posyła jej jeszcze jeden tajemniczy uśmiech, a następnie nachyla się ku przedniego siedzenia kierowcy, aby podpowiedzieć mu dogodne miejsce do zaparkowania pojazdu. W końcu mężczyzna staje w pobliżu wejścia do pobliskiego budynku, a Ophelia dziękując mu, otwiera drzwi auta. Czeka na to, aż Astrid znajdzie się obok niej, aby móc ją zaprowadzić do odpowiedniego mieszkania.
- Chodź - mówi miękko, a jej ręka na chwilę zamarła wyciągnięta ku dziewczynie jakby w ostatnim odruchu powstrzymała się od objęcia jej i ułożenia dłoni w dole jej pleców.
Zupełnie jakby jeden dotyk wystarczył do tego, aby zburzyć to, co zdążyło się między nimi wytworzyć. Lub jakby było to tabu, którego nie należy naruszać...
astrid finch
-
𝖎 𝖈𝖆𝖓'𝖙 𝖉𝖗𝖎𝖛𝖊 𝖆 𝖈𝖆𝔯
𝖇𝖚𝖙 𝖎 𝖈𝖆𝖓 𝖉𝖗𝖎𝖛𝖊
𝖞𝖔𝖚 𝖎𝖓𝖘𝖆𝖓𝖊 ✧˖*°࿐nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiwhatevertyp narracji3 os.czas narracjiteraźniejszypostaćautor
Już nie jest jednak aż tak nonszalancka, jeśli chodzi o Ophelię. Ona nie daje się zwieść najprostszym chwytom, które tak dobrze działały na większość ludzi. I chociaż Astrid już przed nią wcześniej grała, teraz jej obecność podczas występu na pewno odznaczy się dużo intensywniej. Finch przyłapuje się na tym, że chce jej zaimponować. Palce lewej dłoni, wcześniej luźno ułożone na udzie, teraz poruszają się lekko, jakby już szukały klawiszy. Spojrzenie Finch jest jednak w pełni skupione na tęczówkach. Próbuje dostrzec, jaki dokładnie mają kolor – nie jest to jednak zbyt proste zadanie przy rytmicznie przesuwających się plamach światła z ulicznych latarni. Jej spojrzenie przesuwa się do pieprzyka pod prawym okiem – a potem Attwood odsuwa się, a Finch bierze głęboki wdech, zdając sobie sprawę z tego, że rytm oddechów zmienił się, gdy twarz managerki znalazła się tak blisko.
Nie spodziewała się innej reakcji na swoje słowa, dlatego uśmiecha się krzywo. — Jeśli? — znów łapie ją za słówko, unosząc brwi w górę. — Niecały rok i już zapomniałaś, jak gram? — W końcu nie jest tak, że Ophelia nie słyszała jej setów. Być może to było już dosyć dawno i nieszczególnie często – gdy jej kariera się rozkręciła, grywała w wielu miejscach. Być może zmieniła się od tego czasu – jej muzyka zmieni się z pewnością razem z nią. Ale jednak nie próbuje sprzedać Attwood kota w worku. Myśl, że być może nie zapadła jej wcześniej w pamięć, godzi odrobinę w jej ego. Unosi szklankę do ust, jakby chciała je przepłukać ze zbędnych komentarzy, zanim je znowu otworzy. — Zresztą dlaczego nie? Ludzie lubią wiedzieć, czego się spodziewać i wracać do tego, co jest im już znane. To nie byłaby głupia strategia biznesowa. — Kolejne niewinne wzruszenie ramion. Negocjuje już bardziej dla sportu, niż dlatego, że chce coś wskórać. I tak ostatecznym argumentem będzie występ, a teoria bez praktyki jest niewiele warta.
Nocne powietrze uderza w twarz rześkością, a na betonie rozlega się stukot obcasów, który odbija się pogłosem od pobliskich budynków. Astrid zatrzaskuje drzwi taksówki, ściskając wciąż wypitego do połowy drinka. — Prowadź — mówi do Ophelii, kierując swoje kroki w ślad za managerką. Okolica nie jest jej nieznajoma; myśli przez chwilę o tym, że sama mieszka całkiem niedaleko, zanim nie przekraczają progu klatki dźwiękowej. — Które piętro? — pyta, chcąc dowiedzieć się, czy powinna kierować się do windy.