
where a few dumbasses try their best not to fuck things up."
Zabawne jak bardzo intro do podcastu, który Erika prowadzi z przyjaciółmi zdaje się opisywać jej życie.
W końcu dokładnie tak się czuje. Jak głupek, który stara się usilnie niczego nie spierdolić. Jakby w zasadzie jedynie udawała dorosłą, gdy tak naprawdę powinna nią być skoro zaczyna zbliżać się nieubłaganie do trzydziestki, a na mediach społecznościowych co rusz widzi zdjęcia znajomych ze szkoły, którzy zakładają rodziny i układają sobie życie tak jak każdy dorosły powinien. Ona z kolei ma wrażenie jakby wciąż była dzieciakiem, który wszystko stara się w jakiś sposób ogarnąć. Zupełnie jakby w fazie rozwoju zatrzymała się w liceum. Ma wrażenie, że nigdy nie przestała być dziewczyną, która żyje swoimi marzeniami i nie wychodzi ze świata fantasy, który dawał jej zawsze poczucie bezpieczeństwa.
Zdecydowanie powinna być kimś poważniejszym. W końcu jej ojciec, Aksel Lindberg, był szanowanym profesorem skandynawistyki, który objął posadę na uniwersytecie w Toronto. Matka z kolei obejmowała wysokie stanowisko w międzynarodowej korporacji. W porównaniu z nimi mogła się czuć jak porażka i czarna owca. Nie wykształciła żadnych umiejętności, które pomogłyby jej się odnaleźć na rynku pracy jako ceniony zawodowiec, ani też nie była w stanie po ukończonych studiach magisterskich kontynuować kariery akademickiej. Nie potrafiła się odnaleźć w środowisku przepełnionym profesjonalnym żargonem. Zamiast tego została klaunem. Może i nie dosłownie, ale tak.
Starała się usilnie odnaleźć swoje miejsce odkąd tylko skończyła swoje studia z zakresu filologii angielskiej na uniwersytecie Toronto. Obroniła pracę związaną z tematyką literatury gotyckiej, która została dosyć ciepło przyjęta i została wypuszczona w świat bez większego pomyślunku na siebie. Może poza jednym pomysłem, który wiedziała, że był niezwykle ryzykowny oraz taki, który mógł nie zapewnić jej utrzymania.
Już na początku studiów poznała kilka osób, z którymi mogła zagłębiać się rozgrywki typowych stołowych gier rpg. Od zawsze było to jej pasją i poświęcała sporo czasu na to, aby jak najlepiej dopracować swoje postacie i nadać im szczególnego realizmu oraz wykreować dla nich właściwą historię. Mogła dzięki temu nie tylko rozwijać się kreatywnie, ale także robić to, co sprawiało jej prawdziwą przyjemność.
Chciała tworzyć wraz z najlepszymi przyjaciółmi actual play show, który także dla innych mógłby być świetną rozrywką i umilać im długą podróż autobusem, monotonną pracę czy towarzyszyć przy wielu różnych i monotonnych zajęciach jako zabawne tło. Tylko, że z tego trudno byłoby się jej utrzymać.
Dlatego też chociaż rozwijanie show w którym uczestniczy jako aktywna graczka jest dla niej niezwykle ważnym przedsięwzięciem, w które się angażuje z całych sił to jednak jej głównym źródłem utrzymania jest praca edytorki w Toronto Sun, którą zawdzięcza swojemu wykształceniu w dziedzinie języka ojczystego. W końcu wszelkie wpłaty z patronite i podobnych związanych z podcastem źródeł dochodów są przez nich przeznaczane w dużej mierze na rozwój projektu przez inwestycję w odpowiedni sprzęt oraz oprogramowanie. Żadne z nich nie mogłoby się na stałe utrzymywać ze czegoś, co jest tak zależne od łaski odbiorców, którzy mogą z łatwością rozkoszować się ich twórczością w większej mierze za darmo bez sięgania po specjalny content.
> od kilku lat wraz z paczką przyjaciół tworzy podcast Dungeons and Dummies, który ukazuje rozgrywane przez nich kampanie oraz one-shoty stołowych rpg. Ich głównym systemem jest piąta edycja Dungeons and Dragons, ale czasami sięgają również po inne dla pewnej różnorodności.
> do grona swoich idoli ze środowiska rpg-owego zalicza zdecydowanie Matta Mercera, Brennana Lee Mulligana, Briana Murphy’ego, Laurę Bailey i wielu innych, ale największym wzorem jest dla niej Emily Axford, którą uważa za jedną z najlepszych graczek na świecie. Chciałaby kiedyś grać na takim samym poziomie i posiadać równie wielki poziom kreatywności.
> traktuje niezwykle poważnie tworzenie postaci do swoich rozgrywek zarówno pod względem mechanicznym jak i roleplayowym. Kiedyś nawet zaczęła uczyć się węgierskiego tylko po to, aby móc go stosować w czasie sesji podczas odgrywania swojej shadow sorcererki. Stwierdziła bowiem, że właśnie ten język najlepiej będzie się nadawał do tego, aby nadać całości aury tajemniczości oraz sprawdzi się jako wznoszone do bóstw modlitwy czy inkantacje zaklęć.
> musiała się kiedyś sprawić na rozmowę z działem HR ze względu na to, że zadzwonił do niej telefon w pracy. Wszystko przez to, że na dźwięk dzwonka ma ustawioną niemiecką pieśń marszową Erika. Dla niej był to swoisty żart związany z imieniem oraz sygnał trudny dla przeoczenia. Dla kadr? Zapalnik do rozmowy na temat symboliki nazistowskiej oraz podobnych nawiązań.
> jej ojciec jest Norwegiem. Pierwsze cztery lata życia spędziła właśnie w Norwegii, gdzie jej rodzice mieszkali przez jakiś czas nim przenieśli się na stałe do Toronto. Dalej często odwiedza tamtejsze rejony. Zarówno turystycznie jak i ze względu na mieszkającą tam rodzinę.
> zawsze ma przy sobie miniaturowy zestaw kości do gier rpg w breloku. Na wypadek, gdyby musiała niespodziewanie ich użyć. Czasami rzuca nimi, gdy ma problemy z podjęciem jakiejś decyzji i dokonuje wyboru na podstawie uzyskanego wyniku.
> jeśli chodzi o jej gust muzyczny to przeważa w niej rock alternatywny, indie oraz grunge. Często jednak słucha wszystkiego, co po prostu wpadnie jej w ucho bez rozróżniania na jakieś pomniejsze kategorie.
> kiedyś chciała zdobyć chociaż jakieś faktyczne umiejętności i z tego względu nauczyła się grać na gitarze. Nieco jej to zajęło, ale teraz radzi sobie całkiem nieźle chociaż Nita Strauss z niej nie jest.
> jeśli miałaby w jakiś sposób określić swój styl to powiedziałaby, że jest gotką z zamiłowania. Wychowana została na takich produkcjach jak Rodzinna Addamsów czy filmografii Tima Burtona przez co zdecydowanie bliska jej sercu jest bardziej mroczna estetyka.
> traf chciał, że urodziła się w dzień świętego Patryka. Z tego powodu jej swoistą tradycją jest uczczenie tego dnia wypiciem sporej porcji barwionego na zielono piwa marki Guinness. Zwyczaj ten zapoczątkowała z kolegą irlandzkiego pochodzenia i praktykuje zawzięcie od kiedy tylko może legalnie pić.
> oficjalnie nigdy nie została z niczym zdiagnozowana, ale fani podcastu dawno nadali jej tytuł neurospicy ze względu na to, że przejawia momentami zachowania, które trudno jest nazwać neurotypowymi.
