-
'Cause we're the afterlife of the party
In this life and the next one darlin'
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Mhm. Bo robiłeś to tylko kiedy ci na to pozwalałem - przypomniał mu, nie zamierzając przyznawać mu racji wprost, nawet jeśli dopiero co wylądował pod nim na kanapie. Nie potrzebował teraz dodatkowego łechtania ego, jeszcze za bardzo się rozrośnie i to Eddie będzie musiał się z nim użerać. Jednocześnie był aż zbyt świadom do jakiego poziomu dotarły jego umiejętności ostatnim razem, kiedy zabrał się za walkę na serio i myśl o ponownym rzuceniu mu prawdziwego wyzwania, bez miękkich amortyzatorów i domowej atmosfery, dawała mu świeży zastrzyk ekscytacji. Obok tego już i tak przyspieszającego jego serce na obietnice rzucane przez Pablo, w które ani przez moment nie zwątpił. Byli umówieni, to mu starczało, kiedy wsuwał palce we włosy męża i odchylał głowę na poduszki, chętnie przyjmując podrzucony przez niego pomysł na zakończenie dnia.
Jedna wiadomość wyświetlona na rozbitym ekranie komórki starczyła by wiedział, że coś jest nie w porządku. Nie wiedział dokładnie co, jednak nie był jasnowidzem, a Pablo od czasu do czasu pisał do niego o swoim dniu i zwykle nie było w tym nic podejrzanego. Tym razem nerwy zaczęły budować się w nim od pierwszych słów, a wszystko potwierdziła prośba odwiedzenia go w pracy. Bo tego jego mąż nie robił nigdy. Od kiedy się tam wprowadzili co najwyżej zdarzało mu się odebrać go po skończonej robocie, Edward raz zaprosił go na oglądanie przybytku, a także kontrolne sprawdzenie czy znajdowało w nim dostatecznie dużo miejsc ucieczki i jak najmniejsza ilość kamer, oraz próbował opchnąć mu jeden ze swoich nowych wzorów w pełnym przekonaniu, że pasowałby do niego perfekcyjnie.
Chociaż jeszcze w trakcie rozmowy miał na fotelu klienta, gdy tylko wyczuł potencjalny problem oddelegował go na inną datę z obietnicą porządnego rabatu i już był w trakcie sprzątania stanowiska dla zajęcia czymś rąk, kiedy usłyszał drzwi wejściowe. Wyszedł do niewielkiej poczekalni szybkim krokiem, zatrzymał się na krótką chwilę na widok Pablo, jako pierwsze przyswajając rozdartą bluzę i ślady krwi, po czym pokonał resztę drogi by zgarnąć go w ramiona. Przyciskał go do siebie jedną ręką opartą na wskroś pleców, podczas gdy drugą zdaje się próbował schować go przed światem, obejmując jego bark i przytrzymując tył jego głowy, zachęcając by bardziej zagłębił się w jego objęciach. Przytulił policzek do jego głowy, na wpół świadomie próbując oszacować jego tętno, prędkość oddechów i temperaturę ciała. Był ranny, ale nie wydawał się słaniać na nogach, miał też dość czystości umysłu by być w stanie do niego napisać i przyjść tu o własnych siłach i to dało radę uspokoić Edwarda dostatecznie by nie wskoczył prosto w tryb alarmowy.
Dał mu kilka minut spokoju, stojąc z nim na środku pokoju, trzymając go blisko i utrzymując w pionie, zarówno dosłownie jak i nie. Przycisnął wargi do jego skroni i zsunął dłoń w dół jego pleców by dać mu znać, że zmieniają miejsce. po czym odsunął się od niego zaledwie o krok, by być w stanie komfortowo zaciągnąć go przez drzwi, zza których niedawno wyszedł i poprowadzić na dwuosobową kanapę pod ścianą pomieszczenia. Ani przez moment nie przerwał z nim kontaktu, rzucając okiem w dół jego ciała w poszukiwaniu potencjalnych uszkodzeń. Usiadł wraz z nim i sięgnął do ręki, na której miał rozcięty rękaw, by stanowczo złapać ją za nadgarstek, wyprostować i oprzeć na jego kolanach.
- Czym? - mruknął, doskonale świadom, że zacięcie nie było w tej chwili największym problemem, jednak kolejność pierwszej pomocy była w tym momencie bezdyskusyjna. Najpierw zajmowali się ranami śmiertelnymi, potem resztą fizycznych, które dało się załatać, dopiero po upewnieniu się, że groźba wykrwawienia się i infekcji została zniwelowana mogli zająć się sferą uczuciową i całym bagażem emocjonalnym. - To wszystko? Idę tylko po apteczkę, daj mi sekundę, nie ruszaj się - ogłosił, lekko zacisnął palce na jego ręce i zebrał się w miejsca by przejść do łazienki i znaleźć porządnie wyposażone pudełeczko, przygotowane na każdą ewentualność. Przezorny zawsze ubezpieczony. Wrócił na miejsce z mokrym ręcznikiem, który odłożył tymczasowo na stoliku obok, w następnej chwili wyciągając nożyczki by rozciąć resztę przeszkadzającego mu w pracy rękawa.
Pablo Rivera-Sahin
-
You're like this diamond, a way I'm forever reminded. That home is wherever we find it.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie pamiętał kiedy ostatnio robił coś ważnego bez niego. Mówił mu o wszystkich swoich planach, mówił mu kiedy i gdzie jedzie na zakupy, co ma zamiar robić później i jak wyglądają jego kolejne dni z dokładnością co do godziny. Tym razem nie powiedział. Edward wiedział tylko, że Pablo m spotkać się wcześniej czy później ze swoim bratem, głównie po to w ogóle się tutaj przenieśli, ale na pewno nie spodziewał się, że zrobi to bez mówienia mu kiedy i gdzie.
Pablo potrzebował zrobić to sam, bez świadomości, że Edward cały czas wyczekuje wiadomości od niego, denerwuje się i o niego martwi. Nie znaczyło to, że Pablo go nie potrzebował. Wręcz przeciwnie. Wytrzymał i tak długo, ale dłużej już nie potrafił, dlatego postanowił przyjechać do niego do pracy, zamiast czekać w domu. W jego objęciach było już dobrze, wsunął dłonie na jego plecy i przytulił się do jego ciała, zamykając oczy i trwając tak przez kilka dłużących się chwil. Zacisnął lekko palce na jego koszulce, wtulając nos w ciepłe zagłębienie w jego szyi, żeby wdychać jego zapach, czego potrzebował teraz na równi z tlenem. Rana na przedramieniu w ogóle się dla niego nie liczyła, prawie o nie zapomniał, chociaż niby momentami odzywała się ciągnącym bólem, szczególnie kiedy poruszał ręką.
Opadł na kanapę w drugim pomieszczeniu i odchylił się, uderzając plecami o oparcie, bez słowa, przekręcając tylko głowę, kiedy z ust Eddiego padło pytanie. Powietrze opuściło jego płuca ciężko, trochę jakby za długo je wstrzymywał. Oparł rękę na kolanie i spojrzał na nią, przesuwając wzrokiem po rozciętym, zakrwawionym rękawie bluzy i niedbale zawiązanym bandażu, przez który w niektórych miejscach przesiąkała krew.
一 Czyste cięcie nożem, średnio głębokie. Główne żyły nienaruszone 一 odparł tonem wypranym z emocji, bo chociaż tak naprawdę nic mu nie było, to czuł się wyczerpany i nie przez powierzchowną ranę, która była niczym w porównaniu z tym, z czego na przestrzeni lat wychodził, ale przez to, że spotkanie z bratem okazało się trudne. Skomplikowane pod względami, o których wcześniej w ogóle nie myślał. Nie chodziło nawet o to, że obawiał się, że ich plan nie wypali - wręcz przeciwnie. Widział w jaki sposób Milo spojrzał na zdjęcie Rose. Już czuł, że będzie chciał ją wcześniej czy później poznać. Chodziło o coś innego, o stare wspomnienia, które kiedyś skrzętnie pochował w zamkniętej szkatułce, gdzieś na dnie pamięci, a teraz nagle Milo tę szkatułkę otworzył, nie wiedział jakim cudem, ale zrobił to.
一 Jest czujny. Dobrze sobie radzi 一 powiedział w pewnym momencie, trochę oderwany od tego, co działo się tu i teraz. Nawet nie był pewien czy ma coś więcej do powiedzenia. A może miał po prostu za dużo? Nie potrafił tego uporządkować, nie potrafił się z tym dopasować. Od bardzo, bardzo dawna jego jedyną rodziną był Edward i Rose, którzy byli całym jego światem, bardzo dobrze znanym światem. Nagle musiał skonfrontować się z czymś, co na dobrą sprawę było dla niego całkowicie nowe i radził sobie z tak wieloma rzeczami, że chyba nie spodziewał się, że to zrobi nam nim tak duże wrażenie. W dodatku odczuł to dopiero później, jak już było po wszystkim, kiedy siedział w aucie, analizował i dopuszczał do siebie uczucia, od których w miejscu pracy Milo całkowicie się odciął, żeby dać sobie radę z tym, co musiał zrobić.
Powiódł wzrokiem za Eddim, kiedy ten poszedł do łazienki i dalej na niego patrzył, kiedy wracał i siadał przy nim z apteczką, ręcznikiem i nożyczkami. Patrzył jak rozcina bardziej rękaw, a potem bandaż, który i tak do niczego się nie nadawał. Rana krwawiła już mniej i chociaż była bardziej imponująca, niż zwykłe draśnięcie, to nie wyglądała źle dla kogoś, kto widział dużo gorsze, głębsze i szarpane rany.
Edward Rivera-Sahin
-
'Cause we're the afterlife of the party
In this life and the next one darlin'
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Spodziewał się ataku, zagrożenia, potrzeby ucieczki, jednak nie spodziewał się stanu, w jakim przyszedł do niego Pablo. Cała jego postawa wskazywała na coś znacznie głębszego od zwykłej potyczki w ciemnym zaułku, jednoczesny brak wzmożonej paniki czy bicia na alarm sugerował brak dalszego zagrożenia. Jakby sprawa dotyczyła ich problemu, pierwszym miejscem odwiedzin byłoby przedszkole Rose i nie spędziliby dobrych kilku minut zamknięci w swoich objęciach na recepcji studia tatuażu. Eddie obserwował go uważnie, badawczo rozkładając na części pierwsze mimikę jego twarzy, mowę ciała, odległe spojrzenie. Stało się coś istotnego, może nawet bardziej niż wszystko co mógłby przewidzieć na własną rękę, i chciał zrobić wszystko by go w tym wesprzeć.
- I chujowy opatrunek - dodał do listy, spoglądając na luźno zawinięty bandaż nie tamujący absolutnie nic. Cmoknął z dezaprobatą, odrzucając go na wyłożoną kafelkami podłogę i uznając potencjalną plamę krwi za późniejszy problem. Odnotował za to fakt, że Pablo dostał okazję na pierwszą pomoc, nawet jeśli całkowicie spaprał sprawę. Nie wyglądało to jak spontaniczna potyczka w środku miasta. - Zdezynfekowałeś to chociaż? - dopytał, samemu wyciągając już odpowiednią buteleczkę by oczyścić ranę. Faktycznie nie była głęboka, krwawienie zdawało się ustawać i wątpił by potrzebowała szycia, chociaż przez chwilę przyglądał się rozcięciu rozważając wyjęcie igły i sprawdzając czy nie zawieruszyło się tam żadne ciało obce. Obmył je sprawnie i hojnie, oblewając częściowo ręcznik, który podłożył pod jego rękę, po czym poszukał papierowej paczuszki z opatrunkiem jałowym. Zatrzymał się w miejscu z opakowaniem w ręku, zanim zdążył je otworzyć, przenosząc pytający wzrok na mężczyznę. Komentarz wydawał się całkowicie nie na temat, jak wyrwany z innej rozmowy i Edward potrzebował kilku sekund by przetrzepać własny umysł w poszukiwaniu wskazówek. Ostatecznie wniosek nie był tak trudny do odnalezienia jak mogło się wydawać, proces eliminacji zostawił tylko jedną osobę, której mogło się to odnosić.
- Poszedłeś go zobaczyć - odparł, nie siląc się na pytający ton głosu, kiedy znał już odpowiedź. Przez twarz przebiegło mu kilka różnych emocji ze skrajnych końców skali, od zmartwienie przez złość, współczucie i irytację. - Sam. I wyskoczył na ciebie z nożem - podsumował wszystkie otrzymane informacje, poszukując zmian w jego twarzy, które mogłyby go nakierować resztę drogi. Opuszczając dłoń z opatrunkiem, ułożył drugą na jego dłoni, lekko obejmując palcami jego nadgarstek. - A jak ty sobie radzisz? - zaczął od najważniejszej kwestii. Reszty faktów mógł dowiedzieć się później, tego jak poszło, czego się dowiedział, czy ich plan miał jakiekolwiek szanse na powodzenie - wszystko to było istotne, jednak nie aż tak jak roztrzęsienie, które emanowało z niego falami od kiedy przekroczył próg budynku. Wiedział jak chwiejna był dla niego temat rodziny, a decyzja odnowienia kontaktu nie bez powodu wydawała się najważniejszym dotychczasowym krokiem postawionym w tym miejscu. - Proszę powiedz, że dzieciak jest po prostu narwany i go celowo nie prowokowałeś - westchnął, uznając wspomnienie o czujności za podejrzane. Nikt nie był na tyle czujny by atakować bez najmniejszego powodu, nawet oni. - Rozpoznał cię? - dodał jeszcze, pozwalając swojej ciekawości wygrać. Lekko ścisnął jego dłoń i, chociaż dalej rzucał w jego stronę uważne spojrzenia, wrócił do poprzedniego zadania. Rozerwał opakowanie z gazą i przycisnął ją do rany, po czym zaczął ciasno owijać jego przedramię świeżym bandażem.
Pablo Rivera-Sahin
-
You're like this diamond, a way I'm forever reminded. That home is wherever we find it.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Więc Edward miał rację 一 Pablo nie pisałby wiadomości i nie chciał się spotkać w miejscu jego pracy, gdyby sytuacja była krytyczna. Potrzebował go jednak, chociaż potrzebował go właściwie cały czas, ale nie potrafił po spotkaniu z bratem być zbyt cierpliwym. Musiał być z Eddim, jak najbliżej, musiał dobrze go poczuć, upewnić się, że dalej jest przy nim i nieważne, że był od lat, codziennie, Pablo musiał na nowo upewniać się każdego kolejnego dnia po otworzeniu oczu, w trakcie dnia i przed zaśnięciem. Wszystko w jego życiu kręciło się wokół Edwarda i Rose.
Nie mógł się nie zgodzić, że opatrunek nie był najlepszy, więc zwyczajnie to przemilczał. Zerknął tylko przelotnie na bandaż. Kojarzył, że owinął go jedną ręką, byle jak, zawiązując tylko w jednym miejscu, żeby za bardzo się nie zsunął. Myślami był zupełnie gdzie indziej, a uwagę poświęcał wtedy głównie Milo. Ocenił ranę jako niegroźną, więc nie przykładał aż takiej wagi do odpowiedniego opatrzenia jej, mógł to zrobić później.
一 Nie 一 przyznał w sprawie dezynfekcji, bo faktycznie tego nie zrobił. Nie pamiętał już czemu. Wolał się przyznać, bo przecież mimo wszystko zależało mu na tym, żeby wcześniej czy później ranę oczyścić. Może i odłożył to na później, ale nie miał zamiaru tego nie robić. Zależało mu na własnym zdrowiu i dobrej kondycji, żeby odpowiednio móc zajmować się swoją rodziną. Edward pewnie się więc domyślał, że skoro nie zajął się raną odpowiednio od razu, to znaczy, że czymś wyjątkowo mocno się przejął, nawet jeżeli tego po sobie nie pokazywał.
Kiwnął głową, odpowiadając twierdząco na jego pytanie, częściowo wyrywając się z zamyślenia. Zaraz pochylił się, zdrową ręką obejmując uda męża, tuż pod pośladkami, policzek za to przytulając do jego brzucha, kilka razy składając na nim pocałunki przez materiał koszulki. Może i ta pozycja trochę utrudniała Edwardowi dalsze opatrywanie rany, ale Pablo było częściowo gdzie indziej, przynajmniej myślami i duchem. Dlatego na pytanie jak sobie radzisz też nie odpowiedział. Nie miał jeszcze pojęcia jak sobie radził.
一 Jest bardzo narwany 一 wymruczał, opuszczając lekko powieki, bo ja widać potrzebował bliskości Edwarda i mógł odetchnąć dopiero jak ciasno przylegał swoim ciałem do jego. 一 Ale i tak możliwe, że trochę go sprowokowałem 一 dodał cichej i uniósł lekko kącik ust w powściągliwym półuśmiechu. Przez chwilę się nad czymś zastanawiał.
一 To się nie zmieniło. Zawsze taki był. Nauczył się samodzielności i to chyba dobrze, prawda? 一 mówił dalej, marszcząc lekko brwi. U nich w rodzinie nie było typowego dzieciństwa, a jeżeli już rodzeństwo sobie jakoś na nie pozwalało, to były to tylko ulotne momenty. Wszyscy musieli zbyt szybko i zbyt gwałtownie dorosnąć i boleśnie zrozumieć, że można polegać tylko na sobie. On też by taki był, gdyby nie Edward i chociaż mąż nauczył go, że czasami można komuś zaufać, to Pablo ufał tylko i wyłącznie jemu. Jednej jedynej osobie na całym świecie, wobec innych dalej podchodząc z dystansem i nieufnością.
一 Tak, w końcu tak 一 wyznał na ostatnie zadane przez mężczyznę pytanie. Czuł już przyjemne ciepło ciała Edwarda na swoim policzku, które grzało go nawet przez materiał. Pozycja była jeszcze średnio wygodna, bo Eddie nie skończył zajmować się jego ręką, ale bliskość z partnerem zawsze była dużo lepsza, niż jej brak. 一 Pokazałem mu zdjęcie Rose i myślę, że nie odpuści tej okazji. Daję mu góra tydzień, może dziesięć dni, na zastanowienie. Odezwie się, czuję to 一 dodał z pewnością w głosie. Nie chciał myśleć, że mogłoby być inaczej i Milo nigdy już by się nie odezwał. Potrzebował, żeby plan się udał. Od tego w końcu zależało ich życie.
Edward Rivera-Sahin
-
'Cause we're the afterlife of the party
In this life and the next one darlin'
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przerwał robotę tylko na moment, gdy ten zmieniał pozycję, chociaż trzymał jego rękę stabilnie w poziomie, by nie spaprać tego, co już zrobił. Wolną dłonią przeczesał jego włosy, powoli, delikatnie, później zatapiając palce nieco głębiej i przebiegając paznokciami po skórze jego głowy. Najchętniej zostałby tak na dłużej, dając mu odpocząć na swoich nogach, pomagając mu się zrelaksować, jednak miał robotę do wykonania i dostosował się do nowego układu bez słowa sprzeciwu, by kontynuować zabezpieczanie gazy na jego przedramieniu.
- Pablo - zgrzytnął ostrzegawczo na potwierdzenie swojego podejrzenia względem powodu zyskania przyszłej, nowej blizny do kolekcji. - Trochę? To jakbyś sprowokował go bardziej wróciłbyś bez ręki czy bez brata? - mruknął z wyraźną dezaprobatą, chociaż po chwili powoli wypuścił powietrze nosem. Nawet jeśli wolałby, aby jego mąż nie robił z siebie worka treningowego, informacja o tym, że Milo potrafił się obronić, była mile widziana. W ich sytuacji praktycznie konieczna by mogli zachować chociaż minimum spokoju ducha. - Dobrze, że wie jak posługiwać się nożem. Teraz trzeba go nakierować by wiedział przeciwko komu go używać, bo jak to się powtórzy to za siebie nie ręczę, jasne? - podkreślił, jako że samo przymknięcie oka na zaatakowanie jego męża kosztowało go wiele dobrej woli. Zwykle było przewinienie śmiertelne, tym razem jednak oferował zniżkę dla rodziny i to tylko dlatego, że wątpił by Pablo popierał jego misję polowania na jego rodzonego brata. Zwłaszcza po tylu latach. Zwłaszcza, że, mimo wszystko, wyglądało jakby zależało mu na odzyskaniu z nim kontaktu. W końcu nie bez powodu miał go na oku od lat i nie planował odpuszczać.
- Myślisz, że tak go ciągnie do odzyskania rodziny? - mruknął na pewność w jego głosie, zabezpieczając końcówkę bandaża w miejscu. Podniósł jego rękę nieco wyżej i pochylił się, by musnąć wargami biały materiał oplatający jego skórę, bo chociaż nie mieli do czynienia tylko z plasterkiem, nie oznaczało, że musiał odpuszczać sobie taką drobną czułość. - Już, oszczędzaj ją przez kilka dni, hm? - upomniał go jeszcze, bardziej instynktownie niż z faktycznej potrzeby. Zwłaszcza, że zamierzał być obok niego przez cały ten czas i w razie potrzeby dosadnie sprzeciwiać się wszelkim zbędnym wysiłkom.
- Chodź tutaj - mruknął po ponownym zapakowaniu apteczki i rzuceniu na ziemię wszystkiego, czego już nie potrzebował. Zachęcił Pablo by ten oderwał się od jego nóg, zamiast tego przyciągnął go bliżej i posadził go sobie na udach, by ponownie być w stanie wziąć go w objęcia. Dłonią we włosach pokierował jego głowę niżej, by zetknąć się z nim czołem. - Bardzo się zmienił? Od kiedy ostatnio się widzieliście? - spytał, pomimo bliskości utrzymując uważne spojrzenie na jego zielonych tęczówkach. Przed następnym pytaniem wyraźnie się zawahał, gładząc palcami skórę w dole jego pleców, po automatycznym wsunięciu dłoni pod jego ubrania. - Dlaczego mi nie powiedziałeś?
Pablo Rivera-Sahin
-
You're like this diamond, a way I'm forever reminded. That home is wherever we find it.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
一 Oczywiście bez ręki 一 odparł na jego pytanie, nawet niespecjalnie się nad tym zastanawiając. To było dla niego akurat oczywiste. Pomoc Milo była kluczowa w ich sprawie i dzięki niej mogli uratować swoją małą rodzinę. Na pewno by się go nie pozbył, a jego ręka nie byłaby za to wygórowaną ceną.
Pogładził kciukiem udo mężczyzny i zaciągnął się jego zapachem, słuchając kolejnych słów. Wiedział, że Eddie mówił poważnie, bo w odwrotnej sytuacji Pablo zrobiłby dokładnie tak samo.
一 Nie powtórzy się, obiecuję 一 powiedział z pewnością w głosie. Co prawda obietnica nie dotyczyła tego, że Milo nigdy więcej tak nie zrobi, bo nie mógł nim kierować, ale mógł obiecać, że zrobi wszystko, aby do tego więcej nie dopuścić. Wiedział, że to naprawdę martwiło Edwarda i nie chciał nadużywać jego cierpliwości. Zastanowił się przez chwilę nad kolejnym pytaniem. Nie miał pojęcia czy jego entuzjazm nie wynikał z ogromnej potrzeby, żeby Milo dał się przekonać do ich planu, ale tak czy siak potrzebował czegoś pozytywnego, więc starał się tak myśleć.
一 Rodziny może nie. Nie do tej pory. Jednak Rose… Myślę, że tego nie odpuści 一 przyznał, bo gdyby Milo zależało na rodzinie, która zostawiła go przed laty samego na dworcu, to z łatwości odszukałby co najmniej większość krewnych. Kiedy patrzył jednak na zdjęcie Rose, Pablo wydawało się, że zobaczył coś na pozór zainteresowania. A to uważał już za coś mocno napędzającego.
Patrzył, jak Edward składa na bandażu czuły pocałunek i skinął głową na jego polecenie. Oznaczało to w sumie tyle, że jeżeli nie zapomni, to będzie tę rękę odciążał. Często, jeżeli nie chodziło o bardzo poważną ranę albo uraz, po prostu zapominał, że coś mu jest 一 albo był zamyślony, albo bolało za mało, aby zwracał na to uwagę. Uniósł lekko kącik ust, kiedy siadał na jego udach okrakiem, kolana wbijając w siedziska kanapy. Oparł swoje czoło na jego, dłonie opierając na jego ramionach, a potem przesuwając palce na jego szczękę i policzki. Gładził je lekko, spoglądając w jego oczy, co było akurat jednym z jego ulubionych zajęć.
一 Tak, chociaż nie całkowicie. Nie wiem jak to dobrze określić. Wydaje się inny, ale jednocześnie poznałbym go chyba wszędzie. Chciałbym go poznać, na nowo. Jeżeli to będzie możliwe 一 przyznał, mówiąc powoli, jakby ważył słowa. Jeszcze chwilę o tym myślał, zastanawiał się nad kolejnymi wnioskami, kiedy nagle Edward zapytał o coś, co odcięło się na jego twarzy nagłym spięciem. Przez chwilę chciał nawet uciec wzrokiem, ale ostatecznie tego nie zrobił.
一 Przepraszam 一 zaczął, bo to należało się Eddiemu najbardziej. Odetchnął i zamknął oczy, ale tylko na chwilę. 一 Pomyślałem, że będziesz się martwić i gdybym poszedł tam z tą świadomością, to trudno byłoby mi się skupić na spotkaniu 一 przyznał całkowicie szczerze. Nigdy by go nie okłamał, chociaż jak widać był w stanie coś przed nim ukryć. Jemu też to się bardzo nie podobało. 一 Za bardzo się bałem, że coś pójdzie nie tak. On jest nam potrzebny. Nie zostawię Rose z kimś całkowicie obcym 一 dokończył, mając nadzieję, że jego mąż to zrozumie i nie straci przez to do niego zaufania.
一 Wiesz, że nigdy cię nie okłamałem, wiesz o mnie wszystko i zawsze tak będzie. Nie myśl inaczej. To się nigdy więcej nie powtórzy 一 zapewnił i chyba po raz pierwszy powiedział tak dużo zapewnień i obietnic w tym samym czasie. Edward musiał wielu rzeczy się domyślać, co nie było łatwe, ale się tego nauczył. Tym razem wyjątkowo nie musiał tego robić.
Edward Rivera-Sahin