-
I have the social energy of a raccoon on Xanax, the commitment instincts of a housecat, and the emotional range of a teaspoon.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiwhatevertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjigłównie przeszłypostaćautor
一 Zaufaj mi, to nic więcej jak improwizacja. Nie mam bladego pojęcia co robię, zwykle nie docieram aż tak daleko.
Rzadko kiedy zdarzało się, że niektórzy ludzie wyłamywali się ze schematu z zupełnie niezrozumiałych dla niego powodów i decydowali się zostać. Nie na zawsze, po prostu na trochę dłużej, czasami na godzinę, czasami pół zmiany w Simply Fix It, na noc. Jego osobisty rekord wynosił kilka lat jeżeli liczyć Diego, Estellę i zaprzyjaźnioną ferajnę z Sacramento, był również Dylan rokujący pomyślnie - choć Rivera nigdy z góry nie zakładał, że jego obecność mógł uznać za gwarant. Wolał na nic się nie nastawiać, rozczarowanie poskładałoby go w tej sytuacji w pół.
Była też Ross, zaraz po Gauthierze jedna z największych niewiadomych w tym towarzyskim równaniu. Jedna chaotyczna noc, kilka szotów za dużo i pierwszy raz, którego w połowie nie pamiętał. Utrzymali jednak znajomość; ostatnio tłumaczył jej w jaki sposób działał algorytm na Instagramie.
Spojrzeniem oddryfował z powrotem do Henry'ego, który nieświadom, że stał się właśnie tematem toczonej przy barze rozmowy, starał się w pocie czoła nadążać z innymi zamówieniami.
一 Jest w porządku 一 oświadczył krótko i wprost, mimo, że nowy barman właśnie rozlał pół butelki czystej wódki wszędzie tylko nie w kieliszki. 一 Trochę nieogarnięty, ale ma zapał.
Zrobił sobie krótką przerwę na kolejny płytki łyk, a czując jak alkohol rozgrzewa gardło i nareszcie - kurwa, ileż można było - jego mózg staje się łagodnie ospały i niechętny do analizowania wszystkiego wokół. Zawęził się do tu i teraz, i ewentualnie kilku najważniejszych wątków, które tego wieczora skłoniły go do zrobienia przystanku w ulubionej knajpie.
一 Średnio raz w tygodniu? Albo raz na dwa? Ostatnio dużo się dzieje, trochę zmieniłem przyzwyczajenia. Ciebie za to widzę tu po raz pierwszy, jak to się stało? 一 Pytanie padło z autentycznej ciekawości, bo Cyra kompletnie nie pasowała do ciasnego, dusznego The Night Cup. Przez krótki moment był w stanie utrzymać z nią kontakt wzrokowy, jednak finalnie Milo uległ presji własnych paranoi i odwrócił spojrzenie, zatrzymując je na kolorowym szkle i niedoczyszczonym lustrze.
Wiedział, że Cyra miała rację, że na pierwszy rzut oka zupełnie tu nie pasował - oboje nie pasowali - ale jeszcze kilka lat temu praktycznie zamieszkiwał podobne miejsca czując się w nich bezpieczniej niż gdziekolwiek indziej.
一 Na pewno nie rekreacyjnie, na dobitkę też raczej nie. Nie wiem, chciałem chyba pozbierać myśli ale coś czuję, że nic z tego nie będzie. I... hmm?
Jego ciąg myślowy został gwałtownie przerwany wraz z pytaniem, którego się nie spodziewał. Mrugnął parokrotnie ze wzrokiem wbitym w szklankę wciśniętą między swoimi udami i gdy z opóźnieniem dotarł do niego sens, Milo roześmiał się bardzo cicho, wyraźnie speszony ale nie wycofany, prędzej zaskoczony.
一 Są 一 odparł niezbyt elokwentnie, nie wiedząc jak zareagować. Jego loki sterczały we wszystkie strony nieuporządkowane, miejscami posklejane - prawdopodobnie kalafonią, której używał podczas lutowania - ale sprężynowały zdrowo za każdym razem kiedy poruszał głową. 一 Nie no, co ty, w sens... poważnie? Okay, mega dziwne, nie jestem fanem... no dobrze, tylko nie ciągnij bo mnie pokurwi.
Cyra Carter
-
Grinch
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
— Jak na improwizację, to całkiem dobrze Ci idzie — parsknęła Cyra, bo sama nie była najlepsza w luźnych rozmowach. Kończyły się one jednym z dwóch scenariuszy. Albo totalną bitwą, albo imprezą, ostatnią opcją był seks. Natomiast tutaj ta rozmowa naturalnie się kleiła — dotarłeś do trzeciej bazy small talk'u. Gratuluję — powiedziała półserio, półżartem. Nie pokłócili się w sprawie alkoholu, było aż... niecodziennie przyjemnie? Sama była zdziwiona własnym zachowaniem. Nie rzuciła żadnym kuflem. Może to kwestia wypicia za małej ilości alkoholu? Widocznie trzeźwa Cyra potrafiła być całkiem kulturalna i grzeczna.
— Nieogarnięty może iść w parze z zapałem — mruknęła pod nosem z poważną miną. Kącik ust delikatnie jej drgnął, gdy przyszedł jej suchar dotyczący barmana. Tyle miała mu do powiedzenia — gardło mi płonęło — powiedziała głośniej, a na jej ustach pojawił się uśmiech. Szturchnęła delikatnie łokciem Mila, by zrozumiał ten przepiękny suchar. Powinna dostać za niego oscara, nobla, czy inną wielką nagrodę. Takie żarty sytuacyjne nie zdarzały się każdego dnia.
— Szukałam najbliższego lokalu z alkoholem — dodatkowo z tanim alkoholem. Taka speluna jak ta wydawała się wpisywać idealnie w cały koncept. Tani alkohol to dobry alkohol, bo jest tani, a trzaska — czysty przypadek — dodała, kiwając głową, a na jego słowa w jej oczach pojawił się prawdziwy błysk — czyli przyzwyczajenia... czy to już alkoholizm? — zagadnęła, bo tego typu oskarżenia słyszała już wielokrotnie. Za każdym razem wypowiadane w ten sam sposób. Podobno to nie picie codzienne, a bardziej od czasu do czasu stanowiło najgorszą plagę. Dni w końcu się rozlewają, a okazje pojawiają się same.
— Przy alkoholu raczej nikt nie zbierze myśli — stwierdziła finalnie Carter. Procenty powodowały rozmycie barier i granic. Wszystko stawało się podobno prostsze, ale nie w stu procentach. Prawda z ust nie zniknęła ani razu.
— Zajebiste — rzuciła, kiedy ostrożnie zaczęła dotykać jego loki — jakie mięciutkie. Jaki masz szampon? — przedziwne pytania, które wręcz musiały zabrzmieć. Cyra pewnie stosowała jakąś najtańszą isanę z kanadyjskiej wersji rossmann'a — pokurwiło Cię? — spytała finalnie, unosząc obie brwi ku górze. Odsunęła dłoń, czekając na osąd.