Słuchała go i była pod pewnym wrażeniem tego, jak wiele wiedział na temat treningu siłowego. Ona sama nigdy nie zagłębiała się w ten temat, bo nie tylko nie miała czasu na to, ale też zwyczajnie się tym nie interesowała. Skoro jednak jej nowy trener powiedział, że było to ważne, aby wzmacniała siłę rąk, pleców i w zasadzie wszystkiego, to zamierzała się dostosować, bo też nikt nigdy wcześniej jej o tym tak nie wspominał. A Raven chociaż wyglądała na taką co wyżej sra niż dupę ma, to gdy chodziło o sport, zamierzała zrobić wszystko, aby zajść jak najdalej.
—
Naprawdę sporo wiesz na ten temat — przyznała, lustrując go spojrzeniem. Odetchnęła ciężej pod nosem, odchylając się i opierając wygodniej na rękach. —
Okay, przegadam to z mamą w takim razie. — Może jak powie, że trener jej to zalecił i powtórzy wszystko to, co usłyszała, to będzie jej łatwiej w rozmowie oraz argumentacji. Wiedziała jednak, że czasem nic nie pomagało, jeśli kobieta się uparła.
Na całe szczęście wiedziała co najbardziej się dla niej liczyło.
Nie obwiniałaby Zandera, jeśli by zrezygnował z pracy. Mało kto wytrzymywał z jej upierdliwą, upartą i mało współpracującą matką, która wydawała się wszystko wiedzieć najlepiej. Nie byłby pierwszy i na pewno nie ostatni, dlatego Raven nie przywiązywała się do swoich trenerów. Nawet jeśli wydawali się sympatyczni, to niestety szybko odchodzili, bo chociaż z nią się szło jeszcze jakoś dogadać, zwłaszcza gdy chodziło o sport, tak jak wiadomo, jej rodzicielka była o wiele cięższa charakterem.
Z Raven chociaż dało się porozmawiać mimo wiecznego bitch face’a.
Nie chciała pobić matki tylko dlatego, że ta była mistrzynią olimpijską. Chciała ją pobić, bo przez całe życie była z nią porównywana. Bo przez całe życie była ustawiana niżej. Od dziecka słyszała liczby, miejsca, lata i wyniki. Jej rekordy nie były tylko historyjkami przy stole, ale punktem odniesienia dla wszystkiego, co Raven robiła. Pobicie osiągnięć matki oznaczało wyjście z jej cienia.
Dopiero wtedy nazwisko Heist przestanie być dziedziczone, a zacznie być jej własne.
Raven nie chciała litości ani jej dumy. Chciała faktów, wyników, których jej matka nie będzie mogła podważyć. Każdy dobry strzał był dowodem, że nie potrzebuje pozwolenia, by być lepsza. Może wtedy zamknie jej mordę i jak raz nie będzie mieć żadnych uwag.
Może nie było to w pełni zdrowe, ale motywowało jak nic innego.
Brew jej lekko drgnęła, gdy polecił jej książkę. Kolejna propozycja, która ją w pewnym sensie zainteresowała, bo nie tyczyła się stricte strzelania z łuku, tylko całej otoczki. Jej nastawienia, jej przygotowania nie tylko fizycznego, ale też mentalnego o które zwykle nikt nie dbał. Możliwe, że dlatego też patrzyła na to z pewnym dystansem.
—
Bliższe cele? — mruknęła nieprzekonana. Zawsze myślała przede wszystkim o olimpiadach. O celach, które są odległe, ale najważniejsze. To one wyznaczały jej całą trasę sportową. Nie skupiała się specjalnie na poszczególnych, pomniejszych konkursach i zawodach, bo one były tylko przystankiem na drodze do czegoś większego. —
Postaram się znaleźć czas — przyznała, chociaż nie wiedziała czy będzie pamiętać. Nie mówiąc o tym, że jak już się kładła do łóżka, to po prostu padała po całym dniu.
No ale niedziele miała wolne, nie? I teoretycznie miała czas.
Gdy w końcu mieli się wziąć za trening, wstała z miejsca i strzepnęła resztki ziemi z tyłka oraz rąk. Przeszła do swojego sprzętu, który schwyciła, zakładając na siebie, by przygotować się do praktyki.
—
Będę strzelała skąd? — powtórzyła z uniesioną brwią, kiedy powiedział, że ma strzelać z brzucha. Instynktownie nawet spojrzała na swoją klatkę piersiową, a potem wróciła do niego wzrokiem, aby zobaczyć czy sobie w tej chwili żartował. —
Serio? — Wyglądał jednak jakby mówił poważnie.
Westchnęła pod nosem i ułożyła się na plecach zgodnie z zaleceniem, aby przyjąć odpowiednią pozycję. Taką, którą jej pokazał. Uniosła łuk i wycelowała. Z tej pozycji było to o wiele trudniejsze. Starała się jednak napiąć wszystkie mięśnie brzucha, aby odpowiednio strzelić.
Tym razem strzała nie poleciała tak dokładnie.
—
Czemu to ma służyć? — spytała, gdy podawał jej kolejną strzałę. Nałożyła ją na cięciwę i wykonała kolejny strzał. Trafiła w tarczę, ale nie było to tak blisko środka jakby chciała. Dobrze, że w ogóle trafiła.
Zander Morningstar