-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Niektóre czynności na dyżurze sprawiały Ivy ogromną niechęć. W trakcie szesnastogodzinnego dyżuru najgorszą kwestią wydawały się być godziny wyznaczone do pracy w przychodni. Szybka kwalifikacja przypadku, wysłanie go na najpotrzebniejsze badania oraz przekazanie sprawy lekarzowi prowadzącemu. Najnudniejsze zajęcie w całym szpitalu.
Już w trakcie wykonywania lewatyw, niektórym potrafiło stanąć serce. Za to w gabinecie wypełniała przede wszystkim dokumentację. Żmudne wystukiwała na klawiaturze kolejne przypadki. Wstępne dane dostarczały ją rejestracja, ale musiała ją uzupełnić, sprawdzić stan pacjenta oraz wykonać rozeznanie. Proste, ale dość kluczowe zajęcie. Całkiem potrzebne, ale dłużące się w nieskończoność.
W pomieszczeniu roztaczała się won mocnej kawy z automatu. Jeszcze parząca. Po dwóch godzinach potrzebowała odrobiny pobudzenia. Dodatkowej dawki stymulacji. Kolejni pacjenci powoli zaczynali się jej zlewać w tą samą osobę. Nieważne, czy przychodzili z kującym bólem klatki piersiowej, poparzeniem po spalonym kartonie od fajerwerk, czy z problemami z wypróżnieniem. Monotonia za bardzo zagościła w sercu panny Harrison. Nie czuła tej samej adrenaliny, kiedy zostawała sama.
Spojrzała wymęczonym wzrokiem na ekran komputera. Godzina 16:30. Jeszcze pół godziny. Będzie mogła wyjść na krótką przerwę. Odetchnąć pełnią piersią. Drgnęła nerwowo, słysząc pukanie do drzwi. Sięgnęła dłońmi do kucyka, by go poprawić. Upiła łyk kawy, a na jej twarzy wymalował się charakterystyczny, sztuczny uśmiech.
— Dzień dobry, nazywam się doktor Harrison — odpowiedziała z tradycyjnym automatyzmem w głosie, unosząc delikatnie kąciki ust ku górze. Zlustrowała mężczyznę wzrokiem. Żaden z niego przystojniak, raczej ktoś o duszy artysty. Widziała w nim przedziwną aurę, której nie była w stanie łatwo zakwalifikować — w czym mogłabym pomóc? — dodała zaledwie po paru sekundach. Próbowała wprowadzić miłą atmosferę. Chociaż pod skórą czuła, że zapamięta tego pacjenta na zawsze.
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijak powiesz będzie okejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Opadająca adrenalina przyniosła wraz z sobą ból, którego ani trochę się nie spodziewał; Dzień po koncercie miał całkowicie wolny, gdzie istniała szansa, że skrzypce pozostaną schowane w futerale. Przynajmniej do wieczora. Niestety poranek nie przyniósł oczekiwanego kaca, Kovalski posiadał tragicznie słabą głowę przez co mała ilość szampana potrafiła skutkować migreną dnia następnego. Bolała go lewa dłoń. Nadgarstek wydawał się nieco opuchnięty, a palce drętwiały przy jakiejkolwiek czynności. Fabien zareagował w jedyny, rozsądny dla siebie sposób – spanikował. Z udawanym płaczem zadzwonił do przychodni, umawiając się na jak najszybszą wizytę u swojego ulubionego chirurga. A tak mu się przynajmniej wydawało.
Cały dzień spędził siedząc jak na szpilkach, robiąc chłodne okłady na nadgarstek, stosując ćwiczenia, które zawsze polecał mu w takiej sytuacji fizjo. Dmuchał i chuchał na jakiekolwiek kontuzje dłoni, bo to one przynosiły mu zarobek. Spod tych palców wychodziła najpiękniejsza muzyka, która pozwalała mu zarobić na swoje życie. Nie mógł pozwolić na jakiekolwiek momenty, gdy nie będzie w stanie spędzać godzin na próbach.
O ustalonej godzinie wszedł do odpowiedniego gabinetu i spotkała go okropna niespodzianka. Nie zastał tam doktora Strate tylko obcą kobietę! Patrzył na nią nieco podejrzliwe, nie bardzo wiedząc czy powinien wyjść, czy podejmować próby dogadania się.
— Dzień dobry, przepraszam, ale gdzie jest doktor Strate? To do niego się umawiałem, a nie do pani — zaczął powoli, marszcząc przy tym brwi w nieco brzydki sposób. Twarz Fabiena im dłużej pozostawała nieruchoma tym wydawała się piękniejsza, jakakolwiek mimika zawsze mu szkodziła.
Ivy Harrison
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Od razu zauważyła jego skonsternowanie. Dla niej nie było to niczym nadzwyczajnym. Młoda, blondynka z dziecięcą twarzą jako lekarz nie napawała nikogo optymizmem. Była w stanie to zrozumieć, przyjąć do siebie. Uśmiech nie schodził jej z twarzy, ale wykonała jeden nerwowy ruch, wkładając niesforny kosmyk włosów za ucho. Spojrzała jeszcze raz w kartę pacjentka. Recepcjonistka napisała w uwagach: potrafi grać na nerwach.
— To ja dysponuje pacjentami, panie... Kovalski — odparła krótko i rzeczowym tonem. Nie miała zamiaru się kłócić z mężczyzną niewiele starszym od niej. Na jej oko nie wyglądał na poważnego człowieka. W uwagach zauważyła symptomy opisywane w trakcie rejestracji wizyty. Widocznie, trafiła na prawdziwy okaz bananowego dziecka — mam ocenić Pana stan, żeby później wysłać do odpowiedniego lekarza — nie chciałaby się użerać z Fabienem. Mógł wyglądać na kulturalnego człowieka, ale podskórnie czuła prolog wylewanych pretensji w jej stronę. Nie była w stanie uratować sytuacji. Widocznie musiała wyłożyć kawę na ławę, zanim zostanie zalana pretensjami.
— Poza tym doktor Strate jest poza zasięgiem, wyjechał w okresie noworocznym na Hawaje z rodziną — powiedziała spokojnym tonem, próbując wyjaśnić zaistniałą sytuację. Próbowała zalać wzniecający się pożar wodą, póki na dobre się nie rozdmuchał. Ludzie nie umawiają się na wizytę bez powodu. Większość zwleka z tym, ile może byle nie usłyszeć złej wiadomości. Innym sortem są pacjenci nadmiernie — mogłabym dowiedzieć, co się stało? — spytała, wymuszając powiększenie uśmiechu. Wolała być rzeczowa, skupić się na przypadku i nie rozdmuchiwać bardziej sprawy. Wydawało się to być najbardziej rozsądną rzeczą, którą mogła wykonać.
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijak powiesz będzie okejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Nie kwapił się, aby odwzajemnić uśmiech, raczej zachowywał w pełni powagę i zerkał na nią podejrzliwie. Trafił mu się doprawdy twardy orzech do zgryzienia.
— W takim wypadku, czy może pani przypomnieć swoje nazwisko? Wcześniej nie przywiązałem do niego większej uwagi — odpowiedział, nie mając zamiaru bawić się w podchody czy próby dopytania o personalia lekarki. Szkoda było mu marnować na to czasu, skoro można zachować się nieco bardziej bezpośrednio, a jednocześnie nie brzmiąc na niewychowanego chłopaka. — Wiem na czym polega praca lekarza, nie musi mi tego pani tłumaczyć. To tylko i wyłącznie zbędna uprzejmość — dodał, powstrzymując się od używania bardziej bezczelnego tonu. Nikt nie zasługiwał na to, aby znosić zbędne żale osób trzecich. On by nie chciał takich sytuacji w pracy, dlatego starał się utrudniać ludziom życie w minimalnym stopniu.
— Nie zdawałem sobie z tego sprawy… — powiedział bardziej do siebie niż do kobiety. Napotkał nie lada problem z tym związany; Opowiadanie od zera historii swoich kontuzji nie należało do najprzyjemniejszych, ba nie lubił o tym za dużo mówić, a przy obcym lekarzu musiał to zrobić. Wciąż się wahał, mając nadzieję, że może to tylko mało śmieszny żart, a ulubiony medyk pojawi się niespodziewanie w drzwiach. Nie pojawił. Szkoda. — Przez wzgląd na wykonywaną przeze mnie profesję jestem narażony na kontuzję nadgarstków. Tym razem dokucza mi ból w lewej dłoni, a sam nadgarstek opuchł — odpowiedział nieco lakonicznie, brzmiąc przy tym, jakby spotkała go największa kara, jaka tylko mogła istnieć. Powoli zbliżył się do lekarki, nie chcąc tak stać niezręcznie przy samych drzwiach.
Ivy Harrison
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Ulubiony rodzaj pacjenta. Niepotrafiący zaufać zawsze łamał, nieważne jak dobrym by był człowiekiem. Ivy westchnęła cicho, widząc jego powagę. Jej zdaniem leczenie powinno odbywać się w przyjemnej atmosferze, wtedy każdemu z nich byłoby zdecydowanie łatwiej. Ona zyskałaby rzeczową ocenę i informację, a on odpowiednią opiekę medyczną. Ogólny win-win.
— Doktor Harrison, panie Kovalski — powtórzyła jeszcze raz, siląc się na uśmiech na twarzy. Ona w porównaniu do niego musiała zachować profesjonalizm. Później dostanie ankietę, a tam na pewno padnie pytanie dotyczące sympatyczności lekarki — konieczna, nie każdy pacjent zdaje sobie sprawę ze wszystkich obowiązków w pracy lekarza, a procedur nie da się ominąć — wyjaśniła jeszcze raz. Mówiła to za każdym razem jak mantrę. Każdemu pacjentowi łopatologicznie opisywała sytuację medyczną, w jaki sposób podążać w kolejnych etapach leczenia. Skoro przyszedł i miał kija w dupie, niech zdaje sobie sprawę, że to nie tylko zbędna uprzejmość.
— No to już pan wie — stwierdziła krótko Ivy, unosząc ku górze kąciki ust. Dla niej cała sprawa wyglądała niezwykle klarownie, jasno i przede wszystkim prosto.
— Mam historię leczenia przed sobą — mruknęła Harrison, spoglądając w monitor. Jego doktor wszystko dokładnie opisywał, a ona brała z tego całymi garściami. Znała jego zawód, widziała historię wcześniejszych kontuzji — interesuje mnie, jak teraz do tego doszło — stwierdziła krótko, rzeczowym tonem. Co dokładnie się wydarzyło, jak pracował, czy doszło do jakiegokolwiek incydentu, o którym powinna wiedzieć. To wszystko były informacje, umożliwiające stworzenie planu leczenia.
— Mogę zobaczyć? — spytała, wyciągając w jego stronę własną dłoń. Musiała spojrzeć, dotknąć, by ruszyć z tym do przodu.