17 y/o
For good luck!
159 cm
uczennica w riverdale collegiate institute
Awatar użytkownika
would you freak out if i said i liked you?
do you walk the line?
is your IQ higher than your neighbours?
and is it very much higher than mine?
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była dumna ze swojego żartu. Udało jej się to, jak nigdy wcześniej. Warto było wykorzystać żałosną grę aktorską, żeby zobaczyć bezcenną minę Lucasa. Przecież będzie mu to wypominać jeszcze przez co najmniej miesiąc! Audrey nawet w najśmielszych snach nie wyobrażała sobie, że potrafi być tak przebiegła i zabawna jednocześnie.
Strasznie dziwnie wypowiadasz słowo zajebista — powiedziała, kiedy nazwał ją nienormalną. — No już, panie Miller, proszę się tak nie obruszać, bo jeszcze panu żyłka pęknie. A pragnę zauważyć, że nie należysz już do najmłodszych — zaznaczyła, bo jakby nie patrzeć, Lucas był od niej sześć lat starszy, a przecież w oczach Harrison dwudziestolatkowie byli starymi dziadeksami.
Zeszła po nim po drabinie i rozejrzała się po korytarzu. Faktycznie, czekanie na windę okazało się stratą czasu. Chciała go nawet w tym poprzeć, ale nie zdążyła odezwać się słowem, bo przyjaciel już ciągnął ją po schodach.
Ale nie rzucaj mną jak workiem kartofli! — zastrzegła, bo chyba zapomniał, ile ona miała wzrostu, a ile on. Miotał nią jak jakiś szatan, a Audrey ledwo nadążała przeskakiwać kolejne stopnie. Wyszczerzyła się głupio do sąsiadki z psem, która nawet nie była ich sąsiadką, więc w sumie nie wiedziała, po co ta cała kurtuazja. Ale w sumie lepiej zachować pozory, zanim którykolwiek z mieszkańców dopatrzy się, że ktoś ewidentnie łaził po dachu. Gdyby ktokolwiek wezwał policję, wtedy Harrison naprawdę miałaby przerąbane, a June chyba udusiłaby ją gołymi rękami.
Ach! — przyklasnęła w dłonie, kiedy Lucas wspomniał o murze cmentarnym. — To jest myśl! Nawet bardzo dobra myśl! — pochwaliła go ze szczerym uznaniem. — Mówiłam przecież, że to nie będzie w żadnym dobrze widocznym miejscu, ale tył muru cmentarnego jak najbardziej ma sens. Sprawdźmy najpierw tam, a potem rozejrzymy się wokół plebani. Jedno jest pewne - stegozaur musi gdzieś być! — skinęła głową, jakby chciała umocnić wypowiedziane słowa, po czym żwawym krokiem ruszyła przed siebie.
Przy cmentarzu chodniki nie były ani odśnieżone, ani posypane piaskiem, więc musieli naprawdę uważać, żeby nie wywinąć orła. Audrey co jakiś czas podtrzymywała się przedramienia Millera, chociaż chwilę wcześniej sama twierdziła, że nią szarpie i wyswobadzała się z jego uścisku.
Przyglądaj się uważnie — poprosiła, zbliżając się do murowanego ogrodzenia. — Dino Scribe nie zawsze maluje wielkie murale. No, ale nie są też to jakieś wybitnie małe dzieła. Tylko przy innych graffiti dinozaur mógł gdzieś się zlać z tłem. Czy malunki na cmentarzu uchodzą za dewastację i niszczenie mienia miasta? — zapytała, jakby uważała Lucasa za najmądrzejszego człowieka na świecie, który wszystko wie. W rzeczywistości wcale nie uważała, żeby przyjaciel był głupi i miała pewność, że jakąś tam wiedzę posiadał. W końcu był znacznie starszy, więc z założenia musiał być też, może nie tyle co mądrzejszy, co bardziej doświadczony, skoro dłużej stąpał po tym ziemskim padole.

Lucas Miller
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
24 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
siema
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lucas przeważnie był znany ze swoich chujowych pomysłów, które każdy raczej rugał niż faktycznie chwalił i wcielał w życie, jednak raz na jakiś czas udawało mu się powiedzieć coś na tyle przydatnego, żeby zrobić z tego pożytek. Tak jak teraz, kiedy zaproponował, żeby spojrzeli na kopułę i kościół z dupy strone zupełnie innej strony.
Cmentarz wydawał się całkiem dobrym strzałem — wcale nie na widoku, nieco z boku, mało ludzi tamtędy chodziło, no i jednak nie był bezpośrednio domem Bożym, by gdyby Dino Scribe faktycznie zamazał mury kościoła, pewnie w jeden dzień byłoby to już kompletnie zamazane. A taki cmentarz? No właśnie niekoniecznie.
Uśmiechnął się szeroko, kiedy Audrey pochwaliła jego pomysł. Lucas był bardzo prosty w obsłudze i jednak rzadko chwalony, dlatego tego typu komentarze działały na nieco z podwójną mocą. Lubiał być doceniany, a jeszcze bardziej przydatny, dlatego kiedy Harrison powiedziała mu, żeby rozglądał się uważnie — to właśnie uczynił.
Na pewno gdzieś tu jest, nie widze innej opcji — pokręcił głową, wytężając wzrok. Zawieszał go na każdym pojedynczym murku, każdej tablicy i… nagrobkach. Bo przecież nigdy nie wiadomo, czy Dino Scribe jednak nie był chorym pojebem, który nakreśliłby coś na czyimś grobie. Może jakiś ukryty fetysz? — Ej, a jak myślisz, jakim byłabyś dinozaurem? A jakim ja? — zagadał w międzyczasie, bo w sumie to go to nawet ciekawiło. Jeśli chodziło o psy, Miller nie miał nawet najmniejszych wątpliwości, że byłby Golden Retrieverem. Poza tym nawet jego własna szwagiera — szanowna Evina Joan Swanson — mu tak powiedziała. A skoro ona tak mówiła, to na pewno tak było. Z tym akurat nigdy by się nie spierał!
Na jej kolejne pytanie przystanął na moment, jakby nie potrafił iść i myśleć jednocześnie. Zastanowił się, a następnie podrapał po świeżutkiej brodzie (swoją drogą która wyglądała już bardzo solidnie!).
Myślę, że tak — oznajmił, ruszając ponownie wzdłuż nagrobków i rozglądając się uważnie. — Bo to chyba działa tak, że wszystko, co należy do miasta albo kogoś innego jest dewastacją mienia. A cmentarz należy do kościoła, więc obstawiam, że tak — o takie miał na to wszystko tłumaczenie. — W ogóle jeśli chodzi o grafikę, to legalnie są wyznaczone tylko nieliczne miejsca, gdzie faktycznie można je robić — wzruszył ramionami. Miller nie znał się na tym za dobrze, ale kiedyś słyszał, że miasto wyznacza właśnie takie miejsca na kreatywne wyrażanie siebie, ale czy kiedykolwiek takie widział? Zdecydowanie nie. Sam Lucas nigdy nie był jakoś wielce uzdolniony artystycznie.
Patrzył i patrzył, jednak wciąż nic nie widział. Dopiero kiedy przeszli na drugi sektor cmentarza, który był połączony z kaplicą, coś mignęło mu przed oczami.
Audrey, a patrz tam! — wskazał palcem murek tuż obok kaplicy. Trzeba się było trochę nagimnastykować, by zobaczyć malowidło przez dwa obszerne drzewa stojące dookoła. — To chyba to, nie? — Miller nie znał się za bardzo, ale wyglądało mu to na całkiem solidnego dinozaura. — Chodź podejdziemy bliżej! — nim dokończył, już łapał ją za dłoń i pociągnął w odpowiednią stronę. I pomyślałby człowiek, że teraz już będzie tylko z górki… gdyby nie ksiądz, który stanął na ich drodze.
Szczęść Boże — mruknął niezadowolony, przy okazji poprawiając wielkie, kanciaste okulary, które zdobiły jego nos. — A gdzie to się Państwo wybierają? Bo wydaje mi się, że nie na msze?!

audrey harrison
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
17 y/o
For good luck!
159 cm
uczennica w riverdale collegiate institute
Awatar użytkownika
would you freak out if i said i liked you?
do you walk the line?
is your IQ higher than your neighbours?
and is it very much higher than mine?
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Musiała przyznać, że pomysły Lucasa bywały czasem trochę niepoważne, ale czy to od razu powód, żeby go za nie rugać? Audrey była jeszcze zbyt młoda, by w pełni rozumieć, że coś może być nierozważne i że takie drobne szaleństwa potrafią przerodzić się w całkiem konkretne kłopoty. Na to przyjdzie jeszcze czas. Kto wie — może gdy osiągnie wiek Millera, będzie znacznie bardziej odpowiedzialna, niż on był teraz?
Na razie jednak po prostu jarała się tym, że jej przyjaciel tak bardzo wkręcał się w jej zajawki. Fascynowało ją, z jaką łatwością podchwytywał każdy pomysł i jak ochoczo wchodził we wszystko, co tylko przyszło jej do głowy, bez zbędnych pytań i marudzenia. To dawało jej poczucie, że jej entuzjazm ma znaczenie. Gdyby byli rówieśnikami, pewnie już dawno bujałaby się w nim po cichu, udając przed samą sobą, że to nic takiego. Ale teraz? Teraz nie było o tym mowy! Przecież nie będzie smolić cholewek do takiego dziadersa! Nawet jeśli czasami zachowywał się bardziej jak dzieciak niż ona sama.
Szła powoli wzdłuż muru, jednak zapytana o dinozaury, przystanęła w miejscu i zlustrowała wzrokiem przyjaciela.
Ja byłabym Velociraptorem — stwierdziła od razu i wyjęła z kieszeni kurtki telefon, żeby pokazać mu, jak wyglądał wspomniany dinozaur. — Był małym, ptakopodobnym drapieżnikiem, pokrytym piórami, wielkości indyka lub dużego psa — wyjaśniła, klikając w zdjęcie. A potem wpisała kolejną nazwę. — A ty jesteś jak Parazaurolof — podstawiła mu pod nosem kaczodziobego dinozaura z pustym grzebieniem na głowie, który służył do wydawania dźwięków. — Paskudny. Tak, jak ty — sprzedała Lucasowi kuksańca w bok. Lubiła go tak wkurzać pierdołami. Nic dziwnego, w końcu Harrison była najmłodsza w rodzinie, więc równie dobrze mogłaby być młodszą siostrą Millera. A młodsze siostry na pewno były bardzo wkurzające!
No tak, mogła się domyślić, jak to wyglądało z tym niszczeniem mienia. Wolała jednak się upewnić, bo przecież Lucas był taki mądry! On to normalnie wszystko wiedział, w końcu żył o sześć lat dłużej od Addie.
Och! — wydała z siebie, kiedy szli wzdłuż alejki, a przyjaciel wskazał na murek przy kaplicy. — Ej, to może być to — zgodziła się z niemałym podekscytowaniem. — Szybko! — ponagliła go, prawie zderzając się czołowo z Batmanem. To znaczy z księdzem. — Oj — jęknęła, bo odskoczyła na bok tak gwałtownie, że aż zakręciło jej się w głowie, a zwisający na szyi aparat okręcił jej się wokół krtani, aż się zakrztusiła. — Szczęść Boże! — odparła natychmiast, przybierając na twarzy szeroki uśmiech, co wcale nie było takie proste, zważywszy na fakt, że przed chwilą prawie się udusiła. — My tylko tak sobie spacerujemy — wyjaśniła, a ksiądz zmierzył ją podejrzliwym wzrokiem.
Taka ładna, młoda para — zaczął, a Audrey skrzywiła się automatycznie. — Bardzo chętnie zobaczyłbym was u siebie na mszy. Wasza miłość jest w oczach Boga pięknym zjawiskiem. Za chwilę odprawiam mszę. Może pójdziecie ze mną? Pomodlimy się razem, żeby wam się wiodło.
Co? — wyrwało się Harrison. Uniosła wysoko brwi i spojrzała na Lucasa. — Kiedy ja nie chcę — powiedziała przez zaciśnięte zęby na tyle cicho, żeby jedynie przyjaciel mógł ją usłyszeć i uratować z opresji.

Lucas Miller
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
24 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
siema
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Parazaurolof wyglądał faktycznie paskudnie. Aż Miller wyrwał Audrey telefon, żeby przypatrzeć się mu z bliska i znaleźć ewentualne podobieństwo. Nie dość, że miało to jakieś dziwnie krótkie łapska, to jeszcze wielki d r ą g a l na samym czole. Przez moment Lucas zaczął się zastanawiać, do czego mu to niby służyło, bo chyba nie do zapładniania panienek dinozaurek? A może tak? Taka właśnie obszerna była jego wiedza o starożytnych zwierzakach — zerowa.
I może nawet podpytałby Harrison, dlaczego niby porównała go właśnie do Parazaurolofa, a nie jakiegoś przystojnego, zajebistego Triceraptosa, ale wtedy kumpela zaczęła szarpać go w stronę muralu. Ruszył za nią. Przebierał nogami ile tylko miał siły, do momentu, aż nie wpadli na księdza. Bo przecież nie mogło pójść za łatwo. Trochę jak w grach komputerowych, kiedy już myślisz, że jesteś na prostej drodze do zwycięstwa, a nagle pojawia się final boss.
Cóż, ich final boss miał na sobie sutannę i wielki, drewniany krzyż na szyi, obtoczony różańcem. Pierwszą myślą Miller było, czy nie jest mu zimno. Na dworze było prawie na minusie, śnieg dookoła, a ten typ paradował sobie w samej sukience. Może księża mieli jakiś zajebisty skill od Boga, który chronił ich od chłodu? Jakąś taką specjalną skórę, którą nakłada się po osiągnięciu specjalnego levelu?
Szczęść Boże — odpowiedział prawie równo z Harrison, prostując się do pionu. Powinien się przeżegnać? Ukłonić? Finalnie postawił na lekkie dygnięcie głową, na które duszpasterz zareagował uniesioną brwią i grymasem. Czyli jednak trzeba się było przeżegnać. Może wtedy zostawiłby ich w spokoju i nie zaczął pierdolić farmazonów o dołączeniu do kościoła.
Na msze? — powtórzył po księdzu, otwierając szeroko oczy ze zdziwienia. Gdzie oni na msze? — No tylko, że my nie możemy bo… — zawahał się na moment, szukając w głowie jakiegokolwiek odpowiedniego wytłumaczenia. Bo byli niewierzący? Bo chodząc do kościoła tylko w niedziele? Bo ich opętało?! — bo mamy grzechy — wyrzucił w końcu z siebie, spoglądając przelotnie na Audrey. W sumie to nie miał pojecia, czy grzesznicy mogli chodzić do kościoła i brać czynny udział w mszy, ale na tamtą chwilę nie miał w głowie lepszego pomysłu. Przecież jakby powiedzieli po prostu bo nie, to z pewnością zaraz dostaliby jakiś wykład na temat tego, jak Bóg mógł im pomóc w życiu… No tylko te słowa Lucasa chyba wcale nie zadziałały jakoś inaczej.
Ah przecież to nie problem! — wielebny uśmiechnął się od ucha do ucha i rozłożył ręce, jakby już tu i teraz chciał odprawiać z nimi msze. — Z lekkimi grzechami jak najbardziej można przyjść do domu Boga i…
Ale my mamy same ciężkie — wtrącił mu się w pół słowa praktycznie od razu, czując jak serce przyśpiesza. Tylko nie pytaj jakie, tylko kurwa nie pytaj jakie.
A niby jakie?
Zajebiście.
Zastanowił się na moment. Evina na pewno by wiedziała, Zaylee też. Te to zawsze umiały wybrnąć z podbramkowej sytuacji, nie to co on. Był na to zbyt wielkim amatorem, albo ten ksiądz takim mocnym zawodnikiem. Normalnie gorzej niż telemarketerzy wciskający garnki i nalegający, żeby jednak przyjąć ofertę.
Jakie wy dzieci możecie mieć grzechy? — jego głos był wręcz prześmiewczy. Jakby nie wierzył, że oni faktycznie mogli mieć coś na sumieniu. Tylko coś w końcu musieli wymyślić. Nie powiedzą przecież, że kogoś zabili.
My… — pokręcił chwilę głową, finalnie zawieszając spojrzenie na jasnych oczach Harrison. A potem nie myśląc za dużo, objął ją ramieniem i przyciągnął mocno do siebie. Tak, że wpadła z impetem w jego ramiona. — Cudzołożymy przed ślubem. A to przecież kurew… to znaczy bardzo ciężki grzech.

audrey harrison
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
17 y/o
For good luck!
159 cm
uczennica w riverdale collegiate institute
Awatar użytkownika
would you freak out if i said i liked you?
do you walk the line?
is your IQ higher than your neighbours?
and is it very much higher than mine?
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Audrey faktycznie miała grzechy. Na przykład jakiś czas temu wylądowała na komisariacie. Wprawdzie nie ze swojej winy, ale jednak. Przysporzyła tym kłopotów siostrze (a przynajmniej była pewna, że June będzie miała z tego powodu problemy) i nerwów rodzicom, bo jednak ci finalnie dowiedzieli się o tym zdarzeniu. Nie wiedziała skąd, może od któregoś z rodzeństwa? W końcu trudno, żeby spośród całej siódemki ktoś nie puścił pary z ust. A u Harrisonów wszystko rozchodziło się drogą pantoflową — ktoś komuś coś napomknął, ktoś inny przekręcił i koniec końców wyszło na to, że rodzice mieli ją za rasową kryminalistkę.
Jednak nie spodziewała się, że Lucas wyskoczy z takim dużym kalibrem. Wybałuszyła na niego oczy, kiedy oznajmił księdzu, że cudzołożyli i już miała coś powiedzieć, ale przyjaciel przyciągnął ją do siebie tak gwałtownie, że aż się zapowietrzyła.
Fuj — wypaliła natychmiast, krzywiąc się tak, jakby zobaczyła dinozaura paskudniejszego od parazaurolofa. Carnotaurusy też były brzydkie i miały rogi na oczach i lokowały się na podium zaraz za Pachycephalosaurusami, które miały wielkie, kopułowate czaszki, które przypominały motocyklowy kask. — To znaczy... No jest dokładnie tak, jak on mówi — wskazała kciukiem na Millera i uśmiechnęła się, ale wyszedł jej z tego tylko jakiś idiotyczny grymas.
Ksiądz zastygł w bezruchu. Stał jak spetryfikowany i gapił się na nich z szeroko otwartymi oczami i rozdziawianymi ustami, ewidentnie dowierzając w to, co właśnie usłyszał. Przeniósł wzrok z Aubrey na Lucasa, a potem znów powrócił spojrzeniem w obręb twarzy Harrison.
Dziecko drogie — wymamrotał i pochylił się, chcąc przyjrzeć jej się lepiej z bliska. — A ileż ty masz lat, że robisz takie rzeczy. I to jeszcze przed ślubem? — pokręcił głową i łypnął spode łba na Millera. — Nie wstyd ci, chłopcze? Żeby wykorzystywać tak młodą pannę, żeby zaspokoić swoje żądze? Powinniście się natychmiast z tego wyspowiadać. Oboje!
Co? — wyrwało się Audrey. — Ale proszę nie robić z mojego przyszłego męża pedofila. Ja mam dwadzieścia lat, a nie dwanaście. Ksiądz wygaduje teraz okropne rzeczy — przycisnęła sobie teatralnie dłoń do ust, udając ogromnie oburzona reakcją i słowami duchownego. — Chodź, kochanie, nie będę wysłuchiwać takie bzdur — oznajmiła, wzięła Lucasa pod rękę i pociągnęła go w kierunku przeciwnej alejki. Nie rezygnowała z poszukiwać stegozaura, ale na razie musieli zniknąć Batmanowi z radarów.
Będziecie smażyć się w piekle! — krzyknął za nimi ksiądz. Harrison zauważyła, jak zaciska palce drewnianym krzyżu i unosi go w górę, jakby chciał odpędzić od nich siły nieczyste. Albo przekląć, jak zwał tak zwał.
Audrey przyspieszyła kroku i skręciła za wysoki grobowiec. Przylgnęła do niego plecami i ukradkiem wychyliła się, aby sprawdzić, czy mężczyzna nie postanowił za nimi podążać.
Cudzołożyć? — odwróciła się do przyjaciela i rozłożyła ręce na boki. — Serio, Lucas? Nie mogłeś wymyślić czegokolwiek innego? — pokręciła głową, wyraźnie dotknięta jego słowami. To było totalnie niepoważne. Nie dość, że Miller był jej kumplem, to w dodatku chłopakiem! A ona w sumie nie wiedziała nawet, czy lubiła chłopców w taki sposób. — Chodź, pójdziemy naokoło, żeby znów się do nas nie przyczepił — dodała i żwawym krokiem puściła się wąską alejką. Jeśli chcieli znaleźć stegozaura, musieli dotrzeć do murku.

Lucas Miller
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
24 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
siema
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

A co niby miał powiedzieć?
Lucas ostatni raz kościele był na komunii kuzynki w dwa tysiące piętnastnym — skąd miał kurwa wiedzieć, jak poprawnie przegania się księży? Przez moment rozważał jeszcze udawanie opętanego, ale patrząc na reakcje batmana, pewnie ten zaciągnąłby go prosto do klasztoru i odpierdolił jakieś egzorcyzmy.
Uprawianie seksu wydało się najłatwiejszą wymówką — przecież wszyscy to robią. Nie powinno to zrobić na nim żadnego wrażenia. A jednak zrobiło. Bo facet wyrzucał z siebie tyle słów, że aż się jebaniutki zapowietrzył. Jego twarz w ułamku sekundy zrobiła się tak czerwona, że Lucas przez moment był święcie przekonany, że zaraz wybuchnie. Aż przyciągnął Audrey bliżej siebie, wbijając palce w jej delikatne ramie. Żeby ją obronić w razie potrzeby, rzecz jasna!
Tylko Harrisonowa jak się zaraz okazało, wcale nie potrzebowała ochrony. Jebaniutka umiała zrobić pożytek z ciętego języka i już po chwili elegancko zrugała wielebnego od góry do dołu. Aż się Miller wyprostował niczym dumny brat narzeczony, który aż obrósł w piórka widząc własną dziewczynę w akcji.
No właśnie, nie jestem żadnym pedofilem — powtórzył zaraz po niej, wymachując rękami. Trochę jak wtedy, gdy kompletnie pijany powtarzał wszystkie słowa po Evinie, gdy ta kłóciła się z Zaylee przed kebabownią. Z tą różnicą, że potem zaraz się zrzygał prosto na chodnik, a tu wcale nie zamierzał. Nawet nie miał za bardzo czym, bo przecież był jeszcze przed obiadem. — Idziemy!! — znowu zlustrował jej słowa niczym ostatni pantoflarz, a zaraz potem pozwolił złapać się po ramie. Rzucił księdzu jeszcze ostatnie spojrzenie pełne pogardy i aż musiał spiąć się w sobie, żeby przypadkiem nie pokazać mu języka, jak na człowieka z mózgiem pięciolatka przystało.
Zawędrowali przez kilka alejek, aż nie schowali się za jednym z grobowców. Miller przykucnął tuż obok Audrey i z wyczekiwaniem czekał, aż ta zda raport ze zwiadów. Zamiast tego dostał solidny opierdol o cudzołożenie.
A co innego miałem powiedzieć? — spyta zupełnie poważnie, wwiercając w nią błękitne spojrzenie. Bo co ona myślała? Że jemu to sprawiło jaką przyjemność, że nazwał ją swoją dziewczyną? Jasne, Audrey była ś l i c z n a i pewnie gdyby była nieco starsza, Miller z pewnością by do niej wzdychał, ale przecież była jego kumpelą! Wcale nie myślał o niej w tych kategoriach. Jak już, traktował ją jak młodszą siostrę. — Powiedziałem pierwsze lepsze, co mi przyszło do głowy. Ty co byś powiedziała, no?! — spróbował się jeszcze wyjaśnić, ale wtedy blondynka szarpnęła go w stronę wyjścia z cmentarza. Musieli obejść cały teren dookoła i jakoś na nowo dostać się do środka, jeśli chcieli cyknąć fotę muralowi.
Jestem przekonany na milion procent, że to było to, tam zaraz obok kaplicy — rzucił, kiedy już kroczyli wąską uliczką. — Proponuje przejść od tyłu i kurwa nie wiem, może przedziemy przez ogrodzenie? — co prawda nie było ono wysokie, za to dość… ostre. Zakończenia przypominały strzały, okrojone do samego szpica. Potencjalne nadzianie się mogło skutkować niemałym bólem. — Ale ja cię podsadze jak coś, więc o nic nie musisz się martwić, Harrison! — aż przysunął się bliżej i zmierzwił jej bujne włosy, uśmiechając się przy tym ciepło. — Ze mną przecież nie zginiesz! — no tylko czy na penwo?

audrey harrison
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
17 y/o
For good luck!
159 cm
uczennica w riverdale collegiate institute
Awatar użytkownika
would you freak out if i said i liked you?
do you walk the line?
is your IQ higher than your neighbours?
and is it very much higher than mine?
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Doceniała obronną postawę Lucasa, mimo że niewątpliwie przesadził w słowach, o czym świadczyło spojrzenie Audrey, która kucając za nagrobkiem, łypała na przyjaciela spode łba. Mógł wymyślić cokolwiek innego, ale nie, musiał tworzyć z nich wyimaginowaną parę, która cudzołożyła, a w dodatku Batman wziął ją za nieletnią, mimo że Harrison wcale nie wyglądała na swój wiek! No dobra, może nie dałaby sobie tych dwudziestu lat, ale osiemnaście to już na pewno!
Och, słuchaj, no nie wiem — odwróciła się do Millera i rozłożyła ręce na boki. — Może powiedziałabym, że jesteśmy turystami z Ottawy i szukamy grobu naszego zmarłego praprapradziadka? — uniosła wysoko brwi, bo to akurat było całkiem sensowne i była pewna, że ksiądz łyknąłby ich bajeczkę jak młody pelikan. — Cudzołożymy, dlatego nie idziemy na mszę? Serio, Lucas? — wywróciła oczami, kontynuując swój marsz wzdłuż ogrodzenia z nadzieją, że znajdą w nim jakimś dziurą.
Tylko wszystko wskazywało na to, że faktycznie będą musieli przeskakiwać przez murek, żeby dostać się na drugą stronę. Wolałaby tego nie robić, ze względu na oblodzone chodniki pokryte grubą warstwą śniegu, ale chyba nie było innego wyjścia.
Jasne, że z tobą nie zginę — pokiwała głową z udawanym entuzjazmem. — Co najwyżej wezmą mnie za małolatę, która puszcza się z dziadersem — prychnęła pod nosem, dalej nie wierząc w to, że Miller połączył ich w parę. Brzydki nie był, głupi też nie, chociaż teraz Audery zaczynała mieć poważne wątpliwości, co do jego inteligencji, ale był przy tym STARY. Może nie na tyle, żeby zostać jej ojcem, ale starszym bratem już tak!
No dobra — westchnęła, kiedy ten zmierzwił jej włosy, tym samym zsuwając czapkę na oczy. Popraiwła ją jednym ruchem i wskazała podbródkiem na ogrodzenie. — Podsadź mnie tutaj. Potem przejdziemy wzdłuż drugiej strony i znajdziemy się za kaplicą. No dalej, bo tu nie ma na co czekać — ponagliła go, a gdy Lucas zniżył się na tyle, że mogła się po nim wspiąć, wyciągnęła się i podparła o murek.
Tylko ten okazał się niefortunnie śliski i Harrison straciła równowagę. Przez chwilę wymachiwała rękami, żeby utrzymać się na ogrodzeniu, ale na nic zdały się jej akrobacje — fiknęła do tyłu, lądując po drugiej stronie murku w obsypanych śniegiem starych wieńcach.
Cholera — wymamrotała pod nosem, otrzepując twarz ze śniegu. — Nic mi nie jest! — zapewniła od razu, żeby przyjaciel nie pomyślał sobie, że skręciła kark. Dobrze, że miała w miarę miękkie lądowanie, a nie runęła na jakiś zaśnieżony konar. — Tylko ostrożnie! — zastrzegła, dostrzegając, że Miller przechodzi dokładnie w tym samym, oblodzonym murku. W sumie to debil, bo wystarczyło przesunąć się nieco w bok i wspiąć się po tej suchej części ogrodzenia.

Lucas Miller
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
24 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
siema
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słuchał jej uważnie, kiedy prezentowała powód, jakim ona uraczyłaby księdza i z każdym kolejnym słowem oczy Lucasa robiły się coraz większe, a na twarzy oprócz zdziwienia malował się też podziw. Bo kurwa, turyści z Ottawy i szukający grobu zmarłego praprapradziadka? No przecież to było genialne. Szkoda tylko, że zanim ona mogła błysnąć swoim świetnym pomysłem przed batmanem, Miller wyrwał się przed szereg i zrobił z nich parę. Jeszcze kurwa jakby to był dobry powód, żeby faktycznie się z tego kościoła wykręcić, a okazało się, że wielmożny jeszcze chętniej chciał zaciągnąć ich na msze. Ano i Audrey chyba też nie do końca była zadowolona z obrotu spraw.
Od razu z DZIADERSEM — aż się oburzył i spojrzał na nią z wyrzutem. Przecież nie był aż tak stary. — Za moich czasów to był niezły flex, jak się spotykało z kimś starszym — a może jednak był aż tak stary, skoro zaczynał zdanie od za moich czasów, jakby te czasy to były kurwa co najmniej prehistorią. A przecież między nimi było marne sześć lat różnicy. Tym bardziej nie rozumiał dlaczego aż tak złe byłoby, gdyby się umawiali? Nie to, że Miller chciał — bo nie chciał — ale jakoś sam fakt, że ona patrzyła na niego jak na jakiegoś starego dziada, gdzieś tam godził go w śledzionę.
I może nawet powiedziałby jej wiedzej, co o tym sądził i jak to WCALE nie był boomerem, bo na przykład wciąż zbierał pokemony (czy dzieci dalej zbierały pokemony?), ale nie miał na to czasu, bo już musiał swoją najdroższą przyjaciółkę podsadzać, żeby dostałaś się na drugą stronę ogrodzenia.
Asekurował ja tyle, ile był w stanie, jednak kiedy Audrey znalazła się już na szczycie płotu, była kompletnie zdana na siebie. Miller widział to jej zawahanie, jednak nie był wystarczająco szybki, żeby ją złapać, nim ta runęła w zaspę wieńców.
Audrey!!! — tylko tyle zdążył krzyknąć, nim jej ciało zniknęło na moment pod śniegiem. — Kurwa, żyj — poprosił, przystawiając głowę do metalowych prętów i zaglądając na drugą stronę. — Chociaż jak umierać, to lepszego miejsca nie ma. Przynajmniej nie trzeba cię będzie daleko zanosić — czy to był odpowiedni moment na żarty? W sumie to był, bo przyjaciółka już jasno oznajmiła, że nic jej nie było, więc to był idealny czas, żeby trochę się z niej ponabijać. Oczywiście nie za głośno, żeby przypadkiem batman ich nie usłyszał.
Dobra teraz ja — wykonał kilka kroków w tył i jeszcze sprawdził, czy kieszeń kurtki była odpowiednio zapięta. Już raz tak stracił telefon przy przeskakiwaniu podobnego ogrodzenia i nie miał zamiaru na powtórkę z rozrywki. — Patrz jak to sie robi — rzucił, po czym wziął rozbieg, by zaraz po chwili wybić się na zdrowej nodze i wspiąć na murek.
I niby Harrison ostrzelała, niby mówiła, że było ślisko, tylko Lucas jak zwykle chuja sobie z tego zrobił i zaraz potem również się poślizgnął. Tylko on w porównaniu do Audrey spierdolił się z głośnym hukiem. Prosto w wielką, śnieżną zaspę. Śnieg nasypał się mu za kołnierz, do butów — wszędzie.
Rjfigrejgpomire — mruknął, żeby mu pomogła, tylko twarz też miał całą zasypaną i zabrzmiało to bardziej jak wygłuszony bełkot niż cokolwiek sensownego.

audrey harrison
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
17 y/o
For good luck!
159 cm
uczennica w riverdale collegiate institute
Awatar użytkownika
would you freak out if i said i liked you?
do you walk the line?
is your IQ higher than your neighbours?
and is it very much higher than mine?
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Flex-srex. Dzieci dalej zbierały pokemony, a Lucas był dziadersem. Dla Audrey sześć lat to była przepaść, a umawianie się ze starszymi uważała za niepoprawne. W ogóle zacznijmy od tego, że ona z nikim się nie umawiała, bo nie miała z kim! Ale na pewno nie interesowali ją starsi panowie. Chyba, że Lucas chciałby zostać jej sugar daddy, to wtedy mogłaby ponegocjować i przymknąć oko na tę drastyczną różnicę wieku.
Dobra, weź mnie jeszcze nie uśmiercaj! — prychnęła i splunęła w śnieg, bo jakaś igła z wiązanki utknęła jej między zębami. — Mam jeszcze dużo życia do przeżycia! W przeciwieństwie do ciebie, dziadsonie — powiedziała, obserwując jak ten na chwilę znika za murkiem, żeby — jak się po chwili okazało — wziąć rozbieg. Wdrapał się na ten nieszczęsny murek z gracją słonia, po czym runął w zaspę śniegu.
Harrison zamrugała kilkakrotnie, próbując przetrawić to, co właśnie się wydarzyło. Patrzyła na Millera, który nurkował w śniegu, aż w końcu nie mogła się powstrzyma i zaśmiała się głośno, szczerze i radośnie.
Co tam mamroczesz? — zapytała i przysunęła się bliżej, żeby wytrzeć mu gębę rękawem kurtki, jednocześnie wpychając mu śnieg o rozdziawionych ust i oczu. — Oj, soreczka — zreflektowała się, ale nie na serio, bo cały czas na jej usta cisnął się łobuzerski uśmieszek. — No już, wstawaj, chłopie — powiedziawszy to, sama stanęła po kolana w zaspie i pociągnęła go za szmaty.
Trochę jej zajęło, zanim udało jej się postawić Lucasa na nogi. Wyglądał jak bałwan, ale w sumie co za różnica, przecież normalnie też był bałwanem. Nawet otrzepała go z białego puchu, co by nie straszył umarłych.
O nie! — Audrey spojrzała na zawieszony na szyi aparat. Szybko przetarła obiektyw i spojrzała przez wizjer. Nacisnęła odpowiedni guzik i zrobiła zdjęcie. Pech chciał, że zapomniała wyłączyć flasha i przypadkowo oślepiła biednego Millera. — A nie, jednak działa — stwierdziła, po czym odwróciła się na pięcie i podnosząc wysoko nogi, aby przedrzeć się przez warstwy śniegu, ruszyła wzdłuż ogrodzenia. — Ej, chyba musimy przejść przez lasek. Tak prowadzi droga — stwierdziła, chociaż trudno było mówić o jakiejkolwiek ścieżce, bo wszystko było zasypane. — Między drzewami i dopiero za kaplicę. Musisz tak się guzdrać? Nie umiesz iść szybciej? — ponagliła go, zerkając przez ramię, bo przyjaciel toczył się za nią w tempie konduktu pogrzebowego. Przecież był wyższy i miał długie nogi, więc bez problemu powinien pokonywać takie przeszkody i dotrzymywać jej kroku.
Same problemy z tymi facetami. Nie dość, że byli tacy nierozgarnięci, to jeszcze do niczego się nie przydawali. Owszem, może Lucas pomógł jej wspiąć się na murek, ale bez niego na pewno też jakoś by sobie poradziła!

Lucas Miller
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
24 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
siema
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mamrotał, bo był kurwa z a s y p a n y. Śniegiem. Na amen. Co ona myślała? Że on tak sobie pod nosem po prostu rzuca pełne braku spójności słowa? No niekoniecznie. Chociaż pewnie dalej by siedział w tej zaspie, gdyby Audrey w końcu się nie zlitowała. I to nawet nie tak, że w końcu chwyciła rękę, którą on wystawił w jej stronę — ona po prostu zgarnęła go za szmaty i pociągnęła w górę, jakby od miesięcy ćwiczyła z Karrionem crossfit.
Dzięki, gówniaku — pochwalił ją (chyba?), przy okazji otrzepując się z nadmiaru śniegu. A miał go wszędzie. Dosłownie. Tak, nawet w gaciach i tak, dlatego nagle zaczął niebezpiecznie wysoko podskakiwać, bujając się na boki, chociaż Harrison akurat nie musiała o tym wiedzieć. Otrzepał jeszcze tyłek i kolana, ale na plecy nie zostało czasu, bo blondynka już atakowała go fleszem.
Kurwa — jęknął, zaciskając mocno powieki. — Chcesz żebym oślepł? — spytał z wyrzutem, chowając twarz w dłoniach, chociaż na jego ustach już malował się delikatny uśmiech. Wiadomo, że nie miał jej za złe to przypadkowe użycie flesha. — Na pewno wyjdzie z tego zajebista fota — aż przewrócił oczami, by stał już przed nią, wbijając spojrzenie w aparat, który jeszcze otrzepywała ze śniegu. — Jak mi wywołasz, to sobie jebne na lodówkę — bo z pewnością wyszedł tam tak zajebiście, że nic tylko się chwalić wszystkim przybyłym. Chociaż w ostatnim czasie wcale nie tak dużo ludzi odwiedzało jego mieszkanie. Sam Lucas chodził tam tylko spać. Matka pewnie powiedziałaby, że to nie motel, ale całe szczęście jej tam nie było, więc mogła sobie popierdolić.
Tak samo jak on mógł sobie popierdolić w drodze do kapliczki. Bo nim zdążyli się przedostać przez wysoki śnieg, który wsypywał się do butów, Lucas sprzedał Harrison całą litanię o tym, jak bardzo nienawidzi zimy i jak to chciałby, żeby już było lato, bo on był człowiekiem, który został stworzony do wysokich temperatur, a w tych zimnych to nawet mózg mu nie działał poprawnie. Chociaż jakby się tak dłużej nad tym zastanowić, to jemu nigdy mózg nie funkcjonował prawidłowo. Całe szczęście Audrey jeszcze o tym nie wiedziała i JAK NARAZIE miała go za nawet mądrego człowieka.
Dobra, to chyba tutaj — mruknął, kiedy w końcu znaleźli się na końcu lasku, a zza drzew już na nowo wyłaniał się cmentarz i niewielka kapliczka. — Miej aparat w gotowości, bo jak zaraz zza jakiegoś grobu wyskoczy ten czrany dziad, to trzeba będzie się szybko ulatniać — czy Lucas właśnie nazwał księdza czarnym dziadem? Oczywiście, że tak. I jeszcze był z tego dumny. Chociaż chyba i tak lepszy czarny dziad niż batman, jak to NIEKTÓRZY go nazywali.
Gotowa? — upewnił się, a kiedy Harrison skinęła głową, w końcu ruszyli w stronę muralu.

audrey harrison
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
ODPOWIEDZ

Wróć do „York Mills Valley Park”