28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
183 cm
nocą okradam ludzi, a za dnia tańczę jako backup z twoimi idolami
Awatar użytkownika
I’m not the good guy, remember? I’m the selfish one. I take what I want, I do what I want. I lie, I fall in love with a good girl. I don’t do the right thing. But I have to do the right thing by you.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W porządku — powiedział z szelmowskim uśmiechem na mordzie. Zwykle się włamywał niezależnie od sytuacji w domu, bo mało go ona interesowała. Pilnował głównie tego, aby nie napatoczyć się na kłopoty w postaci rodzica. Umiał się też dobrze ukrywać i zakrywać za sobą ślady. Dlatego był dobrym złodziejem. Tak więc jakby jej matka nagle weszła, dość prędko znalazłby się pod jej łóżkiem, by uniknąć bezpośredniego starcia.
Chociaż może nie byłoby tak źle? Albo wręcz przeciwnie, byłoby okropnie.
Nie puszczał jej ręki aż do końca, dopóki nie uwinęli się na ławeczce, gdzie i tak miał ją przy sobie. Może nie był najlepszym chłopakiem jakiego można było mieć, ale łatwo było dostrzec, że Hunter był bardzo mocno za Soojin. Był w nią wpatrzony jak w obrazek i chociaż odpierdalał szajs, to i tak nie umiał o niej nie myśleć. Jego sympatia była widoczna przede wszystkim w jego czynach oraz tym, jak bardzo się dla niej zmieniał.
Był w niej zakochany po uszy, tylko nie umiał tego na głos przyznać.
Słuchał jej odpowiedzi na temat świąt, lekko unosząc łuk brwiowy przy tym. On w zasadzie sam nie wiedział czego się spodziewać po tych świętach. To miały być pierwsze wspólne rodzinne. Nie bardzo wiedział gdzie sobie znajdzie miejsce, bo nie był pierwszy do robienia jakichkolwiek dań czy dekorowania domu, ale jeśli ktoś zagoni jego dupę… to pewnie będzie robić to, co mu przydzielono.
Hatiemu na pewno sprzeda świąteczną kokardę na szyję.
To brzmi… bardzo aktywnie — przyznał, biorąc kolejnego gryza swojego kebaba. Na jej miejscu czułby się bardzo przytłoczony, nawet jeśli sam był ekstrawertykiem. Ale to dlatego, że ci obcy ludzie mieliby uchodzić za jego rodzinę i robiliby te wszystkie „rodzinne” rzeczy, gdy dla niego… byli zwyczajnie nieznajomymi. Gdyby poszedł do niej, to czułby się lepiej, bo ci ludzie nie byliby powiązani bezpośrednio z nim. Wtedy było łatwiej.
Na szczęście nie musiał się martwić o własną rodzinę, bo jej nie miał.
Jak się na to zaopatrujesz? Nie możesz się doczekać mając w końcu normalną rodzinę? — spytał, zerkając na nią. Ona mogła tego pragnąć, bo wcześniej miała rodzinę tylko pojebaną. Była ukrywana i gnębiona przez własnego ojca, a teraz mogła się poczuć… normalnie. Swobodnie.
On nigdy tego nie chciał. Nie marzył o magicznych świętach.
Samemu jednak tworzył własną rodzinę i chyba nie był w pełni tego świadom.
Sora i Zander już coś mówili o tym, kiedy planują ślub?
Nie, chyba przechodzą jakiś kryzys, bo Zander coś smęcił pod nosem — przyznał lekko, zaraz biorąc kolejny kęs kebaba. Jak się żyło pod jednym dachem, to widać było więcej sprzeczek i zgrzytów, niż jak się z kimś widziało tylko na wyjściach. — No ale dla nich to tam nic, zaraz pewnie się dogadają — dodał, wzruszając ramionami. W końcu Sora i Zander byli w siebie wpatrzeni od początku, więc raczej nie brał tego za coś poważnego. Wszyscy mieli swoje problemy, ale ostatecznie to wypracowywali, nie? On akurat nie powinien był się wypowiadać jeśli chodziło o sprzeczki, bo z jego winy sporo się wyprawiło w ich związku.
Przeniósł na nią spojrzenie, a na mordzie wymalował się szczeniacki uśmiech.
A co? Pobawiłabyś się na weselu? — On na pewno by się pobawił. Już wiedział, że będzie świadkiem, więc czekało go zrobienie kawalerskiego na który już miał mieć zarysowany plan. Nie mówiąc już o samym weselu, gdzie zamierzał się bawić do samego rana.

Raina Bouchard
19 y/o
Welkom in Canada
161 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
I've got thick skin and an elastic heart, but your blade it might be too sharp
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Zastanowiła się chwilę nad jego pytaniem, w tym czasie milcząc i patrząc gdzieś w przestrzeń obok nich. Od razu było widać, że raczej wizja ta nie napawała jej optymizmem, a ona sama nie jest mocno podekscytowana tym, co czeka ją jutro.
  — Ja od jakiegoś czasu mam normalną rodzinę. Mam ciebie i Hatiego, a jeśli chodzi o nich, to trochę mnie to przytłacza. Z częścią już się widziałam, ale naprawdę krótko w trakcie Wielkanocy. Ale tak naprawdę to dom będzie pełen osób, które łączą jakieś wspomnienia, pewnie kolejny raz będą opowiadać te same anegdoty, które wszyscy i tak znają, ale dalej ich bawią. No, wszyscy poza mną. — Westchnęła cicho, w dalszym ciągu nie ruszając swojego kebaba. Los fastfoodu powoli stawał się przesądzony i zostawał spisany na straty, ale w żołądku Huntera. — Trochę będę się czuła tam obco. W sensie wiesz – niby to rodzina, bo jesteśmy spokrewnieni, ale z drugiej strony, wcale nie czuję tej… rodzinności. Jeśli wiesz, co mam na myśli.
  Nie czuła się tak swobodnie jak przy nim, przy Hatim czy nawet przy Sorze i Zanderze. Ich wszystkich znała znacznie lepiej i dłużej, niż swoją faktyczną rodzinę. I chociaż starała się nie nastawiać ani źle, ani dobrze, to nie potrafiła pozbyć się wrażenia, że nie będzie tam pasowała i nie odnajdzie się w otoczeniu bliskich, wobec czego całe to spotkanie będzie co najmniej niekomfortowe.
  Wiadomo, że czułaby się lepiej w obecności Huntera, bo go znała i to jemu ufała, ale nie śmiałaby go o to prosić, głównie przez fakt, że tak samo jak i dla niej mogłoby to być niezręczne, tak i dla niego, bo spoglądano by na niego przez pryzmat partnera córki.
  Może dlatego teraz wolała pomyśleć o czymś zupełnie innym, na pozór sympatycznym – jak na przykład ślub bliskiego przyjaciela Huntera.
  Zdziwiła się jednak, kiedy usłyszała, że daty nie ma, a zamiast niej miał być jakiś kryzys. Przechyliła delikatnie głowę w niezrozumieniu, bo nie spodziewała się, że w niebie też są problemy. Wydawali się być absolutnie za sobą, a teraz pojawiły się jakieś niesnaski.
  — Och, rozumiem — odpowiedziała, nie czując się w mocy, by dopytywać o szczegóły. Nie chciała być wścibska i grzebać się w prywatnym życiu ludzi, którzy może i byli jej bliżsi niż oficjalna rodzina, ale jednocześnie wciąż odlegli. — Na pewno wszystko u nich wyjdzie na prostą — przytaknęła na jego stwierdzenie, szczerze wierząc, że to co się u nich działo, to akurat pikuś. Może gdyby to ona z nimi mieszkała i mogła się temu lepiej przyjrzeć, to zauważyłaby znacznie więcej niż Hunter.
  Wiadomo – faceta to trzeba było uczyć jak wyciągać detale do plotek. Nie mówiąc już o tym, że miała świadomość, że Hyunwoo nie należał do osób nadzwyczaj czujnych emocjonalnie.
  Zerknęła na niego, zbiegając spojrzeniem po jego twarzy i zaczepiając je na jego uśmiechu. Kąciki jej ust drgnęły automatycznie na ów widok, a ona sama podjęła:
  — A to mnie chcesz zabrać? — zażartowała miękko, dość nieporadnie, tak w swoim stylu, bo z wyczuwalną niewinnością. — Nigdy nie byłam na żadnym — dodała, już nieco poważniej. Bywała na galach i bankietach, by ocieplić wizerunek ojca, ale na żadne wesele jej nie zabrał. I była po prostu ciekawa, jakby to wyglądało. Ponoć też co naród to inna tradycja, a ją interesowało, jak wypośrodkuje to taka mieszanka z Sory i Zandera. Gdzie jedno miało korzenie niemiecko-koreańskie, a drugie było Koreańczykiem, ale spod amerykańskich imigrantów.
  Oparła się bokiem o jego ramię, wciąż trzymając w dłoni zawinięty w folię kebab. Nie miała nawet czasu by jeść, bo rozmawiała. A ona jednego z drugim nie łączyła, w odróżnieniu do niektórych. Zresztą – rozmowa była dla niej znacznie bardziej kusząca niż posiłek, zwłaszcza teraz, kiedy mogła robić to z nim twarzą w twarz.
  — Nie bardzo chcę tam jutro być — odezwała się, na tyle cicho, że nawet można było uwierzyć, że wcale nie wypowiedziała tego na głos. — Ale nie zrobię tego mamie.

Hunter Jang
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
183 cm
nocą okradam ludzi, a za dnia tańczę jako backup z twoimi idolami
Awatar użytkownika
I’m not the good guy, remember? I’m the selfish one. I take what I want, I do what I want. I lie, I fall in love with a good girl. I don’t do the right thing. But I have to do the right thing by you.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Okay, po pierwsze, to nie określiłbym nas jako normalnych — powiedział, podnosząc palec wskazujący. W końcu on to do rodziny pasował jak pięść do nosa, ale chociaż Hati był przyjazny, jeśli nie zagroziło się tym, kogo kochał. Trochę jak jego właściciel. Widać kto go wychowywał, w końcu to on się rzucił na ojca Soojin, gdy zamachnął się na Huntera. — Po drugie, to czaję. Ale mimo wszystko mam nadzieję, że spędzisz dobrze czas i się jakoś tam odnajdziesz. Pewnie i tak będzie im na tym zależało, i będą robić wszystko, aby tak było. Przynajmniej ja bym tak zrobił jakbym miał jakąś kurwa zaginioną córkę, której szukałem w chuj czasu — rzucił luźno. Nigdy nie znajdował się w tej sytuacji i na dobrą sprawę, to chuja wiedział jak by się zachował, ale wydawało mu się, że wszyscy będą wokół skakali, aby czuła się… swobodnie.
W końcu nie tak dawno temu uważali, że już nigdy jej nie odnajdą.
Rozumiał jednak co chciała mu przekazać, bo on też rodzinę samemu sobie wybierał. Tylko jego biologiczna nigdy go nie szukała, więc też nie odnalazła. Nikt o niego nie walczył, nikt nawet się nie starał o jego uwagę czy akceptację. Nie mógł więc z jednej strony wiedzieć co czuła, ale gdzieś tam w serduszku było mu przyjemnie, gdy powiedziała, że uznaje jego oraz tego sierściucha za swoją rodzinę.
Hunter nie widział wielu rzeczy, które się działy między Sorą, a Zanderem, bo też nie chcieli robić inby na cały dom, w dodatku przy mamie i przy nim. Swoje widział, a także słyszał od przyjaciela, ale był zdania, że kto jak kto, oni są power couple. Od początku byli w siebie wpatrzeni i tak miało zostać. Nie widział jednak tych małych sygnałów, które mogły świadczyć, że powoli się od siebie oddalają.
Dla niego to był tylko chwilowy kryzys.
Taaaa, oni są nie do zdarcia — rzucił luźno. Nie wpierdalał się w ich sprawy, ale Zander to był jego najlepszy przyjaciel od zarania dziejów, więc to normalne, że rozmawiali gdy mieli problemy. To do niego przecież przychodził Hunter, gdy znowu odjebał w związku z Soojin. Jego się radził, jemu się żalił, bo to było główne wsparcie w tym całym gównie w które sam się wpierdalał.
Zdziwi się jeśli im jednak nie pyknie, gdy pierścionek był już na palcu.
Morda mu się szerzej uśmiechnęła, gdy usłyszał jej pytanie. Oczywistym było, że kto ona była jego partnerką na wszelkie imprezy okolicznościowe, zwłaszcza jak chodziło o ślub przyjaciela. To nawet nie podlegało dyskusji.
Serio? — spytał zaskoczony, bo prędzej spodziewałby się, że to ona chodziła na jakieś bale i inne gale, ale z drugiej strony, skoro jej cała rodzina miała zostać w Kanadzie… to na czyje wesela miałaby chodzić, nie? — Dobra, ja też nie, ale nadrobimy to na weselu Sory i Zandera. Będzie totalnie zajebiście, czuję to — powiedział, zaraz wgryzając się w ostatni kęs swojego kebaba.
Zwinął folię w kulkę i wrzucił do śmieci obok ławki. Gdy już miał wolną rękę, objął nią dziewczynę, jak wyczuł jej ramię przy sobie. Kąciki ust mu lekko drgnęły, gdy usłyszał jej słowa, bo z jednej strony ją rozumiał.
Wyjdę od ciebie nad ranem, kopnę cię w dupę na szczęście, a jak będzie bardzo źle, to napiszesz i wyjdziemy na kolejny krótki spacer i kebaba, którego nie zjesz — powiedział, zerkając wymownie na zawiniątko, które nienaruszone trzymała w rękach. Przejął je, aby odpakować i wziąć gryza, bo wiadomym już było, że dziewczyna go nie tknie. A szkoda by było, aby się zmarnował. — I w nocy znowu przyjdę, aby ci towarzyszyć w łóżku po tym wyczerpującym dniu, bo na pewno będziesz potrzebowała tego silnego, męskiego ramienia do odpoczynku. Co ty na to? — Wychodziło więc na to, że musiałaby wytrzymać tylko dzień z liczną rodziną, bo rano przecież jeszcze z nią będzie i po wszystkim też ją odwiedzi. O ile będzie chciała.

Raina Bouchard
19 y/o
Welkom in Canada
161 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
I've got thick skin and an elastic heart, but your blade it might be too sharp
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Uśmiechnęła się kącikiem ust, kiedy Hunter robił swoje sprostowanie, co do rzekomej normalności, albo raczej: jej braku, w kwestii ich – jego i Hatiego – jako jej rodziny. Niemniej to oni byli normalnością w jej nienormalności, jaką dawał jej świat. Łamali schematy i to, co znała, ale jednocześnie nie dawało to złego skutku, tylko bardzo odwrotny. Najlepszy w jej życiu.
  Ale jednocześnie swoimi słowami zdjął trochę ciężaru zmartwień z jej barków. Nie była to całość, bo jeszcze sporo jej ciążyło – różnych przemyśleń i obaw – jednak jego wsparcie było nieocenione. Dlatego skinęła głową z wdzięcznością, ale także na znak zdeterminowania, że będzie dzielna i postara się przez to wszystko przejść. Mimo wszystko – to nie była zaraz jakaś wielka tragedia czy tortura. Ot, spotkanie z całkiem liczną grupą osób, które były oficjalnie jej rodziną.
  Nie zamierzała jednak wpychać się w zycie prywatne przyjaciela Huntera, ale podobnie jak on, była zdania, że to wszystko, o czym powiedział, to tylko przejściowe trudności. Przynajmniej tak nieskomplikowanie to brzmiało, kiedy o tym opowiadał.
  Do końca też nie wiedziała, na co ma się nastawiać, jeśli chodziło o wesele. Oczywiście widziała na filmach, jak to wyglądało. Ale po jednej stronie były po prostu wspólne obiady w restauracji w małym gronie; spokojne meetingu, a po drugiej głośne i huczne imprezy. Z jeszcze innej wesele nie było, bo para młoda, prosto z kościoła, wsiadała do transportu, aby jechać w podróż poślubną.
  Musiała więc poczekać na więcej detali, a przede wszystkim: na oficjalne zaproszenie z datą, które miałby otrzymać Hunter. Potem zada mu mnóstwo pytań, bo na pewno będzie znał większość szczegółów. Może nie organizacyjnych, ale przynajmniej zarys tego, co ma być.
  Ale jak to kiedyś ktoś mądrze powiedział: no to se jeszcze poczeka.
  — To brzmi całkiem dobrze — zgodziła się, ze zdradziecko rozbawionym półuśmiechem, który zaplątał się w kąciku jej ust. — A wolisz spać w środku, pomiędzy mamą i mną, czy jednak z brzegu? — zapytała miękko, z delikatnym żartem.
  W końcu, tak jak mówiła, przez jutrzejszy zjazd rodzinny miała nastąpić reorganizacja miejsc do spania i ona sama lądowała w jednym pokoju, a pewnie też i łóżku, z własną mamą. Więc jeśli chciał przyjść i jej towarzyszyć, to musiałby się liczyć, że będzie tam też kobieta. Ale silne, męskie ramiona miał dwa, więc to nie byłby aż taki problem chyba!
  Soojin, gdybyś tylko wiedziała, że w podobny sposób wyglądają niektóre filmy dla dorosłych. O tym jak chłopak córki obraca także jej matkę i to nierzadko kiedy dzielą to samo łóżko. Przysięgam, że nie wiem skąd mam taką wiedzę.
  Wyciągnęła z kieszeni kurtki telefon, gdy ten zawibrował krótko, sygnalizując odebranie wiadomości tekstowej. Spojrzała przy chłopaku na wyświetlacz, odczytując SMS-a od swojej mamy, w którym pytała, za ile będzie w domu.
  — Powinnam się powoli zbierać — stwierdziła, choć niechętnie. Wsunęła urządzenie z powrotem do kieszeni, przenosząc spojrzenie na Huntera. — Wyściskaj i wycałuj ode mnie Hatiego, dobrze? — Najchętniej sama by to w końcu zrobiła, ale na przestrzeni paru kolejnych dni raczej nie będzie miała ku temu możliwości.
  Partnera to raczej sama już wyściska i wycałuje, jak będzie miała ku temu okazję.
  Chyba, że Hyunwoo wpadnie na wspaniały pomysł, aby przyprowadzić czworonoga do niej na noc, tylko że wtedy owczarek raczej szybko by ich zdradził swoim, choćby jednym, niekontrolowanym i radosnym szczeknięciem. Dom był znacznie mniejszy od posiadłości ojca, którą zamieszkiwała w Seulu, więc wiele rzeczy bardziej się… niosło.

Hunter Jang
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
183 cm
nocą okradam ludzi, a za dnia tańczę jako backup z twoimi idolami
Awatar użytkownika
I’m not the good guy, remember? I’m the selfish one. I take what I want, I do what I want. I lie, I fall in love with a good girl. I don’t do the right thing. But I have to do the right thing by you.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chuja się znał na związkach tak naprawdę. Relacja z Soojin była największym projektem i zaangażowaniem jakie miał w życiu. Dopiero tutaj, na niej się uczył jak to powinno wyglądać. Tutaj ogarniał siebie oraz całe te uczucia, które temu towarzyszyły. Niestety lub stety, dziewczyna była jego obiektem testowym. Królikiem doświadczalnym na którym popełniał błędy i wyciągał wnioski. Większe lub mniejsze, bardziej lub mniej bolesne. Dlatego też był jej tak wdzięczny za jej cierpliwość, wyrozumiałość i za to, że wciąż przy nim była.
A zdawał sobie sprawę jak zmęczona musiała czasami być.
Dlatego naprawdę starał się być najlepszą wersją siebie, chociaż wychodziło różnie.
A wolisz spać w środku, pomiędzy mamą i mną, czy jednak z brzegu?
Co? — rzucił zaskoczony, w pierwszym momencie nie rozumiejąc do czego pije, ale dość prędko zrozumiał, a raczej sobie przypomniał, że mówiła mu o uzgodnieniach. I gościach w domu. Zbyt licznych, aby ich położyć gdzieś indziej. — A, kurwa, zapomniałem. — No ładnie, Hunter. Tak to byś sobie przyszedł do Soojin na chatę, wieczorem, a miałbyś spotkanie z jej zaskoczoną mamą, która nie rozumie dlaczego wbijasz się do jej córki do pokoju przez balkon.
To byłoby dopiero niezręczne.
Dobra, nieważne… ale rano będę ci jeszcze towarzyszyć — powiedział z wyszczerzem, bo przecież dzisiejsze plany nie podległy dyskusji i były już ustalone. Musiała tylko dać mu znać o której mógł na spokojnie przyjść, aby nie było przypału.
Albo raczej, kiedy będzie a tyle bezpiecznie, aby nikt im nie przeszkadzał.
Wciągał na spokojnie drugiego kebaba, bo Hunter miał spust jak mało kto. Dużo się ruszał, jak nie z psem to w swojej legalnej pracy, plus wszędzie chodził na piechotę, a Toronto jednak było spore. Tak więc ojebanie dwóch kebabów było dla niego niczym, lekką przekąską. Może nie tak jak dla Damona, kimkolwiek był, ale wiadomo.
Kiedy zawibrował jej telefon, zerknął krótko na nią, a potem skupił się na dojedzeniu końcówki zawiniątka, które od niej wziął. I gdy stwierdziła, że musi się powoli zbierać, przytaknął na to krótko głową. I tak dostał więcej niż liczył dzisiaj, nie mówiąc o tym, że przecież za kilka godzin znowu mieli się zobaczyć, tylko już bezpośrednio u niej.
W porządku — powiedział przeżuwając jeszcze ostatki. Wyrzucił sreberko do kosza obok i przeciągnął się, czując jak jego żołądek się rozciąga od sporej ilości jedzenia. Teraz należałoby udaremnić spacer i drzemkę. Albo krótki trening z Hatim, aby psa również zmęczyć, bo chociaż Hunter lubił leżeć i chuja robić, to owczarka nigdy nie zaniedbał.
Wstał z ławeczki i podał rękę dziewczynie, aby na nowo spleść z nią palce w drodze powrotnej do jej domu. Zamierzał ją oczywiście odprowadzić pod drzwi, bo nawet jeśli Toronto miało uchodzić za bezpieczne, to wolał się osobiście upewnić, że dotrze cała i zdrowa.
Zatrzymał się tuż przy wejściu na werandę. Sięgnął do jej podbródka, który ujął w dwa palce. Przeciągnął po nim kciukiem.
Czekam na wiadomość, Księżniczko — powiedział ze swoim firmowym, lisim uśmiechem na mordzie, po czym pochylił się, aby złożyć na jej ustach krótki, ale pewny pocałunek. Taki, który zostawiał po sobie ślad nawet, gdy oderwał już od niej wargi.

e o t

Raina Bouchard
ODPOWIEDZ

Wróć do „#3”