ODPOWIEDZ
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Musiała przyznać, że nieco się denerwowała.
Miała niepohamowaną ochotę, aby zapalić i zdusić w ten sposób stres, ale uświadomiła sobie, że zapomniała kupić nową paczkę, którą wrzuciłaby do schowka w aucie. Często mogła liczyć w takich momentach na obecność Zaylee, która była o wiele większą palaczką i zawsze mogła poratować ją papierosem, ale tym razem jej przy niej nie było. Niech to szlag...
W końcu wysiadła z samochodu i skierowała się do domu, w którym mieszkała Elsie. W ręku trzymała owinięty papierem prezentowym karton z drobnym podarkiem, który powinien wylądować pod choinką, ale zamiast tego przyjechała z nim już po świętach.
Przez moment się zastanawiała czy nie podrzucić go byłemu mężowi, ale potem usłyszała, że córce przypadł zaszczyt dyżurowania w Wigilię oraz Boże Narodzenie, co powstrzymało ją od spędzenia świąt również z ojcem. Evina rozumiała to jak nikt inny. W końcu sama również pracowała w zawodzie, który niejednokrotnie odciągał ją od rodzinnego stołu. Z tym, że Elsie jako pielęgniarka mogła liczyć na to, że nie dostanie nagłego wezwania, a jedynie grafik, o którym będzie wiedziała zawczasu.
W końcu jednak stanęła na progu. Odetchnęła głęboko i uspokoiwszy się nieco nacisnęła na dzwonek, aby z mocno bijącym sercem zaczekać na moment, gdy córka otworzy jej drzwi.

elsie swanson
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
24 y/o
For good luck!
175 cm
pielęgniarka w mount sinai hospital
Awatar użytkownika
Jestem kobietą. Burzą, ogniem, wodą, perłą, ale nie na dnie.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona | jej
typ narracjiklasyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Elsie stała przy drzwiach, w duchu licząc do dziesięciu, bo inaczej pewnie zaczęłaby rzucać przekleństwami. Może i obiad miał być zwykły, ale dla niej to było jak wejście na wyżyny psychicznego masochizmu. Czy była gotowa na to spotkanie? Raczej nie. Niby drobny gest, niby po prostu obiad, ale coś w tym było, że to właśnie teraz, po tym wszystkim, miało znaczenie. Bo przecież nie chodziło o te świąteczne ozdoby (których brak było w jej domu, bo życie w trybie dyżuru sprawiedliwie na każdy dzień świąt nie przewidywało dekorowania mieszkania, kiedy miała na to czas?). Chodziło o tę chwilę, tę próbę, by zrobić coś normalnego. Zamiast ozdób była pusta przestrzeń, z której wyłaniał się tylko stół z kilkoma najprostszymi daniami. Nor-mal-nie. W końcu wzięła się w garść, pociągnęła drzwi i po chwili zobaczyła matkę, która trzymała w ręku prezent. Elsie uśmiechnęła się pod nosem, w delikatnym chyba uznaniu dla własnych umiejętności przewidywania, bo na szczęście również miała drobne podarki, zarówno dla Eviny, jak i Zaylee.
Wejdź, proszę — rzuciła, po czym otworzyła szerzej drzwi. — Możesz rozgościć się na kanapie i poczuć się jak u siebie — zanim matka weszła, Elsie rzuciła jeszcze jedno, mniej pewne pytanie. — I... co byś chciała do picia? Mam kawę, wodę, sok, ewentualnie alkohol, ale to raczej bardziej po godzinach niż przy obiedzie — dodała to z lekkim, zadziornym uśmiechem. Zwykle była osobą, która trochę się gubiła w takich sytuacjach. Zbyt wiele razy tańczyła na granicy niezręczności, zbyt długo nie miała na to czasu, by poczuć się naturalnie w takich momentach. Tym razem jednak nie miała zamiaru szukać wymówek ani ukrywać się za swoją rutyną. Niech to będzie proste. Zresztą, ich wspólne święta nigdy nie były przesadnie wystawne, więc i tym razem nie zamierzała oczekiwać, że będzie perfekcyjnie. Na pewno nie miała zamiaru udawać, że jest super profesjonalną gospodynią, która zna się na sztuce serwowania posiłków jak z magazynów wnętrzarskich.
Chciałam zrobić coś prostego — dodała z lekko ironicznym tonem, idąc do kuchni, żeby upewnić się, że nic nie spali się w piekarniku. — Zupa krem z dyni, pieczony kurczak, sałatka. Żadnej wielkiej filozofii. Prosto. Bez problemu — wróciła do salonu, patrząc na matkę, starając się nie wyczytać z jej twarzy zbyt wiele. Niezwykle trudno było jej ukryć to, co czuła. Może i to spotkanie nie miało sensacji, może nie było żadnej magii w tych kilku prostych daniach, ale miała nadzieję, że to będzie coś więcej niż tylko formalny gest. Może ich relacja znowu zacznie się w końcu zmieniać. A może po prostu to jedno spotkanie było tym, czego potrzebowały, by zacząć coś nowego.

Evina J. Swanson
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
aj
nie polubimy się jak odpisujesz raz na miesiąc, wiesz o mojej postaci więcej niż moja postać, rażąco peron odjeżdża od wspólnych ustaleń albo jeśli pojawia się bezsensowna, niepotrzebna erotyka czy przemoc
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może im obu byłoby łatwiej, gdyby wiedziały jak bardzo każda z nich to przeżywała. Wtedy cały ten stres przestałby mieć tak indywidualnego charakteru i byłby czymś, co by je połączyło... Jak to mawiali razem było zawsze raźniej. W tym wypadku wspólne nerwy podpowiedziałyby im jak wielkie ich zdaniem znaczenie miało to z pozoru lekkie spotkanie.
Uśmiechnęła się lekko, gdy tylko ujrzała córkę w progu i nagle ogarnęła ją kolejna fala niepewności oraz niezręczności. Nie wiedziała czy powinna ją objąć na powitanie czy może zwyczajnie przywitać się i wejść do środka. Czasami miała wrażenie, że to odbudowywanie relacji przypominało swoisty spacer po cienkim lodzie, gdzie musiała uważać, aby przypadkiem nie wpaść do lodowatego jeziora znajdującego się pod stopami.
- Cześć - odpowiedziała, przekraczając próg i odłożyła na chwilę za drzwiami prezent, żeby ściągnąć z siebie kurtkę, która trafiła na wieszak niedaleko drzwi.
Jeśli chodziłoby o kogokolwiek innego to zapewne prychnęłaby jedynie na propozycję kawy, której nienawidziła z całego serca. Nie cierpiała jej smaku, zapachu oraz całego dziwnego kultu, którym ludzie zdawali się otaczać ten cholerny ciemny napój. W jej domu nie dało się uświadczyć nawet grama kawy... Przynajmniej dopóki Zaylee nie zaczęła w nim spędzać coraz więcej czasu: kolejnych nocy i poranków, które w jej przypadku nieodłącznie związane były z mocną dawką kofeiny. Tylko, że z Elsie było inaczej. Zdawała sobie sprawę, że z wielu rzeczy mogła nie zdawać sobie sprawy lub umknęły jej w ten czy inny sposób. Dlatego też w jej przypadku reagowała nieco inaczej niż na propozycje składane przez innych ludzi.
- Może być woda albo sok. Cokolwiek masz pod ręką - odpowiedziała, bo skoro w wymienionych opcjach nie znajdowała się herbata to pozostawała przy zimnych napojach.
Zamiast rozsiąść się na kanapie ruszyła za córką w kierunku kuchni. Nie lubiła być jedyną osobą w pomieszczeniu, gdy gospodarz kręcił się po innej części domu. Wolała faktycznie dotrzymywać tej osobie towarzystwa.
- Mówisz, że prosto i bez problemów, ale jak dla mnie dwa dania już brzmią wystawnie - odpowiedziała z lekkim uśmiechem, bo sama nawet w przypadku podejmowania gości przygotowywała zwykle jedno danie.
W końcu wyciągnęła jednak w kierunku Elsie karton zapakowany w papier prezentowy i uśmiechnęła się niezręcznie.
- Wiem, że nieco po czasie, ale... Wesołych świąt - powiedziała, wręczając jej pakunek.
W środku zapakowała czarną skórzaną torebkę czy raczej torbę ze względu na jej pojemność. Chciała jej sprawić coś zarówno eleganckiego jak i praktycznego. Wydawało jej się to dosyć bezpiecznym ruchem, bo nie miała pojęcia, co właściwie mogłaby jej sprawić na święta, aby jakoś wpisać się w jej potrzeby oraz gusta.

elsie swanson
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
24 y/o
For good luck!
175 cm
pielęgniarka w mount sinai hospital
Awatar użytkownika
Jestem kobietą. Burzą, ogniem, wodą, perłą, ale nie na dnie.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona | jej
typ narracjiklasyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przyjęła pakunek ostrożnie, jakby bała się, że zbyt gwałtowny ruch mógłby spłoszyć ten moment. Uśmiechnęła się szerzej, szczerze, z tą charakterystyczną dla siebie mieszanką wzruszenia i lekkiego zakłopotania, które zawsze pojawiało się, gdy dostawała coś więcej niż tylko życzenia.
Dziękuję — powiedziała cicho, ale pewnie. — Naprawdę — przez krótką chwilę stała z prezentem w dłoniach, zanim odłożyła go na blat w kuchni, obok deski do krojenia i miski z sałatką, która wyglądała dokładnie tak, jakby powstała w przerwie między jednym a drugim dyżurem. Mieszkanie faktycznie nie było szczególnie świąteczne — kilka światełek na parapecie, wciąż jeszcze włączonych bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby nastroju i niewielki stroik, który bardziej udawał noworoczny niż bożonarodzeniowy. Było za to czysto, ciepło i bardzo elsiowo.

Sięgnęła do lodówki po wodę i sok, stawiając oba napoje na stole, jakby chciała dać do zrozumienia, że wybór naprawdę jest dowolny. Potem, już spokojniej, zaczęła mówić o jedzeniu — prostym, niewymagającym, takim, które nie udawało niczego więcej, niż było.
Będzie zupa, taka… zwyczajna, ale porządna. I pieczony kurczak z warzywami. Nic wyszukanego, żaden ze mnie Masterchef — rzuciła z lekkim uśmiechem, wzruszając ramionami. — Deser to już zupełna improwizacja, ale obiecuję, że da się zjeść — krzątała się jeszcze chwilę, poprawiając talerze, sprawdzając piekarnik bez realnej potrzeby, aż w końcu, jakby przypomniała sobie o czymś istotnym, sięgnęła do szafki w przedpokoju. Wyjęła stamtąd dwie starannie zapakowane paczki i wróciła z nimi do kuchni.
Skoro już jesteśmy przy prezentach… — zaczęła, nieco lżej, ale z wyraźnym napięciem pod spodem. — To jest dla ciebie — pierwszy pakunek podała bez ceremonii, bez zbędnych słów, jakby bała się, że jeśli zacznie tłumaczyć, straci odwagę. Dopiero po sekundzie sięgnęła po drugi. — A ten… chciałam, żebyś przekazała Zaylee — dodała, unosząc brwi w półżarcie. — Uznałam, że skoro i tak jest częścią… no. Rodziny. Krajobrazu — uśmiechnęła się krzywo. — To chciałam dać również coś jej — nie była to wielka rzecz. Raczej drobny, przemyślany gest, coś neutralnego, bezpiecznego, a jednocześnie wystarczająco osobistego, by nie było w nim dystansu. Elsie miała świadomość, że balansuje na cienkiej linii, ale dziś jakoś mniej się tego bała.

Oparła się biodrem o blat i wypuściła powietrze z płuc, czując, jak napięcie powoli odpuszcza. Ten obiad nie miał naprawić lat ciszy ani wątpliwe obecności. Nie miał być przełomem ani deklaracją. Był dokładnie tym, czym miał być — spokojnym, nieidealnym spotkaniem dwóch osób, które próbowały znaleźć wspólny rytm.

Evina J. Swanson
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
aj
nie polubimy się jak odpisujesz raz na miesiąc, wiesz o mojej postaci więcej niż moja postać, rażąco peron odjeżdża od wspólnych ustaleń albo jeśli pojawia się bezsensowna, niepotrzebna erotyka czy przemoc
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zawsze było coś niezręcznego w wymienianiu się prezentami. Pojawiał się ten moment zwątpienia czy na pewno wybrano odpowiednią rzecz, która zadowoli obdarowywanego. Zwłaszcza jeśli nie utrzymywało się z nim tak bliskich stosunków jakby się chciało, co jak najbardziej miało miejsce w przypadku jej relacji z Elsie. Cholera jasna… Evina przecież miewała wątpliwości nawet jeśli kupowała coś narzeczonej choć w teorii idealnie znała jej gusta oraz uwielbienie dla prezentów, które są praktyczne a nie wyłącznie ładne.
- Nie ma za co. To drobiazg - zapewniła, a w jej uśmiechu wciąż znać było pewną nerwowość.
W końcu skoro nie mogły wspólnie spędzić świąt to chociaż tyle była w stanie zrobić. Zresztą szybko zorientowała się po wystroju, że córka sama nieszczególnie obchodziła Boże Narodzenie. Nie mogła się temu dziwić. W końcu Evina również, gdy była jeszcze sama ograniczała się jedynie do przytachania do mieszkania z garażu niezbyt okazałej choinki przystrojonej starymi bombkami i lampkami, w których nieraz musiała gmerać, bo nie chciały świecić. I tak stała ona w rogu salonu przez kilka tygodni dopóki coś jednego dnia nie powiedziało jej, że należy jej się już pozbyć z mieszkania.
Powoli sięgnęła po wyciągniętą butelkę wody i odkręciła ją, wysłuchując słów córki odnośnie przygotowanego posiłku. Może potrawy nie były wyszukane, ale było ich w ilości więcej niż jedna.[/b]
- Nawet jeśli to nic wystawnego to i tak napracowałaś się przy tylu rzeczach - powtórzyła, bo mimo wszystko chodziło tutaj o posiłek składający się z więcej niż jednego dania.
Zaraz jednak stało się coś na co nie była przygotowana. Z zaskoczeniem spojrzała na dwa pakunki, które córka wyciągnęła z szafki. Z jakiegoś powodu poczuła nagle jak coś ściska ją w klatce piersiowej na sam ten gest.
- Nie musiałaś, ale... Dziękuję. Doceniam ten gest - spojrzała na pierwsze pudełko, a potem na kolejne, które było dedykowane dla narzeczonej. - Tak... Czasami trudno mi w to uwierzyć.
Zmusiła się do drobnego uśmiechu, który miał nieco rozluźnić atmosferę, ale to była prawda. W przeciągu kilku miesięcy miała się ożenić z koronerką, a tym samym Zaylee stałaby się stałym elementem tej dziwnej i nie do końca działającej rodziny. Nigdy nie spodziewałaby się tego, że sytuacja potoczy się w ten sposób, ale jakimś cudem były wciąż razem i przebrnęły przez rzeczy niż niejedno małżeństwo z bogatym stażem.
- Przekażę jej. Na pewno się ucieszy - zapewniła i lekko drżącymi palcami zabrała się za rozpakowywanie własnego prezentu.
Wciąż zastanawiała się czy właśnie tak powinno to wyglądać? Czy ich życie miało składać się teraz z małych acz serdecznych gestów, które wymieniane były przy dogodnej okazji? Na pewno jednak ulżyło jej, bo to znaczyło, że w jakiś sposób Elsie akceptuje lub też próbuje uszanować jej wybór. Wciąż nie do końca zdawała sobie sprawę, co córka mogła myśleć na temat jej nowego związku... Na temat tego, że związała się z młodszą o kilkanaście lat kobietą, której oświadczyła się po ledwie kilku miesiącach od szczerego wyznania sobie uczuć. Nie chciały jednak marnować czasu, gdy miały co do siebie pewność. Zwłaszcza, że nie było pewne jak wiele mogły go ze sobą mieć...

elsie swanson
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
24 y/o
For good luck!
175 cm
pielęgniarka w mount sinai hospital
Awatar użytkownika
Jestem kobietą. Burzą, ogniem, wodą, perłą, ale nie na dnie.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona | jej
typ narracjiklasyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przyjęła ten moment w ciszy, pozwalając mu wybrzmieć dokładnie tak, jak wybrzmiewać powinien. Kiedy padło to krótkie, nieco nerwowe umniejszenie prezentu, uniosła tylko wzrok znad blatu i odpowiedziała spokojnie, bez potrzeby podbijania tonu:
Dla mnie nie. I nie mówię tego grzecznościowo — nie sięgała po żadne wielkie słowa, bo te od zawsze były dla niej podejrzane — szczególnie w relacjach, które dopiero uczyły się stać na własnych nogach. Stała przy blacie kuchennym, oparta biodrem o szafkę, z ramionami skrzyżowanymi luźno, bez obronnej nuty. Patrzyła na ten mały rytuał rozpakowywania prezentu i myślała, że to dziwne, jak bardzo potrafią ciążyć rzeczy pozornie błahe.

Gdy rozmowa zeszła na jedzenie, na ten skromny, niewystawny posiłek, który przygotowała bez fanfar i ambicji kulinarnych, wzruszyła lekko ramionami.
Wystarczy, że da się to zjeść i nikt nie będzie musiał udawać zachwytu — rzuciła sucho. — To był plan — czuła napięcie — nie dramatyczne, nie ostre, raczej takie, które przypominało źle ułożoną poduszkę pod karkiem. Dało się z tym wytrzymać, ale było wyczuwalne. Miała w sobie gotowość, by je rozbroić, choć jeszcze kilka miesięcy wcześniej nie przyszłoby jej to do głowy. Wtedy łatwiej było się wycofać, zniknąć, zostawić wszystko w pół zdania. Teraz jednak została. I to było nowe.

Kiedy z szafki wyciągnęła dwa pakunki, zobaczyła reakcję, której się nie spodziewała. Nie satysfakcję — raczej coś miękkiego, kruchego. Gdy padło to ostrożne podziękowanie, odpowiedziała bez wahania:
Chciałam. To naprawdę cała filozofia — nie oczekiwała wdzięczności. Nie oczekiwała nawet zrozumienia. Samego faktu, że mogły stać w jednej przestrzeni bez ciężaru dawnych pretensji, nie traktowała już jak oczywistości. W jej świecie — tym zawodowym, uporządkowanym, opartym na procedurach — odbudowa relacji była procesem długim, wymagającym cierpliwości i powtarzalności. Dokładnie tak jak rehabilitacja. Bez cudów, bez nagłych przełomów. Kiedy wybrzmiało to ciche przyznanie, że wciąż trudno uwierzyć w obrót spraw, Elsie skinęła głową. — Domyślam się. Mnie też chwilami — zawiesiła głos na krótką pauzę, jakby sprawdzała, czy to wystarczy. A potem dodała ciszej, już bez dystansu: — Ale skoro działa, to chyba nie ma sensu z tym walczyć.

Złapała się na tym, że uważnie obserwuje każdy drobny gest, każdy ruch dłoni, jakby podświadomie szukała sygnałów alarmowych. Nic takiego jednak nie nadchodziło. Zamiast tego było coś innego — niepewne, ale szczere współistnienie. I to wystarczało na teraz. Gdy temat narzeczonej zawisł w powietrzu, Elsie nie poczuła tego ukłucia, którego się obawiała. Raczej cichy ślad po nim. Jak blizna, która już nie boli, ale wciąż przypomina o dawnym urazie. Kiedy padła obietnica przekazania prezentu dalej, odpowiedziała z lekkim uśmiechem:
Mam taką nadzieję. Wydawało mi się, że to… w jej stylu. Jeśli nie, możesz zwalić winę na mnie — po chwili dorzuciła, półżartem, półserio: — Albo powiedzieć, że to był prezent od nas obu. Brzmi bezpieczniej — oparła dłonie o blat i wzięła spokojny oddech. Myślała o tym, jak dziwnie jest dorastać do swoich rodziców. Jak łatwo jest zapomnieć, że oni też podejmują decyzje na oślep, z sercem wysuniętym kilka kroków przed rozsądkiem. I że czasem jedyne, co można zrobić, to uszanować ten ruch, nawet jeśli nie do końca się go rozumie. Nie miała w sobie żalu. Nie dziś. Była raczej cicha wdzięczność za to, że próbują. Za to, że wymieniają się drobnymi gestami zamiast ciszy. Że stoją przy jednym blacie, nawet jeśli jeszcze nie wiedzą, jak dokładnie ze sobą rozmawiać. To nie było idealne spotkanie. Ale było prawdziwe. A to, jak na ich historię, znaczyło bardzo dużo.

Evina J. Swanson
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
aj
nie polubimy się jak odpisujesz raz na miesiąc, wiesz o mojej postaci więcej niż moja postać, rażąco peron odjeżdża od wspólnych ustaleń albo jeśli pojawia się bezsensowna, niepotrzebna erotyka czy przemoc
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie potrafiły się wyrwać z tej cichej niezręczności naznaczonej jedynie krótkimi komentarzami, w których kryło się dużo więcej emocji niż pozornie się zdawało. Zresztą Evina nigdy nie polegała zbytnio na słowa. Wolała pokazywać, że zależy jej konkretnymi gestami i samą obecnością. Właśnie to starała się obecnie robić. Zwłaszcza, że zawiodła w przeszłości przy tylu okazjach.
- W takim razie zero udawania. Jak nie zasmakuje to od razu powiem - rzuciła żartobliwie, pozwalając sobie na lekki uśmiech.
Czasami bycie szczerym i zachowywanie się naturalnie wydawały się najtrudniejszym możliwym zadaniem. Musiała się jednak jakoś przełamać. W końcu były rodziną. Pewne rzeczy powinny przychodzić im swobodnie, ale lata oddalenia od siebie robiły swoje i wprowadziły niewygodny dla nich obu dystans.
Powoli wykonywały małe kroki w swoim kierunku, które miały po trosze odbudować ich relację. Był to na pewno długotrwały proces, a z pewnością niektóre wydarzenia czy fakty jedynie dokładały więcej emocji do przetworzenia. Sprawiały, że w głowie powstawał zupełnie nowy obraz osoby, którą w teorii powinno się dobrze znać.
- Uwierz mi, sama próbowałam z tym walczyć - przyznała szczerze, gdy tylko usłyszała słowa córki. - W końcu się poddałam i wszystko jakoś się ułożyłam. Mam tylko nadzieję, że kiedyś przestanie być dziwnie o tym z tobą rozmawiać.
Nie szukała nigdy stałego związku po tym jak rozpadło się jej małżeństwo. Z pewnością też nie wyobrażała sobie tego jakim cudem mogłaby sobie ułożyć życie z kimś o kilkanaście lat młodszym kto zapewne miał zupełnie inne priorytety oraz potrzeby. Jednak trafiła się Zaylee, z którą pomimo pewnych różnic potrafiła stworzyć coś niezwykle pięknego i trwałego. Z czasem sama się przekonała o tym, że faktycznie nie jest to zwykła zabawa i ten układ faktycznie działa, a koronerka jest zdecydowana, aby spędzić z nią resztę życia.
Wszystko wydawało się teraz takie kruche i niepewne. Obie badały grunt. Obie uważnie obserwowały czy ich gesty spotykają się z odpowiednią reakcją i czy na pewno druga osoba nie zdradziła się choćby w drobnym i niepozornym ruchu z jakąś emocją, która miała zostać ukryta.
- Spodoba jej się i na pewno doceni myśl. Na pewno nie będę nic kręcić. Po pierwsze nie wezmę uznania za twój prezent, a po drugie od razu by mnie wyczuła - odparła spokojnie.
Na chwilę zapadła cisza, a Evina nie wiedziała jak ją przełamać. Było w niej coś, co jej ciążyło. Postanowiła to zamaskować łykiem wody prosto z butelki. Skarciła się w myślach za swoje reakcje, uznając, że jeśli jest z jakiegoś powodu niezręcznie to na pewno z jej winy i powinna się nieco bardziej postarać.
- Dobra, to pomóc ci w czymś? - zapytała jeszcze w ramach obiadu i przygotowań do posiłku.
Musiała się czymś zająć. Może wtedy będzie nieco łatwiej, bo uda jej się skupić na jakiejś konkretnej czynności, a nie wyłącznie na każdej pauzie w konwersacji, tonie w jakim wybrzmiewał głos Elsie czy też na tym w jaki sposób na nią spoglądała.

elsie swanson
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#101”