-
bawiący się wolnością adwokat, który w pełni potrafi zaangażować się tylko w pracę
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Bo trzeba przyznać to, że Cortlandt odnajdywał się w tym całkiem dobrze. Może nawet aż za dobrze, jak na osobę, która rzekomo tylko udawała, ponieważ wszelkie gesty wychodziły mu nieźle. Pomysły też miał nie najgorsze, szczególnie ostatni, który był na razie największym planem dla ich dwójki, jaki razem realizowali.
O co chodzi? Lance wpadł na pomysł, żeby pojechać za miasto, wynająć jakąś chatkę i tam spędzić czas we dwójkę. Trochę natury, spokoju, ciepły kominek na miejscu i po prostu czas dla siebie. Zdawałoby się, że to niekoniecznie w jego stylu, ale prawda jest taka, że od czasu do czasu Lance lubił oderwać się od miasta i ludzi, żeby się zresetować. Nikomu o tym nie mówił, a już na pewno nikogo w to nie wciągał, ale tym razem zrobił wyjątek, ponieważ domyślił się, że Elianie mogło się to spodobać, a on chciał u niej jeszcze bardziej zaplusować.
Sprawy między nimi już układały się bardzo dobrze, ale wciąż mogły jeszcze lepiej, dlatego nie odpuszczał i nadal się starał, co wcale nie było takie na siłę, jak niektórym mogłoby się wydawać. Lance naprawdę polubił spędzać z nią czas, chociaż nie umiał się do tego przyznać, bo wtedy musiałby przyznać też to, że coś się w nim zmieniło, a z czymś takim nie umiał się pogodzić.
Dlatego udawał, że dla niego nic się nie zmieniło i cały czas chodziło w tym tylko o zakład, nic więcej.
A tymczasem w końcu udało im się dojechać na miejsce. Lance zatrzymał się przed ich wynajętym domkiem, a po zaparkowaniu zerknął na Elianę, wyraźnie z siebie zadowolony. – I co myślisz? – zapytał, bo przed przyjazdem tu nie pozwolił jej podejrzeć tego miejsca. Chciał, żeby przyjrzała mu się po raz pierwszy na żywo, aby wywrzeć na niej jeszcze większe wrażenie, bo chociaż na zdjęciach prezentowało się świetnie, to na żywo jeszcze lepiej.
Eliana Broussard
-
instruktorka jogi i pilatesu, miłośniczka rękodzieła, kosmetyków naturalnych i ziołolecznictwa oraz właścicielka kota, który pogryzie wszystko i wszystkich, którzy znajdą się w zasięgu jego wzroku
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Broussard naprawdę czuła się przy nim zadowolona.
Właśnie dlatego z dnia na dzień coraz bardziej opuszczała gardę. Odsłaniała się przed nim coraz bardziej, coraz mocniej angażowała się w tę znajomość i coraz mniej wątpiła w to, że mógł mieć względem niej niewłaściwe intencje. Jedynym, który nie był w stanie mu tego odpuścić, był jej kot, który nadal reagował na bruneta nieopisaną wściekłością.
Tyle tylko, że przecież on z a w s z e bywał wściekły.
Mimo to jedna z jej koleżanek zgodziła się doglądać go w czasie jej nieobecności. Ona sama zgodziła się natomiast towarzyszyć Cortlandtowi w tym wyjeździe, choć przecież nie było między nimi aż tak p o w a ż n i e. Prawdę powiedziawszy z ust żadnego z nich nie padła żadna deklaracja, ani nawet cień zapewnienia, że chcieli dla siebie czegoś więcej.
Jeszcze kilka tygodni temu powiedziałaby, że to skrajnie nierozsądne, a jednak Lance sprawił, że poczuła się przy nim na tyle swobodnie, iż ten pomysł nie wydawał jej się taki straszny. Mało tego, naprawdę się tym cieszyła. A kiedy w końcu zatrzymali się przed miejscem docelowym i kątem oka zerknęła na bruneta, na jej usta mimowolnie wkradł się uśmiech.
— W sumie… Nie wygląda tak znów najgorzej — skomentowała przekornie, oczywiście wyłącznie się z nim drocząc, bo nawet jeżeli jej słowa mówiły jedną rzecz, spojrzenie powinno powiedzieć mu coś innego. A w chwili obecnej dość wyraźnie mówiło, że podobało jej się. Co więcej, cieszyła się, że byli tutaj razem, niezależnie od tego, jak szalonym przedsięwzięciem mogło się to wydawać.
I dopiero teraz pomyślała o jednej, ale mimo to dość istotnej kwestii, dlatego chwilę później ponownie przeniosła spojrzenie z budynku na Cortlandta, może nawet odrobinę podejrzliwe. — Ile mamy pokoi? — zapytała, mrużąc przy tym oczy. I może bardziej adekwatną wersją byłoby zapytanie go o to, ile tak właściwie mieli ł ó ż e k, ale to z jakiegoś powodu nie przeszło jej przez gardło, choć… Czy możliwość zasypiania przez weekend w jego ramionach rzeczywiście wydawała się k o s z m a r n a?
Lance Cortlandt
-
bawiący się wolnością adwokat, który w pełni potrafi zaangażować się tylko w pracę
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ale bronił się przed tym rękami i nogami, ponieważ nie wierzył, że życie z drugą osobą rzeczywiście mogło przynieść szczęście. Obserwując to, jak żałośnie nieszczęśliwi jego rodzice byli razem i jaką ulgę przynosiło im, gdy nie musieli spędzać ze sobą czasu, Lance doszedł do wniosku, że woli uniknąć podobnych niedogodności.
Dlatego lepiej mu było samemu, choć z drugiej strony… Czuł, że kiedyś będzie to musiał zmienić, jeśli chciał mieć dzieci. Ale jeśli już do tego dojdzie, pewnie będzie chciał związać się z kimś prostym, kto niczego nie będzie od niego oczekiwał i da mu wolność, którą sobie cenił.
Co oznacza, że nie miał być typem partnera, którego pewnie szukała Eliana.
A choć to wiedział, to i tak kręcił się koło niej i uwodził ją, zachowując się jak największy dupek pod słońcem. I nie czuł się z tym ani trochę źle, bo cały czas przekonywał się, że nie robił nic złego, bo przecież nie zadeklarował się i nadal ich relacja była dość luźna. Może i okazywał jej swoje zainteresowanie, ale przecież niczego jej nie obiecywał…
– Nadal mam czas odwieźć się do domu – ostrzegł ją, układając palec na przycisku startu silnika, gdyby jednak mieli ponownie ruszyć w drogę, żeby zawieźć Elianę z powrotem do Toronto, skoro grymasiła na miejsce, dokąd ją zabrał. A raczej udawała, że grymasiła, bo szatyn rzeczywiście po jej spojrzeniu poznał, że jej się tu podobało, dlatego był z siebie zadowolony. Udało mu się osiągnąć cel. No, jeden z celów, bo to nie wszystko, czego oczekiwał po tym wyjeździe, ale była to ważna część, aby kolejne mogły się udać.
Czy był zaskoczony jej pytaniem? Spodziewał się, że Elianę mogą zaniepokoić kwestie łóżkowe, w końcu jeszcze nie doszli do t e g o etapu, dlatego był przygotowany na te pytania. Ale może jego przygotowania nie będą tak potrzebne? – A ile ich potrzebujemy? – zapytał, udając zaskoczonego, jakby nie rozumiał, skąd wzięło się jej pytanie i czemu to było tak istotną kwestią. Ewidentnie się z nią droczył. I znając go, Eliana powinna wiedzieć, że pewnie nie planował ułatwiać jej poznania odpowiedzi, dlatego może powinna pociągnąć jego grę?
Eliana Broussard
-
instruktorka jogi i pilatesu, miłośniczka rękodzieła, kosmetyków naturalnych i ziołolecznictwa oraz właścicielka kota, który pogryzie wszystko i wszystkich, którzy znajdą się w zasięgu jego wzroku
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
A choć jakaś jej część miała nadzieję, że kiedyś tam wróci, to jednocześnie wierzyła również w to, że kiedy znajdzie się w odpowiednim miejscu, po prostu będzie o tym wiedziała.
Nie miała pojęcia, czy Lance miał w przyszłości stać się stałym elementem jej codzienności. Nie miała też pojęcia, czego od niej oczekiwał, choć z dnia na dzień coraz bardziej przekonywała się ku temu, że coraz lepiej umiała go rozszyfrować. Nie mówił tego na głos, ale jego czyny i gesty sugerowały, że jednak zdołał ją polubić i mógł być zainteresowany tym, aby poświęcić jej nieco więcej swojego czasu.
Mógł być zainteresowany n i ą, tak jak ona stała się zainteresowana n i m.
Właśnie dlatego pozwoliła sobie postawić wszystko na jedną kartę i wbrew wszelkiemu rozsądkowi zgodziła się na ten wyjazd. A choć w trakcie drogi miała sporo czasu na to, aby rozbudzić w sobie pewne wątpliwości, te nie pojawiły się. Była spokojna, zadowolona i z poczuciem tego, że znajdowała się we właściwym miejscu.
To zaś przesądziło o tym, że jego późniejszą uwagę puściła mimo uszu.
Tego samego nie była najwyraźniej w stanie zrobić z pytaniem, które zawisło w powietrzu za jej sprawą. I na które rzeczywiście nie istniała prosta odpowiedź, ale nie dlatego Broussard odrobinę z nią zwlekła. Zrobiła to głównie dlatego, że rozumiała, w co sobie z nią pogrywał. Nie chciał dać jej tego, o co go pytała, dlatego tym razem i ona zamierzała zagrać mu na nosie. I mogła zrobić to nie tylko słowami. — Wychodzi na to, że jeszcze zobaczymy — odparła i wzruszyła ramionami, a na jej ustach wymalował się uśmiech, który mógł sugerować, że jeszcze przyjdzie mu tego pożałować.
Odpięła pas bezpieczeństwa i raz jeszcze zerknęła na Cortlandta przez ramię. — Idziesz, czy wolisz ryzykować, że zajmę lepsze miejsce do spania? — zapytała, kiedy była już w trakcie otwierania drzwi. W rzeczywistości jednak wcale nie zamierzała aż tak bardzo się spieszyć. Kiedy wysiadła, zaczekała, aż do niej dołączy.
Lance Cortlandt
-
bawiący się wolnością adwokat, który w pełni potrafi zaangażować się tylko w pracę
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie był tak spontaniczny jak Eliana.
Na pewno nie w takim stopniu, jak ona, bo pewna spontaniczność towarzyszyła mu, gdy wybrali się razem na jarmark, a także teraz, biorąc ją ze sobą na ten wyjazd. Były to jednak na tyle drobne rzeczy, że mógł pozwolić sobie na odrobinę swobody i nie przejmować się tym, że nad pewnymi rzeczami tracił kontrolę. To czasami potrafiło zaskoczyć w pozytywny sposób, więc Lance pozostawał na to otwarty.
Na jarmarku wyszło to całkiem dobrze, dzięki temu nastąpił spory postęp, dlatego teraz duże nadzieje wiązał z tym romantycznym wyjazdem, na który udało mu się zaprosić Elianę. I na razie wszystko układało się dobrze, może nawet lepiej niż dobrze? Bo nie traktował poważnie jej marudzenia, które wiedział, że było jedynie zaczepką, dlatego nie przejął się nią i pozwolił tematowi umrzeć.
Oboje wiedzieli, że jej się podobało.
Mogli więc przejść do następnej, teoretycznie istotniejszej kwestii, jaką były ich warunki sypialniane. Jeśli Eliana bała się, że Lance zmusi ją do spania ze sobą w jednym łóżku, to mogła być spokojna, czegoś takiego by nie zrobił. Wolał, żeby tego chciała, dlatego miał dać jej wybór. W domku było dość sypialni, żeby nocą mogli zachować między sobą dystans, jeśli właśnie tego chciała. Przecież nie zaprosiłby jej na ten wyjazd po to, żeby znalazła się w potrzasku, aż tak zepsuty nie był.
– Mhm – mruknął i omiótł Elianę spojrzeniem, uśmiechając się łobuzersko. Robił to w sposób ostentacyjny, chciał, żeby widziała, że się jej przyglądał. Jak widać, Lance nie bał się ewentualnych konsekwencji, ponieważ wierzył, że jeszcze uda mu się to wszystko obrócić na własną korzyść.
– I jak zrobisz to bez kluczy? – zapytał rozbawiony, odpinając swój pas. Nie kazał jej zbyt długo na siebie czekać, zaraz dołączył do niej na zewnątrz i obszedł swoje auto, żeby stanąć przed nią. I kiedy już tam był, w dość wymowny sposób wychylił się w jej stronę. – Ale mogę dać ci fory, tylko nie za darmo – by miała jasność, o czym mówił, z kieszeni spodni wyciągnął klucze, które otwierały drzwi do ich chatki. I mógł je oddać, jeśli Eliana będzie dla niego dość miła. Na razie trzymał je w taki sposób, aby nie mogła zbyt łatwo mu ich odebrać.
Eliana Broussard
-
instruktorka jogi i pilatesu, miłośniczka rękodzieła, kosmetyków naturalnych i ziołolecznictwa oraz właścicielka kota, który pogryzie wszystko i wszystkich, którzy znajdą się w zasięgu jego wzroku
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jej to nie przeszkadzało, ponieważ tak rozładowywała energię, a tej zazwyczaj miewała nadmiar.
Nieco ostrożniejsza wydawała się w kwestii damsko-męskich relacji, choć to też nie tak, że zwykle była aż tak z a c h o w a w c z a. Lance był szczególnym przypadkiem, ponieważ w pierwszej chwili nie wzbudził jej zaufania. Pokazał jej się od nieco innej, mało uczuciowej, ale za to nad wyraz pewnej siebie strony. Takiej, za sprawą której ona z łatwością mogłaby ucierpieć.
Ale mimo to mu zaufała. Była tu z nim i chciała cieszyć się czasem spędzonym we dwójkę, ponieważ ten zwykle bywał naprawdę przyjemny. Szczególnie wtedy, kiedy żadne z nich nadmiernie się nie spinało, jak miało to miejsce w przypadku ich pierwszej randki. Tę na szczęście udało się odratować, a oni przekonali się o tym, że to właśnie swoboda i spontaniczność sprawdzała się u nich najlepiej.
Coraz lepiej zaczynała też się sprawdzać wzajemna bliskość, w której Eliana czuła się coraz pewniej. Tyczyło się to również tych sugestii, które kierował pod jej adresem, a które jeszcze niedawno mogłyby wprawić ją w zakłopotanie głównie dlatego, że Broussard nigdy nie była zbyt pewna własnego wyglądu. Teraz jednak poza tym, że oblała się rumieńcem, dodatkowo uśmiechnęła się i nieznacznie pokręciła głową. Podobało jej się to, jak na nią patrzył.
Wydęła usta, zastanawiając się nad pytaniem, które jej zadał. Moment później sam rozwiał jednak jej wątpliwości, za sprawą czego Broussard ponownie pokręciła głową. Podeszła jednak bliżej, w taki sposób, że dłonie oparła luźno na jego brzuchu. Na razie nie zrobiła nic więcej, aby spróbować zabrać mu te klucze. — Będziemy się targować? — zapytała przekornie, po czym jedną dłonią podjęła się próby o d b i c i a kluczy. Przynajmniej pozornie, ponieważ od samego początku nie zakładała, że tak po prostu jej je odda.
Wzniosła spojrzenie ku niebu, po czym zerknęła ponownie na Cortlandta. — Podaj cenę — odezwała się, a jej usta wykrzywiły się w pełnym rozbawienia uśmiechu. Nawet jeśli uchodzić to mogło za dziecinne, odpowiadało jej to, jak się ze sobą obchodzili. Przy nim cały czas zdawała się dobrze bawić.
Lance Cortlandt
-
bawiący się wolnością adwokat, który w pełni potrafi zaangażować się tylko w pracę
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
W imię tej zasady powinien dać Elianie spokój, ponieważ ona jasno dała mu do zrozumienia, że szukała czegoś innego. I początkowo faktycznie uszanował to, odpuszczając i nie narzucając się.
Wszystko zmieniło się przez idiotyczny zakład, który zachęcił go do podjęcia wyzwania, choć pewnie nie zrobiłby tego, gdyby nie dostrzegł, że istniał cień nadziei. A przecież Eliana okazała mu zainteresowanie jeszcze zanim zaczął się starać i kombinować. I to właśnie stąd brała się jego pewność siebie, że mógł odnieść s u k c e s, którego był coraz bliżej.
Nie przewidział tylko tego, że wraz ze zdobywaniem jej sympatii, sam zacznie pałać do niej coraz większą. Nie był na to gotowy, dlatego nie zapanował nad tym i dotarł do miejsca, w którym naprawdę ją lubił. Spędzanie z nią czasu było dla niego czystą przyjemnością, może dlatego pewne kroki przeciągał w czasie, a nawet wysilał się bardziej niż powinien, bo pewnie mogliby obejść się bez tego wyjazdu.
A jednak Cortlandt zapragnął spędzić z nią ten czas i wyciągnął ją za miasto, gdzie po raz pierwszy mieli spędzić ze sobą tyle czasu sam na sam. I to ani trochę go nie martwiło, choć normalnie unikał podobnych sytuacji, raczej nie mając ochoty na to, by poświęcać jednej kobiecie tyle czasu w tak romantycznych okolicznościach.
Poczuł na sobie przyjemny dotyk jej dłoni, ale nie zerknął w tamtym kierunku. Jego wzrok niezmiennie był wbity w jej oczy, ale za to uśmiech na jego twarzy lekko drgnął, stając się nieco szerszym. – Będziemy – potwierdził, a rękę, w której trzymał klucze, wyciągnął za siebie tak, aby znalazły się one poza zasięgiem brunetki, która nie mogła tak łatwo mu ich odebrać.
– Jeden pocałunek, ale porządny. Żadnych całusów jak w przedszkolu – przedstawił swoje twarde warunki, które nie podlegały negocjacji. Na mniej nie zamierzał się zgadzać, ponieważ uważał, że i tak wyznaczył niską cenę, której zbijanie byłoby zwykłą obrazą.
I nie sądził, żeby to było w interese Eliany, bo zdążył się już zorientować, że polubiła pocałunki między nimi tak samo, jak on. Po tym pierwszym, który miał miejsce na jarmarku, odblokowali się i śmiało po nie sięgali. Chociaż w przypadku Lance’a może niekoniecznie należy mówić o odblokowaniu, a raczej odkryciu, że miał już na to przyzwolenie, z którego korzystał bez oporów, bo jednak nigdy nie miał przed tym oporów. Starał się po prostu dopasować do tempa Broussard.
Musiał przecież rozgrywać to m ą d r z e.
Eliana Broussard
-
instruktorka jogi i pilatesu, miłośniczka rękodzieła, kosmetyków naturalnych i ziołolecznictwa oraz właścicielka kota, który pogryzie wszystko i wszystkich, którzy znajdą się w zasięgu jego wzroku
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Polubiła go, jednocześnie nie będąc w stanie pozbyć się wrażenia, że on także polubił ją, dlatego nie widziała powodów, dla których mieliby na siłę trzymać się od siebie z daleka. Nie wiedziała jednak, a może raczej nie chciała dłużej wierzyć w to, że Cortlandt miał na tę kwestię nieco inne spojrzenie i wolał trzymać się własnej niezależności.
Jeśli tak, kompletnie nie w porządku było to, że nie próbował przy tym trzymać jej na dystans.
Z własnej perspektywy nie miała mu jednak nic do zarzucenia. Lance rozgrywał swoje karty wręcz i d e a l n i e, ponieważ to właśnie za sprawą jego działań w końcu zaczęła wierzyć w to, że podchodził do niej z pewną ostrożnością nie dlatego, że sam nie chciał się naciąć, ale raczej przez to, by nie przekroczyć granic, które ona im narzucała. Była pewna, że jego zachowanie wynikało z s z a c u n k u, nie do końca świadomie ignorując to, w jak wielkim mogła być błędzie.
Ciężko było jednak myśleć o takich rzeczach, kiedy między ich dwójką układało się naprawdę dobrze. Coraz częściej okazywali sobie wzajemne zainteresowanie i coraz mniej stronili też od własnej bliskości. Ta druga kwestia dostrzegalna była przede wszystkim u Eliany, która nie starała się już wpychać między ich dwójkę zbędnego dystansu. Choć może w nieco nieśmiały sposób, to jednak kiedy miała ochotę na jego bliskość, po prostu po nią sięgała.
I dokładnie to samo robiła teraz, choć warto zaznaczyć, że przy okazji dała mu się też najzwyczajniej w świecie podpuścić. Nie zrobiłaby tego jednak, gdyby sama nie miała na to ochoty.
Zmarszczyła nos i ściągnęła ku sobie brwi, przez moment mogąc sprawiać wrażenie, jakby intensywnie zastanawiała się nad jego propozycją. — Podbijam do dwóch i robisz jutro śniadanie do łóżka — odezwała się po chwili, a jej usta wykrzywiły się w uśmiechu, może nawet nieco zaczepnym. Za to śniadanie rzeczywiście skłonna była nieco się sprzedać, choć to też nie tak, że na tych pocałunkach cokolwiek mogła stracić.
Odkąd po raz pierwszy miała okazję ich skosztować, polubiła smak jego ust i nie próbowała wzbraniać się przed tym, by po niego sięgać. A może raczej nie wzbraniała się, kiedy to Lance takie sytuacje inicjował, choć to zupełnie nie tak, że i jej nie zdarzało się spróbować.
Lance Cortlandt
-
bawiący się wolnością adwokat, który w pełni potrafi zaangażować się tylko w pracę
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ale unikał tego, bo tylko w ten sposób mógł udawać, że wszystko szło zgodnie z jego planem, a Eliana wcale jakimś bocznym, niestrzeżonym wejściem nie wkradła się do jego umysłu, stając się jedyną kobietą, do której mógł mieć nie tak maleńką słabość. A jednak miał ją i to na tyle, że zachowywał się przy niej tak, jak zwykł twierdzić, że zachowują się zakochani głupcy. Teraz wyglądał dokładnie jak oni i w ogóle tego nie dostrzegał, ponieważ nadal towarzyszyło mu przekonanie, że miał sytuację pod kontrolą.
Lance nie mógł się bardziej mylić, ale może dobrze, że nikt nie próbował wyprowadzić go z błędu i mógł dalej żyć w swojej bańce, w której o dziwo czuł się naprawdę dobrze. Broussard miała na niego wyjątkowo dobry wpływ, czego w życiu by się nie spodziewał, bo związki (chociaż oni w takowym nie są, ale są w relacji, która mogłaby do niego prowadzić) postrzegał jako największe przekleństwo, które wysysało z człowieka wszystko to, co najlepsze. Czy to znaczy, że się mylił i tamto ryzyko wiązało się wyłącznie z małżeństwem jego rodziców?
Nawet jeśli tak, on nadal tego do siebie nie dopuszczał.
Ale to nie przeszkadzało mu w dobrej zabawie w towarzystwie Eliany i w sięganiu po jej bliskość, nawet w tak podstawowej formie jak pocałunki. Nawet one same potrafiły być cholernie przyjemne, dlatego szatyn chętnie o nie zabiegał i tej okazji również nie mógł przepuścić, chociaż miał wrażenie, że Broussard próbowała teraz uśpić jego czujność i go oszukać.
Jak urocza by nie była, na to nie mógł jej pozwolić.
– Czekaj, czekaj, cwaniaku. To ty masz przekupić mnie, nie ja ciebie, więc z tym śniadaniem powinno być odwrotnie – zauważył i wygiął usta w zadziornym uśmiechu, najwyraźniej węsząc tu dla siebie dobrą okazję. Na pomysł ze śniadaniem sam by nie wpadł, ale mógł go ukraść, skoro już Eliana poruszyła tę kwestię, a jeśli chciała, żeby było po jej myśli, cóż, może powinna dorzucić do tego więcej od siebie?
Targowali się, więc miała jeszcze szansę coś dla siebie ugrać, jeśli rozegra to mądrze i wykorzysta słabostki Cortlandta, które częściowo powinna już znać.
Eliana Broussard
-
instruktorka jogi i pilatesu, miłośniczka rękodzieła, kosmetyków naturalnych i ziołolecznictwa oraz właścicielka kota, który pogryzie wszystko i wszystkich, którzy znajdą się w zasięgu jego wzroku
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Straciła więc na ostrożności i otwierała się na niego coraz bardziej, obdarzając go także większym zaufaniem. Robiła dokładnie to, czego robić nie powinna, bo najwyraźniej to jej z jego strony nadal coś groziło, podczas gdy on niepotrzebnie bał się tego, co mogło wyniknąć z tej znajomości.
Nie chodziło już nawet o to, że polubiła go i przez to nie chciała go zranić. Ona po prostu nie była osobą, która pogrywała sobie z uczuciami innych.
I kiedy angażowała się, robiła to na poważnie, choć może też nie od razu. To przecież nie tak, że Broussard z dnia na dzień straciła dla niego głowę,
Polubiła również to, jak zdawała się pasować do jego ramion, kiedy wkradała się w nie przy okazji tego, jak skradał jej kolejne pocałunki. Nic dziwnego, że kiedy przyszło do ich małego targu, Eliana wcale mu ich nie szczędziła. Chyba poświadomie zakładała, że podczas tego wyjazdu i tak doczeka się ich więcej.
Tylko niby dlaczego miałaby całować go, a później jeszcze robić mu śniadanie?
Usłyszawszy tę sugestię, spojrzała na niego tak, jakby podsunął jej wyjątkowo kiepski pomysł. — To nie przekupstwo. Targujemy się, Cortlandt, zapomniałeś? — jeśli tak, ona najwyraźniej nie miała trudności z tym, aby jednak mu przypomnieć. Co więcej, już chwilę później na jej usta wkradł się jeszcze szerszy grymas, co mogło oznaczać mniej więcej tyle, że i tak miała zamiar wykorzystać to na własną korzyść. — Ja całuję ciebie, a ty mnie rozpieszczasz. To uczciwy układ — a dla podkreślenia tego, że mogło mu się to opłacić, teraz zdecydowała się powoli powieść własnymi dłońmi w górę jego ciała. Nie zatrzymała ich, dopóki nie była w stanie zapleść ich za karkiem szatyna, w ten sposób jeszcze trochę się do niego zbliżając, jak gdyby w zapowiedzi tego, co mogło nadejść.
Ale nie pocałowała go. Do tego musieli najpierw dobić targu.
Lance Cortlandt