-
aktor, którego gwiazda świeciła bardzo krótko, gdyż sam doprowadził do swojego szybkiego upadku i trafił na czarne listy, przez co teraz musi jeździć taksówką, a w wolnym czasie całuje Carrie, która go wkurza
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
I dokładnie taki plan Lando miał na dziś, kiedy akurat wypadły jego urodziny. To od nich zaczynał każdy nowy rok, a wielu jego znajomych traktowało je jako pretekst, aby więcej pobalować, jakby po sylwestrze wciąż było im mało… Nic dziwnego, że na dziś mieli plan, aby wyjść gdzieś na miasto, napić się i po prostu dobrze się bawić, niczym się nie przejmując.
Sporym plusem dla tych planów był fakt, że urodziny Mangione wypadły akurat w sobotę, więc nic nie musieli przesuwać, ani myśleć o tym, że na drugi dzień będzie trzeba pójść do pracy. Wszyscy mogli się zrelaksować i pozwolić sobie na dokładnie to, na co tylko mieli ochotę. Lando nie przewidział tylko jednego – to oznaczało, że w trakcie świętowania do ich towarzystwa zostaną wciągnięci także inni ludzie. Oczywiście akurat to mu zupełnie nie przeszkadzało, przynajmniej pod warunkiem, że taką osobą nie będzie ktoś, za kim nie przepadał.
Pech chciał, że nie wiadomo jak i skąd napatoczyła się Carrie, którą zainteresowali się jego znajomi, dlatego zaprosili ją do zabawy. Powiedzieć, że Lando nie czuł się z tym komfortowo, to spore niedopowiedzenie po tym, co ostatnio między nimi zaszło i jak został przez nią wystawiony. W pewien sposób poczuł się przez nią poniżony, ale w życiu by się do tego nie przyznał, dlatego co najwyżej mógł okazać jej złość.
Albo ją ignorować, co robił przez większość wieczoru, dopóki nie zaczęli rozmawiać ze sobą z konieczności o psie, a ta rozmowa doprowadziła do tego, że czekał ich wspólny powrót do domu. Nietrudno się domyślić, jak z tym planem czuł się Mangione, ale… Nie walczył z tym, tylko pogodził się z tym faktem i kiedy całe towarzystwo się już rozeszło, on w milczeniu stał na zewnątrz z Pillbury, czekając, aż podjedzie ich taksówka. – W głowie mi się kręci od twojego dreptania – odezwał się po długiej chwili ciszy, nie mogąc już dłużej patrzeć na to, jak szatynka kręciła się w kółko, nie potrafiąc nawet chwilę ustać w miejscu. Nie miał pojęcia, czy to przez wypity alkohol, czy chodziło o nią, ale nawet coś tak niepozornego go drażniło.
Carrie Pillbury
-
miała być poważną prawniczką, ale rzuciła wszystko, by występować na scenie, co okazało się kiepską decyzją, ponieważ teraz została z niczym, ale przynajmniej wychowuje pociesznego psa, a po godzinach zdarza jej się całować denerwującego Lando
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Względem tego nie miała nawet cienia wątpliwości po tym, co nawyprawiała całkiem niedawno. Ilekroć wracała myślami do p r ó b y z Lando, jej ciało zalewało uczucie palącego wręcz gorąca, które wynikało z poczucia wstydu.
Wstydu oraz tego innego, nieznanego jej dotąd uczucia, którego nie potrafiła zdefiniować. I które nasiliło się jeszcze po tym, jak którejś nocy całe to wydarzenie wróciło do niej we śnie.
Tyle tylko, że wtedy nie zostało przerwane.
Myśl o tym wróciła do niej zresztą, kiedy dzisiaj w barze jej spojrzenie spoczęło na twarzy Lando. Niemal od razu ogarnęło ją poczucie tego, że za moment spali się ze wstydu, dlatego robiła wszystko, aby przypadkiem nie wejść mu w drogę. Nie było to jednak wcale takie proste, kiedy sama znajdowała się w pracy, a ich wspólni znajomi z łatwością ją wypatrzyli. I z jakiegoś powodu uznali, że włączenie jej w imprezę będzie dobrym pomysłem.
Sama w ogóle tego nie chciała. Nie tylko dlatego, że unikanie Mangione’a wydawało się r o z s ą d n e, ale również przez to, że wbrew pozorom nie była na tyle paskudną osobą, aby zapragnąć zepsuć mu jego imprezę, zwłaszcza urodzinową. Właśnie dlatego kilka razy próbowała się wykręcić i sugerowała, że była to najwyższa pora na powrót do domu, ale za każdym razem ktoś ją przed tym powstrzymywał.
Nim się obejrzała, wlała w siebie zbyt dużo alkoholu, aby nie skupiać się tak bardzo na obecności Mangione’a, a ostatecznie na jego imprezie została do końca. I nawet wtedy nie dane było im się rozstać, ponieważ z jakiegoś powodu uznali, że odebranie od siebie psa o tej porze będzie rozsądnym pomysłem.
Może po prostu nie mieli ochoty oglądać się na trzeźwo?
Czekając na taksówkę, Carrie miała nieodparte wrażenie, że zaraz zamarznie, dlatego przestępowała z nogi na nogę, jednocześnie obejmując się ramionami. Nie wpadłaby nawet na to, że tym zachowaniem mogłaby zadziałać szatynowi na nerwy, dlatego jego przytyk naprawdę ją zaskoczył. Sprawił, że spojrzała na niego spod zmrużonych powiek, a później zrobiła kilka kroków w jego stronę, żeby perfidnie zacząć dreptać mu przed nosem. — Tak lepiej? — zapytała, najwyraźniej nie wpadając na to, żeby zwrócić jego uwagę na oczywistą przyczynę - alkohol.
O wiele lepiej było po prostu zrobić mu na złość… Tyle byłoby z niechęci wobec zepsucia mu urodzin.
Lando Mangione
-
aktor, którego gwiazda świeciła bardzo krótko, gdyż sam doprowadził do swojego szybkiego upadku i trafił na czarne listy, przez co teraz musi jeździć taksówką, a w wolnym czasie całuje Carrie, która go wkurza
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Tym bardziej, że wcale nie zakończyła się w sposób przyjemny, tylko poniżający dla samego Mangione, który poczuł się paskudnie, kiedy Carrie w momencie chwilowej trzeźwości umysłu uciekła przed nim, zostawiając go bez słowa. Poczuł się tak, jakby dał się jej oszukać i pozwolił jej zabawić się własnym kosztem, przez co towarzyszyło mu przekonanie, że go poniżyła. I to w momencie, kiedy on odsłonił się przed nią najbardziej, bo tamtego dnia pokazał jej wiele prawdziwego siebie.
I jej reakcją na to była ucieczka… Nic dziwnego, że teraz reagował na nią wręcz alergicznie i nie tylko miał dość jej towarzystwa w samym barze, dlatego unikał rozmów z nią, ale też teraz, nie mogąc znieść tego, że coś robiła. Pewnie nawet gdyby stała teraz w bezruchu, to wkurzałaby go tym, jak oddycha albo inną bzdurą, na którą nie powinien zwracać uwagi.
Bo przecież nie robiła teraz nic złego, a i tak drażniła go wręcz niemożliwie.
I najwyraźniej nie miała przestać tego zrobić. Nie miał pojęcia, czy to wrodzona złośliwość, czy po prostu z nim miała jakiś problem, ale nie umiała zachowywać się n o r m a l n i e, czym jeszcze bardziej działała mu na nerwy. Widząc więc, jak zbliżyła się do niego i nie przestawała dreptać, brunet przewrócił oczami, nawet nie kryjąc się z własną irytacją, choć może nie powinien dawać jej tej satysfakcji. Niestety, był zbyt pijany, żeby o tym pomyśleć. – Czy ty masz pięć lat? – pytał poważnie, bo zachowywała się tak, jakby nawet nie była jeszcze w przedszkolu. Kiedy zwrócił jej uwagę, ona musiała się odpalić i być złośliwa, zamiast zachować się jak każda dojrzała osoba i może przestać kręcić się bez sensu. Bo nie, nie dostrzegał sensu w kręceniu się w kółko.
Ale może było tak dlatego, bo on ubrał się odpowiednio do pogody, w przeciwieństwie do Carrie. I choć nie powiązał tego ze sobą, to nie znaczy, że nie zwrócił uwagi na jej nogi. Czemu w ogóle zauważył, że się tak kręciła? Być może trochę za bardzo zapatrzył się właśnie na jej zgrabne nogi.
Carrie Pillbury
-
miała być poważną prawniczką, ale rzuciła wszystko, by występować na scenie, co okazało się kiepską decyzją, ponieważ teraz została z niczym, ale przynajmniej wychowuje pociesznego psa, a po godzinach zdarza jej się całować denerwującego Lando
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wtedy czuła się trochę tak, jakby się przy nim rozpływała.
Nie powinno tak być. Nie powinna myśleć o nim w ten sposób, bo nawet jeżeli był p r z y s t o j n y, był też przecież strasznie upierdliwy, złośliwy i po prostu wredny. Nie lubili się, nie nadawali na tych samych falach, zatem nawet odrobina przyjemności nie powinna była aż tak bardzo namieszać jej w głowie.
Mimo to Carrie czuła się tak, jakby całkowicie za jej sprawą zgłupiała.
Przez to też dziś reagowała na niego jeszcze większą złością. Wściekała się, ponieważ jakaś jej część miała chyba minimalną nadzieję na to, że się pomyliła; że oceniła go zbyt pochopnie, ale tym razem nie da jej odczuć, że tamten wieczór był zwyczajnym b ł ę d e m.
Lando jednak postąpił dokładnie tak, jak wyobrażała to sobie we własnych obawach. Po raz kolejny dawał jej do zrozumienia, że w jego oczach była tylko durną, skrajnie denerwującą panną, na którą w pewnym sensie był skazany. Właśnie dlatego jego komentarz sprzed chwili tak bardzo zagrał jej na nerwach, a nie umiejąc poradzić sobie z tym inaczej, Carrie zdecydowała się na złośliwość. Przy nim nie umiała bronić się inaczej.
Wzniosła spojrzenie ku niebu, a później wykrzywiła usta w bliżej nieokreślonym grymasie. — Przynajmniej nie jestem stara i zgorzkniała, jak ty. To zmarszczka? — wychyliła się w jego stronę i nawet wyciągnęła ku jego twarzy palec, jak gdyby rzeczywiście doszukała się na jego twarzy czegoś, co sugerowało, że bliżej było mu już do trumny, niż do dzieciństwa.
Jak na złość niewiele mogła mu jednak zarzucić. Cokolwiek malowało się teraz na jego twarzy, czasami wyłącznie dodawało mu uroku. Nie była przecież ślepa. Widziała tę dobrze zarysowaną szczękę, te głębokie, niebieskie oczy, a czasami widywała nawet ten jego p r z e k l ę t y uśmiech, który najmocniej doprowadzał ją do szału.
Zwłaszcza teraz, kiedy wiedziała już, jak smakował, i kiedy ku własnemu zaskoczeniu znów zaczęła o tym myśleć.
Lando Mangione
-
aktor, którego gwiazda świeciła bardzo krótko, gdyż sam doprowadził do swojego szybkiego upadku i trafił na czarne listy, przez co teraz musi jeździć taksówką, a w wolnym czasie całuje Carrie, która go wkurza
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jeśli więc ktoś powinien teraz zawalczyć o naprawienie złego wrażenia, to powinna być to Carrie, ale Lando nie miał na co liczyć, prawda? Nawet nie kwapiła się do tego. Ba! Nie przeszło jej to przez myśl, bo uparła się, że do Mangione powinien cokolwiek naprawiać, mimo że ostatnio otrzymała od niego to, czego chciała od niego teraz. Powinna była się wcześniej zdecydować…
Nie można dziwić się złości Lando. Miał ku niej pełne podstawy po tym, jak Carrie się z nim obeszła, dlatego nie zamierzał udawać teraz, że było dobrze, bo wcale tak nie było. Najwyraźniej między nimi po prostu nie mogło być dobrze, bo kiedy tylko pojawił się przebłysk nadziei, oni od razu to popsuli, wracając do punktu zero, w którym skakali sobie do gardeł i przebywanie w swoim towarzystwie zadawało im wręcz fizyczny ból.
Wspólny powrót do domu był fatalnym pomysłem, teraz to było widać, ale Mangione na pewno nie zamierzał być tym, który wypowie tę myśl na głos. Nie mógł przecież spękać pierwszy, więc jeśli coś miało się wydarzyć, to Carrie musiała to zainicjować. On nie zamierzał pierwszy wyrywać się z pomysłem osobnego powrotu. Nawet jeśli niemożliwie działała mu na nerwy. – Wolę być stary i zgorzkniały, niż niedojrzały i wredny – czy tak ją widział? Właściwie to w dużej mierze tak, bo właśnie tak się zachowywała i ostatnio nie powiedziała nic, co teraz mogłoby ją obronić.
Lando na tamtej próbie się przed nią otworzył, ona już mniej, przez co nawet nie miał pełnego obrazu jej uczuć czy myśli. Trudno mu więc było postawić się na jej miejscu i ją zrozumieć. Sama w ogóle mu w tym nie pomagała, ale za to miała wobec niego ogrom oczekiwań.
– Jezu, gdzie ta taksówka? – rzucił bardziej do siebie niż do szatynki, wyglądając nad nią na ulicę, na której nie widział jeszcze nadjeżdżającego auta. Czy zaczął ignorować Carrie? Może troszeczkę.
Carrie Pillbury
-
miała być poważną prawniczką, ale rzuciła wszystko, by występować na scenie, co okazało się kiepską decyzją, ponieważ teraz została z niczym, ale przynajmniej wychowuje pociesznego psa, a po godzinach zdarza jej się całować denerwującego Lando
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie łudziła się zatem, że za jego sprawą Lando nagle zapała do niej sympatią, jednak brak ciągłych docinek byłby naprawdę miłą odmianą od tego, jak ich relacje wyglądały na co dzień. Carrie przecież naprawdę starała się zachować dystans. Nie zrobiła dzisiaj nic, czym mogłaby zajść mu za skórę i nawet polubownie chciała załatwić z nim dzisiaj kwestię odbioru psa, ale Mangione postanowił to utrudniać.
Mógł po prostu milczeć, jednak najwyraźniej nie byłby sobą, gdyby nie odezwał się i w ten sposób nie przypomniał jej o tym, że nie było w niej n i c, czym mogłaby go nie drażnić. To z kolei sprawiało, że Carrie to samo przypomniała sobie na jego temat.
Jednocześnie zastanawiała się nad tym, jak bardzo pijana musiała być, by zdecydować się całować te usta.
Teraz na samą myśl odniosła wrażenie, że po jej ciele rozlało się palące wręcz uczucie zażenowania.
Parsknęła, kiedy usłyszała jego przytyk. Nie było to nic, co powinno ją urazić, ale podobnie jak wszystko inne, co padało z jego ust, uderzyło dokładnie tam, gdzie miało zaboleć. — I mówi to facet, który potrafi tylko się mnie czepiać — skomentowała, wykrzywiając przy tym usta w pełnym niezadowolenia grymasie.
Wbrew temu, co mogło się wydawać, to nie jego komentarz sprzed chwili miał wyprowadzić ją z równowagi najbardziej. O wiele skuteczniejsze i znacznie bardziej denerwujące było to, na co Mangione zdobył się chwilę później. Kiedy tak jasno dał jej do zrozumienia, że zamierzał ją ignorować, poczuła się jeszcze gorzej, niż dotychczas.
Jednocześnie nawet przez myśl nie przeszło jej to, że pewien czas temu zrobiła mu dokładnie to samo.
Mimo to prychnęła teraz i odwróciła się na pięcie. — Wracam na pieszo. Zabierzesz Toto jutro wieczorem — co miało oznaczać skrócenie ich wspólnego czasu, bo raczej żadne z nich nie planowało zwlekać się z łóżka rano… A jeśli nawet, Carrie być może odwlekałaby ten odbiór w czasie, żeby złośliwie zagrać mu trochę na nosie.
Lando Mangione
-
aktor, którego gwiazda świeciła bardzo krótko, gdyż sam doprowadził do swojego szybkiego upadku i trafił na czarne listy, przez co teraz musi jeździć taksówką, a w wolnym czasie całuje Carrie, która go wkurza
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wkurzała go teraz wszystkim, bo był na nią zły o to, co wydarzyło się ostatnio. To to chciał jej wytknąć, ale jednocześnie nie chciał dać jej satysfakcji przyznając się, że go to dotknęło, dlatego łatwiej było uderzyć w coś innego, pozornie nieistotnego, a jednak wystarczającego, żeby ją sprowokować i zdenerwować.
Jakoś jednak nie umiał cieszyć się z tego sukcesu, bo koniec końców to jego problemu nie rozwiązywało, dalej był na nią z ł y o to, co wydarzyło się na próbie. I najwyraźniej nie dało się tego rozwiązać tak łatwo.
Co nie znaczy, że Mangione miał się teraz zamknąć. Nic z tych rzeczy.
– No nie wiem. Wydaje mi się, że robiłem więcej – odparł i poruszył zaczepnie brwiami, a na jego twarzy pojawił się szelmowski uśmiech. Obiecywał sobie, że nie będzie do tego wracał i będzie udawał, że ta sprawa nie istniała, a jednak pijany nie zdołał ugryźć się w język i musiał przypomnieć o tym, że jednak zdołał robić z nią inne rzeczy, niż tylko się jej czepiać.
Kiedy myślał, że znalazł rozwiązanie do swojego problemu z Carrie, ona zawsze wyskakiwała z czymś, co wyprowadzało go z tego błędu. I zrobiła to ponownie, a gdy Lando uświadomił to sobie, westchnął zmęczony, czując, że czeka go ciężka przeprawa, bo przecież teraz już nie mógł jej ignorować. – Nie wygłupiaj się. Nie będziesz łaziła nocą sama – warknął, ruszając za nią, bo chociaż nie lubił jej jak mało kogo, to przecież nie mógł zostawić jej samej na pastwę losu. Potem czułby się winny, jakby coś jej się stało. I pewnie dopóki by jej później nie zobaczył, cały czas martwiłby się o nią. Miał jednak nadzieję, że nie będzie mu kazała iść za sobą całą drogę na tym zimnie i szybko się opamięta, wracając do czekania na taksówkę, która powinna niedługo się zjawić.
Carrie Pillbury
-
miała być poważną prawniczką, ale rzuciła wszystko, by występować na scenie, co okazało się kiepską decyzją, ponieważ teraz została z niczym, ale przynajmniej wychowuje pociesznego psa, a po godzinach zdarza jej się całować denerwującego Lando
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Czy on n a p r a w d ę wytknął jej teraz to, że kilka wieczorów temu obściskiwała się z nim na scenie? Kiedy usłyszała ten komentarz, spojrzała na niego z rozchylonymi ustami i nie była w stanie powiedzieć nic. Nie wycisnęła z siebie nawet słowa, ponieważ nawet przez sekundę nie pomyślałaby, że Lando tak po prostu to wywlecze.
Zamiast tego oblała się purpurowym wręcz rumieńcem, spojrzeniem znów uciekając do tego jego g ł u p i e g o uśmiechu. Cholera, czy on musiał być tak denerwujący?
Ale nie dała się sprowokować. Ten jeden raz naprawdę starała się postąpić rozsądnie, a przynajmniej tak wyglądać to mogło przez ten ułamek sekundy, zanim postanowiła w teatralny sposób odmaszerować stąd, do granic możliwości urażona tym, że postanowił ją ignorować. Przyszło mu to zadziwiająco łatwo po tym, jak jeszcze chwilę temu wypominał jej, czego niedawno o m a l ze sobą nie zrobili.
Kiedy zdecydował się ruszyć za nią, Carrie niczego nie zamierzała mu ułatwiać. Nie zatrzymała się nawet na moment, nawet wtedy, kiedy usłyszała jego słowa, za sprawą których po raz kolejny tego wieczora wzniosła spojrzenie ku niebu. — I niby mam uwierzyć, że się tym przejmujesz? — odwarknęła, w dość szybkim tempie pokonując kilka kroków.
Jej błędem było przede wszystkim to, że przy nim bywała impulsywna. Lando budził w niej temperament, którego sama wcześniej nie znała. Przy tym dodatkowo zakładała wszystko to, co najgorsze, a więc kompletnie ignorowała nawet najprostsze, ludzkie odruchy. Bo przecież mogli się nie lubić, ale to wcale nie znaczy, że chciała, aby coś mu się stało. Dlaczego tak trudno było uwierzyć jej w to, że on tego samego nie chciał dla niej?
A jednak to nie jego potencjalne zmartwienia utkwiły w jej umyśle najbardziej. O wiele skuteczniej zagnieździło się tam to, co powiedział chwilę wcześniej, i co nawet teraz nie dawało jej spokoju. Wystarczyło, że oczyma wyobraźni przypomniała sobie to, jak przed chwilą z głupią dumą się uśmiechał. To właśnie za sprawą tego wspomnienia wyhamowała i odwróciła się gwałtownie, omal nie powodując w tym momencie zderzenia.
Kiedy znalazł się przed nią, zmierzyła go spojrzeniem od góry do dołu. — I nie chełp się tak. Nie dotarłeś nawet do drugiej bazy — wytknęła mu wielce naburmuszona, po czym skrzyżowała ramiona na piersi. Zdołał zdenerwować ją tak, iż kompletnie zapomniała już o tym, że jeszcze przed chwilą było jej tu niesamowicie zimno.
Lando Mangione
-
aktor, którego gwiazda świeciła bardzo krótko, gdyż sam doprowadził do swojego szybkiego upadku i trafił na czarne listy, przez co teraz musi jeździć taksówką, a w wolnym czasie całuje Carrie, która go wkurza
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ale dzisiejsze okoliczności nie były normalne, a on nie znajdował się w zwyczajnym stanie. Był pijany, a przez to bezmyślny. I mówił rzeczy, które powinny zostać przemilczane, jednakże cóż… Stało się inaczej i Lando czekał na jakąś reakcję. Złość, złośliwość, tupnięcie nogą, cokolwiek.
Zamiast tego nie dostał nic.
Carrie zdołała nad sobą zapanować, czym lekko bruneta rozczarowała. Zaserwowała mu milczenie, co było najgorszą opcją. I może jednym z powodów, które pchnęły go do tego, żeby zacząć ją ignorować? Sama go teraz zignorowała, więc czy mogła mieć mu za złe, że tylko odpowiedział jej tym samym? Choć może na większą skalę, bo ona przynajmniej nie udawała, że go tutaj nie ma.
On wręcz przeciwnie, choć tylko do czasu, bo nie mógł przecież pozwolić tej wariatce na to, żeby pieszo wróciła teraz do domu. Było to zbyt niebezpieczne, w końcu nie wiedzieli, czy ktoś na nią nie będzie czyhał, a ona dodatkowo była podchmielona, przez co jej czujność była zmniejszona.
– A myślisz, że dlaczego za tobą idę? – miał wrażenie, że teraz zwracał uwagę na oczywiste. Bo jak inaczej chciała uzasadnić to, że poszedł za nią, zamiast ją olać i pozwolić jej zrobić to, na co miała ochotę? Gdyby miał ją gdzieś, to powinno przyjść mu z łatwością, a jednak Mangione z jakiegoś powodu się na to nie zdobył. Powinna się nad tym zastanowić.
Szedł więc za nią i zupełnie nie spodziewał się tego, że ona nagle postanowi się zatrzymać i odwrócić. Przez to niemal na nią wpadł. Ale tylko niemal, bo zatrzymał się w ostatniej chwili i spojrzał na nią gniewnie, rzucając pod nosem przekleństwo. Kompletnie nie rozumiał, co wyprawiała.
To szybko się wyjaśniło… – Bo spanikowałaś jak mała dziewczynka i uciekłaś – wytknął jej, przywołując na twarz łobuzerski uśmiech. Starał się grać pewnego swego, choć wiedział, że stąpał teraz po cienkim lodzie, nie mając gwarancji, że ta pewność siebie zaraz go nie zgubi.
Ale musiał zaryzykować, bo przecież nie mógł zignorować takiej zaczepki. Jego pijacki umysł by mu na to nie pozwolił.
Carrie Pillbury
-
miała być poważną prawniczką, ale rzuciła wszystko, by występować na scenie, co okazało się kiepską decyzją, ponieważ teraz została z niczym, ale przynajmniej wychowuje pociesznego psa, a po godzinach zdarza jej się całować denerwującego Lando
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Popełnili głupotę, prawdopodobnie największą z możliwych, tymi kilkoma chwilami słabości tylko potęgując napięcie, które się między nimi nagromadziło. Carrie miała nawet wrażenie, jak gdyby pogorszyli tym wszystko jeszcze bardziej, co mogło być jej winą, bo przecież to ona nie pozwoliła im tego r o z ł a d o w a ć.
Ale przecież w ogóle im na sobie nie zależało. Nie byli sobie w żadnym stopniu bliscy i nie ciągnęło ich do siebie,
Bo nie, to wcale nie tak, że uważała, iż jej ucieczka była dla niego jakąś stratą. Wmówiła sobie raczej, że dzięki temu nie będzie musiał pluć sobie w brodę, że spędził noc z kimś takim, jak o n a.
Sama zaś nie nadążała za swoimi myślami. Nie rozumiała tego mętliku, który od tamtego wieczora kołatał w jej głowie. Nie rozumiała też, czemu dzisiaj dawała mu się prowokować, a później jak skończona idiotka rozpoczęła pieszą wędrówkę do domu, choć było to przecież daleko, a pogoda w ogóle temu nie sprzyjała.
Nie rozumiała też, czemu tym razem to ona wywlokła ten temat, choć przecież nie tak dawno obiecała sobie, że nigdy, p r z e n i g d y do tego nie wróci.
A teraz stała przed nim, piorunowała go spojrzeniem i prychnęła, kiedy zarzucił jej to, że spanikowała. I znów tak bezczelnie się do niej uśmiechał! Ilekroć widziała ten grymas na jego twarzy, miała ochotę zrobić wszystko, byle tylko się go pozbyć. — Nie spanikowałam! — trochę podniosła głos, co z jakiegoś powodu wypadło dość piskliwie. Może dlatego, że k ł a m a ł a? — Mogłabym cię przelecieć, gdybym miała ochotę. I to byłby najlepszy seks w twoim życiu — zapewniła z niby to beztroskim wzruszeniem ramion, ale przy nim nic nigdy nie było b e z t r o s k i e. Wszystko zawsze było podszyte jakąś kalkulacją, próbą tego, aby wypaść przed nim jak najlepiej.
Szkoda tylko, że żadna z tych rzeczy nie była podszyta rozsądkiem, bo może wtedy nie zachowywałaby się tak głupio, jak zachowywała się teraz.
Lando Mangione