-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiczas narracji-postaćautor
Już po chwili wejście do mieszkania Attwood stoi przed dziewczyną otworem, a jego właścicielka zaprasza ją do środka prostym gestem. Sama przekracza próg dopiero po niej i zrzuca z siebie niepotrzebny w pomieszczeniu płaszcz.
- Rozbierz się i czuj jak u siebie - mówi, spoglądając na Astrid, a jej usta mimowolnie wyginają się w lekki nieco zaczepny uśmieszek.
Przy Finch specjalnie zdaje się dobierać słowa tak, aby zawsze wybrzmiewał w nich swoisty podtekst. Jakiś dwuznaczny wydźwięk, którego nie może się pozbyć.
Podobnie zresztą chyba musi być z doborem muzyki. Choć ten wydaje się być nieco przypadkowy. Ophelia przeciągnęła palcem po ułożonych na półce płytach, aby w końcu wyciągnąć z całego rządku winyl, na którego okładce utrzymanej w minimalistycznym stylu widniały wypisane prostą czcionką słowa cigarettes after sex
- Skoro odradzasz alkohol to napijesz się czegoś innego? - pyta, szukając spojrzeniem w przestrzeni mieszkania postaci Astrid. - Woda, sok... coś gorącego?
Nie zna tak dobrze jej preferencji. Sama jednak ściągnąwszy ze stóp uwierające po tak wielu godzinach obcasy, rusza w kierunku aneksu kuchennego, zamierzając nalać sobie szklankę wody. Na blacie leży też gotowa do przekrojenia cytryna, a w jednej z kilku niewielkich doniczek rośnie mięta, która idealnie sprawdzała się do osiągnięcia jeszcze większego stopnia orzeźwienia i świeżego smaku.
astrid finch
-
𝖎 𝖈𝖆𝖓'𝖙 𝖉𝖗𝖎𝖛𝖊 𝖆 𝖈𝖆𝔯
𝖇𝖚𝖙 𝖎 𝖈𝖆𝖓 𝖉𝖗𝖎𝖛𝖊
𝖞𝖔𝖚 𝖎𝖓𝖘𝖆𝖓𝖊 ✧˖*°࿐nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiwhatevertyp narracji3 os.czas narracjiteraźniejszypostaćautor
Bez zawahania przekracza próg; zatrzymuje się nieopodal drzwi, by niedbale strącić z nóg lakierki, jednocześnie z zachłanną ciekawością przyglądając się mieszkaniu Attwood. W porę jednak odwraca na nią wzrok, by wyłapać uśmieszek; kącik ust Finch układa się symetrycznie do niego, gdy zmarzniętymi palcami rozpina swoje futro.
Nie trzeba jej dwa razy mówić, żeby czuła się tutaj jak u siebie. W czasie gdy Attwood kładzie płytę na adapterze, Finch przechadza się po salonie; spojrzenie przeskakuje po widocznych przedmiotach, zatrzymując się na tych, które wydają się najbardziej osobiste. Podchodzi do buteleczki perfum, które Ophelia musiała nałożyć przed wyjściem do klubu i przechyla palcami chłodne szkło, by odczytać nazwę. Kiwa głową, ewidentnie rozpoznając płytę już po pierwszych nutach. Potem ściąga futro, rytmicznie przekładając wciąż do połowy pełną szklankę z drinkiem z ręki do ręki; okrycie pozostawia na kanapie. Każdy ruch jest wyważony, zrytmizowany z gitarą basową.
— Wodę. Będziemy jej dużo potrzebować — odpowiada na pytanie managerki, przechylając lekko głowę, jakby dokonywała w myślach jakichś obliczeń. Za chwilę przesuwa po Ophelii spojrzeniem, któremu wciąż towarzyszy lekko prowokacyjne wygięcie ust. — Sentymentalnie — komentuje wybór muzyki; wypowiada te słowa trochę jak stwierdzenie, trochę pytanie.
Niespiesznie zbliża się do kuchennej wyspy, zaczepiając o zgromadzoną przez Attwood kolekcję płyt, przez chwilę cichym mormorando harmonizując do gitary. Jeszcze nie zdążyła przyjrzeć się wszystkiemu, co ją zaciekawiło w mieszkaniu, ale koniec końców przyszła tutaj w konkretnym celu.
Jej spojrzenie wraca do Ophelii, gdy opiera się biodrem o wyspę kuchenną, na którą odkłada szklankę. Palcami sięga za dekolt i wyciąga mały woreczek strunowy, w którym obok blanta w kolorowej bibułce we floralne wzory znajdują się dwie niebieskie tabletki. To je zaraz wysypuje na dłoń, którą podsuwa w stronę managerki. Z bliska może zobaczyć, że tabletki mają wytłoczenie w kształcie środkowego palca.
— Poczujemy je za jakieś dwadzieścia, trzydzieści minut. W międzyczasie możemy zapalić gibona — tłumaczy, przyglądając się kobiecie, która zapewne rozpoznaje w tabletkach ecstasy. W końcu Finch już ją wcześniej zaopatrywała – nigdy jednak nie spodziewała się, że kiedykolwiek będą zażywać je wspólnie.
Ophelia Attwood
-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiczas narracji-postaćautor
Trochę instynktownie wyczuwa zainteresowanie Astrid wnętrzem domu. Aktualnie nie skupia tak wielkiej uwagi na postaci dziewczyny bardziej pochłonięta swoimi drobnymi czynnościami, których się podejmowała zaraz po wejściu do mieszkania.
- Jak sobie życzysz, księżniczko... - sama nie wie skąd podobne zdrobnienie znalazło się w jej ustach, gdy przystąpiła do nalewania wody do pokaźnych rozmiarów dzbanka, który znajdował się na wyposażeniu kuchni.
Wkroiła jeszcze do środka kilka plastrów cytryny oraz dorzuciła garść mięty dla orzeźwienia. W końcu nie musiały pić czystej wody. Przynajmniej na taką ekstrawagancję może sobie pozwolić podczas przygotowywania tak prostego napitku. Wyciąga jeszcze dwie wysokie szklanki i unosi z zaciekawieniem brew, gdy tylko słyszy komentarz dziewczyny odnośnie wyboru płyty.
- Dobre czy złe sentymentalnie? - dopytuje dla pewności, bo nie jest w stanie ocenić czy były to słowa uznania czy może lekki sarkazm skłaniający się raczej ku krytyce.
Chciała wybrać coś lekkiego, nadającego się jako tło do rozmów. Być może coś, co mogłoby w jakiś sposób podbić to czego doświadczały w czasie swojej fazy. Zdecydowanie Ophelia preferowała te łagodniejsze i bardziej rozluźniające tripy. Takie, które pozwalały jej się rozpłynąć na kanapie, czując się częścią jakiegoś większego i bardziej skomplikowanego organizmu. Coś, co pozwalało jej oddychać głęboko i poczuć się jednością z otaczającą ją rzeczywistością...
Po raz kolejny jej spojrzenie skupia się na oczach dealerki. Jest w nich coś przyciągającego. Nie jest w stanie powiedzieć do końca co takiego to może być, ale nie miałaby nic przeciwko rozwikłaniu tej tajemnicy.
Podziwia to jak młodsza wysypuje w końcu wyciąga woreczek strunowy i uśmiecha się lekko uświadomiwszy sobie z jakiej też skrytki dziewczyna korzystała przez cały ten czas. Myśl ta jednak szybko zostaje zastąpiona pełnym skupieniem na wyciągniętej w jej kierunku dłoni z dwoma tabletkami.
- Widzę, że idziemy dziś w sprawdzoną klasykę - komentuje i bierze pigułkę, aby położyć ją sobie na języku.
Ecstazy należało do kilku substancji, które zażywała całkiem regularnie i dosyć często. O trawce nie było co mówić, bo skoro ta była w pełni legalna to mogła się w nią zaopatrywać w dowolnym momencie bez większego problemu. Chociaż czasem rzecz jasna o wiele przyjemniej było otrzymać ją od sprawdzonego i zaufanego człowieka niż zdać się na jakiś sklepowy szajs.
- Na zdrowie - mówi jeszcze, wznosząc krótki toast za pomocą szklanki wody, a następnie po przełknięciu tabletki wskazuje głową na podłużną kanapę w salonie. - Rozsiądź się zatem.
Sama rusza również w kierunku mebla, ale wpierw zatrzymuje się jeszcze przy stoliku ze świecą zapachową, przy której znajdowała się elegancka i drobna zapalniczka. Otworzyła pojemnik i sprawnym ruchem odpaliła knot, licząc na to, że mieszkanie wkrótce wypełni się przyjemną wonią świecy.
Dopiero wtedy może z czystym sumieniem umościć się na wolnym miejscu na kanapie i zaoferować zapalniczkę Finch, aby czyniła honory i odpaliła przygotowanego wcześniej blanta domowej roboty.
astrid finch
-
𝖎 𝖈𝖆𝖓'𝖙 𝖉𝖗𝖎𝖛𝖊 𝖆 𝖈𝖆𝔯
𝖇𝖚𝖙 𝖎 𝖈𝖆𝖓 𝖉𝖗𝖎𝖛𝖊
𝖞𝖔𝖚 𝖎𝖓𝖘𝖆𝖓𝖊 ✧˖*°࿐nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiwhatevertyp narracji3 os.czas narracjiteraźniejszypostaćautor
— Dobre — werdyktuje szybko. — Zaskakujące — dodaje, unosząc brew i kącik ust. Specjalnie nie próbowała przewidzieć, co takiego puści Attwood, ale może podświadomie bardziej spodziewała się mocnego, wiodącego altu i nieprzewidywalnego tempa. Za chwilę jej uśmiech pogłębia się odrobinę, a w oczach tańczą jakieś ogniki. — Może pochopnie cię oceniłam — stwierdza, pozwalając swoim słowom dramatycznie zawisnąć, zanim dodaje: — jednak nie jestem pewna tego cygara — nawiązuje do wyobrażenia, które nakreśliła o Ophelii pod klubem. W jej głosie brzmi ciekawość. Zastanawia się, co jeszcze o niej dziś odkryje; na samą myśl odsłonięte ramiona pokrywają się gęsią skórką, a wzrok Astrid przesuwa się po sylwetce managerki, zanim nie ucieka na chwilę w przestrzeń. Trochę jakby Finch starała się cokolwiek trzymać w tajemnicy, chociaż w rzeczywistości coraz trudniej jest jej zachować fizyczny dystans – a przedłużanie tego momentu podoba jej się bardziej, niż by się tego spodziewała.
— Wiem, co lubisz — mówi z lekkim wzruszeniem ramion, znów nawiązując do rozmowy w klubie. — Mieszałaś je wcześniej z ziołem? To indica — dodaje, w razie gdyby Ophelia też była koneserką, dla której podobne sprawy robią ogromną różnicę. — Na zdrowie — odpowiada, sama umieszczając pigułkę na języku i popijając ją dużym haustem wody. Odchyla głowę do tyłu, gdy przełyka tabletkę.
Korzysta z zaproszenia; rozsiada się na kanapie najwygodniej, jak możliwe jest to w ciasno związanym, gorsetowym topie. Przyjmuje zapalniczkę od Attwood i odpala smukłego blanta, zaciągając się bezceremonialnie. Za chwilę pomieszczenie wypełnia błękitna chmura, która oprócz zioła, pachnie jeszcze lawendą i rumiankiem. Podaje zawiniątko Ophelii, przez chwilę przytrzymując dym w płucach. Do jej rąk wraca znów drink z klubowego baru, który znów zaczyna powoli sączyć. — To jak wygląda to dalej? Zrzucasz buty, rozsiadasz się na kanapie... muzyka też już jest. I co dalej? — pyta, przerzucając łokieć przez oparcie kanapy, by obrócić się twarzą do Ophelii.
Ophelia Attwood
-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiczas narracji-postaćautor
- Sądzisz, że do ciebie nie pasuje, kochana? - pyta, unosząc kokieteryjnie brew, bo z pewnością ciekawi ją odpowiedź na to pytanie.
Gust muzyczny Ophelii można było określić jako rozległy. W jej kolekcji winyli znajdowały się albumy różnych wykonawców oraz utrzymanie w rozmaitych konwencjach. Ten konkretny... Jakoś do niej przemówił, gdy przejeżdżała palcem po półce z ustawionymi płytami.
Przez moment jej zaciekawione spojrzenie zatrzymuje się na postaci Finch, czekając na to aż dokończy swoją myśl. Nie ma pojęcia, co takiego kołacze się w głowie dziewczyny, ale gdy w końcu słyszy ten żartobliwy komentarz uśmiecha się z pewnym rozbawieniem.
- Może kiedyś się o nim przekonasz - odpowiada wymijająco po czym sięga jeszcze do głowy, aby rozpuścić w końcu po długim dniu włosy.
Do tego momentu nie miała pojęcia jak bardzo tego potrzebowała. Poprawia jeszcze fryzurę, drapiąc przy okazji skalp, a ten ruch wydobywa z jej ust pełne rozkoszy westchnienie. Delikatne mrowienie rozpływa się, a ona raz jeszcze przeczesuje spływające na ramiona blond włosy palcami, poprawiając jakoś tę nową fryzurę.
- Oczywiście, że wiesz - odpowiada, a lekki uśmieszek ani na chwilę nie opuszcza jej ust, gdy przygląda się dziewczynie. - Zdarzało się. Indica wydaje się tutaj odpowiednim wyborem.
W tym przypadku tak jak i w wielu innych gust Ophelii był związany głównie z tym czego potrzebowała w danym momencie. Czasem miała ochotę na to, aby odpalić wspomnianą indicę, a innym razem stawiała bardziej na sativę lub hybrydy, które dostarczały jej dokładnie tego, czego chciała.
Obserwuje to jak powoli dym z rozpalonego jointa wypełnia powietrze. Barwi je cienką strużką na niebiesko, aby zaraz rozpłynąć się jakby był jedynie zwykłym snem. Sama siedzi na kanapie bokiem, aby móc swobodnie przypatrywać się Astrid. Przez moment myślała o sięgnięciu po laptopa, aby uzgodnić szczegóły występu Finch, ale rezygnuje z tego pomysłu, widząc, że dziewczyna ewidentnie ma nieco inne plany.
- Różnie... - odpowiada cwanie, przytykając filtr do ust. - Zależy między innymi od tego czy jestem sama czy mam też towarzystwo.
Zaciąga się powoli jointem. Czuje jak dym o specyficznym smaku zaczyna wypełniać jej gardło i spływać strumieniem do płuc. Na chwilę przymyka oczy i rozkoszuje się tym uczuciem. Wie, że zdecydowanie jest za wcześnie na to, aby którykolwiek ze specyfików zaczął działać, ale psychika robi swoje. Już czuje się odprężona ze względu na pewnego rodzaju znajomy rytuał, w którym może się zatracić.
astrid finch