—
Przynajmniej nie gorzki. — Wiele osób pewnie by ją uznało za miks gorzko-kwaśny, ale zdecydowanie nie było tam zbytniej słodyczy. Z taką rodzicielką raczej nie było to dla nikogo zaskoczeniem. Może gdyby miała jeszcze jakieś rodzeństwo, to matka podzieliłaby swoją uwagę i nie byłaby tak męcząca.
Zaskoczona jednak była faktem, że jej trener umiał w barmaństwo, albo raczej - miał pokazać, że umie zrobić coś więcej niż tylko wódka z colą. Nie żeby uważała, że jej wspaniałe mikstury, które serwowała ludziom czy sobie miały być beznadziejne, ale nie był to szczyt umiejętności miksologii.
Ruda koleżanka za to wydawała się być zachwycona tym, że był tu prywatny barman. W końcu na jakiej domówce mieli kogoś takiego? Nawet Kross nie miał takich udogodnień! Chociaż wolałaby, aby jej trener nie siedział cały czas w kuchni, robiąc kolejne drinki spragnionym i pijanym nastolatkom, bo nie po to go zapraszała. Nie był tu w pracy, tylko jako jej gość.
To, że trochę starszy od innych to tam mało istotne. Różnicę wieku dało się ukryć. Zwłaszcza jak wypije się odpowiednio dużo. Wtedy każdy był super i z każdym szło się dogadać, a Soren dodatkowo charakterem wcale nie odbiegał tak bardzo. Nie miał kija w dupie. Inaczej by go tu nie było.
Najpierw chcę zobaczyć dowód.
Ha-ha. Bardzo zabawne.
—
Czekaj, narysuję go zaraz na serwetce. Wystarczy? — spytała, bo akurat to mogła zrobić. Talent artystyczny miała beznadziejny, ale bez problemu mogłaby mu pokazać prowizoryczny dowód. Nawet ludzika z patyczków by narysowała, który miałby przedstawiać jej osobę.
Obserwowała z pewnym zaciekawieniem, ale też fascynacją jak tworzył jej drinka. Jak łączył poszczególne składniki i alkohole, aby stworzyć coś, co miało w smaku być kwaśne. I musiała przyznać, że było to dość hipnotyzujące. Trochę jak w Harrym Potterze. Wyglądało to wszystko jednocześnie tak prosto, ale z drugiej wiedziała, że musiał mieć wiedzę na temat smaku i łączenia wszystkich alkoholi, aby wydobyć odpowiednie smaki oraz efekty.
Brew jej drgnęła w zaciekawieniu, gdy dodawał białko jajka.
—
A to po co? Do alkoholu? — No nic, widać, że Raven to piła jedynie wódkę z colą lub piwo. I że nie była doświadczona w prawdziwych drinkach, widząc takie dodatki.
Podniosła wzrok na niego z napoju, a kąciki ust jej drgnęły w uśmiechu.
—
No dobra, to co jeszcze robisz poza robieniem kolorowych drinków i trenowaniem gówniarzy z wkurzającymi matkami? — Bo wychodziło trochę, że to taki murarz, tynkarz i akrobata. Zaraz wyjdzie, że jest też korepetytorem z fizyki kwantowej, a w wolnym czasie jeździ na misje chrześcijańskie do Afryki, aby gotować biednym dzieciom.
W sumie chyba by się nie zdziwiła.
Nie piła od razu swojego drinka. Czekała, aż ten jej koleżanki zostanie zrobiony. Proces jego tworzenia także obserwowała z wyraźnym zaciekawieniem. I kiedy dodawane były kolejne specyfiki, Sora odebrała telefon. Wymieniła się z osobą po drugiej stronie słuchawki kilkoma zdaniami, po czym westchnęła ciężko pod nosem. Sięgnęła ręką do ramienia naczelnego barmana, aby zwrócić jego uwagę i zawiedziona poinformowała jego, a także solenizantkę, że musi iść, bo wzywają ją do pracy. Chuj, że jest późno, a ona ma wolne. Najwyraźniej nikogo to nie obchodziło.
Przeprosiła, pożyczyła wszystkiego najlepszego i po pożegnaniu się krótkim pocałunkiem w policzek z
narzeczonym, powiedziała, aby dobrze się bawił. Jakby to miało ugasić jej wyrzuty sumienia, że go tu zostawia samego. Wśród pijanych nastolatków.
Raven pożegnała słownie dziewczynę, podziękowała też za przyjście, bo mimo wszystko była dobrze wychowana, a gdy ta zniknęła, wróciła spojrzeniem do kolorowych drinków przed nią i przed koleżanką. Sięgnęła szklankę i stuknęła się nią z rudowłosą, aby wypić pierwszego łyka.
—
O kurde, ziomek — powiedziała zszokowana, gdy pierwsze smaki rozlały się po jej gardle.
—
Jaka pycha! — wyrzuciła podekscytowana koleżanka. Wstała i wzięła szklankę. —
Idę im pokazać! — stwierdziła, zabierając drinka, aby najwyraźniej zrobić Sorenowi reklamę wśród reszty gości. Kilka minut i będzie mieć całą kolejkę ludzi.
— Jak ty to zrobiłeś? Jest zajebiste. — No, Raven, pewnie tego nie powtórzysz, chyba, że weźmiesz dodatkowe prywatne lekcje, tylko tym razem z miksologii.
Wzięła jeszcze dwa kolejne łyki, bo praktycznie nie było tu czuć alkoholu. Zdradzieckie, odpowiednio kwaśne, ale tak, że ta kwasota nie zabijała wszystkiego dookoła. Skubany ewidentnie wiedział co robić. I jak zaimponować nastolatkom. I nie tylko im.
—
Dałabym ci napiwek jakby matka kartę zostawiła. Na ten moment musi ci wystarczyć moje dobre słowo — stwierdziła, unosząc szklankę do ust. —
Ewentualnie mogę dać napiwek w naturze — dodała, wypowiadając te słowa już w szkło, ułamek sekundy później biorąc kolejne dwa łyki.
I oczywiście chodziło o coś niewinnego. Wianek z kwiatków na przykład.
Evander Kross