-
I remember the night I made the deal
Trading my soul for power I could feel
The demon smiled with eyes of flame
And whispered softly my new name
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Rzadko kiedy to robili, bo matka była tak wpatrzona w treningi jej córki, że praktycznie zapominała o sobie, a także swoim mężu, który ciężko pracował na ich dobrobyt. Teraz jednak miało nie być taryf ulgowych. To była ich rocznica. To miała być bardzo ważna data, którą jej ojciec zaplanował grubo wcześniej, przypadkiem zahaczając o datę osiemnastych urodzin ich jedynej córki.
To, że puścił jej wymowne oczko, gdy się żegnali, to już inna kwestia.
Oczywiście obiecała żadnych imprez i odwalenie treningu, jak w każdą sobotę.
Przynajmniej w jednej kwestii nie kłamała.
Gdy tylko samochód zjechał z podjazdu, Raven pobiegła do telefonu, aby potwierdzić na czacie grupowym datę oraz poinformować ludzi, że Pirania odjechała, więc plan był aktualny.
Młoda Heist może nie chodziła na wszystkie imprezy i domówki organizowane przez innych uczniów ze względu na krótką smycz jej matki, ale znajomych miała całkiem sporo. Chociażby ze względu na swój wyszczekany charakter, który się albo uwielbiało, albo nienawidziło. Nie tylko w środowisku sportowym. Dlatego też, gdy nadeszła długowyczekiwana okazja, zamierzała z niej w pełni skorzystać i zaprosić każdego, kto w jej mniemaniu nadawał się na domówkę.
Przygotowała się do tego dnia. Alkohol nawet zorganizowała, prosząc trochę starszych znajomych o to, aby kupili to co było trzeba. Nie zamierzała korzystać z domowych zapasów, bo jej matka szybko by zwęszyła, że coś jest nie tak. Wtedy musiałaby skłamać i przyjąć na klatę wykład na temat tego, jak alkohol jest niedobry dla zawodowych sportowców.
Gdy nadchodził wieczór, jej koleżanki przyjechały, aby pomóc jej wszystko przygotować. Muzykę, dekoracje, a także jakieś przekąski oraz całą resztę. Już wtedy zaczęły popijać kolorowe drinki zrobione przez jedną z nich, a w okolicy godziny dwudziestej zaczęli pojawiać się pierwsi goście.
W ciągu godziny dom zapełnił się nastolatkami.
Alkohol się lał, muzyka dudniła z głośników, a ludzie tańczyli lub się dobrze bawili na różne sposoby. Raven jednak ostrzegła, że żadna rzecz nie może zostać zniszczona, bo wtedy rozbije coś na czyjejś twarzy. Nie mówiąc o tym, że do jej pokoju oraz sypialni rodziców wstęp był zabroniony.
Właśnie wracała z kolejnym drinkiem, kiedy do drzwi zadzwonił dzwonek, przebijający się przez muzykę. Raven machnęła ręką do znajomych na znak, że idzie otworzyć i zaraz przyjdzie. Sięgnęła do klamki, a gdy jej oczom ukazała się doskonale jej znana, po tych kilku tygodniach, osoba, zadowolony uśmiech pojawił się na jej pomalowanych wargach.
No i nie był sam.
— Trener Morningstar — zaczęła jakże grzecznie witając się z mężczyzną. — Do końca nie wierzyłam, że przyjdziesz — dodała. W końcu zawsze mogło to być tylko czcze gadanie, aby się zamknęła. Mógł się wywinąć obowiązkami albo tym, że nagle zachorował mu pies. — Pani musi być Sora. Cieszę się, że pani również przyszła.
— Tylko nie pani, wystarczy Sora — odpowiedziała z przyjaznym uśmiechem.
— Tym lepiej — stwierdziła i podała kobiecie rękę. — Raven — przedstawiła się, a po zapoznaniu, odepchnęła się bokiem do framugi, wpuszczając tym samym parę środka. Zamknęła za nimi drzwi, witając ich tym samym w świecie alkoholu i nastoletniej rozpusty.
— Zrobić wam drinka? — spytała, popijając swojego, świeżo zrobionego. — Naprawdę nie są złe, a wy jesteście mocno w tyle — powiedziała, zerkając na jedno i drugie dość wymownie.
Soren wraz z narzeczoną właśnie weszli do paszczy lwa. I chyba nie wiedzieli w co się pakowali, bo nowe pokolenia potrafiły być... nieprzewidywalne.
Hunter na pewno by się tu odnalazł. Mentalnie byli na jego poziomie.
Soren Morningstar
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/her/bitchtyp narracjitrzecioosobowa, ograniczonaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Niemniej był towarzyski i dość szybko odnajdował się w każdym gronie. Podjął decyzję, że pójdzie, ale nie na długo. Nie zamierzał brać Huntera, bo nieszczególnie dobrze zapatrywał się na jego towarzystwo, kiedy sam postanowił nie zabawić na miejscu zbyt długo. Przyjaciel był dość imprezową bestią, więc pewnie nieprędko by z nim wyszedł. A zostawiać go tutaj też nie zamierzał.
Sora była dobrą opcją. Była w końcu jego partnerką i choć różnie się ostatnio układało, bo coraz częściej wydawali się być poirytowani pewnymi rzeczami, które stawały im na drodze, to i tak był w nią zapatrzony. I swojej decyzji o ślubie nie odwoływał. W końcu tak go wychowano – że kiedy coś się psuło, to się to naprawiało. A nie wymieniano na nowe.
Gdy Raven im otworzyła, kiwnął głową w pierwszej reakcji, zaraz za tym posyłając niewielki uśmiech, a także krótkie cześć, młoda. Nim zdołał przedstawić swoją partnerkę, podopieczna sama ją rozpoznała i przywitała. Nie opowiadał o Sorze za dużo, bo nie od tego były treningi, ale zdarzało mu się wspominać o tym, że jest. No i kim dla niego jest.
Nie mówiąc o tym, że niemalże na każdej formie kontaktu miał swoje zdjęcie wraz z nią w ramach zdjęcia profilowego. O tapecie nie wspominając.
— Wszystkiego najlepszego, wreszcie jesteś pełnoletnia, chociaż dalej nie możesz pić i palić. Ale możesz za to wziąć kredyt i się hajtnąć. Na zaproszenie na ewentualny ślub też czekam — powiedział, puszczając jej krótko oczko, później pozwalając Sorze przekazać prezent od nich. Z pewnością fajny i z pewnością niosący jakiś inside-joke.
Podniósł spojrzenie na zebranych wewnątrz posiadłości ludzi, na całą zgraję nastolatków, robiących rzeczy, które nie były do końca legalne w Kanadzie w ich wieku – wiedział o tym, bo czytał, planując te jakże zmyślne życzenia dla Raven.
Wrócił spojrzeniem do dziewczyny, gdy zaproponowała im drinka.
— Idź się w końcu baw na imprezie — powiedział, podnosząc nieznacznie siatkę z zakupami, które zrobili z Sorą w sklepie po drodze tutaj. Znajdujące się w środku butelki zaklekotały głośno, na tyle, by były słyszalne w ich gronie. — Starzy ludzie zajmą się smutnymi obowiązkami — dodał, od razu przyznając sobie rolę nadwornego barmana. Jechał tu z podobnym zamiarem, bo była to pewna stabilność, w której mógłby się odnaleźć w grupie nastolatków, z którymi tak naprawdę nie miał nic wspólnego i których język nie do końca ogarniał. Sora miała po cichu googlować część młodzieżowych stwierdzeń, aby faktycznie nie wyszli na skończonych boomerów.
Nie zamierzał się też przepychać czy kłócić. On postanowił przejąć obowiązek obsługi ze strony alkoholowej imprezy. Przeszedł więc do kuchni, odstawiając siatki na blat. Jeśli zamierzała jeszcze z nim dyskutować w przejściu to chyba teraz stała tam i gadała do drzwi, gdy on sam wprosił się do środka i na zasadach samoobsługi organizował sobie miejsce do pracy.
Odwrócił się w stronę Raven, która zmaterializowała się przy niej i bez pytania też wyciągnął jej z dłoni trzymanego przez nią drinka. Powąchał, zmarszczył nos w wyrazie dezaprobaty i pozostawił szklankę poza jej zasięgiem. Mogła skakać, mogła próbować go odzyskać, ale oddać go nie zamierzał.
Bo to była profanacja.
— Jakiego chcesz drinka? Słodkiego? Kwaśnego? Gorzkiego? Zaskocz mnie? — Ten ostatni smak był akurat jego ulubiony; rzadko to się słyszało w pracy, a jeśli już, to w momencie tabaki, kiedy szło się zesrać co najwyżej, a nie zaskakiwać klienta wyszukanymi, czasochłonnymi eksperymentami.
I wcale nie ignorował Sory! Jej preferencje znał, poza tym to młoda była tu solenizantką.
Raven Heist