ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
167 cm
Financial Planning & Analysis Specialist w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

ciuch


Im dłużej pracowała w Northland Power tym więcej miała wątpliwości, czy to była dobra decyzja. Jasne… warunki były świetne i szanse na rozwój również, bo inaczej tej oferty by w ogóle nie przyjęła. Czuła gdzieś pod skórą, że to może oznaczać kłopoty. Każde spotkanie z Charliem na korytarzu, każda wymiana spojrzeń, każda pełna profesjonalizmu rozmowa… to wszystko budziło wspomnienia. Trudno było wyłączyć tą szufladkę w głowie, która odpowiadała za jeden z najlepszych okresów w jej życiu. Nie pamiętała, czy kiedykolwiek wcześniej albo później bawiła się tak dobrze jak podczas tego pół roku spędzonego w Europie.
A on był z tym nierozerwalnie związany.
I nie mogła powstrzymać tego, że jej serce zamierało za każdym razem, gdy ktoś w ostatniej chwili blokował drzwi do windy by do niej dołączyć albo zastanawiała się, czy wsunąć się do jego gabinetu, gdy w biurze późnym wieczorem zostawało właściwie już tylko parę osób. Zawsze jednak wybijała sobie te brednie z głowy. Zachowywała pełen profesjonalizm i ani razu nie wspomniała – nikomu – o jej wspólnej przeszłości z Marshallem. Nie chciała, żeby ktoś oceniał jej pracę przez pryzmat relacji z szefem.
Była na to za dobra.
Dzisiaj już też było późno. Większość dnia spędziła nad raportem finansowym i sama nie wiedziała jak to się stało, że zrobiło się AŻ tak późno. Dopiero, gdy podniosła głowę znad komputera, zdała sobie sprawę, że za oknami już jest ciemno a z biura wychodzą już właściwie ostatnie niedobitki – Hej, Richards, jutro też jest dzień! – znajomy rzucił pogodnie, machając jej na do widzenia. Miał rację. Ona jednak nie lubiła zostawiać spraw niedokończonymi, więc jeszcze na parę chwil skupiła się na swoim komputerze i odetchnęła dopiero, gdy kliknęła wyślij w mailu z odpowiednim załącznikiem.
Zerknęła na swój zegarek i westchnęła cicho. Zasiedziała się i trzeba było się zbierać. Wstała od biurka i miała zacząć zbierać swoje rzeczy, gdy jej uwagę przyciągnęło światło w jednym z gabinetów na drugim końcu biura. Szlag.
Serce zabiło jej mocniej, bo wiedziała, że nie powinna… ale pieprzyć to.
Chwilę później uchyliła odpowiednie drzwi, stanęła na ich progu, oparła się o futrynę i utkwiła wzrok w mężczyźnie za biurkiem, do którego uśmiechnęła się wymownie.
- Wysłałam Ci raport. To pilna sprawa, więc daj znać, gdy się z nim zapoznasz… będzie trzeba to przedyskutować z paroma osobami, z różnych działów. Potrzebuję do tego jednak zielonego światła od Ciebie. – założyła ręce na piersi i chociaż równie dobrze mogła się teraz wycofać – przekazała, co miała do przekazania – ale nawet nie drgnęła, nie odwracając od niego spojrzenia.



Charlie Marshall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
30 y/o
For good luck!
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dźwięk uchylanych drzwi nie był w tym biurze niczym nadzwyczajnym, ale Charles nie musiał podnosić wzroku, by wiedzieć, że to ona. Zapach jej perfum uderzył w niego pierwszy - subtelny, ale niosący ze sobą ładunek wspomnień, których nie potrafił zutylizować przez lata. Uniósł głowę znad monitora powoli, z twarzą zastygłą w masce absolutnego profesjonalizmu. Utkwił wzrok w Raelyn i choć jego sylwetka pozostała sztywna, zatrzymał to spojrzenie o ułamek sekundy za długo. Wystarczająco, by w tej ciszy wybrzmiało wszystko, czego nie mówili sobie od czasu powrotu z Europy.
Gdy kilka miesięcy temu podczas rutynowego spotkania z działem HR usłyszał jej nazwisko na liście rekomendowanych kandydatów, nie drgnął mu ani jeden mięsień twarzy. Przesuwał palcem po dokumentach z nienaganną obojętnością, choć w środku poczuł gwałtowne uderzenie gorąca. Londyn - ze swoim deszczem, namiętnością i brakiem odpowiedzialności - nagle stanął mu przed oczami w samym środku sterylnego biurowca w Toronto. Pozwolił na jej zatrudnienie, bo była najlepsza, ale każdego dnia przeklinał swoją uczciwość zawodową, gdy widywał ją na korytarzach.
- To dość niekonwencjonalna pora na domykanie procesów decyzyjnych, Richards - mruknął, a jego głos był chłodny, wyprany z jakichkolwiek emocji, które mogłyby zdradzić, że przed chwilą analizował linię jej ramion opartych o futrynę.
Odłożył pióro na skórzaną podkładkę z niemal matematyczną precyzją. Nie rozluźnił krawata i nie zmienił pozycji. Wciąż był wiceprezesem Marshallem, nawet jeśli światła w budynku prawie już wygasły.
- Skoro sprawa jest pilna, zapoznam się z załącznikiem jeszcze dziś. Jeśli dane będą wymagały korekty przed spotkaniem międzywydziałowym, otrzymasz odpowiedź przed ósmą rano - powiedział, wracając do roli przełożonego. - Nie ma potrzeby, byś traciła więcej czasu na osobiste raportowanie. Zakładam, że twój dzień pracy skończył się kilka godzin temu.
Zawiesił głos, znów nie potrafiąc natychmiast uciec wzrokiem. Pod tym chłodnym tonem kryło się pytanie, którego nie mógł zadać: dlaczego przyszłaś tu osobiście, skoro mail w zupełności by wystarczył?
- Dziękuję za dostarczenie dokumentacji. Dobranoc, Richards.
Już miał wrócić wzrokiem do dokumentów, już kładł dłoń na myszce, by ostatecznie odgrodzić się od niej błękitnym światłem monitora, ale coś w nim pękło. Ten specyficzny sposób, w jaki Rae patrzyła na niego spod przymkniętych powiek, sprawił, że profesjonalizm Marshalla rozsypał się jak domek z kart.
Cofnął dłoń i splótł palce na blacie, lekko się nad nim pochylając.
- Zanim jednak uciekniesz do windy… - zaczął, a jego głos stracił tę urzędową sztywność. - Przypomnij mi, Richards… piłaś już dzisiaj porządną kawę?
Gdy tylko te słowa opuściły jego usta, poczuł gwałtowny skok adrenaliny, który niemal odebrał mu dech. Co on najlepszego robił? Miał Blair. Miał narzeczoną, wspólne plany i życie skrojone pod linijkę przez obie rodziny. A jednak przed nim stała Rae. Ta sama Rae, której ciało znał kiedyś równie dobrze, co własne; z którą dzielił poranki w Londynie i noce, o których wciąż nie potrafił zapomnieć.
Nawet teraz, mimo że miała na sobie zwykły, biurowy sweter, nie potrafił przestać wodzić za nią wzrokiem. Materiał opinał się na niej w sposób, który przywoływał wspomnienia dotyku jej skóry pod opuszkami jego palców. To było silniejsze od niego - ten instynktowny, głodny wzrok, który przebijał się przez maskę wiceprezesa. W półmroku gabinetu poczuł, jak serce wali mu o żebra, a krew pulsuje w skroniach. Wiedział, że stąpa po cienkim lodzie, ale zapach jej perfum i ta duszna atmosfera opustoszałego biura sprawiały, że rozsądek przegrywał z prymitywnym pożądaniem.
- Usiądź, Rae - powtórzył, tym razem ciszej, a w jego głosie nie było już ani grama profesjonalizmu. Było tylko nieme błaganie, żeby nie zostawiała go samego z tymi wszystkimi myślami, które właśnie zdemolowały jego spokój. I to go niesamowicie wkurwiało.

Raelyn Richards
isiek
wszystko jest okej
27 y/o
For good luck!
167 cm
Financial Planning & Analysis Specialist w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Kącik jej ust drgnął w lekkim rozbawieniu, bo nazwanie tego niekonwencjonalną porą na zamykanie procesów decyzyjnych brzmiało bardzo korporacyjnie. Bardzo. Charlie, którego znała na pewno nie użyłby takich słów, ale minęło tyle czasu… prawdopodobnie w ogóle nie znała mężczyzny, który siedział za biurkiem przed nią. Nawet jeśli jego spojrzenie się nie zmieniło, a tych kilka lat dobrze zrobiło jego rysom twarzy. Obserwowała go uważnie, może nawet zbyt uważnie, wbijając w niego spojrzenie tak intensywne, że mogło palić. I pozbawione chociażby grama wstydu.
- Dokładnie trzy godziny temu, ale lubię mieć zamknięte tematy zanim wrócę do domu. – żeby móc zająć się czymś znacznie przyjemniejszym… nasuwało się samo, chociaż nie taka była poprawna wersja. Była po prostu chorobliwie ambitna i duma nie pozwalała jej na pozostawienie tematów na jutro – nawet jeśli czasami byłoby to dla nich lepsze, gdyby usiadła do komputera z czystą głową i nowymi pomysłami. Pewnych rzeczy jednak nie dało się naprawić.
Dobranoc, Richards.
Zagryzła lekko wargę i z jednej strony wiedziała, że to powinien być koniec tej rozmowy. Tak byłoby lepiej – bezpieczniej. Powinna się odwrócić, wrócić do swojego biurka, zabrać rzeczy i wyjść… zadzwonić do Nyxa, po drodze zgarnąć chińszczyznę i spróbować uratować ten wieczór. Powinna… a mimo to nawet nie drgnęła i cierpliwie poczekała.
Zrobił dokładnie to, czego od niego oczekiwała. Na co liczyła, a kącik jej ust znów drgnął w kierunku uśmiechu. Widziała dokładny moment, w którym przeszedł z jednej wersji Charliego w drugą, a śmieszny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa.
- Piłam… - zaczęła niepewnie, ale wreszcie się wyprostowała i zrobiła krok w głąb gabinetu. Nie zamknęła za sobą zamka, ale wystarczyło, że drzwi się za nią zamknęły, a oni zostali tutaj naprawdę sami, żeby serce zabiło jej szybciej – Zresztą jeśli to była propozycja… to godzina jest raczej taka, że wolałabym drinka niż kawę. – rzuciła zaskakująco swobodnie i zajęła miejsce po drugiej stronie jego biurka. Usiadła na jednym z tych wygodnych foteli, mocniej się w nim zapadła i założyła nogę na nogę – Chociaż nie wydaje mi się, czy w ogóle powinnam tu być… to chyba nieprzyzwoite. – i dlatego właśnie tak tego chciała.


Charlie Marshall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
30 y/o
For good luck!
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wmawiał sobie, że to miała być niewinna rozmowa. Krótka wymiana zdań między przełożonym a pracownicą, rzucona w biegu, by zachować resztki biurowej etykiety. Jednak prawda była taka, że ta konfrontacja kusiła go od pierwszego dnia, w którym zobaczył jej nazwisko na liście wewnętrznej. A teraz... w końcu nadarzyła się okazja. Nie robił sobie wielkich nadziei i nie planował nostalgicznych powrotów. Był po prostu chorobliwie ciekawy, co słychać u kobiety, która kiedyś stanowiła centrum jego świata, a teraz stała się jedynie cieniem w jego biurowym grafiku. Uparcie ignorował gęstniejącą - czy jej też zrobiło się tak duszno? - atmosferę, która osiadała na nich niczym kurz, próbując przefiltrować każde spojrzenie Rae przez pryzmat profesjonalizmu. Nagle ekran jego leżącego na blacie telefonu rozświetlił się, powiadamiając o nowej wiadomości od Blair. Charlie zerknął na nazwisko narzeczonej, ale nawet nie odblokował urządzenia. Odłożył telefon ekranem do dołu z niemal niesłyszalnym stuknięciem, odcinając się od świata, który budował przez ostatnie lata. To mogło poczekać. Wszystko mogło poczekać. Zwłaszcza teraz, gdy Richards stała przy drzwiach jego gabinetu i zagryzała lekko swoją dolną wargę. Doskonale znał ten wyraz twarzy. Kiedy Raelyn zamknęła za sobą drzwi gabinetu, które ostatecznie odcięły ich od reszty świata, poczuł, jak jego opór kruszeje. Niedobrze. Ale... czy aby na pewno?
Zresztą jeśli to była propozycja… to godzina jest raczej taka, że wolałabym drinka niż kawę.
Bez słowa sięgnął do szafki. Ciężka karafka z whisky i kryształowe szklanki wylądowały na blacie. Powoli przechylił karafkę i złoty płyn wypełnił szklanki do jednej czwartej wysokości. Podsunął jej szkło powolnym, płynnym ruchem, pozwalając, by jego dłoń spoczęła na blacie niebezpiecznie blisko jej palców.
- W tym budynku nieprzyzwoitość to pojęcie względne. Zazwyczaj ogranicza się do kreatywnej księgowości, a nie do… takich sytuacji - stwierdził, posyłając jej rozbawione spojrzenie.
Cofnął dłoń i sam upił niewielki łyk, pozwalając, by whisky rozgrzała jego gardło, po czym wstał i przeszedł kilka kroków w stronę panoramicznego okna, nadal ze szklanką w ręku. Toronto nocą wyglądało stąd jak zimny, idealnie zaplanowany układ scalony. Charlie wpatrywał się w światła wieżowców, ale w myślach wciąż widział Rae. Miał wrażenie, że nie znalazła się tutaj przypadkiem. Dobrze wiedziała, czyje nazwisko widniało na najwyższym piętrze Northland Power. Wiedziała, że ta firma to dziedzictwo jego rodziny, jego ojca, a teraz także jego własna klatka. Pytanie brzmiało: dlaczego zdecydowała się do niej wejść? Odwrócił się powoli w jej stronę.
- Powiedz mi, Rae... praca w Northland to był plan od początku, czy po prostu Toronto nie zaoferowało ci nic ciekawszego po powrocie? - zawiesił głos, przyglądając jej się znad krawędzi szkła. - Zastanawiam się, czy to ambicja kazała ci wysłać CV akurat pod ten adres, czy może po prostu lubisz wiedzieć, co dzieje się u starych znajomych.
Nie chciał brzmieć nieuprzejmie, a już na pewno nie chciał wyjść na zgorzkniałego, ale... Po prostu jej nagłe pojawienie się w samym sercu jego zawodowego życia zadziałało jak błąd w systemie, którego nie potrafił naprawić żadną procedurą. Rae Richards zburzyła jego rutynę, naruszyła naturalny porządek, który z takim trudem wypracował po powrocie z Londynu, i zostawiła go z pytaniami, których wolałby nigdy więcej nie zadawać. Ale przede wszystkim, mimo upływu lat i wszystkich murów, które wokół siebie wzniósł, wciąż istniało między nimi to samo magnetyczne napięcie - ta irracjonalna siła przyciągania, która sprawiała, że każda inna kobieta w tym mieście wydawała mu się przy niej jedynie rozmytym tłem.

[zt]

Raelyn Richards
isiek
wszystko jest okej
ODPOWIEDZ

Wróć do „Northland Power”