Dacey absolutnie nie znał się na pierwszej pomocy w przypadku zawałów serca ani nie potrafił ich odróżnić od czegoś innego, na przykład ataku paniki, dlatego zadzwonił na numer ratunkowy i poinformował o tym operatorkę, która miała wezwać karetkę, aby Marsa obejrzał prawdziwy ratownik, a może później nawet lekarz.
Przekazał też informację o tym, że mężczyzna się dusi i im dłużej wszystko trwało, a Marsowi nie przechodziło, Dae również czuł się coraz bardziej spięty, może nawet trochę wystraszony. Mars sugerował, że to wszystko jego wina i chociaż do tej pory uważał to za bzdury, to po tym ataku już sam nie wiedział. Może Mars wierzył w to aż tak bardzo, że niezależnie od tego, jaka była prawda, po prostu za bardzo się przejął. Tylko co mu właściwie Dae zrobił? Nie bardzo wiedział. Przecież zwolnił mu ten jego pokój i wyniósł się do innego, a w hotelowej restauracji nawet go nie zaczepiał, to Mars sam do niego przyszedł.
Pomijając już to wszystko, narazie był przejęty samym tym, że w ogóle działo się coś niedobrego i zdrowie Marsa, a może nawet jego życie, było zagrożone.
Może i wychodziło na to, że nie są do siebie nastawieni zbyt przyjacielsko, przede wszystkim Mars do niego, ale nie był też nastawiony negatywnie i na pewno nie chciał, żeby coś mu się stało, podobnie jak nikomu innemu na jego drodze.
Kiedy zapewniono go, że karetka przyjedzie do hotelu, Dae zaczął mobilizować ludzi wokół do działania. Zdarzeniem najbardziej zainteresowała się jakaś starsza Pani i wysoki chudy mężczyzna oraz matka z kilkuletnią córką, która akurat spała w wózku (mimo tego całego hałasu).
一
Proszę otworzyć okna, on musi mieć dostęp powietrza! A Pani niech wachluje jakimś czasopismem, albo ulotką, o tak 一 mówił, rozstawiając ludzi po kątach. Normalnie wcale nie chciało mu się gadać z innymi. Najbardziej lubił spędzać czas samotnie albo w piwnicy w biurowcu, w którym pracował. Jego kolegę musiał znosić, więc znosił, ale on właściwie nie był aż taki zły, nadawali na podobnych falach, no i przynosił kawę, więc dużo plusów. Obecnie był jednak pobudzony dramatycznym wydarzeniem, więc znajdował w sobie superbohatera, ratującego ludzi w potrzebie i to za darmo!
一
Już możesz oddychać? Czujesz powiew świeżego powietrza? Zaraz będą ratownicy 一 powiedział, kiedy po chwili pojawił się przy nim i nad nim pochylił. 一
Chcesz wody? Niech ktoś przyniesie szklankę wody! 一 krzyknął, odwracając głowę, a do lady, przy której wydawano posiłki podbiegł wysoki mężczyzna i poprosił pracownika o wodę. Kobieta od dziecka też się pochyliła i zapytała łagodnym tonem czy już lepiej.
一
Co lepiej? On ma zawał i może umrzeć! 一 odpowiedział jej Dacey i westchnął ciężko, wyraźnie zmartwiony. Kiedyś, kiedy całował go, jednocześnie dociskając go do materaca i robiąc mu dobrze, nie spodziewał się, że kiedykolwiek będzie świadkiem jego zawału serca. Czy ktokolwiek by się spodziewał? Żałował, że nie odpisał mu po tym jednorazowym numerze, ale tak naprawdę chyba trochę spanikował, w końcu był świeżo po rozstaniu ze swoją ex. Nie miał pojęcia, że Mars w ogóle do niego nie pisał, bo zapomniał hasła do aplikacji. Może wtedy nie miałby takich wyrzutów sumienia.
一 Ratownicy już są! 一 zawołał recepcjonista, pojawiając się w restauracji, a za nim wkroczyło na salę dwóch mężczyzn w charakterystycznych ciuchach i torbą z potrzebnym sprzętem. W tym samym czasie mężczyzna ze szklanką wody poślizgnął się na środku sali, kiedy szybko szedł do Marsa, i prawie zrobił szpagat, a szklanka wylądowała z hukiem na posadzce i rozbiła się w drobny mak.
mars carrington