35 y/o
For good luck!
185 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Problem polegał na tym, że gdy się poznali, był całkowicie innym człowiekiem niż teraz. Zamiast pewności siebie, ciętego języka i chamstwa dominowało w nim przerażenie i pogubienie. W końcu był zaledwie kilka miesięcy po rozstaniu z June - jedyną kobietą, którą tak naprawdę kiedykolwiek kochał. Nie oznaczało to jednak, że Lacey była mu całkowicie obca. Zależało mu na niej i gdyby poznali się w innych okolicznościach, być może ich relacja nie wyglądałaby tak tragicznie jak teraz. Może zamiast skrytości byłby partnerem, który od początku robiłby wszystko, by dbać o kobietę u swojego boku.
W tej chwili zdziwiłby się, gdyby czuła do niego cokolwiek innego niż gniew. Która kobieta chciałaby dowiedzieć się od swojego partnera o poważnym niebezpieczeństwie zagrażającym ich życiu? Z daleka wszystko mogło wyglądać jak fabuła nieudanego filmu kryminalnego, którego akcja toczyła się w samym centrum gigantycznego miasta. Problem w tym, że wydarzenia, o których mówił między wersami, były prawdziwym życiem, a Devon próbując ją chronić przed całym złem, tylko nieumyślnie jeszcze bardziej je do niej przyprowadził.
Z tego właśnie powodu czuł się najgorzej, jak tylko potrafił. Nie był żmiją pozbawioną empatii ani obojętną na emocje innych, zwyczajnie nie potrafił ich okazywać. Mimo to zawsze starał się ją po kryjomu wspierać, choć robił to, nie wiedząc tak naprawdę nic o jej zawodowym życiu, poza tym, co było niezbędne, by chronić ją przed mackami mafii, do której sam należał.
W tej chwili miał ochotę zapaść się pod ziemię i zniknąć z jej życia. Z jednej strony poważnie rozważał rozstanie dla jej dobra, zaś z drugiej nie potrafił jednak z niej zrezygnować. Być może dlatego, że obawiał się, że wtedy stałaby się jeszcze większym obiektem zemsty niż dotychczas. Dlatego właśnie uważał, że tkwienie w tej relacji było najlepszym możliwym rozwiązaniem dla nich obojga. Nie myślał o jej potrzebach ani o tym, jak się czuła. Gdyby byli bezpieczni, sam uznałby, że najlepszą możliwą decyzją byłoby rozstanie, by mogła znaleźć mężczyznę, który doceniłby jej perfekcję, coś, czego on sam nigdy nie potrafił docenić.
- Wiem, że brzmi to kurwa jak jakiś nie śmieszny żart. Chciałbym, żeby tak było - odparł na jej podniesiony głos. Nigdy nie interesowali go sąsiedzi, zwłaszcza w miejscu, gdzie okolica zdawała się przyzwyczajona do takich akcji. Nie mieszkali przecież w rodzinnym bloku, w którym należało przestrzegać ciszy nocnej ze strachu przed konsekwencjami. A nawet gdyby ktoś wezwał policję, była ona najmniejszym problemem, jaki mógł na nich czekać. Wystarczyłoby zastraszyć zgłaszającego lub spojrzeć na niego surowym wzrokiem; Nazwisko i twarz adwokata były już znane wszystkim funkcjonariuszom z lokalnego komisariatu.
- Myślisz, że to kurwa jakaś zabawa? Że nie mam nic lepszego do roboty, niż pakować nas specjalnie w tarapaty? - odparł na jej słowa. Nie chciał się usprawiedliwiać. Najchętniej dalej by ją okłamywał, byle tylko trzymać prawdę z dala od niej samej. Było jednak za późno i musiał zrobić wszystko, by wywieźć ją jak najdalej od możliwego zagrożenia.
- Lacey. Możesz mnie obrażać. Możesz na mnie nie patrzeć. Możesz zerwać ze mną wszelkie relacje. Tylko musisz ze mną wyjechać, naprawdę. Wiesz, że nigdy nie żartuję, a jeśli czymś naprawdę się kurwa martwię, to nie jest to byle błahostka. Możemy wynająć dwa różne pokoje, dwa domki, cokolwiek. Nie będziesz musiała na mnie patrzeć. Proszę cię tylko o jedno. Jedź ze mną i pozwól się ochronić. - na jego twarzy pojawił się smutek, którego nigdy wcześniej jej nie pokazał. Po raz pierwszy w trakcie ich związku pozwolił sobie na uczucia głębsze niż chłodny dystans. Na miłość było już za późno. W takich sytuacjach liczyło się tylko to, by nie dopuścić do tragedii czającej się tuż za rogiem.
Nigdy nie chciał, by się mu podporządkowywała. Choć wyglądał na faceta, który lubił rozkazywać, tak nigdy nim nie był. Nie fascynowała go władza nad kobietami ani spełnianie własnych fantazji cudzym kosztem. Gdy zauważył przyniesioną przez nią apteczkę, wstał z kanapy poplamionej krwią, podszedł do jednego z biurek i sięgnął po kluczyki od drugiego z wielu samochodów. - Pojedziemy tym. Masz już zaznaczoną trasę. Lepiej, żebyśmy ruszyli teraz - powiedział cicho. Byli w sytuacji, w której każda sekunda była na wagę złota.
Lacey Tadwell
33 y/o
Welkom in Canada
170 cm
dyrektor finansowa w northex industries
Awatar użytkownika
skupiona na pracy służbistka w otwartym związku, któremu nie potrafi poświęcić dostatecznie dużo uwagi, aby działał jak należy
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedziała, że to, co ich połączyło, nie było żadną wielką miłością. Po prostu zdawali całkiem dobrze się rozumieć, a dodatkowo zapewniali sobie wszystko to, czego w danym momencie potrzebowali. Ten układ w dużej mierze był po prostu wygodny, choć to jednocześnie nie tak, że nie czuła względem Devona n i c. Na swój sposób go pokochała, choć najwyraźniej było to uczucie niewystarczające, aby przetrwać wszelkie przeciwności.
Nie bez powodu zdecydowali się na to, aby otworzyć swój związek. I nie bez powodu on nie miał oporów przed tym, by wpakować ich w jakieś bagno, czego akurat Lacey nie rozumiała.
I naprawdę miała mu to za złe, ponieważ wydawało jej się, że pomimo wszelkich problemów, przynajmniej się o siebie t r o s z c z y l i. Wydawało jej się, że mieli do siebie przynajmniej to minimum szacunku, aby nie oszukiwać siebie nawzajem za plecami w tak perfidny sposób. Dzisiejszego wieczora udowodnił jej jednak, jak bardzo się pomyliła, a to było prawdopodobnie najmocniejszym policzkiem, jaki jej dotąd zaserwował.
Dlatego była na niego wściekła, choć jednocześnie to wcale nie to uczucie było tym, które w niej teraz dominowało. Najmocniej doskwierało jej rozczarowanie, z którym spoglądała na niego, kiedy po raz kolejny tak głupio się bronił. Nie była w stanie powstrzymać prychnięcia, które wyrwało jej się samo. Czy w ogóle słyszał to, co do niej mówił? — A jak to niby zrobiłeś? Przypadkiem wpakowałeś się w takie interesy? — odbiła piłeczkę, ani trochę nie wierząc w to, że nie chciał. M u s i a ł chcieć. Coś musiało go do tego ciągnąć, a jedyne, czego nie przewidział, to konsekwencje. Ludzkie czyny jednak zawsze je miały, zatem to, co przyszło jej zastać dzisiaj, Devon sprowadził na siebie samodzielnie.
Albo raczej sprowadził to na nich, bo pomimo tego, iż upierała się, że nigdzie z nim nie zostanie, nie zamierzała zostawić go na lodzie. Tyle tylko, że ta pomoc i tak ograniczyć miała się do podwózki.
Pierdol się, Devon — nie ugryzła się w język, kiedy po raz kolejny podniósł jej ciśnienie swoimi naciskami. — Skoro ty możesz ustawiać się z podejrzanymi ludźmi i niczego mi nie mówić, ja mogę równie dobrze sama zdecydować o tym, gdzie spędzę noc. I na pewno nie będzie to twoje towarzystwo — ponieważ teraz nie miała najmniejszej ochoty na to, aby na niego patrzeć.
Nie potrafiła jednak wyjść. Nie umiała zostawić go tu na pastwę losu w obawie przed tym, że stanie mu się coś niedobrego. Chociaż ściągnął to na siebie sam, to jednak nie zasługiwał na to, aby się tutaj wykrwawić. Tę jedną rzecz mogła więc dla niego zrobić, dlatego kiedy przyniosła mu apteczkę, bez słowa udała się nawet do sypialni, aby stamtąd wyciągnąć niewielką, podróżną torbę i spakować do niej trochę najważniejszych rzeczy. Jego, ponieważ wbrew temu, co mogło mu się wydawać, Tadwell zamierzała dotrzymać danego mu słowa.
Odwiozła go tam, gdzie chciał i zaczekała, aby upewnić się, że jego życiu nic nie zagrażało, przynajmniej za sprawą tej rany, a później wróciła do Toronto. Nie umiała cierpliwie trwać przy nim, kiedy tak bardzo ją zawiódł.
zt.
Devon Koncecny
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
ODPOWIEDZ

Wróć do „#12”