-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Nie chcąc się chwalić były bardzo atrakcyjną parą. W sumie tym gorzej, bo faceci się będą oglądać za jej żonczeczką!
- Mi za pewnie też arcydzieło nie wyjdzie - zapewniła, ponieważ za grosz nie miała talentu artystycznego w żadnej dziedzinie. Nawet proste rymy jakoś nie jej nie szły. - Więc będziemy mieć dwie unikatowe naczynia - uśmiechnęła się szeroko rozbawiona.
Wyobraziła sobie jak te ich fikuśne cudeńka będą zdobić półkę nad kominkiem w ich przyszłym wspólnym domu lub mieszkaniu albo w kredensie z przeszklonymi drzwiami, żeby można je było eksponować. Była to całkiem przyjemna wizja, którą przy dobrych wiatrach uda się zrealizować.
- Kamień z serca złociutka - serio jej ulżyło, ponieważ nic tak nie potrafi przerazić nawet najbardziej odważnego człowieka jak wizja rozgniewanej przyszłej teściowej. Zwłaszcza, że Mizzy zaczynała na serio chcieć się oświadczyć Tyli za jakiś czas, ponieważ wiązała z nią swoją przyszłość. - Mam nadzieję, że stres mnie nie zje - zrobiło jej się gorąco na samą myśl, że zrobi na mamie swojej dziewczyny zł pierwsze wrażenie.- Z czym się przychodzi na taką wizytę? Kwiaty? Flaszka? Ciasto?
Wizja zostania złapaną podczas pracy przez policje tak nie paraliżowała ją ze strachu, jak obawa, że teściowa jej nie polubi!
Z wrażenia przegapiła czas gotowania uszek do buraczanej zupy. W te pędy rzuciła się do garów, żeby uratować jakoś sytuację. Nie spodziewała się, że tak sama wyskoczy z tematem teściowej.
- Czy twoja mama chce mieć wnuki? - Naszło ją kolejne pytanie, aż się zestresowała przy odlewaniu wody z garnka do zlewu.
Tyla Andrulyte
-
Baltas sniegas lovoj ir šalta nakčia
Žodžiai vėl skamba tarsi sapne
Saule glostyk mane visada
Kur tu žinau aš matau aš jei
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1os (bio), 3os (reszta)czas narracjiprzeszłypostaćautor
— A, chyba że tak. To możemy spróbować i zobaczyć co nam wyjdzie. Chociaż z mojego to chyba nawet nie będzie się dało rady nawet łyka napić. — żartobliwy nastrój jej się udzielił, przez co uśmiechnęła się pod nosem na tę myśl. Już wyobraziła sobie tą półkę – po prawej stronie jako taki kubek wykonany przez Mizzy, a obok jej dzieło. Zupełnie nieprzypominające kubka, będące raczej jakimś bliżej nieokreślonym kulfonem. Ale zawsze jakaś pamiątka, co nie?
— Nie ma się czego obawiać. Moja mama tylko na mnie tak naciska, Ciebie to pewnie po stopach może nawet całować. — mruknęła, śmiejąc się. Taka wizja jej nie przeszkadzała. Wcześniej mogłaby mieć o to pretensje, ale chyba była już zbyt mocno przyzwyczajona do tego, że matka zawsze robiła jej pod górkę. — Eee… nie mam pojęcia. Ale flaszka odpada na pewno. — przed tym już mogła ją ostrzec. Jej mama, tak samo jak i sama Tyla, miały takie same obiekcje co do procentów.
Nagły rzut do garnków rozbawił Tylę, ale nie roześmiała się na głos, tylko pozostała przy rozbawionym półuśmieszku na twarzy. W międzyczasie zagotowała się również woda w czajniku, więc sama mogła zalać im herbatki.
— Uh, nie wiem. Niby powtarzała mi to cały czas razem z tym, żebym „znalazła sobie chłopaka”, ale jak teraz mam dziewczynę to o tym nie wspomina. — wzruszyła ramionami, po czym odstawiła czajnik na miejsce. — Zawsze jej natomiast mówiłam że doczeka się co najwyżej psiecka lub kociecka. I chyba dalej się trzymam takiej myśli. Chyba… że chciałabyś pomyśleć nad czymś na poważnie. — szczerze? Nie zależało jej na ludzkim dziecku. Nigdy nie ciągnęło jej do rodzicielstwa, stąd też trochę sztywno zachowywała się przy odpowiedzi. Była jednak w stanie rozważyć coś, jeśli tylko Mizzy wyraziłaby taką chęć.
Mizzy Thembo
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Taka podła rzeczywistość, że Mizzy po za Tylą nie miała bliskich osób. Jednakże to nie był czas i miejsce rozważać takie rzeczy, do których się już przyzwyczaiła. Mogła za to sama założyć rodzinę, a miała ku temu dobre podwaliny. Już sam wybór odpowiedniej osoby był nie dala wyzwaniem.
- W takim razie poszukam nam czegoś po nowym roku - Zaoferowała jaką pomysłodawczyni problem pomysłu. Swoją drogą na tej półeczce nad kominkiem będą mogły ustawiać różne przedmioty budzące wspomnienia. - To ja powinnam dziękować twojej mamie, że się urodziłaś i dzięki temu jesteśmy razem.
Nic nie mogła poradzić, że tak ją los potraktował. Za to teraz sama mogła sobie wybrać osobę, z którą chciała spędzić resztę życia, a to samo w sobie też nie było łatwe.
- W sumie to nie wiem, czy bym chciała mieć dzieci - zauważyła wyłączając wszystkie palniki. - Nie wiem jaką bym była matką, a patrząc na to jaka była moja, bo mam obawy. Wiem, że nią nie jestem, ale obawy mam - pewnie lęki i obawy trzeba było przepracować. - Dobra mamy świętą, będziemy się zamartwiać jak przyjdzie, co od czego - zakomenderowała, po czym dodała. - Bierz złociutka herbatkę i leć do
stołu, a ja zaraz podam strawę.
Powoli zbliżała się godzina degustacji litewskich potraw świątecznych. Szczerze mówiąc obawiała się trochę, ale czego się nie robi dla ukochanej. Bardzo dobrze, że opuściła swoje rodzinne strony, bo dzięki temu mogą świętować teraz razem. Mimo to chciała sprawić jej tym też trochę przyjemność.
Tyla Andrulyte
-
Baltas sniegas lovoj ir šalta nakčia
Žodžiai vėl skamba tarsi sapne
Saule glostyk mane visada
Kur tu žinau aš matau aš jei
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1os (bio), 3os (reszta)czas narracjiprzeszłypostaćautor
Mimo wszystko było jej trochę smutno, że rodzina od strony Mizzy nie wchodziła w grę. Doskonale jednak rozumiała taką sytuację, samej całkowicie wykluczając ojca i część, która dalej przebywała na terenie Litwy. Miała tylko nadzieję, że sama Thembo niekoniecznie się tym przejmuje.
— Super, w sumie to teraz jestem ciekawa jak nam pójdzie. — przyznała, nie kryjąc rozbawionego uśmiechu. — To ja twoim też jestem winna podziękowania. Chociażby takie rzucone w eter. — wzruszyła ramionami, nie chcąc też za bardzo naciskać na taki drażliwy temat. Andrulyte miała nadzieję, że w żaden sposób jej nie uraziła tym zdaniem.
— To zrozumiałe. Ja swoją mam w porządku, natomiast ojciec… No przez niego też bym miała cholerne obawy. — pokiwała głową, najpierw przyglądając się poczynaniom Mizzy, a potem zajmując się herbatą i wyciągając ją z kubków. — I szczerze? Pies lub kot by mi w zupełności wystarczył. — dzieci nie były dla niej koniecznością. Nie chciała też spędzić połowy życia na bawieniu berbecia, gdy jej okres dorastania był pozbawiony tych najważniejszych elementów życiowych. Powinna się skupić na nadrabianiu czasu, nie na traceniu go na coś, co niekoniecznie ją interesowało. — Już się robi. Poradzisz sobie ze wszystkim? — złapała kubki w jedną rękę, w drugiej zabierając jeszcze cukierniczkę. To wszystko zaniosła do stołu, stawiając wszystko ostrożnie by nic nie wylać lub nie wysypać.
Chcąc czy nie, czuła narastającą ekscytację na pierwszą wspólną Wigilię z ukochaną. Marzyła o takiej wizji od lat, w końcu docierając do owego momentu. Nie zależało jej na perfekcji czy przepychu, więc taka skromna kolacja była idealna.
Mizzy Thembo
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Ucz się na spokojnie, mamy czas na ślub i wesele - zapewniła prawie wyganiając już Tylę do stołu. - Takie kameralne mają może lepszy klimacik, ale to zobaczmy jak przyjedzie czas.
Będą decydować później dopracowywać szczegóły. Na razie ważne dla niej było, że takie rozmowy nie odstraszały Tyli. A dal niej to na prawdę sporo znaczyło, bo miała takie małe marznie, by mieć u swojego boku kogoś, kto ją zaakceptuje taką jaka jest. A ona sama nawet będzie chciała być lepszą osobą.
- Ominą cię problemy z teściową - zauważyła z rozbawionym uśmiechem. - Zatem nie ma, co się przejmować tymi rodzicami, z którymi nie mamy za dobrego lub wcale kontaktu.
Nie było sensu tracić czasu na coś, na co nie miało nie miało się wpływu.
- Pieska i kotka obowiązkowo i najlepiej ze schroniska, bo tam jest tyle potrzebujących zwierzątek - przyznała i miała nadzieję, że Tyla poprze jej pomysł. W tym wynajmowanym mieszkaniu nie mogła mieć zwierząt, chociaż by chciała. - Usiądź i oczekuj serwisu - dodała mając ochotę pocałować w policzek swoją dziewczynę, ale to musiało poczekać, bo jedzenie stygło.
Zabrała się za odcedzanie pierożków z wody do głębokich talerzy. Kupiła nawet na tą okazje nowy zestaw talerzy prosto ze sklepu. Chciała podać kolację na ładnym serwisie.
Nałożyła nie za dużo uszek na talerze i wlała po chochelce zupy. Popatrzyła na nią i stwierdziła, że wygląda mało zachęcająco, oby za to smakowała. Postawiła głęboki talerz na płaski, aby łatwiej było jej donieść do stołu. Ostrożnie stawiała kroki, które dzieliły ją od miejsca przeznaczenia. Zrobiła jeszcze drogi kurs ze swoim daniem.
- No to smacznego - dodała zasiadając do stołu.
Tyla Andrulyte
-
Baltas sniegas lovoj ir šalta nakčia
Žodžiai vėl skamba tarsi sapne
Saule glostyk mane visada
Kur tu žinau aš matau aš jei
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1os (bio), 3os (reszta)czas narracjiprzeszłypostaćautor
— Na wszystko mamy czas, dokładnie. — skinęła głową, choć jeszcze nie tak dawno temu czułaby tylko narastającą panikę na samą myśl o upływie czasu. Mizzy grała bardzo ważne skrzypce w tym, by Andrulyte nie tylko poczuła się kochana, ale i by nie mieć z tyłu głowy tego, że należało brać udział w wyścigu po lepsze życie, bo bez tego zostaną jej same ochłapy. Z tego powodu uważała również, że naprawdę dopisało jej szczęście, że trafiła na tak fantastyczną osobę na swojej usłanej kolcami drodze.
— Tak, to akurat z kamień serca. Mnie tak łatwo się chyba nie da polubić, bo lubię być gburkiem. — przyznała, również prezentując rozbawienie na swojej twarzy. Jeśli natomiast Mizzy nie przeszkadzał jej kapryśny charakter, cała reszta nie bardzo ją obchodziła. Zwłaszcza w takiej sytuacji. — Tak jest. Najważniejsze jest to, kogo teraz mamy w życiu i na kogo możemy liczyć. — na sam koniec jeszcze uśmiechnęła się krzepiąco.
— Tak! Zawsze chciałam przygarnąć takiego i mu polepszyć nieco żywot. — nie oponowała przed czymś takim. Choć sama myśl o cierpiącym zwierzaku ściskała jej serce, możliwość dania mu kochającego domu była zdecydowanie silniejsza. Chciała zrobić coś, co nikt (do czasu Mizzy) nie zrobił dla niej. — Okej, okej, już nie przeszkadzam i idę grzecznie usiąść. — buziak sprawił, że nieco oblał ją rumieniec. Ruszyła natychmiast do stolika, w milczeniu zajmując miejsce i przyglądając się poczynaniom Mizzy, gotowa w razie czego wstać i dopomóc.
— Wygląda super. Smacznego. — aż zatarła ręce tuż przed złapaniem odpowiednich sztućców, patrząc z zadowoleniem na swój talerz. Może miała dziwny gust, wyrobiony jeszcze w ojczystym kraju, ale naprawdę wyglądało to apetycznie.
Na pierwszy ogień poszła sama zupa, którą skosztowała ostrożnie, nie chcąc się oparzyć. Smakowała przez krótką chwilę, po czym ochoczo pokiwała głową, tym razem dając znać, że naprawdę była dobra.
Mizzy Thembo
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- I cieszy mi, że jesteś taka wyjątkowa, ponieważ w innym wypadku, ktoś by mi cię zgarną, a tego bardzo, ale to bardzo nie chciała - zapewniła, ponieważ myślała tak w stu procentach.
Niezmiernie ją cieszyło, że nikt wcześniej nie zadał sobie trudu, by zobaczyć jaka cudowna jest Tyla w rzeczywistości. Inaczej mogłaby być już dziewczyną innej, a wtedy Mizzy nie znalazłaby swojego słoneczka na tym świecie.
- Nawet myślimy - Mizzy serduszko szybciej zabiło, gdy ta zgodziła się na zwierzaczka. - Tym bardziej będziemy musiały znaleźć, oczywiście na spokojnie, fajnie mieszkano z możliwością posiadania zwierzątek.
Miło jej robiło się miło na samą myśl posiadania pieska, kotka oraz Tyli w postaci rodziny. Jeśli jeszcze teściowa ją polubi to już w ogóle będzie mogła uznać, że poszczęściło jej się jak nigdy w życiu. Fajnie by było, jakby pozwoliła mówić do siebie mamo, ponieważ tego brakowało jej w życiu.
- Ty nigdy nie przeszkadzasz, cokolwiek robisz. A herbatki robisz pierwszorzędne - zapewniła nawiązując do ich wspólnego wypadu za miasto w lecie.
- Na zdrowie - dodała jeszcze po czym z obawą na zupę.
Zabrała się jedna ostrożnie za pierwszą degustację. Pierwszy łyk był dziwny, bo chociaż lubiła buraki w formie warzywa dającego się pogryźć zębami. Musiała się chwile zastanowić jak ma się do tego odnieść.
Spróbowała jeszcze raz, ale z pierożkiem, który dla odmiany smakował całkiem nieźle.
- Powiem szczerze, że bardzo oryginale - przyznała po dłuższej degustacji zupy. - Da się zjeść, chociaż raczej trzeba się będzie do tego smaku przyzwyczaić. Może następnym razem ty, będziesz przyprawiać?
Tyla Andrulyte