
I shouldn’t take it the wrong way
So don’t spoil a perfectly good story by telling it ain’t true
Życie Iana jest jedną, wielką, błyszczącą mozaiką złożoną z kłamstw i niedomówień. Pierwsze półprawdy nie należały co prawda do niego, ale zdawały się wylać koślawy fundament pod jego dalsze funkcjonowanie- David (lokalny cwaniaczek i entuzjasta substancji niekoniecznie legalnych) okłamał Evę (ciemnowłosą kujonkę w etapie młodzieńczego buntu) podczas niezbyt trzeźwej imprezy, że kocha ją całym sercem, nie widzi poza nią świata i nie potrafi sobie wyobrazić bez niej życia. Ta z kolei powiedziała nieprawdę twierdząc, że się zabezpiecza i ta jedna, średnio trzeźwa noc jest totalnie pod jej kontrolą. Efektem tego niedomówienia był szybki ślub, który pociągnął za sobą kolejne krzywoprzysięstwa. Starszy Swerdlove okłamał Pannę Młodą, że nie opuści jej aż do śmierci, że pozostanie jej wierny-złamał słowo jeszcze tego samego dnia, z jej najlepszą przyjaciółką, gdy jego świeżo upieczona małżonka wirowała na weselnym parkiecie w objęciach jego ojca. Tym samym skazał siebie i swoją wybrankę na życie w nieustającej niechęci, nie z sobą, a koło siebie. Tak, Swerdlove nie są jakoś specjalnie szczęśliwą rodziną.
Potem, podczas niezbyt szczęśliwego dorastania z bardzo zimnymi i zdystansowanymi rodzicami opanował sztukę krzywej prawdy do perfekcji. Pielęgnował ją za pomocą naginanych historyjek o upadku podczas jazdy rowerem (tłumaczył tym matce mnożące się na jego ciele siniaki, sprezentowane przez rówieśników, którzy z radością korzystali z faktu, że mały i kościsty Ian nie potrafił się bronić), najlepszym kumplu, chodzącym przypadkiem do innej szkoły, Emilianie i jego super kolekcji hot wheelsów (zmyślony przyjaciel miał za zadanie uspokoić zaniepokojonych nauczycieli i wzbudzić zazdrość w łaknących krwi kolegach z klasy)... Trzeba przyznać, że imponującym był fakt, że jakimś cholernym cudem nigdy nie doszło do sytuacji, w której pogubiłby się w nieprawdziwych historiach, które tworzył. Cóż, w końcu uczył się od mistrzów... Tak, Swerdlove nie jest jakoś specjalnie prawdomównym kolesiem.
Najchętniej wyparłby okres szkoły średniej z głowy- był to dla niego czas największych rozczarowań, pchający go poniekąd w ciemne rejony niechęci społecznej i przekornego indywidualizmu. Od zawsze miał problem z zaadaptowaniem się w środowisku rówieśników ( a raczej to oni mieli wiecznie problem z nim), jednak w czasach liceum osiągnęło to absolutne apogeum. Zamknął się więc w ciasnym kręgu własnych zainteresowań obrastając cynizmem i sarkazmem. Swoją edukację ukończył na szkole średniej- wtedy też udało mu się zrozumieć, że nie podziela korporacyjnych ciągotów kolegów z otoczenia. To z kolei sprawiło, że po raz kolejny je zmienił. Tak, Swerdlove nie jest jakoś specjalnie sentymentalnym kolesiem.
Jak więc znalazł się tutaj, gdzie jest? Dzięki kilku kłamstwom i substancjom (słabość do nich ewidentnie odziedziczył po ojcu) zażytym w odpowiednim momencie z odpowiednimi osobami. Nie, żeby zaszedł gdzieś daleko, ale... Sam Ian nigdy nie miał jakoś szczególnie wielkich planów względem samego siebie. Tak, Swerdlove nie jest jakoś specjalnie ambitnym kolesiem.
- Bardzo personalnie traktuje krytykę oferowanych przez siebie usług czy tworzonych przez niego wzorów. To chyba jedyna sytuacja, w której można obudzić w nim coś więcej niż niechęć czy pogardę.
- Czarny kot to ewidentnie jego spirit animal.
- Od zawsze marzył o tym, by założyć własną kapelę. Szczytem muzycznej kariery było pobrzdękiwanie w garażowym zespole.
- Podobno zyskuje przy bliższym poznaniu. Niewielu dotarło jednak do tego etapu.
- Pali jak smok. Nie wierzy w idee drinka- pija tylko niezmieszane alkohole, bez popity.
- Pseudonim zyskał w momencie, gdy podczas pijackiej eskapady zbliżył się nieco zbyt szybko i mocno z ławką. To z kolei doprowadziło (jakimś cholernym cudem) do złamania otwartego, a on... Nie uronił nawet kropelki z butelki z piwem!
- Wielki fan The Cure.
