25 y/o
Welkom in Canada
164 cm
weterynarz Schronisko dla zwierząt
Awatar użytkownika
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Alexander Hall

Wiele lat zajęło jej odcięcie się od sytuacji dziejących się przed jej oczyma. W schronisku zaczynała jako nastolatka. To wtedy dochodziły do niej przeraźliwe dźwięki szczekania, charakterystyczny dźwięk krat schroniska. Nienawidziła tego uczucia. Tej bierności przed którą w żaden sposób nie była w stanie uciec. Wręcz momentami chwytało ją to za serce. Po dziesięciu latach czuła się jak w domu. Nie ukrywała tego przed innymi. Stąd jej postawa była ciepła, spokojna.
Dlaczego od razu zakładasz najgorsze scenariusze? — spytała miękkim tonem, przechylając delikatnie głowę. Rozumiała to pierwsze przerażenie nowych właścicieli psów. Było ono uzasadnione. Posiadanie psa to spory obowiązek — nigdy nie miałeś psa? — zagadnęła z czystej grzeczności. Dla tych psów wystarczyło po prostu być. Trzymać się przy nich, mocno za rękaw i przytulać się do nich, stać przy nich. Nic innego nie było im potrzebne — możemy być w kontakcie poza schroniskiem. Dam Ci mój numer — zaproponowała Erza. Nie lubiła zbyt mocnego spoufalania się z właścicielami adopciaków. Głównie przez wzgląd na kontrole, które będzie musiała wykonać. Alexander mógł być miłym, kochanym człowiekiem, ale nie mogła przekroczyć pewnej granicy.
Zgadza się niestety — kiwnęła głową, wpatrując się w Cipka. Idealnie pasowało do niego imię. Pies o wielkim sercu może dostanie podobnego do siebie właściciela. Zmierzyła wzrokiem Halla — i tak chcesz mnie przekonać, że potrzebujesz przewodnika? — spytała, słysząc, że do siebie pasują. Coś w słowach Alexandra było. Faktycznie widziała między nimi niewidzialną energię. Mogła jej zaufać, nawet jeśli rozum nie do końca chciał do tego dopuścić.
No Cipek, wygląda na Cipka — zaprotestowała od razu. Piękny, wielki pies o złotym sercu. Idealnie jego imię zmiękczało jego wygląd prawdziwego potwora — no, bo on nie jest groźny. Wystarczy go pomiziać po brzuszku i już jest w Tobie zakochany — zaśmiała się cicho pod nosem. Cipek rozpuszczał jej serce. Cieszyła się w duchu, że znalazł właściciela, jednocześnie żałowała tej adopcji. Będzie za nim tęskniła.
Proszę się tak nie wyżywać na tym imieniu — zaprotestowała Erza — tak możesz. Już Ci go szykuje — kiwnęła głową, by odejść kawałek do szafki, w której znajdowały się wszystkiego akcesoria do wyjścia. Chwyciła za obrożę i smycz. Chwilę później już otwierała klatkę Cipka.
Monstera to masz w głowie — albo w majtkach, ale tego już nie powiedziała. Pies po paru chwilach był już gotowy do wyjścia — Cipek, słońce, daj Alexowi łapę — rzuciła głośno Erza, głaskając psa po głowie.
27 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

„Dlaczego od razu zakładasz najgorsze scenariusze?” - to pytanie odbiło się echem w jego głowie, budząc niemal odruchowy, kpiący uśmiech. Alex spojrzał na Erzę, analizując jej miękki ton i to, jak spokojnie przechyliła głowę. Chciał jej powiedzieć, że w jego świecie zakładanie optymistycznych wersji było najprostszą drogą do tego, by skończyć na deskach z połamanymi żebrami, pod mostem albo bez kolacji, jednak nie znał jej i nie zamierzał zwierzać się z całego swojego życia. Nie wiedziała, że miał w życiu ciężko, a nadzieja była luksusem. Zawsze musiał przygotować się na najgorszy scenariusz - gdyby to wiedziała, nie zadałaby tak głupiego, w jego mniemaniu, pytania.
- Zboczenie zawodowe - mruknął jedynie w odpowiedzi, wzruszając lekko ramionami. A kiedy spytała, czy kiedykolwiek miał psa, przez ułamek sekundy poczuł dziwne ukłucie. - Nigdy na własność.
Zawsze chciał mieć psa, jednak posiadając puszczalską matkę alkoholiczkę ciężko było o jakąkolwiek stabilność. Uwielbiał bawić się z psem sąsiadów - wabił się Dureń i nie lubił fagasów matki, często nawet stawał w obronie małego Alexa. To był jedyny kumpel, jakiego miał jako dzieciak. To wtedy Lex nauczył się, że jedyną lojalność, na jaką można liczyć, oferują istoty, które nie potrafią kłamać. Piesy. Wrócił do rzeczywistości, czując na sobie uważne spojrzenie Erzy. Przyjął propozycję wymiany numerów z lekkim skinieniem głowy - wziął od Erzy telefon i wpisał tam swój numer, po czym puścił do siebie sygnał. A potem szybciutko wrócił do Cipka vel Monstera vel PSISKA i pogłaskał go za uchem, a pieseł zamerdał ogromnym ogonem. Był zajebisty. Alex poczuł, jak w jego klatce piersiowej dzieje się coś, czego nie potrafił nazwać. To nie był ból. To nie była duszność. To było coś... kurczę, dziwnego. Patrzył na wielki, kudłaty łeb pod swoją dłonią i nagle dotarło do niego, że to się dzieje naprawdę. Przez lata przyzwyczaił się do samotności, do ciszy przerywanej jedynie dźwiękiem uderzeń w worek treningowy, a teraz wszystko miało się zmienić. Mimo że na co dzień zgrywał twardziela, którego nic nie ruszało, poczuł nagłe „wow”, które niemal odebrało mu mowę. Za dokładnie trzy spacery ten psiak będzie jego przyjacielem. Zerknął na Erzę, próbując ukryć to nagłe zmiękczenie pod maską lekkiego znużenia, ale w głębi duszy wiedział, że przepadł. Ten wielki bydlak ze śmiesznym imieniem właśnie stał się częścią jego przyszłości. Kiedy Erza zaczęła bronić tego absurdalnego imienia, twierdząc, że wystarczy go „pomiziać po brzuszku", Alex prychnął cicho, choć w głębi duszy ta wizja wydała mu się dziwnie kusząca. Wyobraził sobie siebie klęczącego na dywanie i drapiącego potwora po brzuchu. No, reputacja Halla właśnie oficjalnie poszła się jebać.
- Jasne, pomiziać po brzuszku. Jeszcze powiedz, że mam mu czytać bajki na dobranoc, Erza - rzucił, ale w jego głosie nie było złości. Gdy Erza otworzyła klatkę, a Cipek na komendę dziewczyny uniósł potężną, kudłatą łapę, Alex przez sekundę zawahał się, zanim ją uścisnął. Poczuł jej ciężar - to było jak oficjalne przybicie piątki z nowym wspólnikiem w zbrodni. Komentarz o monsterze w głowie zignorował z tego nadmiaru emocji. Odwrócił się w stronę rudej. - Dzięki za to przygotowanie go. I za numer - dodał, przejmując od dziewczyny smycz. - Skoro on jest już gotowy, to ja chyba też. Prowadź, przewodniku. Zobaczmy, czy dam radę utrzymać to twoje "słońce" na smyczy, zanim wyciągnie mi bark ze stawu.
Zacisnął dłoń na smyczy, czując siłę ciągnącego go psa, i po raz pierwszy od bardzo dawna poczuł, że ten „najgorszy scenariusz”, do którego zawsze się przygotowywał, tym razem może się po prostu nie wydarzyć. Powędrowali za Erzą do wyjścia i opuścili schronisko - już tylko we dwoje. Na pierwszy spacer. Ku przygodzie!

ztx2

Erza B. Fernandes
isiek
wszystko git jest
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Animal Services”