-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Po pracy Morgan udała się do jednego z pobliskich barów. Potrzebowała drinka, a najlepiej kilku drinków i dobrego towarzystwa. Męczyły ją powroty do pustego domu, w którym nikt na nią nie czekał. Było to przygnębiające. Przez ostatnie lata była przyzwyczajona do czyjejś obecności. Usiadła przy barze i zamówiła drinka. Wzięła głęboki oddech, aby zebrać myśli. Miała w głowie mętlik i wtedy na horyzoncie pojawił się o n. Jej dawna miłość, Harold Carnegie. Tylko tego jej dziś brakowało. — Czuję się, jakbym zobaczyła ducha. Co za spotkanie — odparła na powitanie, kiedy mężczyzna pojawił się nieopodal. Zmierzyła go wzrokiem, aby dobrze mu się przyjrzeć. Zmienił się, zmężniał, ale wciąż był cholernie przystojny.
Harold Carnegie
-
trochę czaruś, trochę gbur, ale w przeważającej części adwokat skoncentrowany na tym, by w szyldzie kancelarii znalazło się w końcu jego nazwisko
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przyglądając się temu z boku ktoś mógłby stwierdzić, że za ich sprawą jego ego drastycznie rosło w siłę, jednak jednocześnie zostało ono skutecznie pogrzebane przez to, jak bardzo n i e d o c e n i o n y czuł się na swoim dotychczasowym stanowisku pracy. Włożył naprawdę dużo wysiłku w to, aby znaleźć się w miejscu, w którym był obecnie, jednak jego szef zdawał się tego nie zauważać.
Dla niego, jak dla większości osób w tej branży, liczyły się wyłącznie rodzinne powiązania.
Z tego powodu Harold w końcu uległ. Kiedy między nim a jego najlepszym przyjacielem po raz kolejny wywiązała się rozmowa na temat tego, że powinni ruszyć w swoją stronę, w końcu się z nim zgodził. Doszedł do wniosku, że było to ryzyko, którego musieli się podjąć, jeśli chcieli zostać panami swojego losu, a przecież o ewentualnych klientów nie musieli się martwić. Część z nich korzystała z usług ich dotychczasowej kancelarii tylko ze względu na ich dwójkę.
Nie potrzebowali pleców w postaci poważniejszych graczy, aby w końcu postawić na siebie.
Dziś wybrali się na drinka, aby opracować plan działania. Nie mogli rzucić się na głęboką wodę bez niego, więc należało ustalić każdy, nawet najdrobniejszy szczegół. To nie miało ograniczyć się do jednego spotkania i w najbliższym czasie miało pochłonąć bardzo dużo czasu i energii, ale tym żaden z nich się nie zrażał. Byli na tyle zdeterminowani, że pracy mieli podjąć się już dziś.
Carnegie pomaszerował do baru po kolejnego drinka, nie szukając dzisiaj wcale dodatkowych wrażeń. To, że dość nieplanowanie znalazł je, stało się dla niego jasne w momencie, w którym usłyszał obok siebie znajomy głos. Znajomy, ale jednocześnie bardzo odległy. Nie widział jej przecież już ładnych kilkanaście lat. — Morgan — przywitał się uśmiechem. Miał wrażenie, że ich wspólna historia sięgała zamierzchłych czasów. — Byłem pewien, że już dawno nie ma cię w Toronto — co nie byłoby wcale zaskoczeniem.
Niekiedy widywał jeszcze jej ojca, a jednak ona nigdy nie znalazła się w pobliżu. Nie sądził, że mogłaby go unikać, na pewno nie po tylu latach. Zakładał więc, że rozpoczęła swoje życie w innym mieście, ale może po prostu Toronto wcale nie było takie małe? Najwyraźniej los po prostu uparcie trzymał ich od siebie z dala.
Morgan Hayes
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Poczucie niedocenienia to kolejna straszna rzecz. Chyba nawet gorsza od dokonywania wszelkich wyborów. Zazwyczaj to uczucie towarzyszyło ludziom o wielkich ambicjach. Morgan doskonale je rozumiała. Sama często czuła się niedoceniana, zwłaszcza w pracy. Dawała z siebie wiele, a rzadko otrzymywała pochwały. Jej szef był bardzo wymagający i ciągle było mu mało, a ona choć była świetnym policjantem, nie była robotem. Nie miała nadludzkich cech i nie mogła przewidzieć wszystkiego. Do dziś miała w głowie obrazy z dnia, w którym jej partnerka została ciężko ranna. Te wizje prześladowały ją nawet w jej własnych snach. Próbowała zapomnieć, ale nie potrafiła. Towarzyszyło jej również ogromne poczucie winy. Uważała, że powinna to jakoś przewidzieć. Może gdyby zorientowała się wcześniej, to nie doszłoby do tak strasznej tragedii. Na całe szczęście Ivy uszła z życiem. To było najważniejsze.
Spotkanie z Haroldem nie było w jej bingo na ten rok. Wiedziała, że wciąż był w mieście. W końcu był gwiazdą prawniczego świata, lecz prawdę mówiąc, nie interesowała się jego życiem. Po ich rozstaniu przed laty dużo ją kosztowało, aby na dobre się z niego wyleczyć. Kiedy się udało, zajęła się swoim życiem. Zaczęła spotykać się z innymi mężczyznami, ale Harold wciąż był jej pierwszą miłością.
— Cóż, tak naprawdę byłam tu przez cały czas, ale to duże miasto — przyznała, a na jej twarzy pojawił się figlarny uśmieszek. Zdążyła już trochę wypić, więc była w całkiem niezłym humorze, w sam raz na przekomarzanki. —[/b] Mam wrażenie, że nie widzieliśmy się ze sto lat, chociaż to w sumie prawda [/b]— przyznała i poprawiła swoją bujną fryzurę.
Harold Carnegie
-
trochę czaruś, trochę gbur, ale w przeważającej części adwokat skoncentrowany na tym, by w szyldzie kancelarii znalazło się w końcu jego nazwisko
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dzięki temu nie istniało ryzyko, że kiedykolwiek ucierpi.
Zdarzało się jednak, że na swojej zawodowej drodze spotykał nazwisko jej ojca. Nawet jeżeli nie w bezpośrednim kontakcie, to jednak rozmawiał ze znajomymi o sprawach, w których oskarżeniem przewodził właśnie Hayes. Niejednokrotnie obserwował to, jak wielkim autorytetem był w prawniczym półświatku, czego szczerze mu zazdrościł. Jednocześnie nie dziwił się temu, ponieważ doskonale pamiętał, że w jego życiu także odegrał dużą rolę. Spoglądając na to, jak potoczyła się jego kariera, może nawet większą niż jego córka.
A jednak to właśnie na nią udało mu się teraz wpaść, co wywołało na jego twarzy łagodny uśmiech. Nie rozstali się w przyjemnych okolicznościach, a Harold nadal pamiętał spojrzenie pełne żalu i zawodu, które posłała mu, kiedy ostatecznie zdecydowała się dać sobie z nim spokój. Był zbyt zapatrzony w siebie, aby dostrzec jej pobudki, jednak z perspektywy czasu bynajmniej nie miał jej tego za złe.
Byli przecież tylko parą szczeniaków, a on sam chyba podświadomie wiedział, że nie umiał się zaangażować. Jak więc mógł oczekiwać tego samego od niej?
Po ewentualnym żalu z przeszłości nie było zatem śladu. Wyparował wraz z tym, jak ich związek stał się wyłącznie mglistym wspomnieniem. Mógł więc powiedzieć, że całkiem dobrze było zobaczyć ją po takim czasie, szczególnie zadowoloną. To przecież nie tak, że kiedykolwiek życzył jej źle. — Na pewno ponad dekadę — zauważył, nie będąc jednak w stanie przytoczyć dokładnej liczby. Nie był jednym z tych, którzy mieli głowę do dat, które nie były dla nich aż tak istotne, a w ten sposób na pewno można określić wszystko to, co wiązało się z damsko-męskimi relacjami. Dla Harolda nie miały one większego znaczenia.
Omiótł jednak brunetkę spojrzeniem. Musiał przyznać jej to, że prezentowała się w y j ą t k o w o dobrze. — Gdzie twoje towarzystwo? — zapytał, nie mając pojęcia, czy nie przyszła tu sama. Jeśli nawet, nie dostrzegłby w tym niczego złego.
Morgan Hayes