
Wracając jednak do zdobywania uwagi ojca, to czasami się udawało... czasami. Przez zdecydowaną większość czasu Torres najzwyczajniej w świecie starał się wypełnić pustkę, spowodowaną swoją nieobecnością, pieniędzmi. Płacił za najdroższe szkoły, zajęcia pozalekcyjne, ciuchy, posiłki... A Sofia, rywalizując z pracą o pierwsze miejsce w sercu ojca, udawała, że to starcza. Wyżywała wszystkie swoje frustracje na koleżankach (chociaż to wiele powiedziane), które same, niesprowokowane, robiły z siebie jej podnóżki- wszystko tylko i wyłącznie po to, by jej się przypodobać, by zapłaciła za kolejne zakupy i wzięła je na wystawny obiad. Nikt, nigdy nie interesował się tym, co ma w sercu i w głowie. Każdego zawsze interesowała wyłącznie zawartość jej portfela.
Między innymi przez to młoda Torres obrosła w grubą powłokę utkaną z cynizmu i nieprzystępności. Pogrążyła się w hedonistycznym sposobie życia, koncentrując się jedynie na przyziemnych przyjemnościach, nie brnąc jakoś szczególnie w głębokie i poważne relacje. Z pomocą siatki kontaktów ojca dostała pracę bez konieczności przechodzenia przez proces rekrutacyjny- została stewardessą. Idealny zawód dla kogoś, kto jedynie oczekuje od życia przyjemności i boi się zapuścić korzenie.
Aktualnie mieszka w , a jakże, kupionym przez ojca mieszkaniu, pracuje kiedy chce i... stara się udawać, że jest szczęśliwa z tym, jak wygląda jej życie.
- Odkąd wyprowadziła się z domu nie ma kontaktu z matką. Jeżeli chodzi zaś o ojca... potrafi wypisywać do niego kilka wiadomości dziennie, robiąc mu update swojego życia.
- Jest najbardziej stereotypową gen z, jaką możesz sobie wyobrazić.
- Potrafi płynnie mówić po hiszpańsku oraz francusku.
- W bardzo ciężkich momentach swojego życia, gdy nie ma siły wyciągnąć nawet nosa spod koca, marnuje całe dnie grając w animal crossing.
