ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
163 cm
a whole lotta trouble in a itty-bitty skirt
Awatar użytkownika
she rides shotgun
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

#1 — me, jealous? — hahaha — yes
Kto:
Clyde & Laura
Gdzie:
The Ritz-Carlton
Opis:
„Powrót do hotelu miał być wisienką na torcie, bo od początku wiedziała, na co liczył ten facet. Że ją nakarmi, upije i przeleci. Ona miała inny plan: najeść się, napić dobrego wina, odurzyć go i zwinąć fanty. Nic prostszego, prawda? Zwykła robota. W niewielkiej torebce, którą miała przy sobie, czekało foliowe opakowanie ze sproszkowanymi prochami, które pokonałyby każdego. Wrócili do jego pokoju – numer 156 od razu rzucił jej się w oczy. Jakiś taki… rozmazany?
A potem działo się to, co działo się zwykle; trochę wstępnego całowania, jeszcze więcej wina, zwinięty przez nią portfel i słodka prośba, żeby zamówił jakiś dobry deser na górę, bo zjadłaby dobrą bezę. Czuła, że kręci jej się w głowie. Zbyt mocno jak na wypitą przez nią ilość alkoholu. Nadszedł moment, by na chwilę ulotnić się do łazienki. Przymknęła za sobą drzwi, puściła wodę z kranu i usiadła na toalecie, od razu otwierając torebkę.
Przetrzepała całą zawartość w poszukiwaniu woreczka, który okazał się być…

…kurwa pusty.

Co… — rzuciła do siebie cicho, grzebiąc w środku jeszcze raz, bo pierwsza myśl była taka, że może woreczek się otworzył i wszystko zwyczajnie wyleciało.
Czysto. Żadnego śladu jakiegokolwiek proszku. Tylko pusta torebka. Wtedy do niej dotarło, wtedy połączyła kropki. Te dziwne zawroty głowy, mrowienie dłoni, przyspieszone bicie serca, jakby nagle wciągnęła kilka kresek koki.
Ja… pierdolę… — jęknęła, łapiąc za telefon.
Chciała wstać do lustra, ale opadła z powrotem na klapę od toalety; jak gdyby nogi jej odcięło. Clyde. Wystukała sms-a z taką szybkością, że prawie jej ten telefon wypadł. Trzęsące się palce wcale nie pomagały. Po kilku minutach czekania na odpowiedź czuła się już jak po wydudnionych na strzała kilku kolejkach czystej wódki. Nie widziała nawet w jakie literki trafia. Mrużyła oczy, starając się zobaczyć cokolwiek.
„Gdzie ty kurwa jesteś?”.
Wysłała kolejną wiadomość. I następną. 1576… Miało być 156”.
Status:
przerwane
Ostatnio zmieniony sob lip 18, 2026 11:14 pm przez Laura Collins, łącznie zmieniany 1 raz.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
29 y/o
For good luck!
163 cm
a whole lotta trouble in a itty-bitty skirt
Awatar użytkownika
she rides shotgun
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

#2 — Broken halo
Kto:
Jake & Laura
Gdzie:
Rexdale
Opis:
„Droga od nieznajomego mieszkania w centrum zdawała się nie mieć końca. Najpierw pierwsza lepsza taksówka, później spacer, kolejna taksówka, kolejny spacer… Clyde nie współpracował.
Chodź, proszę cię… — jęknęła, starając się podtrzymać jego niestabilne ciało.
Przestała dopytywać, co pił, co wziął, a czego jednak nie tykał. I tak nie otrzymałaby odpowiedzi.
On koniecznie chciał wracać; tam, na imprezę, do tych ledwo poznanych ludzi, którym przed wyjściem zdemolował kuchnię. Ciężko było uważać, kiedy Clyde tracił nad sobą panowanie.
— Spierdalaj — przeklął siarczyście, przyprawiając ją o dreszcz.
Nie zamierzała „spierdalać”. Co by się nie działo, ona zawsze była. Głupio i naiwnie.
Szkoda tylko, że on tego nie doceniał.
Dobra… zaraz będziemy, widzisz? — sapnęła, rozglądając się na boki.
Normalnie na widok tej okolicy by się skrzywiła, ale nie było na to czasu. Tym bardziej że Clyde od kilkunastu minut znowu zachowywał się… dziwnie. Nadpobudliwie. Zaczynało ją to przerażać.
Wyrwał się (chociaż to za dużo powiedziane) akurat w momencie, kiedy próbowała skręcić w uliczkę prowadzącą do bloków. Ostatnia prosta.
Jezu no, wracajmy już. Chodź… Clyde? — Próbowała do niego przemówić. P r ó b o w a ł a.
Odwrócił się w jej stronę. Jego wzrok mówił wszystko. I nic.
To była chwila, kiedy zbliżył się ponownie. Tak niespodziewanie, że Laura nie zdążyła zareagować. Może to przez wypitych kilka piw, a może…
— Czy ja ci, kurwa, kazałem tam ze mną iść? — syknął, mocnym chwytem łapiąc ją za włosy i przyciągając tuż przed swoją twarz.
Nie, ja… chciałeś przecież… — zaczęła.
— Plączesz się pod nogami. Tylko, kurwa, przeszkadzasz. Kazałem? No, kazałem?! — powtarzał, zaciskając pięść na blond kosmykach.
Puść — syknęła krótko, próbując wydostać się z uścisku.
Na nic to było.

I po co ci to było?
Trzeba było go zostawić”.
Status:
trwa
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
ODPOWIEDZ

Wróć do „kalendarze”