05.
outfit
tw: przemoc
Jadąc taksówką, powstrzymywała z trudem cisnące się do oczu łzy, w milczeniu słuchała płynącej z radia melancholijnej piosenki, a zza ciemnych okularów obserwowała otoczenie i samego kierowcę, bo wiedziała, że tego typu samotne wypady nie były do końca rozsądnym wyborem. Ale nie sądziła, by starszy mężczyzna, który kierował pojazdem, wystukując przy tym palcami rytm melodii - mógł ją znać czy chociażby rozpoznać, a tym bardziej nie uznała go za jakiekolwiek zagrożenie.
Zagrożenie zostawiła za sobą w ogromnej willi, z której kilkadziesiąt minut temu wybiegła w popłochu, nie będąc pewną czego mogła się spodziewać po Dante, gdy ewidentnie kierowała nim furia, w którą niespodziewanie wpadł tuż po tym, jak wrócił do domu tego wieczora. Należy nadmienić, że Alba po raz pierwszy odważyła się od niego uciec po tego typu sytuacji, ponieważ w każdym z poprzednich przypadków pozostawała ze swoim oprawcą, przyjmując jego skruchę wraz z zapewnieniem o jego miłości, zaangażowaniu i o tym, że nigdy więcej tego nie zrobi… Dante Boucher miał wiele wad, ale z jej punktu widzenia istniała jedna, najgorsza - obsesja na jej punkcie. Ilekroć widziała jego obsesyjną zazdrość, tak chwilę temu w ich wspólnej sypialni doświadczyła nowej, nieznanej sobie dotąd porcji gniewu, która odbiła się na niej nie tylko psychicznie, ale niestety również fizycznie. Całe zmęczenie z ostatnich dni przestało mieć znaczenie - to zmęczenie, które nawarstwiało się w niej od momentu, w którym Boucher wrócił do miasta po swojej przedłużającej się nieobecności, która jej była wówczas bardzo na rękę. W całokształcie wszystkich zdarzeń i problemów, które miały miejsce od tamtego pamiętnego ataku w restauracji, to jednak obecność męża wprawiała ją w największe przerażenie i niepewność, Boucher nadal wzbudzał w niej strach i obrzydzenie, a chęć ucieczki kusiła jeszcze bardziej, gdy był blisko. Musiała jednak wrócić do udawania
przykładnej żony, robiąc dobrą minę do złej gry, podczas, gdy Dante był podejrzliwy wobec wszystkich w kontekście nieudanego ataku na jego życie - i była skłonna sądzić, że ona w jakiś sposób również znajdowała się na liście podejrzanych. To dlatego spełnianie małżeńskich powinności stawało się jeszcze trudniejsze: mężczyzna bywał brutalniejszy i niecierpliwy, nadal traktował ją jak swoją własność, za którą tęsknił na tym przymusowym wygnaniu i ochoczo nadrabiał stracony czas. Alba natomiast częściej sięgała po środki uspakajające, wieczorami po swoje ulubione wino - ale sen niestety wciąż nie przychodził, a przecież miała na głowie jeszcze swoje rodzeństwo oraz kobiety, których kolejny transport miał pojawić się na dniach. Paradoksalnie do ataku miała więcej swobody i działalność na boku nie stanowiła już takiego wyzwania, chociaż była logistycznym labiryntem, jednak obecnie, po powrocie Boucher’a - musiała dmuchać na zimne i uważać niemal na każdy krok, czując nieustannie na karku jego oddech, jakby istotnie miał co do niej pewne podejrzenia. Mogła jedynie mieć nadzieję, że nie chodziło o działanie na jego szkodę za jego plecami, w związku z pomocą tym kobietom, a już tym bardziej, że nie chodziło o tą nieszczęsną taśmę z nagraniem, na której wina równomiernie rozkładała się na barkach jej oraz Moe. Miała poczucie, że każdy krok był stąpaniem po kruchym lodzie - ale musiała spotkać się ze swoim informatorem, by tym samym sposobem jak wtedy, gdy uciekła Santanie otrzymać informację o miejscu i czasie. Ponieważ bardzo rzadko widywała teraz Moe, a na pewno nie był już jej cieniem i pozornie odzyskała nieco swojej swobody, częściej wychodziła z domu, by umyślnie jak najdłużej unikać męża - spotykała się z rodzeństwem, organizowała imprezę sylwestrową w klubie, a koniec roku przyniósł również wiele towarzyskich spotkań, na których musiała odegrać u boku Dante przykładną żonę.
Ale ta
gra zaczynała ją coraz bardziej męczyć. Być może popełniła gdzieś błąd, a może zadecydował o tym przypadek, ale tego dnia Dante dowiedział się o jej wizytach w hotelu - o tym, że uciekła Santanie podczas jego nieobecności w mieście, a także, że była tam ponownie kilka dni temu; co ważne, Alba jednak ani przez sekundę nie pomyślała o tym, że to Maurice wyjawił mu tę informację. Za to chorobliwa podejrzliwości Dante kazała mu przypuszczać, że miała więcej za uszami i Alba nie miała pewności co było gorsze - to, że poznałby prawdę o tych wizytach czy że istotnie uznałby, że go zdradzała. Dante jednak wmówił sobie to drugie, o czym oczywiście ją poinformował, a jego krzyk do tej pory odbijał się echem w jej głowie - zacisnęła dłonie w pięści, a jedna łza spłynęła jej po policzku, gdy starała się ignorować ból w okolicy oka i prawdopodobne rozcięcie dolnej wargi. Nawet teraz nie wiedziała skąd znalazła w sobie tyle siły i samozaparcia, by wybiec z tej sypialni, a potem z domu - by się cieplej ubrać, by wsiąść do samochodu i tym bardziej by udało jej się wyjechać z terenu posesji nim ochrona dostała polecenie, by ją zatrzymać. Nie była jednak naiwna, wiedziała, że samochód, którym teraz podróżowała miał nadajnik, więc przejechała na drugą stronę miasta, starając się opanować przerażenie - zaparkowała go przy drodze w przypadkowym miejscu, a potem przeszła dwie ulice dalej i złapała taksówkę, którą właśnie podróżowała pod znany już sobie adres.
Jego mieszkanie było pierwszym, co przyszło jej na myśl i jedynym, bo smutna prawda była taka, że kompletnie nie miała się gdzie udać, zważywszy na to, że wszyscy, których znała byli związani z Boucher’em. On też był. Ale coś kazało jej wierzyć, że mogła się u niego schronić - albo naiwnie wierzyć, że byłoby to ostatnim miejscem, w którym Dante mógłby jej szukać. Do drzwi jego mieszkania niemal biegła, czarne botki na obcasie wydawały charakterystyczny odgłos, więc nie było mowy o tym, by przemieszczała się całkowicie dyskretnie, ale czapka, szalik i okulary skutecznie maskowały jej twarz. Gdy zadzwoniła wreszcie dzwonkiem, modliła się w duchu, by był w mieszkaniu, jednocześnie nerwowo rozglądając się na wszystkie strony - co kilka sekund nachodziły ją jednak wątpliwości co do słuszności swojego wyboru: a co jeśli Maurice stanie po stronie Dante? Co jeśli poinformuje go o tym, że tutaj przyjechała? A co jeśli nie wpuści jej do środka? Czy powinna w ogóle zdradzać mu realia swojego małżeństwa? Pytań było więcej niż odpowiedzi, ale palec odruchowo nacisnął na dzwonek kolejny raz, bo drzwi nadal się nie otwierały, a z mieszkania nie dochodziły żadne odgłosy. W końcu przeklęła pod nosem i odwróciła się, zamierzając odejść, bo nie mogła dłużej koczować pod jego drzwiami, kiedy niespodziewanie drzwi jednak się otworzyły, a do jej uszu dobiegł znajomy głos. Jakiś bliżej nieokreślony ciężar mimo wszystko spadł jej z serca, gdy gwałtownie zatrzymała się w miejscu, by następnie obrócić się w jego stronę - było ciemno, ale dostrzegła zarys broni, którą właśnie zabezpieczył, gdy ruszyła niespiesznie w jego stronę. -
To nie będzie konieczne, jestem sama - powiedziała cicho, zachrypniętym od płaczu głosem, po czym mimo wszelkich wątpliwości, przekroczyła próg, gdy tak bardzo ją już ponaglał. Rozumiała to, że wolał ją mieć przy sobie i nawet doceniała fakt, że był tak ostrożny, nawet jeśli w jakiś sposób oznaczało to, że jej nie ufał. Na nią również spłynęły teraz kolejne wątpliwości, gdy usłyszała przekręcany w drzwiach zamek, podczas kiedy sama obrzuciła wzrokiem znajome wnętrze mieszkania, jednocześnie nie mając jeszcze odwagi się do niego odwrócić. Zsunęła jedynie kaptur z głowy - okulary nadal zasłaniały podbite oko, z tej perspektywy nie mógł dostrzec rozciętej wargi, a szalik skrywał ślady na szyi, które najpewniej zostawiła tam męska dłoń. -
Ja… nie wiem… to chyba nie był dobry pomysł, nie powinnam tu przychodzić… - zaczęła mówić, co prawda cicho, ale bardzo nerwowo i nieco chaotycznie, jakby już planując kolejną ucieczkę, chociaż ewidentnie nadal była w szoku, o czym świadczyły także jej nerwowo ruchy -
Nie wiem, co ja sobie myślałam, po prostu… to działo się tak szybko, nie miałam gdzie pójść… - zmarszczyła lekko brwi, jakby automatycznie obracając się do niego przodem. Jej zamglone spojrzenie spoczęło na nim i dopiero wtedy zdała sobie sprawę z tego, że nie było już odwrotu. Alba była cieniem samej siebie - była wycieńczona, chudsza o kilka kilogramów, a teraz również kompletnie przerażona i rozbita. Nigdy nie pozwalała sobie na podobne emocje, a już na pewno nie pokazywała ich w obecności innych osób, a teraz… Maurice cały czas na nią patrzył, a ona nie miała się gdzie schować, gdy do oczu cisnęły się kolejne łzy. Nienawidziła samej siebie za okazywaną słabość. -
Nie wiem, czemu pomyślałam właśnie o Tobie. Przecież dla niego pracujesz… - mruknęła znowu cicho, kręcąc przy tym lekko głową. Zamilkła na moment, a potem westchnęła i uciekła wzrokiem gdzieś w bok. Dostrzegła w jego oczach wyraźną zmianę - wystarczyło, że na nią spojrzał i... była pewna, że już wiedział. -
Mogę… - przełknęła ślinę -
…mogę u Ciebie przez chwilę zostać?
Spytała cicho. Z nutą nadziei w głosie, co do tego, że Maurice jej nie wyda i że jednak nie wystawi jej za drzwi, kiedy ona była już po prostu zmęczona – tym dniem, powtarzającym się schematem i swoim
życiem.
Maurice Santana