-
Just like nicotine, heroin, morphine... suddenly, I'm a fiend and you're all I need
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
Jeśli do tej pory Dominic posiadał jakiekolwiek wątpliwości odnośnie intencji Skye, jej zapewnienie całkowicie je rozwiało. Tylko, gdy to jest tego warte zadźwięczało mu w uszach, powodując przyjemne mrowienie i dając pewność, że właśnie za takiego go uważała. A skoro w końcu go dostrzegła, nie mógł pozwolić dać jej o sobie zapomnieć.
Tym bardziej, że wspomniała o taksówce i ruszyła do wyjścia, zanim jakkolwiek zdążył zareagować. Jego umysł na moment zachłysnął się ponętną figurą odchodzącej kobiety, zanim dotarła do niego ukryta w słowach zachęta i bez namysłu ruszył za nią. Nie mogła mu się teraz wymknąć.
Spieszył się tak bardzo, że nawet nie przemknęło mu przez myśl, żeby dać znać chłopakom o swoim wyjściu. Odnalazł ją dopiero na zewnątrz. Czekała. I wiedział, że czekała na niego. Delikatnie położył jej dłoń na plecach, zapewniając ją o swojej obecności, i skinął lekko głową z uśmiechem. W tej chwili i tak nie widział siebie nigdzie indziej. Spotykając ją kilka chwil temu przy barze, już wtedy wiedział, że nie pozwoli jej wrócić do domu samej. Jedynie intencje stojące za wspólnym wyjściem uległy znacznej zmianie. Niesamowicie pociągało go, że porozumiewali się bez słów, czytając sobie we własnych, coraz bardziej frywolnych myślach. I nie mógł się doczekać, by się przekonać, czy sprawdzi się to także w sypialni. Każde jej spojrzenie, każdy dotyk, budził w nim pożądanie, którego nie czuł nigdy wcześniej do żadnej z kobiet. Do tego stopnia, że już niewiele mu brakowało, żeby nie spróbować smaku jej ust już w taksówce. Jednak biorąc pod uwagę niemal rok pozostawania w sferach marzeń, był w stanie poczekać jeszcze chwilę, jadąc do jego mieszkania ze świadomością, że i tak oboje dążyli do tego, co nieuniknione.
Żadna inna kobieta w jego mieszkaniu nie czuła się tak swobodnie, jak Skye. Znała tu praktycznie każdy zakątek, nawet raz spędzając tu noc. To było jakieś pół roku temu, kiedy coś w związku z Joshem zaczęło pękać. Wypiła wtedy o jednego drinka za dużo. Wówczas blondyn nie pozwolił jej wrócić samej w takim stanie, więc odstąpił jej swoje łóżko, sam zasypiając na kanapie. W ciągu tego roku często tu zaglądała, najpierw w towarzystwie Josha, z czasem także sama. Aczkolwiek tamte wizyty w niczym nie przypominały tej dzisiejszej. W tych okolicznościach pojawiła się tu pierwszy raz.
Po powrocie z klubu z nowo poznanymi dziewczynami często stosował sprawdzone taktyki, które miały doprowadzić go do upragnionego celu, ale kiedy wiódł wzrokiem za idącą w stronę salonu Skye, seksownie kołyszącą biodrami w zbyt kusej sukience, wiedział, że żadna inna nie była w stanie jej dorównać. Nagle zaschło mu w gardle. - Napijesz się czegoś? - zapytał, kierując swoje kroki w stronę barku. W następnej chwili znalazł się już przy niej, gdy wpatrywała się w jego dość imponującą kolekcję płyt CD i podał jej szklankę. Sam upił ze swojej spory łyk, chcąc dodać sobie odwagi, bo wydawało mu się, że za sprawą całej mieszaniny emocji, która nim targała tego wieczoru, procenty ulatywały z niego zdecydowanie za szybko. Ulubiona whisky rozlała się po jego gardle tak, jak lubił. Przysiadł na oparciu kanapy i spojrzał na ciemnowłosą z tajemniczym uśmiechem.
— Wychodząc dziś z tego mieszkania nie spodziewałem się, że wrócę do niego z Tobą - przyznał, odkładając swoje szkło na stolik obok i złapał dziewczynę za rękę po to, by przyciągnąć ją do siebie, chcąc koniecznie zmniejszyć między nimi zbędną przestrzeń i jednocześnie zmuszając ją do oparcia się ciałem o jego. Otoczył jej talię dłońmi, i podniósł swe zielone spojrzenie na Skye, która teraz nieznacznie górowała tuż nad nim. Zmieniając miejsce, pozbyli się zbędnych świadków i już kompletnie nic im nie przeszkadzało, żeby kontynuować to, co zaczęli, właściwie już w palmiarni. - Ale powiedzieć Ci coś w tajemnicy? Wcale nie żałuję - dodał zaraz nieco niższym tembrem głosu, niż zwykle. Znów mimowolnie przesunął wzrokiem na jej ponętne, lekko uchylone wargi, które obecnie znajdowały się w jego zasięgu. Pragnął poczuć je na swoich już od dawna i wreszcie mogło się to ziścić.
To aż niewiarygodne, że tego wieczoru Dominic wychodził na miasto z założeniem, że ucieknie od myśli o Skye, a tymczasem los znów splótł ich drogi, niwecząc wszystkie jego plany. I mimo iż trzymał ją w swoich objęciach, nadal nie do końca ufał swoim zmysłom. Z jednej strony było to spełnieniem jego fantazji, a z drugiej miał wrażenie, że to cudowny sen, po którym następnego dnia pozostanie tylko wspomnienie. Nie chciał jednak w tej chwili o tym myśleć. Opuszkami palców powoli przesunął wzdłuż pleców ciemnowłosej, zahaczając o znajdujący się tam suwak, aż do karku i zaplótł palce w jej włosy. - Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak na mnie działasz - westchnął, po czym przysunął jej twarz do swojej. Jego szalone bicie serca dudniło mu w uszach, ale nie myślał o niczym innym, niż trwającej chwili. Napięcie, którego doświadczał już od dłuższego czasu, z każdą chwilą stawało się coraz bardziej nie do zniesienia. - Wiesz, że jeśli to zrobię to nie będę mógł przestać? - Przesunął kciukiem po jej żuchwie, odrywając spojrzenie z jej ust na oczy, szukając w nich pozwolenia. Wystarczył mu błysk w jej błękitnych tęczówkach, by w końcu sięgnął wargami po to, czego pragnął.
Skye Murray
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Mimo wszystko i tak zawsze się czuła w tym miejscu… bezpiecznie. Nie była pewna co takiego tworzyło tą aurę, ale miała poczucie, że jest to przestrzeń, w której może być sobą i nic jej się nie stanie. Nigdy nie przyszło jej do głowy, że to nie musiało chodzić o cztery ściany, ale ich lokatora, który wtedy zawsze z nią był. I który właśnie otwierał przed nią drzwi zapraszając do środka w jasnym celu. W takich okolicznościach jeszcze się tutaj nie znajdowała.
Dzisiaj się trochę stresowała. Jeszcze jadąc taksówką, w zamkniętej przestrzeni, gdzie nie mogła oderwać od niego oczu ani dłoni, nie czuła niczego prócz pożądania. Z jednej strony marzyła, aby ją pocałował, a jednocześnie w duchu mu dziękowała, bo nie chciałaby już przerywać tego pocałunku. Jednak wysiadając z taksówki znowu pojawił się między minimalny dystans, a znajome miejsce trochę ostudziło jej zamiary. Było lekkim uderzeniem rzeczywistości, o której na chwilę zapomniała. Dlatego potrzebowała paru minut w łazience. Spojrzała we własne odbicie w lustrze zastanawiając się nad tym co najlepszego właśnie robi? Czy to jest w porządku? Obmyła ręce zimną wodą, aby następnie przyłożyć je do karku. Zawsze tak robiła, gdy się stresowała. Jednak, kiedy wyszła i ujrzała ponownie Dominica, jej serce na nowo przyspieszyło. Stres i wątpliwości znowu zaczęły ulatywać. Był tylko on. Z nim wszystko zawsze było bardziej niż w porządku. Przy nim nie musiała się niczego stresować. Zerknęła z boku na kolekcję płyt, którą zawsze lubiła oglądać i znajdować nowy egzemplarz, który tam trafił. - Tak, może być to samo co Ty- odpowiedziała rzucając mu szybki uśmiech przez ramię i wracając do studiowania CD. Nagle znowu wszystko było normalne. Ona i on. Upiła większy łyk alkoholu czując momentalnie jak uderzają w nią procenty, które zdążyły już nieco wyparować. Uśmiechnęła się szerzej na jego słowa i wtedy ją przyciągnął tak, że whisky zakołysało się w szklance prawie się z niej wylewając. Odstawiła ją obok jego szkła i spojrzała na mężczyznę. Nagle to co czuła przez chwilę w łazience uleciało jakby wcale nigdy nie miało miejsca. Jego spojrzenie. Jego dotyk. Jej szybko bijące serce. To wszystko jej mówiło, że w jego ramionach jest tam, gdzie powinna być. Wszelkie wątpliwości nie miały już miejsca. Dopóki był przy niej i tak na nią patrzył, czuła że wszystko jest w porządku. Czy przez alkohol do głosu dochodziło serce? Czy to również był sygnał od rozumu? Nie chciała tego analizować.
- Twój uśmiech świadczy o tym, że to żadna tajemnica- odpowiedziała zarzucając mu ręce na szyję i jeszcze bardziej zmniejszając dystans między nimi. Nie chciała już się od niego odsuwać ani na milimetr. Jej ciało zazwyczaj chłodne, teraz było całe rozgrzane raptem po kilku minutach pod wpływem jego dłoni. Po ścieżce, którą wyznaczała jego dłoń na jej kręgosłupie, przebiegł ją dreszcz.
Nawet nie masz pojęcia jak Ty na mnie działasz
Nie powiedziała tego na głos, ale ciche westchnięcie i wyraźnie szybko unoszące i opadające piersi były wyraźnym sygnałem, że tylko coraz bardziej pobudza jej ciało. Objęła dłońmi jego twarz przyglądając się z jakim spojrzeniem wpatrywał się w jej usta. Widziała , że na niego działa, ale to było dla niej za mało. Nachyliła się jeszcze bardziej i kierując jego twarz nieco wyżej, by mogła bez problemu spojrzeć w jego oczy. - A co jeśli nie chcę, żebyś przestał?- może i zabrzmiało to jak pytanie, ale nim nie było. Niczego tak nigdy nie pragnęła w życiu jak poczuć go teraz. Z każdą sekundą stawało się to wręcz bolesne do przeżycia. Dawkowanie jej dotyku i wszystkie te półsłówka sprawiała, że w środku zaczynała płonąć ze zniecierpliwienia i pożądania. Tak silnego, że nachyliła się jeszcze bardziej delikatnie muskając jego wargi swoimi. - Co jeśli pragnę, żebyś się nie hamował i pokazał mi jak na Ciebie działam- tutaj już nie było żadnego pytania ani wątpliwości. To była prośba. Rozkaz. Zsunęła dłonie z powrotem na jego szyję, by jeszcze bardziej wtulić się w jego ciało i czuć je napierające na jej własne. Czekała na jego ruch. Pragnęła go. Pragnęła tak cholernie bardzo, że językiem musnęła jego wargę, ale nie zrobiła nic więcej. Chciała, żeby pokazał jej to co czuje i to co skrywał przed nią i pewnie całym świętem. Bo pożądać dziewczynę najlepszego przyjaciela? Nie mogło to doprowadzać do niczego dobrego.
Dominic Reyes
-
Just like nicotine, heroin, morphine... suddenly, I'm a fiend and you're all I need
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
Gdyby chodziło o kogoś innego, pewnie nie ukrywałby swojego niezadowolenia, bo bardzo cenił sobie własną przestrzeń. Owszem, czasem jakaś dziewczyna zostawiała u niego swoje rzeczy tu i ówdzie, ale zasadniczo drażniły go stałe zmiany, jeśli takie próbowała wprowadzić. Dlatego, gdy coś wymykało mu się spod kontroli, wycofywał się, by złapać oddech. Natomiast do Skye, z niezrozumiałych powodów, zawsze podchodził łagodniej i pozwalał jej na więcej, niż jakiejkolwiek kobiecie. Być może wpisywało się to w ramy przyjaźni, które odkrywał przez cały ostatni rok, choć w pewnym momencie ich granice zaczynały się coraz mocniej zacierać.
Cienka linia między przyjaźnią a porywem namiętności została przerwana gdzieś pomiędzy intensywnymi spojrzeniami i ciepłem bijącym od ich ciał na parkiecie. Poczuł to wraz z szalejącym w nim ogniem pożądania, gdy ciemnowłosa z widoczną przyjemnością podejmowała jego grę. Nawet, jeśli potem wieczór potoczyłby się inaczej i nie dotarliby do jego mieszkania, Dominic zyskał pełną świadomość, że od tego nie było już odwrotu.
Nie miał całkowitej pewności, co działo się w głowie Skye, zarówno kiedy na chwilę zniknęła w łazience, jak i podczas wpatrywania się w półki z płytami, ale wiedział jedno: była wszystkim, czego teraz potrzebował. Intymność miejsca oraz buzujące w nim emocje pomieszane z alkoholem sprawiały, że puszczały mu wszystkie dotychczasowe hamulce, a on nie miał siły już walczyć. Ani z własnym rozsądkiem, który pod wpływem dłoni Skye na jego ciele upływał w nieznane, ani z dumą, dotychczas nie pozwalającą mu się obnażyć przed kimkolwiek, która nagle teraz zanikała, tym samym uwalniając uczucia, które rozpalały go od środka. Szalejące w nim płomienie podsycała ciemnowłosa - od iskrzącego się spojrzenia, przez gorący oddech i wargi, gdy muskała nimi jego, ewidentnie się z nim drocząc i czekając na jego ruch.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Skye Murray
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Żadne z nich nie wiedziało, co drugie tak naprawdę myśli, bo nigdy wprost nie poruszyli tego tematu. Jednak Skye miała pewne swoje przypuszczenia w oparciu o renomę Dominica. Nie podejrzewała go o bycie wyrachowanym manipulatorem, który od początku obrał sobie za cel ją uwieść. Jednak ani przez chwilę nie zakładała, że za czystym pożądaniem, które do niej żywi może być coś więcej, a jedna wspólna noc miałaby być dla niego początkiem czegoś więcej. Nie chciała jednak analizować już jego zachowania ani swoich motywów. Odsunęła rozum, zostawiając pełne miejsce na serce, emocje i uczucia. Podążała za instynktem, a ono pragnęło jego - więcej i częściej.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Dominic Reyes
-
Just like nicotine, heroin, morphine... suddenly, I'm a fiend and you're all I need
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Dominic Reyes
-
Just like nicotine, heroin, morphine... suddenly, I'm a fiend and you're all I need
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Dominic Reyes
-
Just like nicotine, heroin, morphine... suddenly, I'm a fiend and you're all I need
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os., l. poj.czas narracjiczas przeszłypostaćautor
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Dominic Reyes