-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Melanie Campbell
-
Melanie chodź silna z zewnątrz, krucha w środku. Waleczna prawniczka, cicha romantyczka, czekająca aż miłość zapuka do jej drzwi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Ludzie korzystali z jej usług chętnie, miała kilka stałych współprac z firmami, którym sprawdzała umowy czy doradzała w kwestii ich sporządzania, w międzyczasie dalej zajmowała się rozwodami, brała mniej czy bardziej efektowne, nie wybrzydzała i zawsze chciała pomóc. Nie ukrywała jednak tego, że wolała damskie grono klientek, faceci zawsze mieli coś za uszami bądź po prostu zachowali się tak jakby mieli ją przelecieć w ramach rozliczenia za usługi prawnicze. Ona jednak nie pałała chęcią do mieszania pracy z życiem, miała swoją godność i także swoje zainteresowanie gdziekolwiek nie poszła. Tu trafił się jej narcyz, gość który mamił i trochę za bardzo koloryzował swoją sytuację. Pytała go raz po raz o jego sprawy, o to czy jest coś co może odnaleźć druga strona na niego, cokolwiek obciążającego. Jako zwykł czaruś raz po raz powtarzał, że nie i dodatkowo głupkowato się uśmiechał. Campbell po części miała świadomość swojej sytuacji i tej całej pułapki. Stąd jedyne co jej przyszło to propozycja rozwodu na warunkach ugody z obu stron, bez orzekania o czyjeś winie.
Przeliczyła się mocno gdy druga strona odmówiła podpisania takowej, wyszła już wtedy wściekła z pokoju narad i czekała na swojego klienta i wyjaśnienia. Kolejne steki bzdur i kłamstwa z jego strony poskutkowały tylko tym, że narobiła sobie siary i przegrała tą sprawę. Patel przejrzał jej ruchy i zagrania, to czego się łapała i to, że poszukał kogoś kto był skłonny za parę zielonych opowiedzieć o romansie faceta. Melanie była rzecz jasna wściekła, ale rozumiała też to, że niepotrzebnie się produkowała, że mężczyźni już tak mają - ściemniają. Nie byłoby jej aż tak żal gdyby nie fakt kto stał po drugiej stronie, nie że to znowu przegrana z nim, takim prawnikiem jak Will. To zakrawało o jej dumę i trąciło nieco jeszcze bardziej niechęcią do prawnika, do świra którego w nim widziała za każdym razem. Nonszalancja, czasami granie na uczuciach i brak przygotowania podczas gdy ona znała chyba każdy szkopuł z pożycia tego już ex małżeństwa.
Porażka i jakieś bezsensowne komentarze od klienta sprawiały, że Campbell miała ochotę już się stamtąd zabrać, uciec od tej ponownej wyższości jaką musiała uznać, uciec od konfrontacji z dumnym jak paf Williamem. Omijała go za każdą taką porażką z lodem w spojrzeniu i kpiącą miną. Nienawidziła tego gościa, taka była prawda. Gdy jednak za nią powędrował, ona miała ochotę zawijać się do windy, to w jej stronę pędziła szybciej, ale te drogie jak cholera szpilki ograniczyły ją wtedy w ruchach. Cholera.
- Patel! Nie świętujesz z klientką? Jest teraz wolna w końcu i całkiem bogata, hmm? - zapytała kąśliwie, przewracając oczami na jego pytanie bo oczywiście wiało w nim tyle kutasiarstwa ile tylko mogło być. Typowy on. - Bardzo dumny jesteś, ze znów ze mną wygrywasz tak? Trochę to ujma, nie powiem - przegrywać z kolesiem, który czasem wygląda jakby się z odwyku wyrwał. - oczywiście nie mogła sobie darować, widziała po nim niekiedy to znużenie i zmęczenie, jakby wrócił z balangi na sale sądową.
William N. Patel
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Melanie Campbell
-
Melanie chodź silna z zewnątrz, krucha w środku. Waleczna prawniczka, cicha romantyczka, czekająca aż miłość zapuka do jej drzwi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Nie chciała z nim się konfrontować po tym wszystkim, rozmawiać i udawać, że chociaż trochę go znosi bo nie było tak. Melanie mało w którym prawniku czy prawniczce widziała kogoś normalnego, kogoś z kim mogłaby się kumplować czy napić drinka. Ten zawód wyłączał pewną sferę emocji, wypluwał i przeżuwał choćby przez pryzmat rywalizacji - o wygraną, o klientów, o duże stawki.
- Cóż.. to już jego sprawa co robił i jak to rozegrał. Jak widać nie każdy jest szczery w swych intencjach i mowie ciała. Z gówna nic nie wykręcisz.. - prysnęła, z delikatnym wzruszeniem ramion, jakoby pokazując że to już za nią, że spłynęło i po prostu stało. Dla niej i tak facet od początku wydał się bawidamkiem, kimś kto mami dla swoich korzyści wykorzystując przy tym.. żonę, którą to jeszcze miał parę minut temu. - Nie Tobie kwestionować czy się nadaje czy nie. Po za tym jeśli radują Cię takie sprawy jak rozwody to widocznie masz niski sufit. - stwierdziła, tak aby nieco sobie dolać ciepłej energii do serca, do tego że to nie była jakaś wielka skala bitwy, że świat od tego się nie zawali.
- My i drink? Nie słyszysz jak to brzmi abstrakcyjnie? Nie żeby coś, ale nie kręcą mnie takie akcje, nie będę dalej Twoim obiektem do śmiechu, więc sorry ale zbastuje. Ty też powinieneś bo przyrzekam gdy tak za blisko mnie stoisz to trącisz wczorajszym dniem.. - nawet ten gustowny garnitur czy nonszalancko rozpięta koszula nie zakryje jego stylu bycia. Był zakręcony i kolorowy, bawił się w najlepsze a i tak koniec końców wygrywał, zaczynało więc to nasuwać pytanie czy to może ta "zabawa" i alkohol dają mu takie paliwo, że bez tego może być cienki.
William N. Patel
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
- To nie wczorajszy dzień tylko Dior - i to nie byle jaki bo Sauvage, zapach prawdziwego mężczyzny - pieprz i bergamotka na wstępie, co dawało iście świeży początek, w sercu elegancka lawenda, kwiatowe geranium i orientalna paczula, na koniec drzewny, szlachetny aromat cedru, żywiczno balsamiczny ciepły akord labdanum oraz nieco piżmowy abroksan, dla mnie doskonałe, a do tego niezwykle trwałe. Poza tym fantastycznie maskowały woń zarwanej nocki - No trudno, chyba jakoś to przeżyję, chciałem być miły - raczej chciałem się z niej jeszcze trochę ponabijać, na fali swojej kolejnej wygranej. Zwykle jakiekolwiek towarzystwo było lepsze niż żadne, a mnie osobiście Campbell jakoś specjalnie nie przeszkadzała. Raczej nie będziemy przyjaciółmi, ani nawet znajomymi, zresztą była dla mnie zbyt sztywna, propozycję drinka rzuciłem bardziej dla beki, naprawdę bym się zdziwił, gdyby się zgodziła. Nie spodziewałem się po niej takiej spontaniczności, plan dnia pewnie miała ułożony od dwóch tygodni - Góra czy dół? - pytam, gdy docieramy do windy, wciskam guzik i patrzę na powoli zmieniające się cyferki, jedzie do nas z samego dołu, więc może to chwilę potrwać - Gdybyś czasem była trochę milsza, to mógłbym udzielić ci kilku wskazówek, dostrzegam pewne mankamenty w twoim działaniu - kiwam delikatnie głową, wbijając w nią spojrzenie, chociaż nie sądziłem by chciała słuchać. Zanim poszedłem na prawo robiłem pierwszy stopień z psychologii, więc można powiedzieć, że znałem się trochę na ludziach, być może zwracałem uwagę na detale, których nie dostrzegał szary zjadacz chleba niepowiązany z tematem. Poza tym człowiecze umysły, relacje, życie w społeczeństwie to były rzeczy, które naprawdę mnie interesowały, czytałem mnóstwo książek na ten temat, jedną miałem nawet teraz w torbie. Do naszych uszu dociera dźwięk zatrzymującej się windy i szuranie ciężkich, rozsuwających się drzwi. Wpuszczam ją pierwszą, nawet nie fatyguję się by nacisnąć guzik, bo i tak jadę tam gdzie ona, niezależnie od tego, gdzie właściwie się udaje. Chyba odczepię się dopiero jak zatrzaśnie mi drzwi przed nosem. Jesteśmy tu sami, więc zmniejszam dystans między nami, zwieszając się nad dziewczyną, opieram rękę o ścianę, gdzieś w okolicach jej głowy - A teraz co czujesz? - ciężko stwierdzić czy wciąż jestem w świecie zapachów, czy już emocji. Drzwi zasuwają się powoli, ale zanim zamkną się na amen dociera do nas czyjś krzyk - Halo! Proszę zatrzymać windę!... - odwracam się w tamtym kierunku i odruchowo, dosłownie w ostatniej chwili wsuwam stopę w szczelinę.
Melanie Campbell
-
Melanie chodź silna z zewnątrz, krucha w środku. Waleczna prawniczka, cicha romantyczka, czekająca aż miłość zapuka do jej drzwi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Dior Sauvage? Zapach zdrajcy i manipulatora, a więc najgorsze co może być? Serio? Zmienił byś na Toma Forda czy inne... lepsze zapachy. - oczywiście udała, że się krztusi i zamachnęła ręką aby odgonić od siebie to połączenie o którym każdy poradnik mówił jako.. niebezpieczne. Zresztą renoma i skala sławy tego zapachu była przeróżna, niektórzy twierdzili iż to schyłek tej serii, populizm i renoma zabiła dobry towar. - Prawnik miły? Chyba tylko jak coś chcesz. - rzuciła włosem i ruszyła szybciej aby go już zniechęcić ale był jak ta mucha menda, jak ten rzep psiego ogona, jak ten papier toaletowy, kiedy przyklei się do buta. Nie chciała a jednak musiała dalej z nim iść obok, gdy doganiał ją do windy i jeszcze chamsko się do niej pakował. Bucywoł i nic więcej.
- Dół. Potrzebuje powietrza po tych Twoich zapach i... Twoim widoku triumfu. - jej słowa były po części prawdą, ale wredny uśmiech miał zakryć w sumie i jej ciało i jej myśli. Nie chciała aby ją dalej napastował i się pierzył jak paw dumnie. Zresztą gdy spojrzeć na wiek to wydawało jej się, że jest młodszy od niej albo przynajmniej tak jej się obiło o uszy. Wygląd jednak wskazywałby inaczej ale chyba logiczne co na to wpływało, niestety. - Chcesz mi dawać porady? Naprawdę? Może otwórz swoją szkółkę dopiero albo kancelarię. Bo zdaje mi się, że sam jesteś kimś kto jeszcze nie dostał po tyłku i leci n na picu trochę. Zresztą parę minut z Tobą obok to dla mnie męka.. - stwierdziła, ale z westchnięciem już wsiadła do tej winy, chcąc już wynieść się stąd i opuścił mury sądu. Na dziś miała już chyba spokój, a resztę rzeczy nawet jeśli mogła jeszcze przygotować w domu, w ciszy.
Nie wiedziała w sumie do końca o co mu chodzi i po co ta szopka dla rozrywki, a już na pewno miała ochotę zdzielić mu w twarz za te zagrywki. Myślał, że tego jego ruchy i kocie oczy sprawią, że jej zmiękną kolana albo że ona złagodnieje? Pewnie gdyby tylko zostali sami w tej windzie to dostałby strzał w twarz albo w krocze co najwyżej bo sorki, ale jego urok nie działał na nią, irytował ją dosłownie - a przynajmniej to najgłośniej manifestowała w swojej głowie. Przecież nie będzie myśleć o innych rzeczach co nasuwają często same filmy w kwestii wind i pary w niej...
Odsunęła się mocniej od niego, skrywając w drugim kącie windy, a jej wzrok karcił i jeszcze mocniej podkreślał jej ciśnienie. Nie odezwała się gdy wsiadła osoba, a po niej na następnych piętrach i kolejne. Niektórzy ubywali, a potem znowu trochę ich przybywało, więc siłą rzeczy wylądowała na nim, nieco z wynikającej sytuacji niż samej chęci. - Zamilcz okej! I ani waż się tykać mojego tyłka. - szepnęła do niego i pogroziła mu palcem bo ich katorga i tak miała trwać parę sekund. Może o parę za długo ale kto by to liczył..
William N. Patel
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Melanie Campbell
-
Melanie chodź silna z zewnątrz, krucha w środku. Waleczna prawniczka, cicha romantyczka, czekająca aż miłość zapuka do jej drzwi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Serio? Myślisz prawnik dla prawnika będzie miły tak, o? Przecież to rywalizacja jak na ringu, raz padam ja innym razem padniesz ty. No sorrki ale z dziubków sobie spijać niczego nie będziemy. - jej ton mówił jasno co myśli, że nie ma nic na świecie co zmieni jej zdanie no chyba że worek zielonych, które chętnie przygarnie aby wystartować z pomysłem własnej kancelarii, takiej sygnowanej jej nazwiskiem. Na to jednak musiała zapracować, nawet takimi gówno rozprawami jak ta, którą z Williamem ostatecznie przegrała. To jednak ją nieco tchnęło, była bardziej jadowita i bardziej czujna na jego słowa czy obecność. Co jak co ale prawnicy to dupki i do tego bajeranci, a tych nie chciała w swoim życiu, zbyt skupiona już była na sobie samej. Nie było jej więc w głowie spoufalać się z osobnikami, których traktowała jako przeciwników i jako dupków samych w sobie. Nawet jeśli niektórzy tak jak ona potrafi ściągnąć po pracy czy wyjściu z sądu "maskę" twardego zawodnika, wciąż trzymała się w ryzach aby nie ciągnęło ją do takich romansów w pracy. Choćby nie wiadomo jak przystojny i czarujący był pan prawnik. Nie to nie. Pytanie na jak długo te zasady się zdadzą.
Nie odezwała się więcej wsiadając do windy, wzrok który mu posłała mówił chyba sam za siebie, że ma się po prostu zamknąć. Irytował ją równie mocno co ta winda, która nagle zachciała wozić wszystkich po tych piętrach jakby w ramach wycieczki. W teorii to było parę sekund, może minut ale dalej - irytowała się tym miejscem, dusiła porażką, którą miała zamiar zapić w zaciszu własnego mieszkania. Ścisk oraz szczyt godzinowy trafił się im akurat teraz, gdy musieli znów być w pobliżu siebie. Ten facet ją męczył, nawet jeśli miał w sobie jakiś tajemniczy urok oraz niewyparzoną gębę.
- William.. - syknęła pod nosem, mając zamiar wbić mu swoją szpilkę w stopę. Nie oponowała przed tym, wpatrując się przy okazji jak dzielnie wytrzymuje i jeszcze ma tą energię wykłócić się z obcym typem. Ten chyba sam w sobie zirytował ją bardziej niż Patel dzisiaj, a to nowość.
- Dotknij mnie jeszcze raz a dostaniesz w twarz.. - rzuciła do jego ucha, a potem sprawnie się od niego odsunęła, zdejmując jego dłoń z własnego ciała jakby ją normalnie parzyła. Jeszcze raz posłała mu ten wzrok, który miał podkreślić, że nie żartuje i w końcu wybuchnie sama i nie będzie się hamować faktem, że znajdują się w sądzie. Winda wreszcie wylądowała na dole na co Melanie zrobiło się nieco lżej, już nie tak duszno pod względem zapachów, które mieszały się w metalowej klatce. Haust świeżego powietrza to coś czego potrzebowała od samego momentu wyjścia z sali sądowej, powiew chłodnego powietrza na gotującą się ze złości głowę. - Będziesz za mną szedł aż do domu? Nie truj się tym stary. - stwierdziła ale mimo to przystanęła na moment jeszcze. Chwilę się wahała nad jego niemą propozycją ale machnęła dłonią i nie skorzystała finalnie, zbyt mocno szanowała swoje ciało. Zamiast tego zatem wyciągnęła telefon aby dla pewności sprawdzić czy jej grafik na dzisiaj już jest done i finito, a następny przystanek to: dom i dobre wino.
William N. Patel
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Melanie Campbell