18 y/o
For good luck!
166 cm
uczennica/łuczniczka w Riverdale Rams
Awatar użytkownika
I remember the night I made the deal
Trading my soul for power I could feel
The demon smiled with eyes of flame
And whispered softly my new name
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Jakby ktoś jej pytał, to uważała, że ten drink, który nieświadomie spaczyła, był zajebisty i na pewno w smakował niczym mały Jezusek bosą stópką po podniebieniu stąpał. Może nie był najwyższej klasy i zawodowi barmani by mieli się do czego przyczepić, ale pijani nastolatkowie? Na pewno będą to uważać za prawdziwą ambrozję dla kubków smakowych, skoro i tak głównie pili śmieciowe drinki i rozcieńczone piwo.
A to nie jest godne pokazania? — spytała, zerkając na szklankę, którą trzymał. Jak na jej, to już mogłaby to pokazać chociażby takiemu Krossowi. Na pewno uznałby jej kunszt. Ewentualnie powiedziałby, że to gówno, jak na doskonałego przyjaciela przystało. Bo chociaż jego laski nie znosiła, tak on był jak wkurwiający momentami brat, którego nigdy nie miała. Oddałaby mu nerkę, ale na pewno nie pilota od telewizora.
A właśnie… o wilku mowa.
Nieświadomie wywróciła oczami, gdy słowa przyjaciela przebiły się przez muzykę w kuchni. Ten to doskonale wiedział kiedy się pojawić i jeszcze w takim stylu.
Nikt tu nie flirtuje — odpowiedziała dość sucho. Instynktownie zerknęła krótko na swojego trenera, aby zobaczyć czy zareagował jakkolwiek na te gadki. Zaraz jednak obejrzała się do tyłu przez ramię, lustrując spojrzeniem chłopaka, który stał po drugiej stronie kuchennej wyspy.
Brew jej drgnęła wyżej na jego kolejne słowa, bo już czuła, że jej miły trener się zaraz speszy. A ona przecież nic takiego nie robiła. Po prostu spędzali ze sobą czas na imprezie i uczył ją robić drinki, prawda? Doskonale wiedziała przecież, że ma narzeczoną.
Była po prostu miłym gospodarzem, dbającym o gościa.
Najchętniej zabiłaby go spojrzeniem za te wszystkie teksty, ale Kross raczej się nie przejął jej groźnym wzrokiem, który był bardzo wymowny, bo albo wiedział, że go nie zabije, albo spodziewał się wpierdolu za zakrętem. W końcu nie byłby to pierwszy raz jakby mieli się przepychać. Tylko tak, aby Maldita nie widziała, bo znowu by coś sobie dopowiedziała, a jak wiadomo, to ona mogła być jedyną harpią w okolicy chłopaka.
Żeby Raven to jeszcze była nim jakkolwiek zainteresowana.
Śmierdzi tu emerytem.
Wywalaj, Kross — rzuciła głośniej, odwracając się wymowniej w jego stronę na tym blacie, akurat jak już wychodził. No bezczelny. Żeby ona mu tak randek nie niszczyła. Znaczy… to żadna randka. Ani flirty.
Wróciła spojrzeniem do trenera i uśmiechnęła się łagodnie.
Byłaby taka szkoda… — powiedziała wielce przejęta. Jak na jej, to mogłaby spokojnie pachnieć tym całym emerytem, bo nie była to żadna obraza. Nie czuła się jakby rozmawiała z dziadkiem, albo była między nimi niewiadomo jaka przepaść pokoleniowa. I to było znaczące.
Zsunęła się z blatu i sięgnęła do jego nadgarstka.
Chodź, nie jesteś tu barmanem, tylko gościem — powiedziała, nie przyjmując jego jakiejkolwiek odmowy. Jak ktoś będzie chciał sobie zrobić drinka, to powinien dać sobie radę, prawda? — Jako solenizantka, nie przyjmuję „nie” — dodała, uśmiechając się pod nosem.
Chwyciła swojego drinka i pociągnęła go za sobą w stronę salonu, gdzie znajdowała się zdecydowana większość nastolatków. I ten cholerny debil, który jeździł na drewnianym, bujanym koniku po całym salonie, wraz z okrzykami i śmiechami ludzi dookoła. Widać, że był już mocno nawalony i sprawiało mu to dużą frajdę. Jak to każdemu, imprezowemu błaznowi, który szukał poklasku.
— Malcolm, wypierdalaj z moich paneli — warknęła na niego, a ten odwrócił głowę i zamiast zejść z konika, to na nim zaczął kierować się szybko w kierunku dywanu. Jak taki pies, którego przyłapano na zrobieniu czegoś złego. — Ma tu nie ma być po was śladu, bo jak Pirania wróci, to wszyscy będą mieć przesrane, jasne? — Bo chociaż Raven w szkole była lubiana, to jednak jej matka budziła strach nie tylko w domu. Nawet nauczyciele Heist się jej obawiali. I rodzice innych uczniów.
A inni mogli się spodziewać, że jej matka się na pewno dowie kto był na imprezie. Prędzej czy później, więc lepiej, aby w ogóle się nie domyśliła, że cokolwiek miało miejsce. Wystarczyło, że jej własny ojciec krył jej tyłek.
To Soren, mój trener i super ziomek. Bądźcie mili i go nie wystraszcie, bo robi też super drinki. — Z jakiegoś powodu, spojrzała tu wymowniej na Krossa. — W co gramy?
— Prawda czy wyzwanie! — powiedział Malcolm, aż wstając chwiejnie ze swojego konika.
— Chyba ruchanie.
— Ten kto się wymiguje pije trzy szoty! — dodał, lustrując groźnie wszystkich, którzy zgłosili chęć gry.
Pociągnęła zachęcająco Sorena do ich upośledzonego kręgu, bo niektórzy siedzieli na ziemi, inni na meblach, a jeszcze inni pod ścianą, ale zdecydowana większość chciała z nimi się bawić. Zwłaszcza będąc po kilku drinkach. I jak już przeszło kilka różnych kolejek z wyzwaniami i zawstydzającymi pytaniami, doszło do Sorena.
— Gdybyś nie miał laski, kto z obecnych najbardziej wpadłby ci w oko? Wszyscy tu są legalni, spoko! — powiedziała ruda koleżanka, której zrobił drinka. Faceta też mógł wybrać.

Soren Morningstar
28 y/o
For good luck!
186 cm
all you gotta do is trust us
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Kross najwyraźniej nie uwierzył w stwierdzenie Raven, gdzie mówiła, że ona nie flirtuje. Rzucił coś o tym, że on też przecież często siada na blacie biurka w gabinecie swojego trenera i rozchyla przed nim nogi i że to całkowicie normalne.
  Całe szczęście był to tylko Kross i raczej wątpliwe było, że zrobi z tego wielką plotkę, którą rozpuści po szkole. Z tego grona takie dramy najmniej go interesowały. Niemniej kto wie – może komuś innemu również wpadło w oko to, co robiła Raven. I tylko Evander był na tyle bezczelny, by się odezwać, zamiast po prostu odwrócić się i wyjść. Nawet jeśli oficjalnie faktycznie nic się nie działo, to przecież w takim towarzystwie to wystarczyło w zupełności, by utworzyć teorię.
  Według Songa ta cała różnica nie była zatrważająca, chociaż od Raven dzieliło go dobre jedenaście lat. Mimo to miał z nią całkiem dobry kontakt i dogadywał się, o ile w jej zdaniach nie pojawiały się jakieś nowe słowa, które później musiał googlować, bo wstyd było przyznać, że nie miał pojęcia co znaczy dane określenie czy reakcja. Tego nowego słownictwa nie uważał jednocześnie za jakiś krindż, bo doskonale wiedział, że oni w swoim pokoleniu też mieli dziwne odzywki. Przykładowo: krzyczenie łazaaaap.
  Niemniej pomysł wspólnej zabawy niespecjalnie mu się podobał, chociaż protestu wnieść nie mógł. Raven wytoczyła argument, na który on tylko uśmiechnął się delikatnie pod nosem, niczego nie mówiąc. Ustąpił i przeszedł do salonu z dziewczyną, mając wrażenie, że czuje na sobie spojrzenia jej znajomych. Może był stary, może przesadzał, niemniej czuł, że już w ich umysłach jest dodawane dwa do dwóch, gdzie nigdzie tej dwójki tak naprawdę nie było.
  W milczeniu obserwował, jak dziewczyna ustawia swojego kolegę, strasząc przy okazji swoją matką. Był tak naprawdę gotowy samodzielnie wynieść Malcolma, gdyby ten miał jakiś problem. Nie liczyło się dla niego, jaką opinię sobie o nim wyrobią – już niektórzy mieli ją nawet wyrobioną, określając go emerytem – na pierwszym miejscu stawiał komfort swojej podopiecznej i jedynej też osoby, którą w tym gronie znał. Więc gdyby ktoś by jej podpadł, miałby problem z nim.
  W grze wziął udział tylko z grzeczności, strategicznie ustawiając się pod ścianą tak, aby był w jak najmniejszej części narażony na trafienie.
  Otworzył usta, początkowo chcąc odpowiedzieć, że on ma laskę i nie widzi, a także nie zamierza widzieć, alternatywnej rzeczywistości, w której nie byłby z Sorą. Nie powiedział jednak tego, bo po szybkim rozrachunku doszedł do wniosku, że taka odpowiedź nie zostałaby uznana i dalej wierconoby mu dziurę w brzuchu. Nie rozglądał się też za bardzo po pomieszczeniu, w poszukiwaniu tej osoby, która wpadłaby mu w oko w tej innej rzeczywistości.
Pytanie było bardzo abstrakcyjnie. Wręcz absurdalne w jego pozycji. Ale może to przez to, że był stary i nie potrafił teraz spojrzeć na nikogo w ten sposób, w jaki oczekiwano. Mógł wskazać bezpieczną odpowiedź dla siebie – Raven, bo przecież ją znał, ale wystarczyła krótka kalkulacja, aby dojść do wniosku, że możliwe dość szybko by zaczęto dorabiać teorie, które nie miały podstawy. Wystarczyło, że wrócił myślami do rozmowy w kuchni z kolegą dziewczyny. Rozwiązanie było więc proste.
  — Kolega, tam. — Wskazał brodą na miejsce, w którym znajdował się Kross. Evander skrzywił się widocznie. — Podoba mi się, jak szybko robi się o mnie zazdrosny — dodał jeszcze, w ramach luźnego żartu. Nie był głupi – wiedział, że to nie zazdrość i wiedział, że nie chodziło o niego. Był raczej intruzem.
  Krossa to chyba nie rozbawiło, bo popukał się w czoło, patrząc na trenera. Malcolm wydał z siebie przeciągłe „uuuuuuu”, kilka dziewczyn zachichotało. Problem rozwiązany. Tyle tylko, że nie wszyscy chyba wzięli tę odpowiedź na poważnie, ale to już Soren kwitował luźnym wzruszeniem ramion. W końcu nie mogli mu udowodnić, że nie była to prawda.
  Poprosił, aby zakręcono za niego butelką, aby nie musiał zmieniać pozycji – podparcia bokiem o ścianę, z ramionami splecionymi na klatce piersiowej. Gdy wypadło na jedną z koleżanek dziewczyny, zadał jej jakieś pytanie, nieszczególnie dotkliwe, biorąc pod uwagę, że nie znał ich za dobrze. A w zasadzie: wcale;
  Finalnie padło na Raven. I dostała, w ramach zadania, wymasowanie pleców własnego trenera. Ściągając wcześniej mu koszulkę. Zębami. Nie trzeba mówić, kto był autorem tego, jakże dojrzałego, pomysłu.

Raven Heist
18 y/o
For good luck!
166 cm
uczennica/łuczniczka w Riverdale Rams
Awatar użytkownika
I remember the night I made the deal
Trading my soul for power I could feel
The demon smiled with eyes of flame
And whispered softly my new name
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Raven najwyraźniej nie przejmowała się ewentualnymi plotkami wsród rówieśników, bo też przecież wiele z nich było… wyssanych z palca. A ona niczego złego nie robiła. Siedziała sobie na blacie, rozmawiając ze swoim trenerem. I piła drinka. Grzecznie, bez podtekstów i śliskich zachowań. Nawet go przecież nie dotykała. Może kilka razy się stuknęli przy robieniu drinka, ale żeby od razu miało to eskalować? Z drugiej strony, nastolatkowie nie potrzebowali wiele do wytworzenia plotki.
Chociaż mogłaby im dać powód do gadania.
Była grzeczną, jak na siebie, solenizantką, która wypiła już kilka dobrych drinków i chciała się po prostu dobrze bawić na własnej imprezie urodzinowej. No i dbała o swoich gości, bo wszyscy zaproszeni byli częścią tej wielkiej, patologicznej ekipy z durnymi pomysłami i zachowaniami. Ona była tylko członkiem, który rzadziej pokazywał się na wszystkich imprezach.
Raven siedziała na szerokim fotelu, ze skrzyżowanymi nogami podczas całej zabawy. Trzymała swojego drinka, z szerokim, rozbawionym uśmiechem obserwując kolejne odpowiedzi nastolatków, mniej lub bardziej pikantne. Ale kiedy nadeszła pora Sorena, skupiła na nim swoje spojrzenie w zasadzie nie wiedząc czy jakkolwiek odpowie. Ale jego odpowiedź była lepsza niż przypuszczała. Zaśmiała się pod nosem widząc reakcję wybranego kolegi.
Wychodziło na to, że teoria, że na Krossa leci pół populacji szkolnej przenosiła się też poza szkołę. Całe szczęście ona zaliczała się do tej części, która nie patrzyła na niego jak obiekt do zdobycia. I to nie dlatego, że jakkolwiek miałaby się obawiać Maldity.
Po kolejnych pytaniach i typowanych osobach, w końcu butelka wylosowała ją. I patrząc na to, kto miał jej losować pytanie lub wyzwanie, to wiedziała, że jeden i drugi wybór był beznadziejny. Więc ostatecznie wzięła wyzwanie, bo alkohol w żyłach podpowiadał, że to lepsza opcja.
Po usłyszeniu treści zadania, spojrzała na Krossa z miną mówiącą: chyba cię pojebało.
Kross ty cwelu — rzuciła do niego jakże miło, chyba nie do końca dowierzając, że on naprawdę chciał, aby to zrobiła. Ale on był nieugięty.
Zawsze Raven mogłaś wypić szoty. Ale oczywiście, że tego nie zrobisz.
Przeniosła spojrzenie w kierunku swojego trenera.
Możesz wypić szoty, jeśli nie chcesz być ofiarą. — To była oczywiście opcja dla niego, jeśli tchórzył, albo… no miał jakąś godność i honor, bo ona nie zamierzała się wycofać.
Słysząc jednak potwierdzenie, kącik ust jej drgnął wyżej. Była w pewnym sensie pod wrażeniem, że mimo wszystko zdecydował się na bycie rozebranym.
Niech siada! — krzyknęła jakaś dziewczyna, bo przecież Soren był o wiele wyższy niż taka Raven, więc ściągnięcie z niego koszulki samymi zębami było niemożliwe, o ile się nie zniży. Zawsze mógł też klęknąć, no ale… może już lepiej aby nie zachodzili tak daleko.
Heist zwolniła mu swój szeroki fotel, aby mógł usiąść, po czym sięgnęła po gumkę znajdującą się na jej nadgarstku, aby związać na szybko włosy w niedbałego koka.
— Masz go rozebrać, a nie zrobić loda!
Morda, Malcolm — rzuciła przez ramię, bo wiedziała po głosie kto był autorem tego cudownego tekstu. Obejrzała się jeszcze na Krossa, genialnego pomysłodawcę i pokazała mu środkowy palec, który ucałowała ze specjalną dedykacją. I oczywiście całą sympatią. — To dla ciebie — powiedziała, po czym przyklęknęła przed trenerem i pochyliła się, aby zębami, wśród głośnych wiwatów i kibicowania, sięgnąć do materiału koszulki. Złapała kraniec i zaczęła powoli go podnosić, kierując się wyżej i wyżej. Czasami musiała zmienić ustawienie i złapać gdzie indziej, aby koszulka zeszła całkiem. Nie spieszyła się, powoli się przy tym prostując.
Zetknęła się z nim spojrzeniem, gdy była już wyżej, a jego korpus został znacząco odsłonięty. W ostatniej fazie musiał jej częściowo pomoc, chociażby z uniesieniem rąk. A im koleżanki więcej widziały, tym ich odgłosy były bardziej piskliwe i zachwycone. Nastolatki lubiły ładne ciała, a on… no miał je naprawdę dobrze wyrzeźbione.
I gdy trener ku uciesze koleżanek został pół nagi, Raven wyprostowała się z koszulką w zębach, którą wypuściła sobie do ręki. Przełożyła ją przez zagłówek i stanęła za fotelem, aby teraz przejść do tej drugiej części zadania - masażu. Ułożyła dłonie na jego ramionach i zaczęła ugniatać, kciukami mocniej wciskając się w jego napięte mięśnie, powoli kierując się do karku i miejsca tuż pod linią włosów.
Grać dalej, a nie się gapicie — rzuciła, kiedy koleżanki już ucieszone zapomniały o grze, tylko wpatrywały się w to, co działo się na fotelu.
Szkoda, że nie było blond koleżanki Krossa, to chociaż Raven miałaby się jak zemścić.

Soren Morningstar
ODPOWIEDZ

Wróć do „#15”