33 y/o
For good luck!
182 cm
tancerz, pan do towarzystwa w The Spoke Club
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Salvador miał wrażenie, że kręci się wokół Saula jak szczeniak, ale jednocześnie nie wiedział jak się "za to" zabrać. To nie tak, że nigdy nikogo nie podrywał, bo był w swoim życiu nawet w dwóch kinda związkach, miał też na koncie kilka mniejsze lub większe romanse, ale jakoś w wypadku Saula nie wydawało mu się to takie proste jak np. uwodzenie klientów. Devlin roztaczał wokół siebie swego rodzaju mur obronny, którego genezy Salva jeszcze nie do końca miał okazję poznać, ale który świadomie chciał przełamać - wiedział, że warto to zrobić, że łatwo może nie będzie, ale przecież on też nie był tak do końca bezproblemowym człowiekiem. Miał na swoim koncie odsiadkę, był czystym - z małymi wypadkami - narkomanem, dodatkowo można powiedzieć, że zajmował się sex-workingiem, nie wylewał też za kołnierz, a ponadto był porywczy - co dla stereotypowego Meksykańca nie było niczym nietypowym. W sumie ze wszystkimi swoimi przywarami był bardzo stereotypowym obywatelem Meksyku...
Tak czy inaczej - widział, że Saul raczej jest nieufny i niedostępny, ale że w jego przypadku nie wynikało to z braku chęci nawiązania głębszej relacji z nim konkretnie, że nie chodziło o samego Salvadora, tylko raczej o ogół. Mógł się tylko domyślać z czego to wynikało, bo choć byli przyjaciółmi - a w każdym razie Menendez uważał Saula za swojego przyjaciela - to nie wszystkimi szczegółami ze swoich żyć się ze sobą dzielili. Wiedział, że Saul nie miał w domu lekko, ale nigdy nie wypytywał go o szczegóły - wiedział, że jeśli będzie chciał o tym pogadać, to sam zacznie temat, ale nie miał też problemu z tym, że póki co temat rodziny i domu ze strony Devlina nie padał zbyt często.
Czy Salva w ogóle podobał się Saulowi? Czy mógł liczyć na jakąś wzajemność z jego strony? Nie dowie się, jeśli nie spróbuje, tego akurat był pewien. Tego konkretnego dnia umówili się w wybranym przez Salvę lokalu, którym był jeden z barów LGBT+ w Toronto. Lubił takie miejsca, bo mógł się tam otaczać innymi ludźmi, którzy nie byli klasycznie straight.
Pojawił się o wyznaczonym czasie, chociaż często miał problemy z punktualnością - zależało mu jednak, żeby na to spotkanie się nie spóźnić, bo w pewnym sensie traktował to jako randkę; randkę, którą tylko on chyba interpretował jako randkę, bo tylko on wiedział, że spotkanie miałoby nią być. Nie miał tyle odwagi, żeby wprost zaprosić Saula na randkę, co to to nie, więc póki co mógł jedynie pomarzyć o tym, żeby obie strony były świadome wagi tego spotkania. Rozejrzał się po wnętrzu upstrzonym wszystkimi kolorami i odcieniami tęczy, a kącik jego ust drgnął w uśmiechu - akurat te wszystkie światła i ozdóbki wydawały mu się lekko nad wyraz, ale nie był to jego lokal, więc nie jemu decydować o tym, jak wyglądało wnętrze.
W pewnym momencie dostrzegł stojącego tyłem przy barze mężczyznę, w którym rozpoznał swojego przyjaciela i dziarsko ruszył w jego kierunku, mijając po drodze kilku facetów, z których jeden wpatrywał się w niego dość intensywnie - nie miało to jednak dla niego większego znaczenia w tym momencie, bo nie dla niego tam przyszedł.
- Hola, guapo - rzucił wesoło, obejmując go na chwilę od tyłu i cmoknął go w policzek, po czym stanął u jego boku, opierając przedramiona o blat baru, zerkając na Devlina z uśmiechem. - I co, jak tam interes? - w końcu interesowało go to, czy biznes Saula jakoś sobie radzi, bo po pierwszy pożyczył mu kasę na jego otwarcie, a po drugie mężczyzna był jego przyjacielem i Salvador życzył mu jak najlepiej, chciał żeby ten wyszedł na prostą i żeby mu się wiodło w życiu.

Saul Devlin
30 y/o
For good luck!
170 cm
Jubiler, żigolo Zakład jubilerski, ulica
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/ono
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Rzeczywiście, Saul nie miał pojęcia, że dzisiejsze spotkanie to randka - nie miał nawet odwagi tak myśleć, bo bardzo mu zależało na Salvadorze, był z nim coraz mocniej związany, a jednocześnie nie był pewien, czy on sam w ogóle może się komukolwiek tak naprawdę podobać. Więcej - był przekonany, że nie może, bo po wszystkich przejściach w swoim życiu miał wrażenie, że nie jest kimś, kim ktokolwiek mógłby się naprawdę zainteresować. Obawiał się, że jeśli zacząłby myśleć o Salvie jako o kimś, kogo pokochał i kto mógłby pokochać jego, to straciłby tę przyjaźń.
Na to spotkanie przyszedł zdecydowanie za wcześnie, bo również miał duże problemy z punktualnością, a nie chciał się spóźnić. Zdążył więc już wypić pół kufla piwa, zanim zobaczył obok siebie swojego przyjaciela, na którego widok uśmiechnął się szeroko.
- Hej, piękny - powitał go tak samo, jak Menendez jego - Chcesz piwo?
Nie czekając na odpowiedź zawołał barmana i zamówił napój dla przyjaciela. Chwilowo unikał odpowiedzi na pytanie o swój sklep, bo - prawdę mówiąc - nie szło dobrze.
- Na razie prawie nie ma klientów - przyznał wreszcie niechętnie, po czym zaraz dodał - Ale dopiero niedawno otworzyłem, więc ludzie jeszcze o mnie nie wiedzą, nie mam marki. Będzie lepiej. Na pewno.
Jako człowiek z prawdopodobnie niezdiagnozowanym ADHD, chciał, żeby ten sukces nastąpił natychmiast i nie umiał na niego czekać, więc powoli tracił wiarę, że ten interes mu się uda. Bał się, że znów złapał się za coś, do czego się nie nadaje, więc nie powinien w ogóle kiedykolwiek próbować robić coś innego, niż do tej pory.
- A co tam u ciebie?
Stresował się tym, że będzie musiał zwrócić Salvie za ten zakład, ale starał się te myśli od siebie odsuwać.

Salvador Menendez
33 y/o
For good luck!
182 cm
tancerz, pan do towarzystwa w The Spoke Club
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skinął głową z uśmiechem, gdy Saul zapytał czy chce piwo - zresztą, jakże mógłby nie chcieć, skoro już umówili się w barze, dookoła kręciły się piękne kobiety i przystojni mężczyźni, grała pulsująca w ciele muzyka i ogólnie panował nastrój zabawy i wesołości. Sięgnął po kufel, gdy tylko barman postawił go przed nim, po czym posłał mężczyźnie za ladą szeroki uśmiech z rodzaju tych uwodzicielskich, które sprzedawał często swoim klientom, a które przynosiły mu zawsze dodatkowy zarobek. Nie flirtował jednak z barmanem zbyt długo, bo zaraz po tym uśmiechu obrócił się bardziej przodem do Saula, biodrem opierając się o bar i eksponując drugie biodro, odziane w ciemne, luźne spodnie.
- Oczywiście, że będzie lepiej, jestem tego pewien - wzruszył lekko ramionami, uśmiechając się ciepło, zupełnie inaczej, niż przed chwilą uśmiechał się do barmana. Tamten uśmiech był bardziej wyuczony, bardziej uwodzicielski, natomiast do Saula uśmiechał się po prostu... czule, szczerze i ciepło. - Tak sobie ostatnio pomyślałem, że może udało by ci się dogadać z lokalnymi szkołami i zorganizować jakieś zajęcia jubilerskie dla miejscowych dzieciaków? Myślę, że nawet najmłodsi byli zachwyceni, gdyby mogli samodzielnie zrobić sobie jakiś wisiorek; no, na tyle samodzielnie, na ile będą w stanie, wiadomo. - przeczesał włosy palcami i pociągnął kilka łyków ze swojego kufla, po czym kontynuował. - Od szkół za zajęcia nie musisz brać jakoś dużo, na tyle żeby pokryło użyte materiały i roboczogodziny za twoją pracę, ale samo to sprawi, że o twoim zakładzie usłyszą i nauczycieli, i rodzice tych dzieciaków... a to samo w sobie może przysporzyć ci niemałą ilość klientów. - pochylił się nieco w stronę Saula, wciąż uśmiechnięty, a w jego oczach zamigotały wesołe iskierki. - Pomogę ci z tym, jeśli chcesz i jeśli w ogóle ten pomysł ci się podoba.
Coś go podkusiło - może to po prostu nastrój panujący w tym miejscu, może błyszczące oczy mężczyzny, może otumaniający go zapach perfum Saula - i musnął delikatnie policzek Devlina kciukiem wolnej dłoni. Zaraz potem jednak zawstydził się nieco, cofnął dłoń ostrożnie i napił się jeszcze trochę, zanim odpowiedział na pytanie zadane chwilę wcześniej przez mężczyznę.
- U mnie? W sumie chyba ok. Po staremu raczej. Głównie pracuję, potem odpoczywam... ale ostatnio stwierdziłem, że nie można żyć tylko pracą i snem, więc nie chodzę już do klubu każdej nocy, żeby nie tracić każdego dnia na odsypianie. Stwierdziłem, że za stary jestem na takie życie. - zaśmiał się pod nosem.

Saul Devlin
30 y/o
For good luck!
170 cm
Jubiler, żigolo Zakład jubilerski, ulica
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/ono
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Saul oparł łokieć o kontuar, a brodę położył na wnętrzu swojej dłoni w taki sposób, że palce tworzyły swojego rodzaju "kaganiec" na jego ustach. Widać było po nim, że rozważa pomysł Salvadora.
- Hm... - mruknął, wodząc wokół oczami i co jakiś czas zatrzymując na chwilę wzrok na przyjacielu. Trochę się bał prowadzić zajęcia dla dzieci: czy dałby sobie z nimi radę? Czy nikomu nie stałaby się krzywda? Czy w ogóle okoliczne dzieciaki by chciały przyjść do kogoś takiego, jak on? Dzieciaki może jeszcze tak, ale czy rodzice by ich puścili?
- Tam mieliby do czynienia z ogniem, roztopionym metalem, z ostrymi narzędziami... - powiedział po chwili - Myślisz, że to by było bezpieczne? Nie ogarnąłbym ich sam, to pewne, chyba, że byliby w kilkuosobowych grupkach. Zresztą i tak wielu by się u mnie nie zmieściło. Mógłbym zorganizować jakieś cztery, może sześć miejsc do pracy, ale nie jestem pewien, czy w ogóle to by było bezpieczne, a nie chciałbym, żeby komuś coś się stało...
Popatrzył na Salvadora, czując mocniejsze bicie serca przez ten kciuk, który musnął jego policzek. Zarumienił się trochę pod wpływem tego dotyku i... cholera, chciał więcej. Niewiele myśląc, sięgnął po jego dłoń i chwycił ją na chwilę palcami, ale zaraz zabrał rękę i napił się.
- No, możesz być zmęczony, ostatecznie wiek już nie ten - zaśmiał się i puścił mu oczko - A w takim razie na pewno byś mi pomógł? Wiesz - to też byłaby praca, i to nie wiem, czy nie cięższa, niż w klubie...
Przed oczami stanął mu teraz widok tańczącego Salvadora i z pewnym niepokojem zauważył, że serce zabiło mu znów szybciej i mocniej.

Salvador Menendez
33 y/o
For good luck!
182 cm
tancerz, pan do towarzystwa w The Spoke Club
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ucieszył się, że Saulowi spodobał się jego pomysł, bo mimo że wyliczał ewentualne rzeczy, które mogłyby nastąpić i to, co mogłoby być niebezpieczne czy ogólnie pójść nie tak, to jednak rozważał sam pomysł i ewidentnie się nad nim zastanawiał. W jakiś tam sposób połechtało to ego Salvadora, który nie uważał się za przesadnie inteligentnego faceta, a teraz pomyślał, że może jednak coś tam ma w głowie i nie jest z nim aż tak znowu źle.
- Nie musiałbyś radzić sobie sam, bo po pierwsze ja bym ci pomógł, a po drugie na pewno nauczyciele przychodziliby tam razem z dziećmi, nie wysyłaliby ich samych na takie zajęcia. To, że grupki będą niewielkie też ma sens i też by raczej nie przeszkadzało, ostatecznie w szkołach organizują czasem dzieciakom wyjścia chociażby do jakichś zakładów garncarskich czy do fabryk bombek lub czekolady, a więc nie zawsze są to jakieś ultra bezpieczne rzeczy. Myślę, że rodzice musieliby podpisać dzieciom zgodę na takowe wyjście, bo i tak byłoby to traktowane jako aktywność "dla chętnych". Zresztą, może dla dzieciaków z liceum byłoby to o tyle korzystne, że dzięki temu przynajmniej parę osób znalazłoby dla siebie ścieżkę kariery, którą chcieliby podążać?
Rozgadał się i trochę zaschło mu w gardle, więc znów upił parę łyków swojego piwa. Zauważył rumieńce na policzkach Saula po tym jak musnął jego skórę kciukiem, co sprawiło, że uśmiechnął się w duchu szeroko, a gdy ten sięgnął po jego dłoń serce Salvy zabiło znacznie szybciej, zupełnie jak u dziecka, które właśnie weszło do sklepu z zabawkami i które usłyszało, że może sobie wybrać tak wielkiego misia, jakiego tylko chce.
- No, starość nie radość, to prawda - parsknął śmiechem na słowa przyjaciela. - Ale tak, jestem pewien i wiem, że to również byłaby praca. Z drugiej strony: byłoby to coś innego, niż robię zwykle, zyskałbym też jakieś nowe umiejętności i moglibyśmy sprawić jak bardzo magiczne są moje paluszki - wyszczerzył zęby i poruszył palcami u wolnej dłoni, po czym sięgnął nią po rękę Saula, zaciskając lekko palce na jego nadgarstku. - No weź, zgódź się, spróbujmy. Jeśli się nie uda, to trudno, ale przynajmniej będziemy wiedzieli, że spróbowaliśmy. - mówiąc to uniósł kufel, wznosząc jakby toast za powodzenie się pomysłu.

Saul Devlin
30 y/o
For good luck!
170 cm
Jubiler, żigolo Zakład jubilerski, ulica
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/ono
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Popatrzył na jego dłoń na swoim nadgarstku, wydymając usta i zastanawiając się nad jego pomysłem. Salva wspomniał na głos o tym, czego jeszcze Saul się obawiał: rodzice.
- Myślisz, że rodzice puszczą do mnie dzieciaki...? - zapytał cicho, jednak na tyle głośno, żeby przyjaciel go usłyszał - Wiesz - moja reputacja nie jest najlepsza. Żeby nie powiedzieć, że sięga dna i mułu.
Podrapał się nerwowo w czoło i uciekł wzrokiem, znów upijając łyk piwa. Potarł dłonią policzek i znów popatrzył przyjacielowi w oczy.
- Wiesz, jak chcesz, to dla ciebie mogę zrobić indywidualne zajęcia, żebyś mógł poćwiczyć paluszki - powiedział z uśmiechem - Ale jeśli zaprosimy dzieciaki, to raczej trzeba będzie ich pilnować, a nie samemu dłubać w metalu, bo naprawdę boję się, że jeden z drugim łebek zrobi sobie krzywdę. Ale nauczę cię tego i owego wcześniej, żebyś mógł im pomóc choćby w przetapianiu metalu, bo im tego do łap nie dam absolutnie.
Tak, prawda była taka, że jego mózg chyba już wdrożył ten pomysł i uznał, że te zajęcia się odbędą. Prawdę mówiąc, był do tego coraz bardziej zapalony mimo, że nie zdawał sobie z tego jeszcze sprawy - ale już wyobrażał sobie, jak to będzie wyglądało, co mógłby dzieciakom zaproponować, co pokazać, jak... Już tworzył w głowie scenariusze, jak to może wyglądać.
- W zasadzie dla dorosłych też mógłbym zorganizować warsztaty... - wymamrotał, patrząc w dal i wyobrażając sobie już kolejki ludzi, którzy chcieliby się nauczyć jubilerstwa albo choćby po prostu zrobić sobie pierścionek czy wisiorek - Naprawdę sądzisz, że to by się mogło udać...?

Salvador Menendez
33 y/o
For good luck!
182 cm
tancerz, pan do towarzystwa w The Spoke Club
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słysząc słowa Saula mocniej zacisnął palce na jego nadgarstku i potrząsnął lekko jego ręką, żeby zwrócić na siebie uwagę przyjaciela.
- Hej - popatrzył mu prosto w oczy, gdy Saul na niego spojrzał i znów pochylił się do niego, na tyle blisko, że w końcu oparł ich czoła o siebie. - Toronto to duże miasto, mieszka tutaj tyle ludzi, ile w Madrycie i jakieś trzy razy więcej, niż w takim Sztokholmie czy Pradze, więc szanse na to, że wszyscy znają twoją reputację są więcej, niż nikłe. Nikt nie skreśli pomysłu z tymi zajęciami, bo będzie wiedział, że jesteś "zakałą społeczeństwa", daj spokój - uśmiechnął się do niego ciepło, po czym musnął swoim nosem jego nos i oderwał się od niego w końcu, uznając, że może nieco mu się teraz narzuca ze swoją bliskością, a przecież nie chciał go do siebie zrazić i nie chciał wyjść na jakiegoś natarczywego dupka.
Pokiwał głową z szerokim uśmiechem, słysząc, że Saul może zorganizować mu zajęcia indywidualne. Tak, był to dobry pomysł, bo miał mu przecież pomagać z dzieciakami, a nie przeszkadzać, a jeśli nie nauczy się chociażby podstaw, to raczej marnym pomocnikiem będzie, prawda?
- Chętnie, tak - uśmiechnął się do niego szerzej i dopił ostatnie parę łyków piwa ze swojego kufla, po czym odstawił pusty już na ladę baru, powracając zaraz potem spojrzeniem do swojego przyjaciela. - Warsztaty dla dorosłych to też dobry pomysł, pewnie - skinął głową, wciąż uśmiechnięty, po czym sięgnął znów po dłoń Saula i splótł ze sobą ich palce, trochę teraz śmielszy po wypiciu całego kufla piwa. Przyciągnął go do siebie, wciąż z uśmiechem i błyszczącymi szczęściem oczami, w taki sposób, że Saul wpadł niemal dosłownie w jego ramiona. - Chodźmy zatańczyć, żeby uczcić nasz geniusz, co ty na to?

Saul Devlin
30 y/o
For good luck!
170 cm
Jubiler, żigolo Zakład jubilerski, ulica
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/ono
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Popatrzył mu głęboko w oczy, kiedy Salva zetknął ich czoła ze sobą. Słuchał tego, co mężczyzna do niego mówił i... zaskakująco zadziałało to na niego uspokajająco. Było to o tyle dziwne, że Saul bał się wszystkiego i we wszystkim widział wiecznie tylko czarne scenariusze; a jednak Meksykanin był w stanie momentalnie go uspokoić, rzucając logiczne argumenty (które być może usłyszane z innych ust nie byłyby dla Devlina tak przekonujące). Również dopił swoje piwo i wtulił się w przyjaciela, skoro ten przyciągnął go do siebie, splatając ze sobą ich palce.
- No, dobra - wymamrotał wciąż jeszcze trochę niepewnie, ale mimo wszystko przekonany argumentami Menendeza - Niech będzie, że ludzie nie wiedzą, kim jestem.
Dał się pociągnąć na parkiet, gdzie zaczął poruszać całym ciałem w rytm muzyki, od czasu do czasu łącząc biodra z biodrami Salvadora albo obejmując jego szyję. Zapach perfum mężczyzny był dla niego oszałamiający, Saul coraz bardziej odpływał i coraz bardziej odrywał się od rzeczywistości, pozostając tylko tu i teraz, w tym jednym, wspaniałym momencie.
- Masz coś? - zapytał po jakimś czasie, wciąż na parkiecie, obejmując jego szyję rękami i muskając ustami jego ucho. Miał oczywiście na myśli prochy.

Salvador Menendez
33 y/o
For good luck!
182 cm
tancerz, pan do towarzystwa w The Spoke Club
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zauważył, że Saul uspokajał się coraz bardziej pod wpływem tego, co Salvador mu mówił. To chyba znaczyło, że miał na niego dobry wpływ, uspokajający, kojący... a to była bardzo miła myśl. Prawdę powiedziawszy Saul też działał na przyjaciela uspokajająco, bo zwykle sama jego obecność sprawiała, że w głowie Salvy, gdzie kłębiło się wiele niespokojnych myśli, przynajmniej na chwilę pojawiał się spokój. Cieszył się więc, że on również potrafi uspokoić przyjaciela, gdy zachodzi taka potrzeba, bo nie chciał żeby Saul się stresował i żeby pozwalał czarnym myślom przejąć kontrolę.
Na parkiecie pozwolił sobie na chwilę zapomnienia. Tańczył blisko Saula, czasem wręcz za blisko, ciesząc się jego bliskością i samą obecnością przyjaciela, która zwykle uspokajająca, teraz działała na niego wręcz rozgrzewająco, niemal oszałamiająco, odbierajac mu logikę myślenia. Przyciągał go do siebie, gdy ciało przyjaciela oddalało się od niego za bardzo na parkiecie, błądził dłońmi po jego plecach, wciskał palce w saulowe biodra i chętnie wtulał policzek w szyję lub ramię mężczyzny, walcząc jednocześnie z coraz silniejszą potrzebą, żeby sięgnąć do jego ust.
Gdy usłyszał pytanie młodszego wyprostował się nieco i odchylił głowę, żeby spojrzeć na twarz Devlina.
- Przepraszam, ale nie, nie mam nic przy sobie. Znowu próbuję... no, nie brać. - pociągnął nosem i potarł go lekko wierzchem dłoni, mimowolnie odczuwając chęć wzięcia czegoś nielegalnego. Wystarczyło samo pytanie Saula, żeby zaczęła go swędzieć skóra i żeby wizualizował sobie już ich obu w klubowej toalecie, dzielących się prochami.
- Może... Może poszukamy kogoś, kto ma towar? Pewnie się ktoś znajdzie, w takich miejscach zwykle ktoś sprzedaje - nieco nerwowo rozejrzał się dookoła, próbując wypatrzyć jakąś znajomą twarz.

Saul Devlin
30 y/o
For good luck!
170 cm
Jubiler, żigolo Zakład jubilerski, ulica
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/ono
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Podobała mu się ta bliskość ich ciał, to, że czasem czuł Salvadora całym sobą i jego oddech na swojej szyi i ramieniu. Za każdym razem, kiedy jego ciepło owiewało nagą skórę Saula, Kanadyjczyk czuł przyjemny dreszcz i rosnące pragnienie, by poczuć Meksykanina jeszcze bliżej, mocniej. Żeby posmakować jego ust, zatonąć w jego perfumach, wpleść palce w jego włosy... To ostatnie zresztą kilka razy zrobił, przesuwając dłonią po jego głowie.
Jednak kiedy usłyszał, że Salva próbuje nie brać, Saul zamarł, patrząc na przyjaciela niepewnie i walcząc z samym sobą. Chciał wziąć, czuł przemożną potrzebę, żeby dać sobie w żyłę albo przynajmniej wciągnąć kreskę - i ta potrzeba stawała się w tej chwili paląca, nie do pokonania. Czuł igłę w swojej ręce, czuł pieczenie w nosie, czuł widmo tych przyjemnych zawrotów głowy i nagłego otumanienia - już zdecydowanie nie takiego, jak za pierwszym razem, bo już od dawna narkotyki nie działały na niego tak dobrze, jak na początku, ale obecnie to, co z nim robiły, stało się niezbędne do życia. Jednak sam kilka razy próbował to rzucić, więc kiedy usłyszał, że Menendez teraz chce z tym skończyć, poczuł się jak najgorsza szmata, że w ogóle wspomniał o prochach i zapytał, czy mężczyzna coś ma. On również potarł swój nos nerwowo i rozejrzał się niepewnie, gorączkowo zastanawiając się, czy w ogóle próbować czegoś szukać, czy zostawić ten temat w spokoju i próbować się bawić dalej bez narkotyków. Jego nałóg mówił mu, że to się nie uda, że musi wziąć... a z drugiej strony nie chciał psuć wszystkiego Salvadorowi, więc może lepiej w takim razie skołować coś tylko dla siebie...?
- Okej, nieważne, dam radę - powiedział w końcu, patrząc na Salvadora kątem oka - Nie było tematu.
Wzięcie czegoś samemu i nie podzielenie się byłoby co najmniej równie szmatławe, jak wzięcie razem z nim.

Salvador Menendez
ODPOWIEDZ

Wróć do „Woody's and SAILOR”