46 y/o
For good luck!
184 cm
neurochirurg, Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
oh, he's getting by,
fakin' the time of his life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

𝑰 𝒌𝒏𝒐𝒘 𝑰'𝒎 𝒐𝒖𝒕 𝒐𝒇 𝒔𝒊𝒈𝒉𝒕, 𝒃𝒖𝒕 𝒂𝒎 𝑰 𝒐𝒖𝒕 𝒐𝒇 𝒎𝒊𝒏𝒅?

Przez te kilka dni panienka Torres z pewnością dostarczyła mu nie tylko wrażeń, ale i siwych włosów. Domyślał się, że wchodząc w jakąkolwiek relację z tym barwnym huraganem, nie będzie łatwo... że to będzie coś na miarę kolejki górskiej w parku rozrywki. Kiedy masz wrażenie, że jesteś już na samej górze, nagle - niespodzianka - spadasz na sam dół, ze zdwojoną siłą. Dokładnie tak miał Ezequiel ostatnim razem, kiedy się widzieli. Był pewien, że jest mistrzem flirtu. Podrywu. Że jego plan uwiedzenia młodszej sąsiadki krok po kroku sam się odhacza. Przecież tak było w wiadomościach. Tak było podczas kolacji… i nawet, nie starając się jakoś przesadnie, wylądował w jej mieszkaniu. Gdyby nie fakt, że palnęła w niego tamtym tekstem i że on dosłownie nie zarejestrował, że zrobiła mu tę cholerną kawę, to może tamten wieczór zakończyłby się inaczej. Zdobyłby więcej punktów.
Zatracił się w kolejnych dniach w długich zmianach i rozgryzaniu ciężkich przypadków - takich, gdzie nadzieja dawno przestała grać rolę, a on mimo to próbował ją komuś wcisnąć do dłoni jak ostatnią tabletkę. Po jednej z dłuższych nocnych zmian obudził się na wiadomość i zauważył kokietkę wysyłającą mu… nawet nie pamiętał, jak się to teraz nazywało. Nudeski? Był pod wrażeniem. Podobało mu się. Tyle że Ezequiel był jednym z tych typów, co bardziej wolą dotykać niż patrzeć. Zdjęcia były cholernie miłe dla oka, ale co mu po tym, skoro nie mógł skosztować tych krągłości? Frustrowało go to tylko. Nawet nie myśląc, zrobił sobie selfie i uradowany jej wysłał. W kwestii smsów i konwersacji przez telefon mógłby wrócić do epoki kamienia łupanego... co było zabawne, bo na żywo był cholernie charyzmatyczny. Zdawał sobie też doskonale sprawę, że Sofia Torres próbuje się nim bawić. Owinąć go wokół palca. Nie wierzył, że dziewczyna, która dorastała w epoce TikToka i tych wszystkich bzdet, potrafi nie trzymać telefonu przy sobie przez godzinę. To było niemożliwe. Po prostu chciała zagrać we własną grę, której Ezequiel… nie łykał.

Następnego dnia w końcu odpisała, ciągnąc to swoje zagranie jeszcze dalej. And ya know what? Nie przeszkadzało mu to. Wiedział, że cały czas o nim myślała... czuł to. A poza tym napisała, że będzie u niego. See? Miał rację. Zaczął dla nich gotować. Tym razem postawił na tradycyjną carbonarę, ale zrobił ją po swojemu, upewniając się, że będzie miała ostrzejszy posmak... bo pamiętał, że lubi pikantne. Kiedy jedzenie było gotowe, wskoczył pod szybki prysznic, przetarł włosy ręcznikiem, zarzucił zwykłą szarą koszulkę i dżinsy. Przejrzał się w lustrze, psiknął perfumami. Zerknął na zegarek. 18:58. Podszedł do patelni, nałożył jedzenie na talerze i ustawił wszystko na stole w bardzo romantyczny sposób. Zapalił nawet świecę między talerzami. Nalał do lampek wino - to samo, które tak bardzo jej smakowało w restauracji.. i czekał.

Minęło pięć minut. Dziesięć. PIętnaście.

A jej dalej nie było.

Zaczął się irytować. Nienawidził spóźnień. Wspomniał przed ich pierwszą randką, żeby się nie spóźniała, więc wydawało mu się, że zrozumie, że za tym nie przepada. Dwadzieścia minut. To już był dosłowny brak szacunku! Prychnął pod nosem, usiadł przy stole i zaczął jeść. Kiedy skończył, upił łyk wina. Potem z talerzem poszedł do zlewu, umył go. Poszedł do łazienki, umył zęby i wrócił usiąść przed telewizorem, jakby nic. W końcu usłyszał pukanie do drzwi. Spojrzał na zegar na ścianie. Czterdzieści pięć minut później. Wyłączył telewizor i podszedł powolnym krokiem do drzwi. Otworzył. Jak zwykle wyglądała przepięknie… ale jego radość momentalnie przeinaczyła się w złość i frustrację. - Wydawało mi się, że byliśmy umówieni na dziewiętnastą, panno Torres. - rzucił, wymuszając uśmiech. Wpuścił ją do środka. Podszedł do stołu i zajął swoje miejsce. Chwycił kieliszek i dodał chłodno, - Ja już zjadłem. Powiedz tylko, czy chcesz, żebym ci to podgrzał. - Upił łyk wina, wpatrując się w nią. Tak bardzo chciał ją teraz ukarać. Tylko że był tak zirytowany, że najpierw musiał uspokoić siebie... ilością wina… i jej seksownym widokiem.

panienka torres
Ostatnio zmieniony śr lut 04, 2026 10:20 pm przez Ezequiel García, łącznie zmieniany 1 raz.
owca
bring it on
21 y/o
For good luck!
165 cm
Stewardessa w Air Canada
Awatar użytkownika
I put the sex in sexy,
Shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


𝒀𝒐 𝒏𝒐 𝒔𝒐𝒚 𝒚 𝒏𝒊 𝒗𝒊'𝒂 𝒔𝒆𝒓 𝒕𝒖 𝒃𝒊𝒛𝒄𝒐𝒄𝒉𝒊𝒕𝒐
𝑷𝒆𝒓𝒐 𝒕𝒆𝒏𝒈𝒐 𝒕𝒐' 𝒍𝒐 𝒒𝒖𝒆 𝒕𝒊𝒆𝒏𝒆 𝒅𝒆𝒍𝒊𝒕𝒐

。 ₊°༺❤︎༻°₊ 。


Była wściekła na Ezequiela. Od kilku dni po głowie krążyły jej naprawdę brutalne myśli na jego temat. Jak śmiał tak z nią pogrywać?! Czy on naprawdę myślał, że może kogoś takiego, jak ona, owinąć sobie wokół palca?! Sam fakt, że wyszedł ostatnim razem, tak po prostu, to jedno... Ale to, że nie odezwał się do niej pierwszy- to już zupełnie inna para kaloszy. Czuła się upokorzona! Płonęła żywym ogniem przez to, że to ona musiała napisać, pierwsza. Okazać swoje zainteresowanie i zdradzić swoje prawdziwe intencje. Czuła się zażenowana tym, że przerwała tę ciszę. Pokazała, że faktycznie zależy jej na kolejnym spotkaniu i kolejnych. Łaknęła jego uwagi i tych wszystkich słodkich kłamstewek. Zamierzała je dostać, ale na swoich warunkach. Nigdy więcej nie dopuści już do tego, by ktoś postawił ją w tak niewygodnej sytuacji!.... prawda?
Miała zamiar odegrać się na nim za to, co zrobił. Wyżyć się w typowy dla siebie sposób. Chciała ukarać go, dać mu nauczkę, by nigdy więcej nie próbował tak z nią pokrywać. Żeby raz na zawsze zapamiętał, że uwaga Sofi Torres jest na wagę złota i kiedy już się ją zdobędzie- trzeba o nią porządnie dbać, inaczej można utracić ją permanentnie. Dlatego napisała do niego zaraz po prysznicu, wybierając jedno z wielu, wyselekcjonowanych zdjęć (miała ich cały folder). Chciała złapać jego uwagę, sprawić, by pożałował swojej ciszy i... Co za dupek! Była bliska szału, gdy próbował wydawać jej rozkazy i odmówił jej posłuszeństwa w wymienianych wiadomościach. Miała cichą nadzieję, że podąży za jej wolą, że jej ulegnie- nic z tego! Przeklinając wyczyściła tego wieczoru całe swoje mieszkanie, popijając w międzyczasie butelkę wina.
Następnego dnia podjęła kolejną próbę, tym razem jej intencje były nieco inne. Tu już nie chodziło tylko o spotkanie- chciała wetrzeć mu w twarz wszystko, co zrobił źle. Po prostu poinformowała go o tym, o której ma się jej spodziewać. W podręcznym słowniczku So oznaczało to jednak w kontekście całej sytuacji tyle, co czas obsuwy rośnie wprost proporcjonalnie do mojego wkurwienia. Jak nietrudno się było więc domyślić- była na niego nieźle wkurzona. By móc wyładować się fizycznie, odwiedziła swoją ulubioną, starszą sąsiadkę, której zawsze pomagała ogarnąć tematy, na które sama nie miała siły. Sprzątając jej mieszkanie wciąż opowiadała rozemocjonowana o tym, jak brutalnie zagrano jej na nosie. Całe szczęście Pani Cornwell była tym typem starszej osoby, która angażował się w rozmowę w taki sposób, jakby wszystkie tematy dotyczyły jej bezpośrednio. Daj mu popalić, Torres!- zawołała, kiedy młoda stewardessa, dziś w roli sprzątaczki, opuszczała jej mieszkanie.
Trzeba przyznać, że taki sposób radzenia sobie z frustracją bardzo podziałał! Zerknęła na zegarek w telefonie. Jeżeli chciałaby być punktualnie, zostało jej dziesięć minut do tego, by usunąć z siebie won chemikaliów i przebrać się. Ale przecież nie chciała! Wróciła do siebie, umyła się, zmieniła ciuchy, wysuszyła włosy, dosłownie wykąpała we własnych perfumach i ruszyła pod adres swojego kamienia w bucie. Dziś ubrała się w zwykłe ciuchy. Nie zasłużył na jej piękną i wyjściową wersję! Zapukała mocno, agresywnie i zdecydowanie do jego drzwi. Jakby już tym gestem miała dać mu do zrozumienia, że nie będzie miał dziś do czynienia z tą słodką i uroczą kokietką, co ostatnio. Gdy wreszcie uchylił drzwi, podniosła na niego beznamiętne spojrzenie.
Z jednej strony miała ochotę rozszarpać go na kawałeczki i zrobić z niego zapiekankę, którą następnie poczęstuje całą jego rodzinę podczas niedzielnego obiadku. Z drugiej... Cholera, pachniał tak pięknie i wyglądał tak świeżo jak na swoje lata. Jego oczy migotały do niej tym ciepłym blaskiem wysyłając w głąb jej serca krótkie i drżące pytanie- jak możesz się na mnie gniewać? Skrzyżowała ręce na piersi, jakby miało jej to pomóc zapanować nad sobą.
-Sorry, musiałam na dwie godzinki wyskoczyć na lotnisko.- burknęła uszczypliwie, przypominając mu zakończenie ostatniego spotkania, patrząc na niego tak, jakby zaraz miała się na niego rzucić z tymi swoimi długimi, czerwonymi pazurami. - Wydawało mi się, że miałeś się do mnie odezwać.- dodała chwilę później, nie odrywając swojego gniewnego spojrzenia od jego pociągającej twarzy.
Wyminęła go i władowała się do środka, rozglądając się uważnie dookoła. Pierwsze, co ją uderzyło, to zapach. Przyjrzała się przez chwilę osamotnionemu talerzowi, otwartej butelce wina i w połowie przygaszonej świeczce. Ugotował dla nich kolację... Przez chwilę coś zakłuło ją w żołądku, coś, co można by podpisać pod wyrzuty sumienia. Z zamyślenia wyrwał ją przeciąg, który zrobił Ezequiel przechodząc koło niej ,zasiadając przy stoliku. Zagryzła lekko wargę w zamyśleniu i odwróciła od niego wzrok, rozglądając się po mieszkaniu.

-Boże. Co za obrzydlistwo.- fuknęła w temacie mieszkania, ignorując przez chwilę jego słowa. Zupełnie tak, jakby dała mu do zrozumienia, że jak będzie chciała, to mu odpowie. Teraz to on musiał się jej nasłuchać. Musiała powbijać mu szpile za to, co się wydarzyło.- Typowa, męska jaskinia. Zero polotu, ugh.- przewróciła oczyma i odwróciła się znowu w kierunku stolika spoglądając na niego i upitą lampkę wina.- Nie chcę, ograniczam węglowodany.- skrzyżowała swoje ramiona jeszcze mocniej.
Prawda była taka, że umierała z głodu! Przez cały dzień nie włożyła niczego do ust, bo pomagała starszej Pani ogarnąć mieszkanie. Była jednak zbyt dumna i zbyt rozdrażniona, by przyznać mu teraz, że to, co prezentowało się na talerzu, wyglądało i pachniało przepięknie. Stanęła przy nim i przysiadła pośladkiem na stole. Miała zamiar zaprotestować nawet w tak małym temacie, jak wyznaczone jej miejsce. Wszystko musiała mu dziś zrobić na przekór.
-Jak w pracy?- rzuciła nieprzypadkowo, siląc się na obojętność, wświdrowując mimowolnie spojrzenie w jego kącik ust.


𝒑𝒂𝒑𝒊
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
Try me
46 y/o
For good luck!
184 cm
neurochirurg, Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
oh, he's getting by,
fakin' the time of his life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Garcia nie był głupi. Widział po jej postawie, że jest na niego zła... i od razu zaczął się zastanawiać, czy to jakże celebryckie spóźnienie nie było jej odpowiedzią na coś, co ją uwierało. - Rozumiem. Sms zajmuje kilka sekund, Sofio. - rzucił sucho, bez zamiaru wchodzenia w szczegóły. Dla niego to było proste... zignorowała go, nie uszanowała czasu, który sama mu wyznaczyła, a teraz jeszcze próbowała bawić się z nim w psychologiczne gierki, na które do cholery nie miał ochoty. Był neurochirurgiem. Nie terapeutą. Nie detektywem od emocji. I pomimo tego, że był dojrzałym facetem, który stąpał po tym świecie prawie pół wieku, nigdy nie był dobry w te kobiece zagrania i zgadywanie, co ona „miała na myśli”. Wolał, kiedy mówiło mu się wprost, o co chodzi. A potem… nagle wszystko kliknęło, sama się wygadała co miała na myśli. Przewrócił oczami na jej kolejne pytanie, które okazało się dosłownym ujawnieniem jej zdenerwowania. - Aaa… to o to chodzi. increíble - spojrzał na nią, jakby w końcu zrozumiał zasady gry, w którą się bawiła od momentu wysłania wiadomości. - Sofio, pracuję po dwanaście, czasem osiemnaście godzin dziennie. Zajmuję się ciężkimi przypadkami. W pracy nie mogę myśleć o niczym innym niż o idealnym wcięciu w mózg. - Westchnął, jakby to było oczywiste. - Uwierz mi, bardzo chciałbym myśleć o tobie i o twoim ciele… ale obawiam się, że wtedy śmiertelność moich pacjentów diametralnie by wzrosła. - zaśmiał się pod nosem. Po chwili uniósł brew i dodał już ciszej, z tą naturalną zadziornością, unosząc kącik ust zaraz po tym jak powiedział, - Chciałem napisać, ale mnie uprzedziłaś. Chyba bardzo się stęskniłaś za tym starcem, hm?

Tym samym sposobem jego zdenerwowanie zaczęło powoli znikać. Bo ona przyznała się... nawet jeśli nie wprost. A jemu ta świadomość wystarczała. Teraz, siedząc przy stole, mógł jej się przyjrzeć naprawdę. I w tej wersji… chyba podobała mu się jeszcze bardziej. Była piękna, naturalna. Chodziła po salonie i emanowała aurą, której nie dało się nie zauważyć... aurą, w której on chciał się kąpać po każdej cholernie długiej, stresującej zmianie. Zignorował jej docinki na temat mieszkania. Przecież wiedział, że to nie jej gust. - Po prostu je tak kupiłem. Niektóre z obrazów sam wybierałem, ale cała reszta, jakiś designer z Toronto. Podobno tak jest teraz... trendy - uśmiechnął się krótko. Chwilę później skomentowała jedzenie i wspomniała o ograniczaniu węglowodanów, uniósł brew. Latynoska. Ograniczająca węgle. Zaraz mu powie, że liczy kalorie, a pollo al pastor albo pozole widuje tylko w snach. No błagam.

Spojrzał na nią i wysunął dłoń, układając ją na jej udzie. Po chwili zacisnął palce, jakby sprawdzał, czy jeszcze może sobie na to pozwolić. - Jeszcze tydzień popracuję i wezmę kilka dni urlopu. - odparł. - Jeszcze nie wiem, co będę robił, ale odpoczynek mi się przyda. - Wstał od stołu, przeszedł dookoła, chwycił talerz i podszedł do kuchenki Wrzucił makaron na patelnię i zaczął powoli go podgrzewać. - A jak twoja praca? - rzucił przez ramię, szczerze zainteresowany. - Już wiesz, ile masz lotów w tym tygodniu? - Po kilku minutach przełożył jedzenie z powrotem na talerz. Chwycił widelec, nabił na niego makaron i stanął przed Sofią z poważnym wyrazem twarzy. - Najpierw się spóźniasz… teraz mówisz, że ograniczasz węglowodany. - prychnął, przysuwając widelec do jej twarzy. - Nie pierdol głupot, psotnico. Spróbuj. - Jego głos był twardy, ale w środku to był po prostu… on. Zbyt przejęty tą całą sytuacją. - Starałem się dla ciebie. - Stał tak, czekając, czy spróbuje. Czy się skusi. Bo mimo jej złośliwego charakterku ciągnęło go do niej jak do ognia. A poza tym… wiedział od samego początku, że nie będzie z nią łatwo. I, jak widać, wcale się nie mylił.

psotnica
owca
bring it on
21 y/o
For good luck!
165 cm
Stewardessa w Air Canada
Awatar użytkownika
I put the sex in sexy,
Shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


Prychnęła tylko na uwagę odnośnie czasu, jaki zajmowało odpowiedzenie na wiadomość tekstową. Machnęła dłonią, jakby chciała go z tymi swoimi mądrościami przegonić, nie patrząc nawet w jego kierunku. To, co powiedział jednak chwilę potem sprawiła, że prychnęła głośno, z przekąsem, dość brutalnie. Starała się nie skupiać na tym, że jej wnętrzności zapłonęły w furii. Jak miał czelność bronić się przed nią w taki sposób!
-Ty się słyszysz?- zapytała, jakby ją to szczerze rozbawiło. W rzeczywistości zirytował ją fakt, że sam sobie zaprzeczył dosłownie dwa zdania po tym.- Nie masz czasu... Sms zajmuje kilka sekund, Ezequielu Garcia.- jego imię i nazwisko wyrzuciła z siebie z taką manierą, jakby było przekleństwem. Tym razem perfidnie zamerykanizowała całość, jakby chciała go nawet taką małą pierdołą zaatakować. Była dziś w bardzo bojowym nastroju, a jego odpowiedzi wcale w całej sytuacji nie pomagały. Bo ta cholera znowu jej się stawiała!- Cállate, García, eres un descarado. No tienes justificación alguna y no cambies de tema! - zawołała głośno, gdy znów postawił ją przed lustrem. Drażniło ją to, że tak dobrze ją czytał. Oczywiście, że się za nim stęskniła! Że chciała go więcej!
Po raz kolejny prychnęła z pogardą, gdy nazwał swój wystrój trendy. Nie przeszkadzało jej jakoś szczególnie- po prostu nie było w nim nic wyjątkowego i z pewnością już w pierwszym tygodniu przeprowadzki dodałaby tutaj więcej kolorów. Niemniej, atakowała wszystko co mogła, strzelając na ślepo, starając się trafić w coś, co go chociaż odrobinę zaboli. Problem jednak polegał na tym, że czepiała się rzeczy tak trywialnych, że wcale nie dziwiło jej, że nie reagował. Też miałaby takie zaczepki głęboko w dupie.
Jej oczy wbiły się w jego twarz w momencie, kiedy jej dotknął. Na jedną, krótką chwilę mimika jej twarzy złagodniała na chwilę. Przez jej oczy przemknęło coś na rodzaj ulgi. Jakby tęskniła za tym odkąd tylko miała okazję doświadczyć tego po raz pierwszy. Przyglądała mu się przez moment w ciszy, a jej kącik ust drgnął ku górze zdradzając, że sama liczy na to, by prędko się pogodzili... gdy tylko się na tym złapała, znów spochmurniała i strąciła jego rękę.
-Nie dotykaj mnie, nie zasłużyłeś na to.- syknęła, jakby to faktycznie była jakaś nagroda. Odprowadziła go wzrokiem, gdy podniósł się odpowiadając poniekąd na jej pytanie. Złapała za kieliszek z winem, z którego pił i uzupełniła go, tym razem sama sącząc alkohol ze szkła. -Wiem.- odpowiedziała krótko, niekonkretnie na pytanie odnośnie lotów. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że jej nieprzystępność może doprowadzić do rychłego zakończenia spotkania, ale... Nie mogła się powstrzymać! Nie mogła odpuścić, nie dopóki nie usłyszy od niego skruchy!
Popijając rubinowy trunek wsłuchiwała się w skwierczenie patelni ciesząc się wewnątrz siebie, że tym razem także jej nie posłuchał i zrobił to po swojemu. Wyjątek potwierdzający regułę. Gdy stanął przed nią, wlepiła spojrzenie w jego twarz, jakby szukając chociaż śladu skruchy. Bawiła się kieliszkiem, tworząc mikro wir z wina w środku. Milczała patrząc na niego sceptycznie, jakby poddawała wątpliwościom nie tylko jego umiejętności kulinarne ale i słuszność dzisiejszej schadzki.
-Ja się nie spóźniłam, Garcia. Przyszłam dokładnie o tej godzinie, o której chciałam. Mówiłam ci o tym ostatnio. Jestem pierdoloną stewardessą, punktualność mam we krwi.- przez moment spoglądała niepewnie na makaron. W końcu mimo wszystko uchyliła wargi pozwalając mu się nakarmić. Otuliła widelec ustani nie urywając z nim kontaktu wzrokowego. Zupełnie jakby liczyła na to, że jej słowa w niego wsiąkną, że zrozumie ich znaczenie i NARESZCIE PRZEPROSI.
Starałem się dla ciebie.
Dobrze, że siedziała, bo z pewnością zadrżałyby jej teraz nogi. To wyznanie w jakiś dziwny sposób uderzyło ją w to delikatne, miękkie miejsce na sercu, skutecznie ją nokautując. Jej twarz złagodniała nieco, gdy przeżuwała porcję, która jej podsunął. Danie, które przygotował dla niej, było przepyszne. Miała ochotę wyjąć mu ten talerz z rąk i wciągnąć wszystko w jednym kęsie. Kiedy skończyła przeżuwać, złapała za wino i upiła łyk, czując się otulona kulinarną przyjemnością.
-Może być.- rzuciła krótko, ale w jej głosie było coś o wiele łagodniejszego, spokojniejszego. Coś, co dawało jasno znać, że upodobała sobie to danie zdecydowanie bardziej, niż chciała mu pokazać.- Jesteś bezczelny, Garcia, wiesz o tym?!- zawołała nagle, ni stąd ni zowąd, patrząc na niego totalnie pozbawiona cierpliwości. No tak, bo to przecież on przyszedł do niej, obrażał ją, jej mieszkanie, jej dania i zachowywał się księżniczka.- Każesz mi się za sobą uganiać! Co z ciebie za facet?!


𝒑𝒂𝒑𝒊
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
Try me
46 y/o
For good luck!
184 cm
neurochirurg, Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
oh, he's getting by,
fakin' the time of his life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zaśmiał się pod nosem, kiwając głową w niedowierzaniu. - Dobrze. Może i masz rację w tej kwestii. W takim razie… nie mam sobie nic na wymówkę. - rzucił, a w głosie miał ten wredny, rozbawiony dystans, próbując jakoś ocieplić tę sytuację. Nie wierzył w to, co się działo. W to, co ona z nim wyprawiała. W innym przypadku dałby sobie spokój. Kto to widział - czterdziestosześcioletni dziad kłócący się z małolatą, która większość czasu spędza na Insta Reelsach i wybieraniu, które zdjęcie wrzucić na posta, zamiast faktycznie doświadczać tego, z czym on się borykał. Równie dobrze mógłby ją teraz po prostu wyprosić. Wrócić do bycia tylko sąsiadami. Tylko że… nie chciał. Bo w dalszym ciągu uważał, że ten jej temperament, ta barwność, ta bezpośredniość... to było coś, czego mu brakowało. Będzie musiał jedynie zaopatrzyć się w częstsze wizyty u fryzjera, żeby zakryć ilość siwych włosów, które mu przysporzy.
Wycofał dłoń, kiedy dosłownie splunęła jadem w jego kierunku. Co jak co, ale Ezequiel szanował kobiety i ich ciała. Jeżeli nie chciała, żeby ją dotykał… postara się tego nie robić. Właśnie. Postara. Bo im bardziej podnosiła na niego ten swój melodyjny głosik, tym bardziej chciał… Maldita sea, ¿en qué estás pensando? - Przemknęło mu przez myśl, kiedy podgrzewał jej jedzenie, jakby sam siebie musiał przywołać do porządku. Zaśmiał się, odchylając głowę na jej odpowiedź o punktualności. - Czyli czterdzieści pięć minut spóźnienia świadczy o tym, że jesteś na mnie wkurwiona. - uniósł brew, - W skali od jeden do dziesięciu… na ile? - Uśmiechnął się nonszalancko, ale mówił to serio. Wolał wiedzieć, na czym stoi.- Żebym miał pewność na przyszłość, jak czas twojego spóźnienia ma się do poziomu nielubienia mnie w danym momencie. - dodał. I choć brzmiał lekko… miał nadzieję, że zacznie szanować jego czas i że te spóźnienia nie staną się jej ulubioną formą 'komunikacji'. Ale wolał być przygotowany.

Uniósł kącik ust, gdy opatuliła swoimi pełnymi ustami widelec i wzięła do ust nabity makaron. Powoli wysunął sztuciec, przyglądając się jej, jak przeżuwa... spokojnie, jakby robiła mu na złość samym tempem. Wiedział, że to tylko chwila ciszy przed burzą. Panna Torres z pewnością już układała w głowie tekst, którym mu przywali. I faktycznie... nie kazała mu długo czekać. Kiedy upiła łyk wina, Garcia poczuł to od razu... nadchodził atak werbalny. Był na niego gotowy. Odłożył talerz na bok i odsunął się, dając jej przestrzeń… tylko po to, żeby za chwilę ją odebrać. Podszedł do lodówki, wyciągnął piwo, otworzył o blat i upił łyk, obserwując ją spod brwi. Wzbudzała w nim emocje tak intensywne, że aż go swędziały pod skórą. Jej zaborczość, jej temperament... gotowały mu krew. Wziął jeszcze jeden, dłuższy łyk. Odstawił butelkę z impetem. A potem ruszył do niej szybkim krokiem, nie dając jej czasu na ucieczkę. Zatrzymał się tuż przed nią i chwycił ją za podbródek... pewnie i stanowczo, tak żeby musiała spojrzeć mu w oczy. - Co ci mówiłem o pyskowaniu, psotnico? - mruknął, a w jego głosie było więcej rozbawienia niż złości. Ale w spojrzeniu… coś ostrzejszego. Nachylił się odrobinę. - Si soy tan descarado, ¿por qué te aferras a mí, maliciosa? - Jej odpowiedź.. nawet jeśli jeszcze nie padła... już go nakręcała. Jakby znał ją na wylot, zanim zdążyła się odsłonić. Jakby rozgryzał ją krok po kroku i podobało mu się, że nie jest łatwa. Prawą dłonią przesunął z impetem rzeczy ze stolika na bok, jakby nagle nic poza nią nie miało znaczenia. Szkło brzęknęło, porcelana roztrzaskała się o podłogę... nie obchodziło go to. Teraz liczyła się tylko ona i ten ogień, który sama w nim rozpalała. Chwycił ją za kark i przyciągnął bliżej, aż poczuł jej oddech. - ¿Quizás estoy intentando ser misterioso? - mruknął cicho, niemal przy jej ustach. - Quizás no quiere que sepas lo mucho que me gustas. - i pocałował ją mocno... tak, jak wyobrażał to sobie przez ostatnie dni. Tak, jak, wtedy, kiedy sie powstrzymywał. Jakby w końcu przestał udawać, że ma kontrolę. Przesunął dłońmi po jej piersiach, ściskając je przez materiał, który tylko mu w tym przeszkadzał... Delikatnie popchnął ją, by plecami polożyła się na stole, chwycił ją za uda i rozsunął je. Przesunął się między jej nogi, pochylił się i szepnął, - ¿Puedo tocarte? ¿Me lo he ganado?

maliciosa
owca
bring it on
21 y/o
For good luck!
165 cm
Stewardessa w Air Canada
Awatar użytkownika
I put the sex in sexy,
Shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


Gdy przyznał jej rację, patrzyła na niego tak, jakby oczekiwała czegoś jeszcze. Bo w sumie tak było. Gdzie to pieprzone przepraszam?! Westchnęła poirytowana, ciężko, jakby zapaliła jej się lampka w rezerwie na cierpliwość. W bardzo niebezpieczny sposób podobały jej się te głośne i pobudzone rozmowy, wieczne omijanie tematu, próba założenia rozmówcy kagańca. To cholerne flamenco. Przecież sama go chciała, prawda? Problem polegał jednak na tym, że to ona chciała prowadzić! A przecież, jak powszechnie wiadomo, każdy taniec towarzyski skazany jest na porażkę, jeżeli obie osoby próbują prowadzić. Znowu napełniła usta winem, rozkoszując się jego słodyczą. Bardzo ucieszył ją ten drobny gest- kupił dokładnie ten sam trunek, którym raczyli się podczas swojej pierwszej randki. Nie było więc lepszego dowodu na to, że zależało mu na tym, by zaszczyciła go swoim towarzystwem. Czemu więc tak ciężko szło mu podłożenie się jej?! CHOCIAŻ RAZ! Ta próba metaforycznego bycia na górze sprawiała, że Sofia coraz bardziej odchodziła od zmysłów.
Oczywiście, że nie odpowiedziała w pierwszej kolejności, gdy zapytał ją o poziom skali złości. Musiała się opanować, bo ta uwaga nieco ją rozbawiła. Wzięła kolejnego łyka, żeby utrzymać odgrywaną w tym momencie przez siebie, zaciętą rolę.
- Bardzo.- odpowiedziała wreszcie, kiedy udało jej się przetransformować rozbawienie na irytację. Bo przecież bagatelizował teraz sprawę! Nie napisał do niej! PIERWSZY! To, że odpisywał dosłownie kilka sekund po tym, jak się odezwała, nie miało znaczenia. Pies pogrzebany był w fakcie, że musiała się w swoich oczach poniżyć, prosząc o uwagę mężczyznę. Nie przywykła do takiej dynamiki.- Nie mam dziesięciu stopni w skali, Garcia. Jest zero-jedynkowo. Albo mnie wkurwiasz, albo nie.- wyjaśniła z przekąsem, odrzucając kosmyk długich włosów wchodzących jej na twarz, pozwalając mu opaść gdzieś na jej łopatkę.- To jak bardzo się spóźniam jest bardziej zależne od tego, w jakiej dziedzinie mnie wkurwiłeś.- wyjaśniła i odchrząknęła głośno czując głęboką potrzebę zaśmiania się. Tak, bo kiedy mówiła o tym wprost, brzmiało to strasznie absurdalnie.- A ty mnie olałeś. MNIE.- to wypowiedziała z ogromnym żalem i pretensją, dopijając resztkę wina z lampki.- Ciesz się, że w ogóle przyszłam.
Torres mogła tak rzucać uszczypliwościami w nieskończoność. Mogłaby nie ruszyć się z miejsca przez resztę wieczora i wiecznie miałaby coś do powiedzenia, odszczekania. W sytuacjach takich, jak ta, wydawała się być jeszcze bardziej kreatywna. Zerknęła ukradkiem na jedzenie, które odłożył obok niej zastanawiając się, w jaki sposób dostać się do talerza, by nie wyjść na zbyt urzeczoną jego zdolnościami kulinarnymi. Zrezygnowała uznając, że na to przyjdzie jeszcze czas, teraz musiała najeść się sfermentowanymi winogronami w płynie. Zerknęła zdezorientowana na niego, kiedy odstawił stanowczo butelkę z piwem. Uniosła zaskoczona brew ku górze niekoniecznie wiedząc, czego ma się spodziewać. Czyżby miał złapać ją za kłaki i wytargać na zewnątrz? Czyżby przegięła którąś ze swoich uwag? A może...
Nim zdążyła pomyśleć o ostatniej opcji, on już ją potwierdził. Posłusznie, grzecznie, wbrew temu, co reprezentowała od przekroczenia progu, uniosła głowę, patrząc na niego z jakimś przedziwnym blaskiem kręcącym się w jej spojrzeniu. Podobało jej się, kiedy tak nagle wybuchał, jakby chciał dać jej nauczkę za to, że tak z nim pogrywała. Jego słowa wyrysowały na jej twarzy diabelski uśmiech, pierwszy tego wieczoru, jakby nareszcie wyszła z roli. Powoli zmierzyła go spojrzeniem, ciekawa tego, co kręci się mu pod czupryną. Uchyliła lekko usta, zbita z tropu, przez krótką chwilę nie wiedząc co odpowiedzieć! Jego dotyk, bliskość i to płomienne spojrzenie odbierały całą tą cwaniakowatość, która ociekała z niej jeszcze kilka minut temu. Ale musiała mu odpowiedzieć. Czuła przytłaczające podniecenie już na samą myśl o tym, że mógłby.. .faktycznie spróbować ją ukarać. Chciała sprawdzić, co miał w arsenale.
-Porque me aburro y no tengo nada más interesante que hacer por aquí, viejo. Ni se te ocurra pensar que eres alguien especial.- skłamała wreszcie, z mocą, niemalże stawiając mu się w oczy, zaciskając palce w podekscytowaniu na stole.
Podskoczyła delikatnie w miejscu, gdy dźwięk tłuczonej zastawy przerwał ciszę. Jej klatka piersiowa poruszała się coraz szybciej, w rytm przyśpieszonych oddechów i bicia serca. Pochyliła się gwałtownie w skutek niedelikatnego gestu, jaki wobec niej zastosował i... cholernie jej się to spodobało. Rozchylając usta przyglądała się chaotycznie jego twarzy, jakby każdy grymas Ezequiela miał teraz nuklearne znaczenie. Zawiesiła spojrzenie na jego wargach wsłuchując się w kolejną, gorącą kwestię sąsiada i... Przepadła.
Przynajmniej w chwili, kiedy jego wargi napierały zachłannie na jej pełne usta.
Odwzajemniając pocałunki wsunęła kolano pomiędzy jego uda ocierając się o nie, napierając coraz wyżej, jakby próbując potwierdzić sobie samej, że działa na niego równie mocno, co on na nią, bo ona... Cholera, ona dla niego płonęła! Jej ciało wyginało się po jego dotykiem, zupełnie tak, jakby próbowała go w siebie wchłonąć, jakby nareszcie miała okazję poczuć coś, czym szczuto ją od tak dawna.
Wizją cudownego, spektakularnego spełnienia.
-Exige, suplica...- wyszeptała drżąco, w odpowiedzi na jego zapytanie, kiedy wylądowała na plecach. Przesunęła dłońmi po jego klatce piersiowej, poprzez ramiona, by ostatecznie uczepić się jego włosów, złapać za nie mocno i odchylić jego głowę tak, by skoncentrował wzrok na jej twarzy. - ...O haz que sea yo quien suplique.- zakończyła wpijając się zachłannie w jego wargi, unosząc się nieco nad stołem, by być jak najbliżej niego. By czuć ciepło bijące od jego rozpalonego ciała.


𝒑𝒂𝒑𝒊
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
Try me
46 y/o
For good luck!
184 cm
neurochirurg, Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
oh, he's getting by,
fakin' the time of his life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ezequiel uwielbiał tańczyć. Prowadzić. Upewniać się, że osoba w jego ramionach świetnie się bawi, że czuje się jak w centrum jego uwagi. Z każdym ruchem i każdym obrotem coraz wyraźniej jednak czuł, że Sofia próbuje przejąć kontrolę... raz po raz stąpając obcasem po jego stopach, jakby chciała mu powiedzieć, że to ona tutaj rządzi. Nie był tym zachwycony. Nie miał też zamiaru jej odpuszczać. Nie bał się stawić jej czoła... w pewnym sensie uważał, że to ich przekomarzanie jest czymś naturalnym. Ich własnym sposobem na pokazanie, że jednak się lubią. Bo tak właśnie było. Garcia ją lubił. Widząc ją taką - pyskatą, z naburmuszoną, ostrą buźką - myślał nie tylko o tym, jaka jest inteligentna i młoda, ale też o tym, że jest kimś, kto przewróci mu życie do góry nogami. I to go… kurewsko pociągało.

Odwrócił się, kiedy odpowiedziała mu, jak bardzo jest na niego wkurwiona. I nagle dotarło do niego, że chyba wyszedł już z wprawy w te współczesne “zabawy”. Kiedyś wystarczyło zadzwonić raz na kilka dni do dziewczyny, którą był zainteresowany. Teraz, w erze telefonów i social mediów, pewnie trzeba to robić kilka razy dziennie. Czego on, oczywiście, nie wiedział. W tamtym momencie był niemal pewien, że będzie musiał poradzić się młodszych kolegów w pracy, żeby wytłumaczyli mu jak dziecku, jak się za to zabrać - żeby ta mała psotnica nie uciekła mu sprzed nosa tylko dlatego, że nie polubił jej zdjęcia na Instagramie albo nie odpisał wystarczająco szybko. - Sof… - zaczął powoli, nisko. - Nie olałem cię. - Zerknął na nią, potem na patelnię, potem znowu na nią, jakby próbował ogarnąć jednocześnie dwa pożary i je ugasić. - Postaram się bardziej pokazywać ci, że jestem tobą zainteresowany, dobrze? - I na moment… odpuścił zgrywanie macho-bydlaka, który realizuje swój plan. Skupił się na byciu sobą - czyli szczerym, czułym gościem, który naprawdę czuł to, co mówił. Tylko że to wszystko nadal było oblepione kłamstwem. Tym jego 'planem'. I tym, że nie chciał przyznać nawet sam przed sobą, że obecność Sofii przestała być dla niego tylko zabawą. Że może ten jego złowieszczy plan przestał być planem w chwili, kiedy weszła do jego domu, wrzucając w niego swoim temperamentem i docinkami - takimi, które miały wbić mu się pod skórę. Głęboko. Tak, żeby zostały blizny.

Już dawno nie poznał kobiety, która potrafiła mu się postawić. Z którą nie będzie mu się nudziło. Z którą nie będzie prowadził tej samej rozmowy dzień w dzień. I to go, paradoksalnie… przerażało. Bo z każdej możliwej chwili, w której mógł kogoś takiego poznać, musiało to być akurat teraz? - Jestem kolesiem starej daty, który dopiero co nauczył się, co to ChatGPT… jak sprawdzać, kto kiedy odczytał wiadomość… i jak używać Tindera. - parsknął śmiechem.- Jestem technologicznym analfabetą.- Zaśmiał się, zarzucił ręcznik na ramię i odwrócił się, wbijając wzrok w to, jak popija wino. - Nie tłumaczy mnie to. Ale obiecuję ci, że już nigdy nie poczujesz, że cię olewam. - Uśmiechnął się. I mówił to szczerze. Widział, że jakaś część jej potrzebuje tej bliskości, tego skupienia na niej - nie był pewien, skąd to się w niej wzięło, ale był gotowy zwrócić na to uwagę… byleby tylko zatrzymać ją przy sobie. A ta jej pyskata buźka doprowadzała go do białej gorączki. Powietrze w tym pomieszczeniu gęstniało z każdą minutą. Najgorętsza noc w Meksyku nie umywała się do tego, co czuł w tamtej chwili, dzieląc z nią ten sam tlen. Kiedy chwycił ją pod brodę i zmusił, żeby spojrzała mu w oczy, parsknął śmiechem na jej odpowiedź. - Mentirosa - rzucił. A potem zrzucił ze stołu wszystko, co tylko przeszkadzało. Nie mógł przestać wpatrywać się w te ciemne tęczówki, w pełne usta, w oliwkową cerę. Przysunął się bliżej, całując ją tak, jakby w końcu przestał udawać, że ma kontrolę.

Napierał coraz mocniej. Nie chcąc się już stopować.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


mentirosa
owca
bring it on
21 y/o
For good luck!
165 cm
Stewardessa w Air Canada
Awatar użytkownika
I put the sex in sexy,
Shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


Zdecydowanie złagodniała, zaczynała odpuszczać, kiedy on powoli wycofywał się, przyjmował coraz bardziej pokojową postawę. Nie wiedziała w którym momencie i którym tekstem sprawiła, że nagle zapragnął dążyć do deeskalacji, ale... cóż, jego zachowanie zaczęło się jej udzielać. Poczuła, że w jakimś stopniu udało jej się osiągnąć to, co było jej głównym motorem- wetrzeć mu fakt, że poniekąd sprawił jej przykrość. Oczywiście nie ofiarował jej tego tak, jak na to liczyła- przede wszystkim nie przeprosił jej na kolanach, z rozpaczą w oczach, ale... obietnica poprawy poniekąd wystarczyła Torres.
-No właśnie, nie tłumaczy cię to.- powtórzyła za nim jak echo, zdecydowanie bardziej przystępnie, ciszej i spokojniej, zerkając na niego z jakąś dziecięcą przekorą. - Masz ostatnią szansę. Jeżeli to się powtórzy, będziesz musiał udawać, że jakaś nędzna, morska bryza jest cię w stanie porwać równie mocno i spektakularnie co huragan.- ostrzegła spokojnie.
Jego troska i ciepło odblokowywały coś w jej sercu. Wysyłały impuls, który sprawiał, że wszystkie jej mechanizmy obronne, przestawały nagle działać. Traciła możliwość wyprowadzania ataków i po prostu miękła. Kiedy w jakiś sposób starał się o nią zadbać, coś w niej miękło. Naprawdę czuła, że potrzebuje tej bliskości, zaangażowania, zainteresowania, podziwu... Chciała zajmować całe miejsce w jego głowie. Chciała być jego słodkim rozkojarzeniem i powodem do dumy. Chciała widzieć, że jej pikantne odzywki i wyszczekana buzia nie są w stanie go od niej odciągnąć. Że dalej ciągnie go do niej w tej silny, nieugięty sposób.
Chciała być czymś więcej, niż tylko zabawką- kochanką na chwilę. Bootycallem. Aspirowała do bycia jego obsesją, hiperfiksacją.
Jego pocałunki, sposób w jaki ją dotykał dawały jej jasno do zrozumienia, że ma na to szansę. Tę pewność, pasję i namiętność- tego nie spotykało się zbyt często. Każdym gestem wydawał się przerywać post, który sam sobie narzucał, wbrew własnej woli. Oddawał się temu, co cały czas kłębiło mu się w myślach. Wiedziała więc, że to pragnienie zainfekowania go sobą już dawno się ziściło. Potrzebowała tylko potwierdzenia.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description



𝒑𝒂𝒑𝒊
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
Try me
46 y/o
For good luck!
184 cm
neurochirurg, Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
oh, he's getting by,
fakin' the time of his life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


mi dulce sofia
owca
bring it on
21 y/o
For good luck!
165 cm
Stewardessa w Air Canada
Awatar użytkownika
I put the sex in sexy,
Shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


𝒑𝒂𝒑𝒊
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
Try me
ODPOWIEDZ

Wróć do „#14”